Szukaj
Konto

András László: Europejscy decydenci zostali politycznie skorumpowani

András László, poseł do Parlamentu Europejskiego
Źródło: Tysol.pl | Autor: Anna Wiejak | Licencja: Tysol.pl | András László, poseł do Parlamentu Europejskiego
„Uważam, że europejscy decydenci zostali politycznie skorumpowani przez lewicowe media, przez lewicowe organizacje pozarządowe, przez takich ludzi jak George Soros i jego Open Society Foundations” - mówi w rozmowie z portalem Tysol.pl András László (Fidesz), prezes Fundacji Patriots for Europe, poseł do Parlamentu Europejskiego.
Co musisz wiedzieć:

Migranci jako broń

 

- Powiedział Pan o migrantach jako o broni. Jak to się dzieje, że są międzynarodowe kręgi, które decydują się użyć owej broni przeciwko społeczeństwom w Europie?

 

András László: Widzieliśmy migrację wykorzystywaną jako oręż w wojnie hybrydowej przeciwko Unii Europejskiej. Nielegalni imigranci byli najpierw transportowani na granicę zewnętrzną UE, a potem wypychani. Była taka możliwość, ponieważ ci, którzy chcieli użyć tej broni przeciwko UE zrobili rozpoznanie i przekonali się, że polityka UE jest permisywna dla nielegalnej imigracji, że elity w Brukseli i lewicowe ugrupowania polityczne, organizacje pozarządowe oraz lewicowe media wspierają migrację. Udają, że jest moralnie dozwolone, aby pozwolić nielegalnym migrantom na przedostanie się do Unii Europejskiej. W związku z tym, nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy opowiadane przez nich historie są prawdziwe, o tym, jak są prześladowani, a jeżeli nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować, to każde państwo trzecie, które chce stworzyć napięcia społeczne w krajach europejskich, wystarczy, że wepchnie nielegalnych migrantów na europejskie granice, ponieważ wie, że kraje członkowskie, nawet jeżeli chcą strzec swoich granic, UE może je za to ukarać. Tak było w przypadku Węgier.

 

- Czy w Pana ocenie jest to część jakiegoś większego planu, czy też po prostu głupota polityków?

 

Uważam, że europejscy decydenci zostali politycznie skorumpowani przez lewicowe media, przez lewicowe organizacje pozarządowe, przez takich ludzi jak George Soros i jego Open Society Foundations, gdzie udają, że ideologia społeczeństwa otwartego jest sposobem na to, aby to społeczeństwo było lepsze. I to był eksperyment, który wypróbowali po 2015 roku – europejski kryzys migracyjny. Mówili, że powinniśmy wpuszczać wszystkich, ponieważ są to ludzie biedni i prześladowani. Do chwili obecnej stało się dla wszystkich jasne, że to upadło, że integracja nie działa, a fakt, że nadal nie odwracają tej polityki pokazuje, że to wszystko jest intencjonalne.

 

 

- Czy jest jakakolwiek szansa na zatrzymanie tej polityki. Nie wydaje mi się ona zgodna z prawem – ona jest wbrew zapisom traktatowym – i jest dla mnie niezrozumiałe, jak udało im się przeforsować pakt migracyjny.

 

W polityce migracyjnej, podobnie jak i w wielu innych obszarach w Brukseli i instytucjach unijnych interpretacja traktatów UE i prawa europejskiego jest dobrym przykładem na to, jak wprowadza się podwójne standardy. Dla przykładu, w moim kraju, na Węgrzech, szlakiem bałkańskim setki tysięcy ludzi przedostały się do UE. Kiedy zatamowaliśmy ten napływ, zostaliśmy za to ukarani grzywną 200 mln euro plus 1 mln euro dziennie, jeżeli nie zmienimy naszego prawa. Kiedy Rosja z Białorusią zaczęła wywierać presję migracyjną na Polskę, kraje bałtyckie i Finlandię, było właściwe dla tych krajów, aby strzec swoich granic. Zatem widzimy podwójne standardy. Widzimy również podwójne standardy we wdrażaniu unijnych regulacji, włącznie z tymi dotyczącymi migracji niestety.

 

Czy grozi nam ludobójstwo?

 

- Czy nie obawia się Pan, że muzułmańscy przywódcy religijni wezwą znajdujących się na terenie UE islamskich migrantów do dżihadu i będziemy mieć w Europie ludobójstwo?

 

To bardzo trudna sprawa. Niektórzy nielegalni imigranci z krajów muzułmańskich, którzy przybyli do Europy są dużo bardziej radykalni niż muzułmanie w krajach pochodzenia. Wydaje mi się, że to były Zjednoczone Emiraty Arabskie zaprzestały wysyłania studentów na studia do Wielkiej Brytanii, ponieważ uznały, że istnieje zagrożenie, że muzułmańscy studenci się zradykalizują w Wielkiej Brytanii. To pokazuje skalę absurdalności całej tej sytuacji. Jeżeli te kraje widzą, że najbardziej radykalni ludzie opuszczają je, to myślę, że są z tego zadowolone.

 

Pozostaje pytanie, dlaczego my pozwalamy im tu przyjeżdżać, do naszych krajów – nie tylko muzułmanom, komukolwiek. Jeżeli nie jesteśmy w stanie sprawdzić dokumentów, historii życia ludzi, którzy roszczą sobie prawo do pobytu, jeżeli są one trzymane w sekrecie, którzy twierdzą, że są prześladowani w krajach pochodzenia, to dlaczego im wierzymy? Dlaczego ich nie sprawdzamy? Dlaczego nie stawiamy na pierwszym miejscu własnego bezpieczeństwa? Dlaczego nie stawiamy w Europie na pierwszym miejscu praworządności, prawa, porządku? Dlaczego nie chronimy własnych obywateli? Dlaczego wierzymy w historyjki, które są niepotwierdzone?

 

A tak na marginesie, większość ludzi, którzy wkraczają w europejskie granice przejeżdżają przez bezpieczne kraje. Zgodnie z zapisami międzynarodowych konwencji, taki kraj musi bronić osoby, która jest prześladowana i której życie i zdrowie jest zagrożone. Dla przykładu, życie ludzi, którzy przechodzą przez Serbię do Węgier, czy ci, którzy próbują przedostawać się z Turcji do Grecji czy Bułgarii, nie znajduje się w niebezpieczeństwie. Przybywają przez bezpieczne kraje, albo z bezpiecznych krajów, w zależności od przypadku. A mimo tego my udajemy, kiedy osiągają granice UE, że ich życiu cokolwiek zagraża. To jest niedorzeczne.

 

KE doprowadzi swój plan do końca?

 

- Czy sądzi Pan, że Komisji Europejskiej uda się doprowadzić do końca plan legalizacji nielegalnych imigrantów?

 

Myślę, że mogą to zrobić państwa narodowe. Wystarczy podać przykład socjalistycznego rządu w Hiszpanii. Poinformował on, że legalizują 500 tys. nielegalnych imigrantów. Komisja Europejska ogłosiła coś innego – dwa czy trzy lata temu von der Leyen, przewodnicząca KE, zaczęła mówić coś o globalnej bramie, szlaku dla milionów ludzi, aby przybywali legalnie do Unii Europejskiej. Zatem oni nie mówią, że wszyscy ci ludzie, którzy przybywają do UE z powodów ekonomicznych – a my ich nie chcemy, bo nie wiemy, kim są – mają mieć zalegalizowany pobyt, oni mówią, że dadzą im oficjalnie papiery, a wówczas Europejczycy nie będą mogli narzekać, że ci migranci są tutaj nielegalnie, czy nielegalnie się tu dostali, ponieważ otrzymali prawomocne dokumenty, aby tu przybyć. To jest absurd. To nie jest rozwiązanie problemu. To jest stworzenie migrantom furtki, aby przyjeżdżali do Europy i nie zapewnienie sobie możliwości, aby ich odesłać z powrotem.

 

 

- Czy sądzi Pan, że policja czy inne służby są gotowe na to, aby zmierzyć się z wyzwaniem, jakie stanowi zagrożenie stwarzane przez migrantów? Mnie wydaje się, że chyba niekoniecznie.

 

Uważam, że każde państwo może dobrze funkcjonować i może w nim być utrzymane bezpieczeństwo, jeżeli ludzie dzielą te same normy, dzielą tą samą kulturę. Ponieważ oczekujesz od osoby idącej obok ciebie na ulicy, aby zachowywała się zgodnie z takimi samymi zasadami, jakie ty wyznajesz. I nie możesz stale wykręcać się do tyłu i patrzeć za siebie, czy ktoś nie będzie chciał cię zaatakować, czy też zechce zachować się w taki sposób, który dla ciebie będzie stanowił zagrożenie.

 

Dla krajów, w których już mamy do czynienia z masową imigracją, oczywiście władze i policja przeżywają ciężkie chwile starając się zmierzyć z tym problemem. Dlaczego? Dlatego, że nasze prawa zostały tak stworzone na naszych wartościach – one reprezentują nasze wartości. Jeżeli zapraszamy ludzi, w ogromnych ilościach, do kraju, który ma inne wartości, to interpretacja praw, stosowanie praw staje się o wiele trudniejsze. Jest to problem dla policji. Jest to problem dla sądów. Jest to problem dla szkół, dla nauczycieli – to jest problem w wielu różnych obszarach, z którym nie możemy sobie poradzić. To nie jest kwestia tej czy tamtej służby publicznej, że nie jest gotowa. Jeżeli masz społeczeństwa równoległe rywalizacja między wartościami zawsze będzie generowała koszty i będzie bardziej kosztowna dla służb publicznych, bo musisz wydać co najmniej dwukrotnie więcej, aby egzekwować prawo, ponieważ prawo jest oparte na wartościach, które dzielimy i stąd nasze zachowanie zgodne z regułami jest automatyczne. Jeżeli mamy do czynienia z ludźmi o innych wartościach, przestrzeganie zasad automatyczne już nie jest. Oznacza to, że musisz zwiększyć środki na to, aby wymusić przestrzeganie tych reguł.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 16.05.2026 16:30
Źródło: Tysol.pl