Walczyli o godną pracę. Rocznice polskich czerwców

- Wydarzenia czerwcowe z 1956 i 1976 roku były buntem przeciw upokarzającym warunkom pracy, niskim płacom i łamaniu godności pracowników.
- Autor przekonuje, że prawa pracownicze, silne związki zawodowe i prawo do zrzeszania się są fundamentem wolności obywatelskiej.
- Współczesne represje wobec działaczy pracowniczych budzą skojarzenia z praktykami znanymi z czasów PRL.
Obchodzone w tych dniach dwie okrągłe rocznice polskich czerwców, Poznański Czerwiec 1956 r. i Czerwiec 1976 r., kiedy to ludzie wyszli na ulice protestować w obronie wolności i chleba, słusznie potwierdzają postawioną tezę przez samego winowajcę ich wystąpień Józefa Stalina, który mówił, że
„komunizm pasuje do Polski jak siodło do krowy”.
W tym nasz ciemiężyciel miał rację, Polska nie pasowała do komunizmu w żadnym momencie, czego dawaliśmy wyraz nieustannymi niepokojami społecznymi przez 45 lat istnienia PRL.
Praca a prawa człowieka
Bunty przeciw komunistom zaczęły się już w 1944 roku i trwały aż do 1989 roku. Komunizm zabrał nam jednak nie tylko wolność, sowiecki komunizm przywleczony ze Wschodu strasznie zubożył nas cywilizacyjnie, dokonał też gwałtu na naszej kulturze pracy.
W pamiętnikach tak inteligentów, jak i przedwojennych robotników polskich żyjących etosem swojego fachu i odpowiedzialności wielokrotnie można przeczytać o przerażeniu i bezsilnej złości na bezmiar niekompetencji, ruskiego dziadostwa i marnotrawstwa w zarządzaniu gospodarką po zakończeniu II wojny światowej. Prof. Witold Kieżun wspominał, że w czasach głębokiego PRL on i jego koledzy poczuwali się wręcz do pewnego rodzaju misji ratowania pozostałości europejskich standardów pracy w zalewie „bizantyńskich” układów.
„Cegielszczacy, uchodzący przed wojną za robotniczą arystokrację, z trudem akceptowali kolejne «aktualizacje» norm produkcyjnych, problemy z kooperacją i zaopatrzeniem swojej fabryki w podstawowe surowce i półprodukty, brak odzieży ochronnej i środków czystości, wreszcie głodowe pensje. Czara goryczy przelała się jednak, gdy wyszło na jaw, że wbrew rządowemu rozporządzeniu z 1949 r. o trzydziestoprocentowych ulgach podatkowych dla robotników wyrabiających 160 proc. normy, dyrekcja ZISPO przez lata udzielała ich tylko wybranym przodownikom pracy. W «Ceglorzu» poszkodowanych zostało w ten sposób ok. 5 tys. robotników”
– czytamy w tekście „Taki nastrój to dynamit. Poznański Czerwiec 1956” autorstwa Piotra Grzelczaka na stronie Przystanek Historia.
Kardynał Stefan Wyszyński, widząc nadchodzące zagrożenie komunizmu, który bez problemów poświęcał godność człowieka pracującego „bogom produkcji”, pisał w swojej fundamentalnej książce „Duch pracy ludzkiej” opublikowanej w 1946 roku we Włocławku,
„Tylko źle zorganizowana praca, niesprawiedliwy jej ustrój, znój pracy potęgujący się ponad ludzką wytrzymałość – mogą człowieka upadlać. Wtedy rodzi się bunt świata pracy”.
Książka w PRL była objęta zakazem druku. Niestety w 80. rocznicę wydania dzieło wielkiego Prymasa nabiera zaskakującej aktualności, warto po nie sięgać także dzisiaj.
Praprzyczyna zrywów
Nie tylko cegielszczacy nie godzili się na takie upodlenie ich pracy i człowieczeństwa. Podobne oburzenie przetaczało się przez całą Polskę. Niestety dwadzieścia lat później w czerwcu 1976 roku fatalne warunki pracy znowu popchnęły ludzi do wykrzyczenia na ulicach swojej krzywdy.
Komitet Obrony Robotników został powołany do niesienia pomocy osobom represjonowanym w wyniku wydarzeń Czerwca ’76. Jednak jedną z ważnych przyczyn powołania tego ciała był prawdziwy szok ludzi tworzących KOR, którzy odwiedzali zakłady pracy i widzieli, w jak strasznych warunkach pracują robotnicy. Wielokrotnie wspominali o tym m.in. Jacek Kuroń, Antoni Macierewicz czy Andrzej Celiński.
W III RP zdominowanej wojną o pamięć historyczną strony politycznego sporu chętnie odwołują się do wielkich narracji, mówią o walce Polaków z komunistami o wolność, demokrację, prawa człowieka. To wszystko prawda, jednak można odnieść wrażenie, że umyka w tych dyskusjach walki o wielkie idee aspekt każdemu najbliższy, czyli miejsce pracy, do którego ci Polacy co dzień chodzili, warunki w nim panujące i płace niewystarczające na podstawową egzystencję. Często praprzyczyną owych zrywów rozsadzających komunizm od środka były właśnie tragiczne warunki pracy.
Jeden z mitów tamtych wydarzeń mówi, jakoby robotnicy odkryli, że w puszkach jadących do ZSRR była szynka, której ich dzieci nie widziały na oczy i dlatego przyspawali koła wagonów do szyn. Ta plotka świetnie jednak odzwierciedlała nastroje społeczne, frustrację spowodowaną pustymi półkami w sklepach i absurdami gospodarki tamtego okresu. Te wielkie zrywy miały swój prapoczątek często w upodleniu godności przy stanowisku pracy.
Prawo do pracy
Gdy rodziła się Solidarność, kard. Stefan Wyszyński na spotkaniach z przedstawicielami Związku w Pałacu Arcybiskupów Warszawskich na Miodowej zawsze podkreślał, że najważniejsze jest prawodawstwo pracy, jego znajomość i egzekwowanie, dopiero potem mówił o wolności, godności i prawach człowieka. On jako działacz przedwojennych chrześcijańskich związków zawodowych doskonale wiedział, że te wszystkie abstrakcyjne idee i metawartości, za które ludzie gotowi są ponosić ryzyko, mają bardzo praktyczny i namacalny wymiar w środowisku pracy właśnie. To tutaj ludzie mogli poczuć na własnej skórze – i to dosłownie, ponieważ wielu robotników miało poparzone ręce, plecy i nogi z braku odzieży ochronnej – co to znaczy lekceważenie godności człowieka i traktowanie go jedynie jako składowej części produkcji.
Jan Paweł II podczas przemówienia wygłoszonego 11 czerwca 1999 roku w polskim parlamencie (połączonych izbach Sejmu i Senatu RP) mówił:
„[Pragnąłbym] życzyć polskim politykom i wszystkim osobom zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy...”.
Papież wymienił więc prawo do pracy jako jeden z fundamentów budowania dobrego państwa.
W encyklice „Laborem exercens” z 1981 roku papież pisze wprost,
„Chodzi raczej o to, aby – może jeszcze bardziej niż dotąd – uwydatnić, że praca ludzka stanowi klucz, i to chyba najistotniejszy klucz, do całej kwestii społecznej, jeżeli staramy się ją widzieć naprawdę pod kątem dobra człowieka. Jeśli zaś rozwiązanie – czy raczej stopniowe rozwiązywanie – tej stale na nowo kształtującej się, i na nowo spiętrzającej kwestii społecznej ma iść w tym kierunku, ażeby «życie ludzkie uczynić bardziej ludzkim», wówczas właśnie ów klucz praca ludzka – nabiera znaczenia podstawowego i decydującego”.
I tak się jakoś składa, że najbardziej dojrzałe demokracje, w których jest najwięcej wolności i poszanowania dla obywatela, to jednocześnie kraje z największą ochroną praw pracowniczych, dużymi silnymi związkami zawodowymi oraz troską o pracownika.
Papierek lakmusowy demokracji
Można śmiało postawić tezę, że o dojrzałości demokracji, jej konsolidacji świadczy stopień obchodzenia się z pracownikiem. To taki papierek lakmusowy. W reżimach autorytarnych, nawet tych dobrze się rozwijających, jak np. Chiny, prawa człowieka są deptane m.in. poprzez deptanie praw pracowniczych. Z kolei w najbardziej dojrzałych demokracjach pracownicy są najlepiej chronieni, nawet w kapitalistycznych Stanach Zjednoczonych związki zawodowe mogą wstrzymać produkcję filmową w Hollywood na kilka dni, tak są silne.
Trudno mówić o wolności człowieka, który żyje od wypłaty do wypłaty, boi się utraty zatrudnienia i nie ma żadnych narzędzi obrony przed nadużyciami silniejszej strony stosunku pracy. Formalnie może mieć wszystkie prawa polityczne, ale jego codzienne decyzje pozostają ograniczone przez ekonomiczną zależność.
Najbardziej rozwinięte demokracje rozumieją, że wolność polityczna i bezpieczeństwo w środowisku pracy są komplementarne. Stanowią dwa filary tego samego systemu wartości. Kraje nordyckie: Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia czy Islandia, od lat zajmują czołowe miejsca w rankingach jakości życia, poziomu zaufania społecznego, przejrzystości instytucji publicznych, wolności mediów i satysfakcji obywateli z funkcjonowania państwa. Jednocześnie to państwa o jednych z najwyższych wskaźników uzwiązkowienia na świecie. W wielu branżach związki zawodowe obejmują większość zatrudnionych, a układy zbiorowe są na wysokim poziomie.
Wysoki poziom ochrony pracowników wpływa na jakość całego życia społecznego. Kulturę polityczną danego kraju można mierzyć także podejściem władz do poszanowania pracy najemnej. Kraje o mniejszych nierównościach dochodowych charakteryzują się wyższym poziomem zaufania społecznego, niższą przestępczością i większą stabilnością polityczną.
Dzwonki alarmowe
Skoro papierkiem lakmusowym dojrzałej demokracji jest stosunek świata polityki do świata pracy, to indykatorem tego papierka jest prawo do zrzeszania się. Ma ono szczególne znaczenie, ponieważ wzmacnia możliwość korzystania z innych praw. Działalność związkowa to demokracja w pigułce, gdzie pracownicy mogą negocjować wynagrodzenia, walczyć o poprawę warunków pracy, przeciwdziałać dyskryminacji, domagać się przestrzegania przepisów i dokonywać wyborów swoich władz w sposób demokratyczny.
Przez cały okres rządów Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, choć robotników miała w nazwie, bardzo zazdrośnie strzegła, by nic niezależnego po stronie pracowniczej nie powstało oddolnie. Obecna władza z Koalicji 13 grudnia idąca do wyborów z hasłami przywracania praworządności i demokracji w Polsce też bardzo się stara, by w spółkach, gdzie skarb państwa ma udziały wypowiadać te układy zbiorowe, które jeszcze zostały i zwalniać niewygodnych liderów związkowych.
Tegoroczne okrągłe rocznice polskich czerwców, mimo że dotyczą wydarzeń sprzed kilku dekad, wzbudzają jak najbardziej aktualny niepokój poprzez analogie z ograniczaniem wolności i represji wobec działaczy związkowych. Dzwonki alarmowe powoli zaczynają się włączać.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
„Czerwony Radom pamiętam siny”. Dziś 48. rocznica Czerwca 1976

„Bez Was nie byłoby wolnej Polski”. Obchody 48. rocznicy wydarzeń Czerwca ’76 w Ursusie
Przed nami uroczyste obchody 48. rocznicy wydarzeń Czerwca ’76 w Ursusie

Wojewoda mazowiecki: Solidarność każdego roku musi płacić ponad 4 tys. zł za to, aby pomnik Czerwca 1976 stał w Warszawie





