Szukaj
Konto

"Anulujemy kulturę anulowania". Komediowy powrót braci Wayans

"Anulujemy kulturę anulowania". Komediowy powrót braci Wayans
Źródło: Materiał promocyjny | Autor: Kadr z filmu Straszny Film 6 | Licencja: Materiał promocyjny | Człowiek w masce, człowiek w słuchawkach
Powracając po ponad dwudziestu latach do stworzonej przez siebie filmowej franczyzy, bracia Wayans zapowiadali, że szósta odsłona kultowej serii „Straszny film” (Scary Movie) będzie wielkim powrotem do korzeni. Miała to być komedia bezkompromisowa, gotowa uderzyć we wszystkie świętości współczesnego kina, zwłaszcza te narzucane przez zasady politycznej poprawności i cancel culture. „Anulujemy kulturę anulowania” – deklarowali zgodnie twórcy.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przedstawia „Straszny film 6” jako świadomy powrót do tradycji bezkompromisowej amerykańskiej satyry, która broni wolności słowa.
  • Tekst pokazuje, że najważniejsi twórcy tego nurtu wykorzystywali humor do demaskowania uprzedzeń, schematów myślenia i mechanizmów społecznej kontroli.
  • Zdaniem autora egalitarna satyra, gotowa śmiać się ze wszystkich środowisk i idei bez wyjątku, może wzmacniać wspólnotę.

Marlon Wayans mówił wprost, że jednym z głównych celów powrotu kultowej serii jest pokazanie, iż komedia nie powinna mieć żadnych granic. Hasło promocyjne filmu:

„Wszystkie granice zostaną przekroczone”,

brzmiało niczym artystyczny manifest. Choć renesans niepoprawnej politycznie komedii rozpoczęła już w poprzednim roku nowa „Naga broń” z Liamem Neesonem, to obraz w reżyserii Akivy Schaffera w porównaniu z nowym „Strasznym filmem” wydaje się zaskakująco grzeczny i bezpieczny. Bardziej udaje niegrzeczną komedię, niż faktycznie nią jest. Bracia Wayans niczego nie udają. Ich najnowszy film to odważna, samoświadoma i prowokacyjna próba wpisania się w długą, bogatą tradycję amerykańskiej satyrycznej komedii – tradycję, której najwybitniejsi przedstawiciele różnili się stylem, wrażliwością i artystyczną metodą, ale łączyła ich głęboka wiara, że śmiech nie powinien nosić żadnego formalnego kagańca.

 

Mel Brooks – humor jako lek na traumę

Wymienienie wszystkich ważnych postaci tej tradycji wymagałoby obszernej monografii, dlatego skupię się na tych, którzy są dla mnie najważniejsi. Mel Brooks, dziś 99-letni tytan komedii, to twórca, dla którego satyra od zawsze była narzędziem terapeutycznym i egzystencjalnym. Urodzony w Brooklynie, w żydowskiej rodzinie z europejskimi korzeniami Brooks bardzo osobiście traktował tematy Holokaustu i antysemityzmu. Konfrontując się z nimi zamiast strategii milczenia lub ucieczki w sentymentalizm, wybrał śmiech jako formę oporu i uzdrowienia. W wielu swoich filmach – jak choćby „Producenci” (1967), „Płonące siodła” (1974) czy „Młodym Frankensteinie” (1974) – nietolerancja, nazizm, rasizm, antysemityzm czy ideologiczna instrumentalizacja sztuki są bezlitośnie obnażane poprzez absurd, farsę i musicalową przesadę.

Brooksowska satyra jest głęboko osobista, ale nigdy nie staje się narcystyczna. Pokazuje międzyludzkie uprzedzenia jako coś jednocześnie groteskowo śmiesznego i śmiertelnie niebezpiecznego. Śmiech u Brooksa nie jest ucieczką od rzeczywistości – jest sposobem na jej przetrwanie i demistyfikację. To swoista terapia ucząca nas, że cywilizacja i wypełniająca ją kultura są w gruncie rzeczy pojęciami bardzo kruchymi, a granice dobrego smaku bywają często arbitralne i służą tym, którzy boją się konfrontacji z ciemną stroną ludzkiej natury.

 

ZAZ – humor jako dekonstrukcja

Zupełnie inną, choć równie istotną, ścieżkę w tej tradycji obrało legendarne już komediowe trio ZAZ – czyli bracia David i Jerry Zucker oraz Jim Abrahams. To oni wynieśli gatunek filmowej parodii do rangi sztuki formalnej. Ich styl to prawdziwa lawina gagów: wizualnych, werbalnych, slapstickowych, czasem też sytuacyjnych, następujących po sobie z prędkością wystrzałów z karabinu maszynowego. Humor ZAZ jest dziki, szalony, nieokiełznany, momentami anarchiczny, ale jednocześnie niezwykle precyzyjny i przemyślany.

W przeciwieństwie do parodii punktowych twórcy dużo mniej skupiali się na sparodiowaniu konkretnych filmów, a dużo bardziej na wyśmianiu schematów i prawideł rządzących danym gatunkiem. Satyrycznym sercem takich produkcji jak „Czy leci z nami pilot?” (1980), „Ściśle tajne” (1984) czy serii „Naga broń” z Leslie Nielsenem nie było więc wyśmiewanie konkretnych filmów (to działo się przy okazji, niejako na marginesie), ile samych zasad kina gatunkowego – ich klisz, logiki narracyjnej i sztuczności. Dzięki temu komedie te zachowują do dziś uniwersalny, niemal ponadczasowy, charakter. W tej formalnej zabawie kryje się jednak głębsza myśl filozoficzna. ZAZ demistyfikuje kino jako medium iluzji. Pokazuje, że gatunki filmowe są sztucznymi konstrukcjami, które można rozebrać na czynniki pierwsze, wyśmiać i złożyć na nowo. Taka świadomość ma wymiar wyzwalający – uczy dystansu do medialnych narracji i kulturowych mitów, które próbują nas kształtować.

 

„South Park” – egalitarna satyra jako pomnik wolności słowa

Najczystszym współczesnym ucieleśnieniem etosu „komedii bez granic” jest artystyczna droga Treya Parkera i Matta Stone’a, twórców „South Parku”, najsłynniejszej komediowej „kreskówki dla dorosłych” nadawanej nieprzerwanie od 1997 roku. Ich satyra jest radykalnie egalitarna: atakuje lewicę i prawicę, religijnych fundamentalistów i ateistycznych aktywistów, korporacje i celebrytów, feministki i mizoginów, a także samych siebie z równą bezwzględnością i zajadłością.

Styl Parkera i Stone’a to mieszanka wulgarnego, często prymitywnego humoru podwórkowego, z intelektualną precyzją i chirurgiczną społeczną obserwacją. Jako ideowi libertarianie, widzą w satyrze nie tylko rozrywkę, ale fundamentalny mechanizm obrony wolności słowa. Humor pozostaje dla nich narzędziem służącym do upodmiotowienia społeczeństwa oraz uodparniania go na wszelkie „paniki moralne” poprzez normalizację tabu. W tym sensie „South Park”, mimo swojego pozornie anarchicznego wymiaru, pozostaje kinem głęboko obywatelskim – wierzącym w społeczeństwo zdolne do samooceny i samokorekty. Twórcy atakując po równo wszystkie strony politycznego i społecznego spektrum, bronią przestrzeni publicznej przed wszelkimi próbami jej zawłaszczenia, cenzurą i kulturowym konformizmem.

 

„Straszny film 6” na tle tradycji

Nowa odsłona „Strasznego filmu” braci Wayans nie jest więc przypadkowym żartem ani próbą łatwego zarobku na nostalgii, lecz świadomym, prowokacyjnym powrotem do bogatej i odważnej tradycji amerykańskiej satyrycznej komedii. W czasach, w których komedia coraz częściej staje się zakładnikiem ideologii, strachu przed ostracyzmem i mechanizmów cancel culture, taki gest ma wymiar nie tylko rozrywkowy, ale głęboko kulturowy i obywatelski.

Oczywiście Wayansowie nie pretendują do miana twórców tej samej miary, co przywoływani wcześniej giganci gatunku. Nie mają ani terapeutycznej głębi i czułości Mela Brooksa, ani formalnej precyzji oraz szalonej wyobraźni trio ZAZ czy punkowej drapieżności, intelektualnej konsekwencji i nieustającej aktualności Parkera i Stone’a. Ta nierówność talentu i warsztatowej dojrzałości bywa niekiedy boleśnie widoczna. Tam, gdzie Brooks potrafił połączyć farsę z prawdziwą empatią i egzystencjalnym namysłem, a ZAZ dekonstruowali kino z niemal matematyczną finezją, Wayansowie pozostają przede wszystkim rzemieślnikami żywiołowego, często chaotycznego humoru. Słabość ta była widoczna już w pierwszej części serii z 2000 roku.

Choć film zyskał status kultowy i zapoczątkował całą modę na postmodernistyczne parodie blockbusterów, to w gruncie rzeczy sam był produkcją nierówną – z ledwo zarysowaną fabułą, nadmiarem gagów rzucanych na oślep i skupieniem głównie na płytkim, naskórkowym wyśmiewaniu aktualnych hitów kinowych. Często brakowało w nim szerszej refleksji: czemu właściwie dana satyra ma służyć? Jaki jest jej cel poza wywołaniem śmiechu za wszelką cenę? Mimo to pierwszy „Straszny film” miał w sobie coś magnetycznego. Przy całym narracyjnym chaosie i inflacji żartów na każdy chybiony gag przypadał zwykle jeden celny, a twórcza energia zarówno braci Wayans, jak i młodej, pełnej werwy obsady, rekompensowała liczne warsztatowe niedoróbki.

Tradycja nie wygasła

Ta sama energia jest obecna w odsłonie z 2026 roku. Film pozostaje żywiołowy, szczery i – co najważniejsze – nie udaje niczego innego, niż jest. Nie próbuje udawać intelektualnej głębi, do której nie dorasta, ani nie kryje się za bezpieczną poprawnością. Zamiast tego po prostu robi to, co zawsze wychodziło Wayansom najlepiej: przekracza granice, testuje zasady dobrego smaku i przypomina, że komedia może (a czasem powinna) boleć, szokować i prowokować. W ostatecznym rozrachunku to właśnie ta szczerość i nieustająca chęć prowokacji czyni szósty „Straszny film” wartościowym. Nie jest to arcydzieło, ale w dzisiejszej zantagonizowanej i coraz bardziej bojaźliwej kulturze jego istnienie ma znaczenie. 

Przypomina, że tradycja niepokornej, egalitarnej i bezkompromisowej komedii nie wygasła – nawet jeśli jej dzisiejsi przedstawiciele nie zawsze dorównują dawnym mistrzom. Śmiech, nawet ten niedoskonały, chaotyczny i nierówny, wciąż pozostaje jedną z najskuteczniejszych broni w obronie wolności słowa i wolności myśli.

 

Satyra lekcją empatii

Refleksja na koniec: słynny amerykański socjolog i teolog Peter Berger pisał, że satyra to „komedia uzbrojona”. Posiadanie broni, choćby tej metaforycznej, to siła, a z siłą zawsze powinna wiązać się odpowiedzialność. Jeśli satyra ma na siebie nałożone ograniczenia, formalne i nieformalne kagańce powodujące, że może ona wyśmiewać tylko określony typ wrażliwości i poglądów, podczas gdy innego nie może brać na cel, to taka satyra staje się narzędziem wykluczenia, bronią, za której pomocą wyrzuca się członków wspólnoty poza jej granice. Natomiast satyra, która nie ma ani zewnętrznie, ani wewnętrznie wyznaczonych granic, może stać się społeczną lekcją empatii poprzez śmiech. W końcu śmiech elitarny łatwo staje się narzędziem wykluczenia i opresji, z kolei śmiech egalitarny jest dobrym tworzywem budowania wspólnoty. Twórcy amerykańskich, bezkompromisowych, satyrycznych komedii doskonale to rozumieją. Właśnie dlatego robione przez nich komedie są społecznie potrzebne.

 

***

Przypis:
„Straszny film” (Scary Movie), komedia, reż. Michael Tiddes, scen. Rick Alvarez, Keenen Ivory Wayans, wyst. Marlon Wayans, Anna Faris, Regina Hall, prod. USA, Wielka Brytania 2026.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć"]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 25.06.2026 18:55
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 25/2026, oprac. Ludwik Pęzioł