Fidesz pokonał Fidesz

- Zdaniem autorki zwycięstwo Tiszy wynikało z przyjęcia retoryki, metod i postulatów Fideszu, co potwierdziło tezę Orbána, że jego obóz może pokonać tylko „bardziej wiarygodny Fidesz”.
- Podsumowuje ona dwie dekady rządów Orbána, dostrzegając zarówno realne sukcesy społeczne i gospodarcze, jak i narastające problemy: korupcję, stagnację oraz zmęczenie władzą.
-
Prognozuje, że mimo wyborczej klęski Fideszu, jego wpływ na instytucje, politykę i oczekiwania społeczne sprawia, że rządy Tiszy będą raczej kontynuacją niż radykalnym zerwaniem.
12 kwietnia padł na Węgrzech rekord frekwencyjny. Aż 79,55% uprawnionych do głosowania udało się do urn. Fidesz przestał być już partią „trzech milionów Węgrów” (jak zwykł o sobie mówić), tracąc 1/4 wyborców z 2022 roku. W ostatecznym rozrachunku przypadło mu niecałe 60 miejsc w parlamencie węgierskim, podczas gdy wynik Tiszy przebił wymaganą większość konstytucyjną 133 deputowanych. Swoich sześciu reprezentantów wprowadziło jak przed czterema laty narodowe Mi Hazánk. Mało kto przewidział ten scenariusz. Dlaczego tak się stało? I co pozostanie po Orbánie?
Dwie dekady Orbána
Były premier rządził łącznie dwie dekady. Za pierwszym razem udało mu się zostać najmłodszym premierem w Europie w 1998 roku. Po ośmiu latach przerwy Fidesz powrócił do władzy w 2010 roku i rządził kolejne cztery kadencje. Żeby ocenić samą w sobie „epokę Orbána”, należy prześledzić drogę polityczną, jaką ta partia przeszła od 2010 roku. Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś poszukuje podręcznikowego przykładu potwierdzającego prawdziwość słynnej tezy Lorda Actona o władzy, która deprawuje, powinien pojechać na Węgry i porównać zdobycze socjalne Fideszu, konstytucję stanowiącą prawnonaturalny ewenement w Europie oraz sam w sobie wpływ Orbána na trendy do skandali w polityce, w tym korupcyjnych i obyczajowych, które wyszły na jaw w ostatniej kadencji jego rządów.
W latach 2002–2010 państwo rządzone było przez skompromitowaną lewicę pod wodzą Ferenca Gyurcsánya, premiera znanego z przyznania się do bezradności w obliczu kryzysów oraz notorycznych kłamstw własnego środowiska. W wyborach z 2010 roku Fidesz przyciągnął w zasadzie cały przekrój społeczny: zdenerwowanych na dwucyfrowe bezrobocie Węgrów, konserwatystów, mieszkańców vidéku, czyli węgierskiej prowincji, ogólnie rzecz biorąc – „rozczarowanych”. W ciągu pierwszej kadencji wprowadził nową ustawę zasadniczą (poprzednia konstytucja, wielokrotnie nowelizowana, obowiązywała od 1949 roku od czasów stalinizmu) w duchu prawnonaturalnym podkreślającym znaczenie chrześcijaństwa, narodu, także tego poza granicami, i rodziny dla Węgier. Nadano też wówczas prawa wyborcze diasporze pozostającej na terytoriach utraconych na mocy traktatu w Trianon z 4 czerwca 1920 roku, który do dzisiaj stanowi największą tragedię dla Węgrów. Kolejne lata rządów to czas wielkich zmian w polityce ustrojowej, socjalnej, obyczajowej i zagranicznej. W 2014 roku Viktor Orbán wygłasza słynne przemówienie, w którym krytykuje liberalizm jako ideologię, która zawiodła i nie dopilnowała interesów państw narodowych; proponuje w zamian demokrację nieliberalną. W tym samym roku urząd ministra spraw zagranicznych obejmuje Péter Szijjártó, znany z realizowania strategii Keleti Nyitás, czyli otwarcia na Wschód, otwarcia na państwa spoza UE, z których najbardziej w oczy rzucają się Rosja, Chiny oraz Turcja.
Węgierska prowincja odżywa i to nie za sprawą niskich cen energii, które choć stanowiły w ubiegłej dekadzie stały element kampanii Fideszu, wyszły bokiem przy okazji pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Bezrobocie wynoszące około 10 procent spada, pojawiają się zagraniczni, w tym azjatyccy, inwestorzy, głównie w przemyśle motoryzacyjnym i akumulatorowym. Nie są ucinane połączenia kolejowe, a premier objeżdża kraj wzdłuż i wszerz nowo wybudowanymi lub zmodernizowanymi drogami, chętnie robiąc sobie zdjęcia ze szczęśliwymi rodzinami kultywującymi lokalne zwyczaje. W zasadzie to do nich Fidesz kieruje swój program: dla starszych „trzynastki”, dla rodziców ulgi podatkowe i programy mieszkaniowe, dla budżetówki dodatki i podwyżki, dla powracających z emigracji program „Gyere haza magyar”, czyli „Wracaj do domu, Węgrze”, zakładający pomoc w znalezieniu zatrudnienia, doradztwo administracyjne, wparcie w przeprowadzce oraz pewne wsparcie finansowe na start. Brzmi idyllicznie? Dodajmy do tego rozwój think tanków, suwerenną politykę migracyjną i budowę muru na granicy z Serbią, kampanie prolife, zakaz propagowania LGBT wśród dzieci i ochronę własnej waluty.
Czyżby państwo idealne i dla prawicowca, i dla skupionego na losie ludzi pracy lewicowca? Nikt nie jest bez wad, a te zaczęły wychodzić dosyć szybko i gwałtownie, przyćmiewając pewne sukcesy. Węgry przez cztery kadencje Viktora Orbána stały się unijnym liderem korupcji. Kontrowersje wzbudzały upolitycznione instytucje, takie jak Rada Mediów. W 2019 roku węgierski internet huczał o seksimprezie, którą zorganizował na jachcie włodarz Győr Zsolt Borkai. Finansowanie orgii z udziałem prostytutek na Adriatyku pozostawało niejasne. Trzy lata później Rosja napada na Ukrainę, a Węgry są na językach całej Europy – blokują pakiety sankcji, bronią rosyjskiego gazu, od którego się uzależniły, MSZ nie widzi problemu w utrzymaniu relacji z Kremlem. Wreszcie w 2024 roku była minister sprawiedliwości, a prywatnie była żona Pétera Magyara Judit Varga odchodzi z życia publicznego po wyjściu na jaw afery z ułaskawieniem pedofila w tle. Obywatele Węgier są wściekli. Węgry znajdują się w coraz większej stagnacji gospodarczej.
Umarł Fidesz, nie(ch) żyje Fidesz
Czym innym jest wielki emocjonalny zryw przeciwko władzy Viktora Orbána, a czym innym taktyka Tiszy. Nie jest tak, że wszyscy głosowali według zasady „Vote blue no matter who”, chociaż zapewne zdarzały się przypadki głosowania stricte przeciwko Fideszowi tudzież głosy liberałów, którzy z braku lepszej alternatywy wybrali Fidesz. Nie było też tak, że o wygranej Magyara przesądziło odejście z polityki „straszaka” Fideszu – Gyurcsánya oraz decyzja o niestartowaniu mniejszych partii, takich jak liberalne Momentum znane z odpalenia świec dymnych w parlamencie. Tisza całą kampanię mówiła językiem Fideszu, stosowała metody Fideszu, aż spełniła proroctwo Orbána o tym, że jego partia może być pokonana jedynie przez Fidesz.
Jak więc wyglądała retoryka dosyć młodego – bo obecnego od wyborów do Europarlamentu w 2024 roku – ugrupowania? Nie było mowy o Ukrainie, chociaż Fidesz wprost łączył Magyara z Zełenskim i próbował tą strategią „utopić” kontrkandydata. W 2022 roku tą retoryką Orbánowi udało się wygrać z liderem ówczesnej opozycji startującej z jednej listy Péterem Márki-Zayem, którego prorządowe gazety oskarżały o chęć przelewania węgierskiej krwi za Ukrainę. Dowodem na słuszność fideszowskiej tezy miała być wypowiedź polityka odnośnie do możliwego udziału Węgrów we wspólnej misji NATO. Magyar nie powtórzył tego schematu. Zamiast takich wypowiedzi była „rezygnacja z rosyjskich surowców do 2035 roku” przy równoczesnym utrzymaniu niskich cen energii, „poprawa relacji z sąsiadami” i sprzeciw wobec przyśpieszonej akcesji Ukrainy do UE. Wisienką na torcie w jego zachowawczym stanowisku była sytuacja, w której Zełenski groził ujawnieniem adresu Orbána „swoim ludziom”. Magyar wówczas stwierdził, że nikt nie ma prawa szantażować Węgra i do czasu wyjaśnienia tej sytuacji UE powinna zerwać relacje z Ukrainą. Dodał następnie, że podobnie nie ma prawa tego czynić Rosja, do czego dochodzi za rządów Fideszu.
Bez liberalnej pogardy
Komu jeszcze ulegał rząd Victora Orbána? Tisza mówiła o uległości wobec chińskiego kapitału. W okolicach Debreczyna znajdują się żyzne ziemie, a sam komitat Hajdú-Bihar to rolnicze zagłębie kraju. Wokół miasta stanęło osiem chińskich fabryk baterii, które zatruwały pola lokalnej społeczności. Doszło nawet do tego, że w pewnym momencie ziemia osunęła się, przez co węgierscy rolnicy ponieśli ogromne straty. Prowadząc swoją kampanię w Debreczynie, kandydat Tiszy do JOW-u Zsolt Tárkányi przedstawiał się jako ten, który będzie zwalczał chińskie lobby, patriota (także lokalny), polityk myślący przyszłościowo. Jego kontrkandydat Lajos Barcsa był przedstawiany przezeń jako „chiński najemnik nieznany w Debreczynie, który sprowadził osiem fabryk w te okolice”. Podobnie w innych miastach Tisza potrafiła postawić na lokalnych liderów.
Jak się promowali w regionach tradycyjnie głosujących na Fidesz? Przyjeżdżali, rozmawiali bez języka liberalnej pogardy w stylu niegdysiejszej lewicowej opozycji. W czasie, w którym Magyar odwiedzał każdą wieś, Orbán spotykał się z zagranicznymi politykami i promował hasło MEGA. Nie widział, iż dużo więcej dla Węgra znaczy rozmowa z nim samym niż rekomendacja lidera Chegi czy Voxu, których nazwisk zazwyczaj nie pamięta. Tisza zachowywała się jak Fidesz w czasach swojej świetności, w dodatku była nieskalana rządzeniem. Wreszcie Magyar zapowiedział, że żadne świadczenie wprowadzone przez Fidesz nie zostanie wycofane. Utrzymane mają zostać trzynastki, ulgi podatkowe i dodatki. Nie zamierza też burzyć muru na granicy z Serbią, a o sprawach obyczajowych raczej milczy. Priorytetem ma być także doprowadzenie do poniesienia odpowiedzialności sprawców przestępstw z obozu Fideszu.
Bezpieczniki i złoty wiek Orbána
Zwycięstwo Magyara było totalne, ale zmiana, którą zaprowadzi, totalna nie będzie. Nie ufają mu wyborcy Fideszu i Mi Hazánk, których zapewne będzie próbował do siebie przekonać, ale sprawa jest dużo bardziej prozaiczna. Nie da się zmienić systemu w jeden dzień, zwłaszcza wtedy, gdy jest on zastawiony licznymi bezpiecznikami. Fidesz w przeciwieństwie do Prawa i Sprawiedliwości zdecydował o postawieniu nie tylko na instytucje państwowe, lecz także prywatne. Orbán jako polityk grający zdecydowanie powyżej swojego potencjału w ostatnich latach swoich rządów zaczął zajmować się tworzeniem think tanków wybijających się międzynarodowo. Jednym z nich jest Mathias Corvinus Collegium, które oferowało stypendia młodym naukowcom, także w Rumunii, i organizowało konferencje o profilu konserwatywnym w Brukseli. Innym tego rodzaju przedsięwzięciem było wydanie anglojęzycznego czasopisma „Hungarian Conservative”, na którego łamach pojawiała się węgierska perspektywa na przyszłość prawicy. Dyrektorowie z nadania Fideszu dalej zajmują stanowiska w instytucjach kultury, a i nie wszystkie instytucje kluczowe dla państwa mogą być od razu zmienione, mimo większości konstytucyjnej dla Tiszy.
Inną kwestią jest wpływ Fideszu na retorykę podczas tych wyborów. Wyborcy, którzy zawiedzeni latami rządów Orbána zagłosowali na ugrupowanie Magyara, w większości nie chcą żadnej rewolucji obyczajowej. O ile każdy, kto wygrywa wybory, zmienia ton wypowiedzi, gdy już zdochodzi do władzy, o tyle nie jest możliwa zmiana o 180 stopni. Zwłaszcza jeśli mówimy o relacjach węgiersko-rosyjskich. Propozycje pomocy w odejściu od rosyjskich surowców składała już po wybuchu wojny za wschodnią granicą Chorwacja, ale nawet jeśli temat ten by powrócił, mógłby spotkać się z protestem społeczeństwa (jeśli ceny energii miałyby pójść w górę), a przede wszystkim wymagałby czasu. Fidesz wprowadził też na stałe do dyskursu temat diaspory węgierskiej. Magyar poszedł w tej kwestii o krok dalej, domagając się od Słowacji otwarcia dyskusji na temat dekretów Beneša, na mocy których wysiedlano i prześladowano po II wojnie światowej Węgrów w Czechosłowacji. Wreszcie, to za sprawą Fideszu sam w sobie koncept pewnego zwalczania nierówności na linii Budapeszt – prowincja stał się mainstreamem. Podobnie można powiedzieć o obecności muru na granicy z Serbią, sprzeciwu wobec unijnej polityki migracyjnej oraz świadczeniach socjalnych.
Co jeśli jednak Magyar nie dotrzyma obietnic wyborczych, zacznie prowadzić politykę liberalną i spolegliwą wobec Brukseli, a na domiar złego jego partia pogrąży się w skandalach? Jeśli Orbán sam nie zajmie miejsca „straszaka”, jakim przed laty był Gyurcsány, będzie mógł przypominać swoim rodakom „złoty wiek” w pierwszych latach swoich rządów. Najpierw jednak, zanim Fidesz podejmie próbę przejęcia władzy, który zapowiedział ponowny start w wyborach za cztery lata, musi zająć się poważną analizą przyczyn porażki.
A świat trwa
Można w tym miejscu zacytować tytuł książki węgierskiego noblisty László Krasznahorkaiego „A świat trwa”. Największym sukcesem Fideszu jest fakt, że wybory na Węgrzech tak bardzo nas przejęły, chociaż państwo „bratanków” liczy niespełna dziesięć milionów mieszkańców. Co będzie dalej? Czy Donald Tusk ma rację co do Warszawy w Budapeszcie i czym ona ma być? Na początku ubiegłego tygodnia „premier elekt” wyszedł na konferencję prasową, wybierając tło złożone w zasadzie jedynie z węgierskich flag. Zapowiada jednocześnie wymianę w zasadzie większości najważniejszych urzędników, w tym wybieranego przez parlament prezydenta. Uwagę państw UE zaskarbił sobie także sprzeciwem wobec opłacania unijnej pożyczki dla Ukrainy przez własny kraj, ale nie wiemy, czy będzie ją blokował. Jakie będą Węgry Magyara? Dalej jest to pewną zagadką. Mimo że wybory były historyczne, zmiany nie muszą być wcale takie spektakularne. Po Orbánie pozostało więcej, niż nam się wydaje.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Euro zamiast forinta? Magyar jasno deklaruje poparcie dla eurowaluty

Zbigniew Ziobro z Budapesztu: "Nowotwór to straszna choroba, ale daje mi siłę"

Magyar zapowiedział zawieszenie programów informacyjnych w państwowych mediach

Kraje UE stracą prawo weta? Von der Leyen chce zmian po wyborach na Węgrzech

Węgry nie oderwą się od Rosji? Magyar: "Nie zmienimy geografii"






