Szukaj
Konto

Piotr Skwieciński: Być jak Erich Honecker

Piotr Skwieciński: Być jak Erich Honecker
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Piotr Skwieciński
Kiedy w ZSRR nastał Michaił Gorbaczow i okazało się, że Kreml uważa, iż za dużo płaci za utrzymanie swej obecności w Europie Wschodniej i chce przestać, a tak najchętniej to by się w ogóle stąd zabrał, na rządzących w regionie komunistów padł blady strach. Największy zaś – na władców NRD, ci bowiem z różnych powodów czuli się najbardziej zagrożeni, i dobrze pamiętali wcześniejsze przymiarki wcześniejszych genseków do wycofania radzieckiego parasola znad ich państwa.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przywołuje przykład NRD i ZSRR, gdzie nagłe wycofanie wsparcia zewnętrznego wywołało polityczny szok.
  • Współczesnym odpowiednikiem ma być epizod z redukcją obecności wojsk USA w Polsce, który – choć częściowo cofnięty – został odczytany jako sygnał możliwej zmiany priorytetów Waszyngtonu.
  • Tekst sugeruje, że osłabianiu gwarancji bezpieczeństwa sprzyja także wewnętrzna polska polityka.

Dlatego zaczęli najpierw wysyłać na Kreml sygnały, a potem komunikować Rosjanom wprost: 

„Jeśli chcecie się od nas wycofać, powiedzcie to wprost i zawczasu. Uprzedźcie nas, towarzysze. Dla nas to będzie straszne, ale jeśli dacie nam trochę czasu, to będziemy coś kombinować, żeby się uratować. Zrozumcie, że najgorsze byłoby dla nas, jeśli porzucicie nas nagle”.

Rosjanie uspokajająco kiwali głowami, po czym…

Po czym z NRD stało się to, co się stało. Nagle i bez zapowiedzi.

Ta historia przyszła mi do głowy, kiedy pojawiła się informacja o de facto wycofaniu z Polski niemal połowy stacjonujących u nas żołnierzy amerykańskich. Wycofaniu, o którym nikt przedtem nie wiedział. Co wyglądało tak, jakby nam, tak jak NRD-owcom, nie dano możliwości, by zacząć coś kombinować. Bo po co Polacy mają kombinować? Przecież są częścią Europy, zrobimy z nimi to, co z całą Europą, a jeśli ktoś z nich wyobrażał sobie, że są dla nas czymś innym, no to dawnośmy się tak nie uśmiali.

Ja oczywiście wiem, że całą aferę udało się zneutralizować. Ale przecież sekwencja wydarzeń dowodzi, że decyzja o wycofaniu została podjęta, tylko potem ktoś przewalczył jej cofnięcie. Czyli że myślenie o Europie Środkowo-Wschodniej w kategoriach takich, w jakich o tym samym regionie myślała drużyna Gorbaczowa – czyli przeszkody, uciążliwości, kłopotu, a o Polsce jako po prostu jakiejś tam części Starego Kontynentu, w ekipie Donalda Trumpa jednak przeważa. I że po prostu ponadpartyjny odruch samozachowawczy amerykańskich państwowców zdołał tym razem przeważyć. Na długo? Na chwilę?

Ujawnienie wstrzymania rotacji, dodajmy, nastąpiło – cóż za przypadek – niemal równocześnie z pojawieniem się kremlowskich insynuacji wobec Łotwy, jakoby z jej terytorium startowały atakujące północną Rosję ukraińskie drony. Gdyby ktoś długo myślał nad pretekstem do rozpoczęcia przez Moskwę jakichś działań eskalacyjnych wobec wschodniej flanki NATO, nie wymyśliłby niczego fajniejszego. Nie, nie twierdzę, że ktoś to tak chytrze zgrał. Tylko że są to dwa elementy jednego procesu.

 

Nikt nie jest bez winy

A drugim skojarzeniem, kiedy usłyszałem po raz pierwszy o wstrzymaniu rotacji, były słowa Podkomorzego z „Pana Tadeusza”:

Ale muszę Waćpaństwu wyznać bez ogródki,
Że z tych niewczesnych bojów złe wynikną skutki;
Zbłądziliśmy i nikt tu z nas nie jest bez winy…

Bo choć decyzja (powtórzmy: potem cofnięta, ale przez moment istniejąca) o wstrzymaniu/wycofaniu została podjęta nie na skutek rozczarowania do Polski, tylko w efekcie szerszej refleksji programowej, właściwej ruchowi MAGA, dotyczącej (uwaga: modne słowo) depriorytetyzacji naszego kawałka świata, to trudno zarazem byłoby powiedzieć, by nasza klasa polityczna nie stworzyła atmosfery ułatwiającej takie posunięcia. Donald Tusk, publicznie kwestionujący wartość sojuszu z Ameryką czy demonstrujący obrzydzenie wobec możliwości „podbierania” żołnierzy US Army innym krajom europejskim, siał burzę. I teraz mało kto uwierzy, że wybuchła ona nie na skutek tego siania.

Aha, jeszcze jedno. Przypomnijmy, że wszyscy bohaterowie „Pana Tadeusza”, z których nikt nie był bez winy, zostali (wybił to świetnie w swojej ekranizacji Andrzej Wajda) zmuszeni do zakończenia życia na emigracji. I nie na skutek decyzji współobywateli ani własnej. Po prostu wyrzucili ich z Polski Rosjanie.

Może warto to pamiętać.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.05.2026 21:18
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 21/2026, oprac. Ludwik Pęzioł