Szukaj
Konto

Marcin Bąk: Halloween czy Dziady

Marcin Bąk: Halloween czy Dziady
Źródło: pixabay.com | Dynia na Helloween
Noc z 31 października na 1 listopada stała się już od wielu lat areną sporów wokół zwyczaju, zaimportowanego ze Stanów Zjednoczonych, związanego z Halloween. Trwają wymiany argumentów za i przeciw. Jedni mówią – obce naszej kulturze, satanistyczne święto, inni odpowiadają że co komu przeszkadza nocna maskarada dzieciaków.

Celtyckie korzenie zabaw z dynią

Rozmawiając o kulisach  tego zwyczaju, który na dobre już chyba zakorzenił się w naszym kraju, można zastanowić się chwilę nad tym, jak w naszych czasach sfera sacrum przenika się ze sferą profanum, jak obie poddają się procesowi komercjalizacji. Sam zwyczaj bowiem wywodzi się jak najbardziej z dawnej potrzeby religijności, zakorzenionej głęboko w duszy człowieka. To co dzisiaj widzimy na ulicach polskich miast, czyli dzieciaki poprzebierane za straszydła, kościotrupy jako dekoracje ogródków przydomowych i wszechobecne świecące dynie z wyszczerzonymi zębiskami, to jest już mocno skomercjalizowana wersja tego, czym niegdyś było święto Samhain. Badacze mitologii i folkloru celtyckiego nie są rzecz jasna zgodni co do kształtu i znaczenia pierwotnych tradycji związanych nocą 31 października ale pewne ogólne ramy dają się zrekonstruować. Wydaje się, że Celtowie obchodzili tego dnia początek nowego roku, zarazem początek ciemnej, zimowej pory. Był to jeden, być może najważniejszy, z dni zadusznych, kiedy to mieszkańcy zaświatów przedostawali się, przez specjalne miejsca, na krótki czas między żywych.  Działy się wtedy różne dziwne wydarzenia, bohaterowie irlandzkich czy walijskich legend spotykali swoich przodków, sami trafiali poprzez ukryte wejścia w kurhanach do krainy sid, siedliska zmarłych. Był to czas niebezpieczny, kiedy istoty chtoniczne, związane z siłami ziemi i tego co pod ziemią, zyskiwały większą moc. Ludzie obawiali się ich i starali zarazem pozyskać przychylność. W społecznościach rolniczych zaskarbienie sobie przychylności bóstw związanych ze światem podziemnym było bardzo istotne, to one bowiem odpowiedzialne były za kiełkowanie ziarna rzuconego jesienią w bruzdy. Bez ich przychylności nie było zboża i wszystkich czekał głód. Z wczesnośredniowiecznych źródeł można wywnioskować, że Celtowie składali tym podziemnym bóstwom, właśnie w noc 31 października, ofiary i bywały to ofiary krwawe, także z ludzi. Jednym z bogów, któremu oddawano cześć w Irlandii podczas święta Samhain był Crom Cruagh, co badacze tłumaczą jako Głowa Grobowca lub Głowa we Krwi.   Imię bóstwa jest aż nadto wymowne. Nie było natomiast w dawnych, pogańskich obrzędach Samhain tak popularnej obecnie dyni, rośliny przybyłej z Nowego Świata i uprawianej w Irlandii dopiero od XVII wieku. Zamiast niej stosowano znacznie mniejsze lampiony, z wydrążonej brukwi, znane jako Jack O’Lantern.

Nasze rodzime Dziady

Wydaje się, że różne obrzędy o charakterze religijnym, zbliżone do celtyckiego święta Samhain, miały miejsce w okolicach 31 października na terenie całej Europy. Trudno się też temu dziwić, większość europejskich ludów, poza Baskami, pochodzi z jednej, praindoeuropejskiej kolebki,  nasi wspólni przodkowie mówili jednym językiem, wierzyli w to samo, tego samego się obawiali. Jesień ma w sobie ten niepokojący nastrój, gdy cała przyroda zdaje się zamierać i oddawać we władanie bóstw związanych z siłami ziemi, tego co pod ziemią, nocy i ciemności. Odpowiednikiem celtyckiego święta Samhain na naszych ziemiach był obrzęd Dziadów, którego romantyczną wizję znamy wszyscy dobrze dzięki talentowi Adama Mickiewicza i poematowi o tym samym tytule. Faktycznie, jakieś zbliżone do opisywanych przez narodowego wieszcza obrzędy musiały istnieć jeszcze przed przyjęciem chrztu przez ludy słowiańskie a po chrystianizacji przenikały stopniowo do folkloru i egzystowały na obrzeżach oficjalnej wiary, przejmując część elementów chrześcijańskich. Czy były tam takie praktyki nekromanckie, jak opisuje w poetyckiej wizji Mickiewicza – trudno powiedzieć.

 

Kontrowersje

Współczesny zwyczaj Halloween jest mocno skomercjalizowaną wersją święta celtyckiego, które wróciło niejako zza oceanu, dokąd przenieśli je irlandzcy i szkoccy emigranci. Dla sieci handlowych jest to doskonała okazja do sprzedaży różnych produktów, związanych z „upiorną” estetyką. Dla zwolenników swojskości z kolei okazją do narzekania, podobnie jak przy walentynkach, na to że „cudze chwalimy a swego nie znamy”. Pada tu dość często argument, że jest to obce, importowane święto, z obcą symboliką a przecież mamy nasze Dziady, swojskie i klimatyczne. Szczególnie zwolennicy powrotu do pogańskich korzeni, rodzimowiercy polscy zachęcają do świętowania Dziadów zamiast zapalania świeczki w zębatej dyni. Kontrargumentem, który wtedy najczęściej pada, jest przykład choinki bożonarodzeniowej, która rozpowszechniła się w Polsce w XIX wieku, przyszła z Niemiec i jest także stosunkowo późnym importem.  Ludzie zajmujący się demonologią, opętaniami i kultami przestrzegają z kolei przed mrocznymi, demonicznymi elementami jakie towarzyszą niewinnej jakby się zdawało zabawie hellowennowej.

Dla chrześcijan, dla katolików w szczególności, dzień 1 listopada to dzień Wszystkich Świętych, dzień Kościoła triumfującego w Niebie a 2 listopada to dzień, w którym otaczać powinni modlitwą wszystkich zmarłych, którzy tej modlitwy potrzebują. Jeśli wierni będą pamiętać o tych najważniejszych w tym okresie sprawach, to żadne Dziady czy Halloween nie będą dla nich groźne.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.10.2026 18:50
Źródło: tysol.pl