Szukaj
Konto

Karol Gac: Program SAFE - zadłużamy się, żeby finansować cudze gospodarki

05.02.2026 17:49
Karol Gac
Źródło: Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska
Komentarzy: 0
Czy zaciągnięcie kredytu bez wpływu na sposób wydawania pieniędzy można uznać za sukces i powód do zadowolenia? Okazuje się, że tak. Dowody dostarczyła nam właśnie Bruksela.
Co musisz wiedzieć
  • Program SAFE to w rzeczywistości wspólny dług UE, którego spłatę rozłożono do 2070 r., a wydatkowanie środków podporządkowano Brukseli.
  • Autor zwraca uwagę, że zawiera on mechanizm faworyzujący głównie zagraniczny przemysł zbrojeniowy.
  • Zaznacza też, że tzw. "pożyczka" dla Ukrainy jest w istocie bezzwrotną darowizną, której spłatę oparto na iluzorycznych reparacjach od Rosji, więc realny koszt poniosą podatnicy państw UE.

 

Kto bogatemu zabroni?

Zdaję sobie sprawę, że powyższe pytanie brzmi absurdalnie. Kto z nas zgodziłby się na układ, w którym zaciąga kredyt, ale następnie nie ma swobodnej możliwości dysponowania pieniędzmi? Zapewne nikt. A kto z nas pożyczyłby pieniądze, wiedząc z góry, że ich nie odzyska? Poza skrajnymi okolicznościami zapewne też nikt. Po co w ogóle o to pytam? Już wyjaśniam.

W ostatnim czasie z Brukseli napłynęły dwie warte odnotowania informacje. Obie, a jakże, rząd przedstawił jako sukces. W pierwszym przypadku chodzi o unijny program SAFE, a więc Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy. Zarówno premier Donald Tusk, jak i jego ministrowie zaczęli suflować narrację, zgodnie z którą do Polski napłynie blisko 45 miliardów euro, które zostaną przeznaczone na rozwój naszej armii. Tyle że jak zawsze - diabeł tkwi w szczegółach.

SAFE

Program SAFE to nic innego, jak niskooprocentowane pożyczki, a więc kolejny wspólny dług UE, co już samo w sobie jest ogromnym zagrożeniem. Zwłaszcza że mamy go spłacić do 2070 roku, a umówmy się - przez 44 lata może się naprawdę sporo wydarzyć. Nie mniej groźna jest sama konstrukcja programu. Przede wszystkim wydatkowanie środków, które powinno pozostawać w pełnej gestii naszych władz, zostało podporządkowane Brukseli, która będzie zatwierdzać nasz plan inwestycyjny. Po drugie, wprowadzono ograniczenia związane z koniecznością wydawania co najmniej 65 proc. środków w krajach UE, na Ukrainie, w Islandii, Norwegii lub Liechtensteinie. To z kolei łączy się z tym, że narzucone przez Brukselę parametry jawnie faworyzują głównie niemiecki i francuski przemysł zbrojeniowy. W praktyce zaciągamy więc dług, by wesprzeć gospodarki innych państw. Zaiste, ogromny sukces.

Nielepiej jest w przypadku "pożyczki" dla Ukrainy. Celowo piszę słowo "pożyczka" w cudzysłowie, bo w istocie jest to kolejna darowizna. Tym razem w wysokości 90 miliardów euro na lata 2026-2027, by wesprzeć budżet Ukrainy i jej modernizację. Dlaczego użyłem cudzysłowu? Ano dlatego, że spłata ma nastąpić, o czym już się na ogół nie mówi, z przyszłych reparacji wojennych od Rosji. Chyba nie muszę pytać, jak absurdalnie to brzmi?

I proszę mnie tutaj źle nie zrozumieć. Stoję na stanowisku, że Ukrainie pomagać trzeba i warto. Jednak nie w taki sposób i nie takim kosztem. Dlaczego wypłaty środków nie powiązano z czymkolwiek i nie uzależniono kolejnych transz od spełnienia określonych warunków? Nie mówiąc już o wszechobecnej korupcji na Ukrainie, o której doskonale wiemy. Tę sprawę naprawdę można było rozwiązać w inny sposób. W polityce, jak i w życiu, nigdy nie ma darmowych obiadów. Kto więc zapłaci za te? Pani, Pan i ja.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.02.2026 17:49
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 5/2026