Najgorsi ministrowie Tuska

- Autor uważa, że planowana rekonstrukcja rządu nie rozwiąże problemów gabinetu Donalda Tuska.
- W tekście autor przedstawia trzech najgorszych, jego zdaniem, ministrów obecnego rządu.
- Wskazuje też, że źródłem kryzysu są nie tylko poszczególni ministrowie, ale także brak spójnej wizji i narastające rozczarowanie wyborców.
W połowie maja, powołując się na nieoficjalne źródła, Wirtualna Polska ogłosiła, że zarówno minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, jak i minister sprawiedliwości Waldemar Żurek mogą nie dotrwać na swoich stanowiskach do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.
– Jeśli chcemy utrzymać władzę, Grenda z Żurkiem nie powinni dostawać drugich szans. Zawalili w kilku sprawach, nie dowożą
– mówił portalowi jeden z rozmówców. O przygotowywanej jesiennej rekonstrukcji rządu piszą już niemal wszystkie media. Na giełdzie nazwisk ministrów, którzy mają się wtedy pożegnać z piastowaną funkcją, oprócz wymienionej dwójki często pojawia się również minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska czy otwierająca wszystkie rankingi najgorzej ocenianych członków obecnego rządu ministra edukacji Barbara Nowacka.
Donald Tusk często traktował kolejne rekonstrukcje kierowanych przez siebie gabinetów jako swoiste medialne przykrywki mające ogniskować medialną uwagę na kwestiach kadrowych rządu, a odciągać ją od jego niepowodzeń i piętrzących się problemów. Stosunek szefa rządu do poszczególnych ministrów zawsze był brutalnie instrumentalny. W listopadzie 2011 roku, prezentując swój drugi rząd, Tusk powiedział:
– To rząd na trudne czasy, rząd zderzaków.
Spopularyzowane wówczas przez premiera określenie ministrów „zderzakami” stawiało ich w swoistej roli chłopców do bicia, których celem funkcjonowania jest osłona szefa rządu przez bezpośrednią krytyką społeczną. Takie myślenie o współpracownikach obecny premier zdaje się mieć głęboko zakorzenione.
Niemniej, obecny, trzeci już gabinet kierowany przez Donalda Tuska przechodził już rekonstrukcje, która w żaden sposób nie poprawiła jego jakości. Naturalne więc wydaje się pytanie, czy kolejna zmiana wewnątrz rządu mogłaby dać nowy impuls? Tu jestem bardzo sceptyczny.
Słabość i rozczarowanie
Najpierw powinna być jakaś – przynajmniej w miarę spójna – idea, potem strategia odnośnie do jej realizacji, a dopiero na końcu refleksja na temat tego, kto najlepiej będzie daną strategię realizował. Obejmując władzę, obecny rząd miał duży kredyt zaufania w różnych grupach społecznych głosujących na poszczególne ugrupowania, które weszły w jego skład. Progresywni kulturowo wyborcy liczyli, że po 8 latach rządów prawicy uda się zrealizować istotną część ważnych dla nich postulatów, a młodzi wyborcy Trzeciej Drogi liczyli na wyjście poza polaryzacyjną logikę obecnej polityki w stronę bardziej skupionej na sporach o konkretne programy i rozwiązania.
Już pierwsze miesiące pokazały, że kluczowe z punktu widzenia wyborczego rozstrzygnięcia 2023 roku grupy społeczne nie doczekały się spełnienia swoich oczekiwań. Potem, z kolejnymi miesiącami, następne grupy się rozczarowywały, a rząd nie był w stanie w przekonujący dla nich sposób wytłumaczyć swoich niepowodzeń. Niezwykle mało prawdopodobne jest, że zamiana kilku ministrów na nowych wpłynie w istotny sposób na ten obraz.
Odkładając jednak na bok logikę polityczną, spróbujmy spojrzeć na kwestie zbliżającej się rekonstrukcji przez pryzmat publicystyczny. Każda rekonstrukcja jest okazją do przyjrzenia się konkretnemu gabinetowi i tworzącym go ministrom. Którzy są najgorsi? Co ich słabość mówi nam o konkretnym rządzie? Poniżej przedstawię trójkę najgorszych – w mojej ocenie – ministrów obecnego rządu. Kolejność jest przypadkowa.
Jolanta Sobierańska-Grenda – cicha likwidatorka publicznej służby zdrowia
Jolanta Sobierańska-Grenda objęła resort zdrowia w lipcu 2025 roku, podczas poprzedniej rekonstrukcji rządu, zastępując powszechnie krytykowaną Izabelę Leszczynę. Jako była prezeska Szpitali Pomorskich od razu zapowiedziała „optymalizację” i „konsolidację” sieci szpitali, stwierdzając, że Polska ma „o około 30 proc. za dużo szpitali”. Kluczowym narzędziem do realizacji tego planu stała się ustawa o szpitalnictwie z 2025 roku umożliwiająca samorządom elastyczne łączenie placówek, przeprofilowanie i likwidację oddziałów bez utraty kontraktu NFZ-u.
Tu pojawia się pierwszy problem. Na czym oparte jest to przekonanie o 30-procentowym nadmiarze szpitali? Na początku roku wiceprezes NFZ Jakub Szulc stwierdził, że
„jedna lecznica powinna przypadać na 150–200 tys. mieszkańców, a w naszym kraju jest jedna na 60 tys. obywateli”.
Tyle że to zwykłe statystyczne kuglarstwo. Nie uwzględnia ono choćby refleksji nad stanem zdrowia danego społeczeństwa, a w polskim przypadku mówimy o społeczeństwie starzejącym się i – jak pokazują dane OECD – bardzo przepracowanym. To jednak pewna specyfika, którą służba zdrowia w danym kraju powinna uwzględniać.
Kolejną jest stan transportu publicznego, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Już sama likwidacja szpitali powoduje realne pogorszenie dostępności świadczeń w mniejszych ośrodkach i zmusza pacjentów z nich pochodzących, często starszych, schorowanych ludzi, do jazdy dziesiątki lub setki kilometrów, co samo w sobie jest bezduszną polityką. Jeśli dodamy do tego problemy z transportem publicznym w małych miejscowościach, o czym często mówi najbardziej merytoryczna lewicowa posłanka Paulina Matysiak, to ten obraz robi się jeszcze bardziej ponury.
Zwijanie instytucji
Poza tym, warto pamiętać, że państwo to nie są abstrakcyjne liczby rzucane przez bezrefleksyjnych statystyków. Państwo rozumiane w sposób głęboki składa się z delikatnej tkanki społecznej. W Polsce lokalnej: szkoła, posterunek policji, placówka pocztowa czy właśnie szpital w danej miejscowości są częścią lokalnego „społecznego krwiobiegu”. Obecne rządy, w tym lewica, która będąc w opozycji, często głosiła hasło o „dostępności usług publicznych”, wszystkie te instytucje zwijają.
Czy pani minister Sobierańska-Grenda i pan wiceprezes Szulc w ogóle zadali sobie pytania o skutki społeczne swojej polityki? Te są widoczne w liczbach. W latach 2024–2025 (częściowo pod poprzednim, a później obecnym kierownictwem resortu) doszło do 95 likwidacji i 444 zawieszeń oddziałów w 201 szpitalach. Najczęściej likwidowano pediatrię, internę, ginekologię i porodówki w szpitalach powiatowych. Twarz rzekomo prokobiecego rządu okazała się w praktyce swojego działania dość antykobieca. W 2026 roku 25 placówek złożyło wnioski o likwidację całodobowych oddziałów; NFZ w niektórych przypadkach płaci za zamknięte oddziały 50 proc. poprzedniego kontraktu przez dwa lata, co ma zachęcić do tej swoistej „restrukturyzacji”.
Tu dochodzimy do kolejnego problemu. Jaki jest cel działania obecnego kierownictwa resortu zdrowia? To, że nie jest nim poprawa usług, widać już gołym okiem. Co zatem jest? Na razie mamy budowę dwutorowego systemu, w którym bogatsi korzystają z prywatnej opieki zdrowotnej, a biedniejsi są skazani na czekanie w coraz dłuższych kolejkach lub zapożyczanie się na prywatne wizyty. To klasyczna „oddolna prywatyzacja”. Czy ma posłużyć za wstęp do pełnej prywatyzacji? Niestety, wiele na to wskazuje.
Barbara Nowacka – dyrektorka szkoły nierówności
O tym, jak Barbara Nowacka tworzy szkołę, która pogłębia społeczne nierówności, pisałem na łamach naszego tygodnika osobny tekst. Tu skupię się na najgłośniejszym i najbardziej symbolicznym posunięciu, jakim było rozporządzenie z marca 2024 roku znoszące obowiązkowe prace domowe w szkołach podstawowych. Raport Instytutu Badań Edukacyjnych z października 2025 roku, oparty na reprezentatywnej próbie ponad 2000 szkół, po pełnym roku funkcjonowania zmian, może budzić niepokój. Zdecydowana większość pedagogów (84–90 proc.) ocenia zmiany jako niekorzystne dla uczniów. Najczęściej wskazywane problemy to: spadek motywacji do nauki (ok. 85 proc. w klasach IV–VIII), obniżenie samodzielności (77–90 proc.) oraz trudności z utrwalaniem materiału (91 proc. nauczycieli).
Jednak najbardziej szkodliwy efekt likwidacji prac domowych ma wymiar stricte klasowy i jak do tej pory umyka z pola widzenia. Uczniowie z domów o lepszej sytuacji materialnej kwestie braku zadań domowych zrekompensują sobie na płatnych korepetycjach czy na dodatkowych płatnych zajęciach. Mówiąc wprost – rodzice kupią im dostęp do wiedzy i umiejętności, których szkoła przestała już dostarczać. Dziecko z rodziny, której zarobki ledwo starczają na utrzymanie, nie będzie miało już takiej możliwości. Nowacka tłumaczy, że dzięki jej reformie „dzieci mają czas na rozwój”. Tylko naprawdę trudno te zapewnienia traktować poważnie. W praktyce oznacza to, że jedni ten rozwój sobie kupią, drudzy – nie.
Podobny efekt może przynieść odchudzanie programów nauczania, obniżanie wymagań i rozmywanie standardów edukacyjnych. Im słabsza szkoła państwowa, tym większa rola kapitału kulturowego i finansowego rodziców. Polska szkoła pod rządami Nowackiej staje się mechanizmem reprodukcji nierówności klasowych. To jedna z najbardziej szkodliwych i jednocześnie najmniej dostrzeganych porażek tego rządu. Za to osobistą odpowiedzialność ponosi pani ministra.
Waldemar Żurek – pozbawiony wyobraźni fanatyk
Waldemar Żurek zastąpił Adama Bodnara w lipcu 2025 roku. Podobnie jak w przypadku minister zdrowia był produktem poprzedniej rekonstrukcji rządu. Wybór upolitycznionego sędziego bez znaczącego dorobku na tak ważną państwową funkcję był ukłonem premiera w kierunku najtwardszego elektoratu. Nowy minister miał przyśpieszyć proces „rozliczenia PiS-u”, a także usprawnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Po prawie roku urzędowania Żurkowi udało się upolitycznić wymiar sprawiedliwości w stopniu wcześniej w Polsce nieznanym, niszczącym resztki zaufania Polaków do państwa prawa.
– Zacząłem od tego, co jest w moim najbliższym zasięgu, czyli sądy. W pierwszych tygodniach mojego urzędowania zaraz przystąpiłem do tego, żeby oczyścić tę sytuację, bo ja muszę mieć w sądach osoby, co do których mam zaufanie
– deklarował w jednym z wywiadów. Wszelkie opowieści o „odpolitycznianiu” prokuratury po PiS można oczywiście włożyć między bajki. Wszelkie podejmowane decyzje szły w kierunku ręcznego sterowania wymiarem sprawiedliwości. W rezultacie ludzie z obozu obecnej władzy mają swoisty glejt bezkarności, a postępowania przeciw nim są umarzane, czego najbardziej jaskrawym przykładem jest śledztwo w sprawie Romana Giertycha dotyczące wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord oraz prania brudnych pieniędzy. Z kolei przeciwnicy polityczni są bardzo chętnie przez wymiar sprawiedliwości nękani, często przy użyciu kompletnie absurdalnych zarzutów.
Minister nie reaguje również na pogłębiający się chaos w sądownictwie. Na skutek rozpolitykowania części środowiska tropiących tzw. neosędziów, co jest określeniem publicystycznym niemającym żadnego prawnego umocowania, przestępcy wychodzą na wolność. Wyroki uchylane są m.in. w sprawach rozwodowych, co wywołuje ogromny chaos i niepewność, które nie powinny występować w tak wrażliwej sferze jak wymiar sprawiedliwości. Obecny minister, który jest typem politycznego fanatyka pozbawionego wyobraźni, nie widzi tego, jak bardzo szkodliwą politykę prowadzi. Jednak niedostrzeganie skutków własnej polityki nie zwalnia z odpowiedzialności za nią.
Co nam mówi ich słabość?
To, że najsłabszymi ogniwami rządu są ministrowie odpowiedzialni za zdrowie, edukację i wymiar sprawiedliwości, jest niezwykle wymowne. Te trzy obszary stanowią fundament funkcjonowania państwa. Jeśli państwo nie radzi sobie z podstawowymi funkcjami – ochroną zdrowia obywateli, zapewnieniem równego startu edukacyjnego i gwarantowaniem sprawiedliwego sądownictwa – to trudno mówić o dobrze funkcjonującej wspólnocie politycznej. Pogarszające się notowania rządu pokazują, że coraz większa część społeczeństwa dostrzega tę elementarną porażkę. Donald Tusk, doskonale świadomy sytuacji, przygotowuje kolejną operację wymiany „zużytych zderzaków”.
Pytanie brzmi jednak nie tylko, kto odejdzie, ale przede wszystkim – czy problem leży wyłącznie w ministrach, czy może w samym kierowcy tego pojazdu i w kierunku, w którym jest prowadzony. Praktyka pokazuje, że wymiana zderzaków rzadko ratuje samochód, którego silnik i układ kierowniczy wymagają gruntownej naprawy.
[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Nowy sondaż zaufania do polityków. Karol Nawrocki na czele
Tusk triumfuje. W komentarzach wrze: „Wozisz się na naszych sukcesach”
Znany prawnik rezygnuje z pracy w ważnym zespole. Kolejne NIE dla rządu Tuska

Rozliczenia PiS – analiza efektów i błędów strategii

Oświatowa Solidarność negatywnie o zmianach w systemie oceniania uczniów








