Szukaj
Konto

Sławomir Jastrzębowski: Pępek jako obiekt habilitacji

Sławomir Jastrzębowski: Pępek jako obiekt habilitacji
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Sławomir Jastrzębowski
Zamierzam, proszę Państwa, w przyszłym tygodniu bronić habilitacji. Nie zamierzam słuchać tabunów marudów i nieudaczników: „Jak chcesz, Jastrzębowski, bronić habilitacji, jeśli nie masz doktoratu?”. No i co z tego, że nie mam? Czasy się zmieniają, na przykład Katarzyna Kotula, była minister od równości czy innej zbędnej głupotki, chciała zostać doktorem, nie będąc magistrem, i nikomu to nie przeszkadzało, bo dalej ma limuzynę i biurko, i pensję, to ja nie mogę się habilitować? Tu mi się przypomniała nieśmieszna anegdotka, jak to pan Dariusz Bufon opowiadał przyjaciołom: „W tym roku też zamierzam spędzić urlop na Malediwach”, „O! A to w ubiegłym spędzałeś?”, „Nie, ale też zamierzałem”. Dość jednak żartów, przedstawię tu Państwu szkic, a i to wstępny, habilitacji do akceptacji. Pępek będzie obiektem pracy. Nie chodzi jednak o pępek brzuchowy, tylko o Pępek poselski, o panią poseł Małgorzatę Pępek (lat 65, co będzie miało znaczenie w kontekście badań) z Koalicji Obywatelskiej, osobę niesłusznie nielansowaną.
Co musisz wiedzieć:
  • Poseł Małgorzata Pępek z KO znalazła się w centrum kontrowersji po ujawnieniu, że dzięki znajomości została zapisana na badanie poza zwykłą kolejnością.
  • Autor krytykuje wypowiedzi posłanki, zarzucając jej brak poczucia niestosowności.
  • Tekst przywołuje również sprawę Elżbiety Polak, oskarżając ją o finansowanie prywatnych sporów sądowych z publicznych pieniędzy.

„Specyfika i klasyfikacja wiatrów, od zefirów do huraganów, przemieszczających się w przestrzeni czaszkowej posłanki Małgorzaty Pępek na wybranych przykładach jej wypowiedzi”. Temat trudny, bo o ile łatwo uchwycić wolne przestrzenie w badanym miejscu, o tyle trudniej z całą pewnością przypisać poszczególnym aktywnościom konkretne prędkości mas powietrza. Ale do rzeczy.

Skąd temat? Otóż służba zdrowia stała się ostatnio obiektem pogłębionego zainteresowania opinii publicznej nie tylko z powodu młodego lekarza z Koalicji Obywatelskiej, który w wieku 28 lat zarobił w Szpitalu Południowym w rok 1,6 mln zł, trochę pracując, a trochę kradnąc. Zarobił, gdyż będąc w partii Donalda Tuska, bardzo dbał o zdrowie ludzi, z którymi czuł pewną wspólnotę, doprecyzowując: czuł wspólnotę z partyjniakami z tej samej partii, do której należał, a nawet w ramach pielęgnowania wspólnoty utworzył dla nich VIP room, żeby mogli sobie czekać spokojnie, nie wdychając zapachów chorego społeczeństwa.

 

Szemrania i wycia

Wróćmy jednak do pani Małgorzaty Pępek, gdyż wtedy właśnie, na fali służby zdrowia partyjnej, uprzywilejowanej, dotknęła ją sława. Jak opisały media, pani poseł, akurat też z KO, wepchnęła się do kolejki na badania w Szpitalu w Żywcu. Na badania, na które czeka się tam normalnie dwa lata, ona czekała trzy tygodnie, ponieważ znajoma ze szpitala powiązana też z partią wpisała ją troszeczkę szybciej. Kiedy dyrekcja szpitala zorientowała się w tym nietypowym, brawurowym działaniu, poinformowała panią Pępek, że z Narodowego Funduszu Zdrowia nie da się tego rozliczyć. Wtedy zaczęło wiać, wiać zaczął wiatr w wypowiedziach i głowie pani poseł. Jakie do nas dotarły dźwięki i jak je klasyfikować? To będzie przedmiotem ustaleń, ale posłuchajmy szemrań i wycia.

Rozmowa pierwsza z dziennikarzami:

– Pani poseł, a nie jest pani trochę wstyd, że skorzystała pani z badań bez kolejki?

– pyta dziennikarz wPolsce24.

– Ale jaki wstyd? Z czego tu jest problem? Jaki problem jest, jeśli ja poślę zapytanie WhatsAppem, żeby mnie zapisali na badanie? To jest jakieś przestępstwo? Ja się nikogo nie domagałam. Zadzwoniono mi, że mam przyjść w sobotę, to jeszcze powinni podziękować mi, że przyszłam. W sobotę zrobiono mi gastroskopię, a w poniedziałek pani dyrektor wzywała tę koleżankę, która mnie zarejestrowała, były dziewczyny straszone, że je zwolni z pracy, a czy ona wszystkich pacjentów tak traktuje?

– oburzała się pani Pępek.

Rozmowa druga z dziennikarzami:

– Ja się czułam wyjątkowym pacjentem jakimś. Czuję się bardzo wyróżniona z pani dyrektor [cytat dosłowny – przyp. S.J.]. Czekałam, nie wiem ile, może nawet więcej niż trzy tygodnie. Poprosiłam koleżankę, która pracuje w szpitalu, o rejestrację i ona to zrobiła. Ja nie chciałam nikogo urazić, ja nikomu nie chciałam zrobić żadnego problemu. Przyszłam grzecznie, no i tyle. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, że są kolejki, nie sprawdzałam tego. Zresztą przechwala się pani dyrektor wiecznie, jak ona ma dobrze zorganizowaną pracę tego szpitala, więc nie pomyślałabym o jakichś tam żadnych problemach. Ktoś tu kłamie, ktoś jakąś nagonkę na mnie skierował. Ciekawa jestem i zadaję pani dyrektor pytanie, czy wszystkich pacjentów tak traktuje, jak mnie potraktowano, i czy wszystkim pacjentom sprawdza, ile dni czekali na badanie, bo ja byłam wyjątkowym pacjentem jakimś

– mówiła pani Pępek w prostocie swego szlachetnego serca Interii.

Tych dźwięków, rozmów, wiatrów zadziwiających jest dużo więcej. Wieje, a nie powinno. Nie ma zrozumienia niestosowności, uprzywilejowania, zażenowania przyłapaniem, że po znajomości coś się zrobiło czyimś jednak kosztem, bo przecież to była czyjaś kolejka, czyjeś miejsce. Tego wszystkiego nie wysłuchamy.

 

Wisienka na torcie

Moja pionierska, jak sądzę, habilitacja może być i zapewne będzie źródłem wielu podobnych prac, bo materiał do nich zdaje się zbierać sam, wystarczy go porządkować i ustalić regułę pomiaru wiatru w tych czaszkach partyjnych, a bezwstydnych.
Żeby nie być gołosłownym, a nawet podpowiadając komuś gotowy temat z częściowo zebranym materiałem, sugeruję skupienie uwagi na posłance Elżbiecie Polak, akurat przypadkiem też z Koalicji Obywatelskiej. Ta z kolej pani, będąc marszałkiem województwa lubuskiego, składała prywatne akty oskarżenia przeciw dziennikarzom i urzędnikom, którzy ją krytykowali, płacąc za to z państwowych pieniędzy. Sprawy z kretesem przegrała, a Izba Karna Sądu Najwyższego stwierdziła wprost, że nie wolno jej było płacić pieniędzmi Urzędu, skoro załatwiała swoje prywatne sprawy.

W tej sprawie jest jeszcze wisienka na torcie. Pani Polak z KO wynajęła do swoich spraw między innymi warszawską kancelarię Chmaj i Partnerzy, płacąc jej grubo ponad 100 tysięcy złotych. Marek Chmaj, nie wiem, czy trzeba to tłumaczyć, więc wytłumaczę, tak się jakoś składa, że jest postrzegany jako adwokat zdecydowanie reprezentujący interesy partii Tuska, o czym usłyszeliśmy w głośnej, nagranej z ukrycia, rozmowie jego z byłym prezesem NIK Marianem Banasiem, w której Chmaj zdawał się wprost reprezentować Donalda Tuska.

W tej sprawie wywiało z państwowych pieniędzy ponad 200 tys. zł.

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.07.2026 21:18
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 26/2026, oprac. Ludwik Pęzioł