Szukaj
Konto

Magdalena Okraska: Dwa bratanki, ale pod warunkiem, że liberalne

21.04.2026 19:22
Magdalena Okraska: Dwa bratanki, ale pod warunkiem, że liberalne
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Magdalena Okraska
Komentarzy: 0
Obrodziło samozwańczymi ekspertami od Węgier. Jak zawsze, gdy w jakimś kraju zdarza się wolta polityczna, internetowi znawcy pędzą objaśniać maluczkim świat. Przez ostatnie kilka dni czytałam już wszystko: od naiwnych liberalnych opowieści o „obaleniu dyktatury”, przez zupełnie nietrafione analogie, po zardzewiałe opowieści pewnej pani, która była jeden raz w Budapeszcie dziesięć lat temu, ale oczywiście musi zwerbalizować swoje cenne uwagi. Pod każdym takim postem pojawiają się dziesiątki komentarzy ludzi, którzy „wiedzą”, że Węgrzy są tacy lub owacy, że Balaton piękny, a kiełbasa smaczna, że kiedyś to się jeździło, a potem się nie jeździło, żeby „nie wspierać reżimu”. Teraz zapewne znowu będzie się jeździć, nie brak bowiem nagłówków typu „Węgry znowu w Europie”, co ma czynić z Pétera Magyara niemal przyjaciela Donalda Tuska i Ursuli von der Leyen.
Co musisz wiedzieć:
  • Narracja o zmianie na Węgrzech jest zdaniem autorki powierzchowna i zdominowana przez uproszczenia oraz liberalne interpretacje oderwane od realiów.
  • Przyczyny osłabienia władzy Viktora Orbána wynikają głównie ze zmęczenia długoletnimi rządami i problemów gospodarczych, a nie z jego stosunku do UE.
  • Zmiany polityczne, symbolizowane przez postać Pétera Magyara, mogą w praktyce oznaczać podporządkowanie zewnętrznym interesom kosztem części społeczeństwa.

Mało kto w swoich analizach dociera w ogóle do przyczyn przegranej Viktora Orbána. Należy do nich przede wszystkim ogromne zużycie tej samej władzy wraz z proponowanym przez nią wachlarzem rozwiązań – to naturalny efekt; młodzi Węgrzy nie pamiętają kraju bez Orbána, w końcu rządził przez szesnaście lat. Zaczęto dostrzegać szycia i zgrubienia w budowanym przez niego systemie, wskazywano na jedną z najwyższych inflacji w UE, zostawanie w tyle przez Węgry w kontraście do innych krajów regionu. Jednak to, co liberałowie sprzedają jako główną przyczynę społecznej chęci zmiany, czyli fakt, że Orbán nie kochał Unii Europejskiej i jej zasad, nie było i nie jest dla Węgrów takim problemem, jak polscy „zwolennicy demokracji” zdają się sądzić.

Tak samo, jak mit Wielkich Węgier – wyśmiewana przez Zachód emocja, która jednak na Węgrzech nie jest przyrodzona choćby konserwatywnym wyborcom ze wsi, lecz bardzo powszechna wśród różnych klas społecznych. „Beka” z faktu, że jakiś naród płacze za krainami, które leżały w jego dawnych granicach, jest tak naprawdę liberalna, pusta, szkodliwa i obraźliwa. Gdy pojeździ się trochę po małomiasteczkowych Węgrzech i po terenach przygranicznych, np. z obecną Słowacją, dostrzega się, że węgierska nie jest wcale jedynie przeszłość terenów leżących teraz w innych państwach, ale także teraźniejszość. Tym rubieżom Orbán się kłaniał.

Węgry Orbána miały swoje wady (choćby model gospodarki-montowni zależnej od Niemiec), można się także spierać o politykę premiera wobec Ukrainy. Jednak ostatnie kilka dekad przemian w naszej części Europy powinno nas już nauczyć, że wszelkie zmiany pod europejskie dyktando, choć pozornie stanowią demokratyczne zrywy i są wolą ludu, zawsze koniec końców oznaczają klęskę dla słabszych, których być może chwilowo zachwyci nowa, młodsza twarz, ale fala zmian, które nastąpią, poniesie ich w niekoniecznie pożądanym kierunku.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.04.2026 19:22
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 16/2026, oprac. Ludwik Pęzioł