Samuel Pereira: Zastanawiająca reakcja Marcina Kierwińskiego po reportażu "Zbrodnia i zaniechanie"

- Reportaż „Zbrodnia i zaniechanie” ujawnił informacje o wcześniejszych sygnałach dotyczących problemów funkcjonariusza SOP Piotra K., który miał dopuścić się brutalnej zbrodni rodzinnej.
- Autor tekstu zarzuca kierownictwu SOP i MSWiA brak reakcji na ostrzeżenia oraz niewdrożenie procedur związanych z oceną stanu psychicznego funkcjonariusza.
- Po emisji materiału minister Marcin Kierwiński ostro skrytykował autorów reportażu, co według publicysty ma świadczyć o nerwowej reakcji resortu na ujawnione informacje.
Minister Marcin Kierwiński, zwany przez złośliwców „Pogłosem”, wstał dziś rano i uznał, że po co ma odpowiadać na trudne pytania, skoro może na X rzucić błotem w autora dokumentu, piszącego ten felieton. Sprytne, acz na dłuższą metę nieskuteczne i ujawniające dużą nerwowość w tej kwestii.
Bo problemem dla ludzi Kierwińskiego nie jest dziś sama tragedia w Ustce. Problemem są dokumenty, daty i pytania, których nie da się już zamieść pod dywan. W reportażu wPolsce24 pokazaliśmy, że trzy miesiące przed tragedią powstała notatka dotycząca zachowania funkcjonariusza SOP Piotra K. Pokazaliśmy również, że według relacji funkcjonariuszy oraz dokumentów, które trafiły do MSWiA, pojawiały się sygnały alarmowe dotyczące jego stanu psychicznego. I pokazaliśmy coś jeszcze ważniejszego: że prokuratura prowadząca śledztwo o części tych informacji zwyczajnie nie wiedziała.
Tych faktów nie zakrzyczą
Telewizja wPolsce24 pokazała reportaż „Zbrodnia i zaniechanie”. Według ustaleń wPolsce24 funkcjonariusz SOP Piotr K., który zimą dokonał przerażającej zbrodni atakując nożem członków swojej rodziny, od dawna miał zdradzać objawy szaleństwa. Jednak funkcjonariusz nadal chronił najważniejsze osoby w państwie.
Co robi więc minister? Odpowiada o „medialnych najemnikach PiS”, „manipulacjach” i „sprzątaniu bałaganu”. Tyle że to właśnie jego ludzie kierują dziś SOP. To jego nominat, płk Tomasz Jackowicz, pojawia się w dokumentach i relacjach ujawnionych w reportażu. To za jego czasów nie skierowano funkcjonariusza na komisję lekarską, mimo że — jak wynika z ustawy — przy pojawieniu się poważnych wątpliwości dotyczących stanu zdrowia powinno się taką procedurę uruchomić. To za jego czasów zaakceptowano później możliwość wyjazdu funkcjonariusza na zagraniczną placówkę z dostępem do broni.
Najbardziej kuriozalne jest jednak coś innego. SOP i ludzie Kierwińskiego próbują dziś zrzucać odpowiedzialność na poprzednie kierownictwo formacji. Na człowieka, którego sami wcześniej wysłali na przymusowy urlop pod pretekstem kradzieży samochodu Małgorzaty Tusk, choć nie była ona osobą ochranianą przez SOP. Innymi słowy: kiedy trzeba było robić polityczne czystki, stare kierownictwo było rzekomo skompromitowane. Ale kiedy wybuchła tragedia i pojawiły się pytania o odpowiedzialność — nagle okazuje się, że winni są ci, których wcześniej usunięto.
Panika
To już nie jest chaos komunikacyjny. To jest paniczna próba ratowania politycznego wizerunku.
I właśnie dlatego reakcja ministra po emisji reportażu jest tak ważna. Bo zamiast odpowiedzieć, dlaczego śledczy nie mieli pełnej wiedzy o wcześniejszych sygnałach, dlaczego nie uruchomiono procedur i kto konkretnie podjął takie decyzje, dostaliśmy agresję, polityczne etykietki i internetowy pogłos.
Tyle że od tego „pogłosu” nie znikają dokumenty. Nie znikają relacje funkcjonariuszy. Nie znika notatka z października. I przede wszystkim nie znika podstawowe pytanie: czy tej tragedii można było uniknąć?
Komentarze
Zabił 4-letnią córkę i zaatakował rodzinę. Biegli wydali opinię ws. funkcjonariusza SOP

„Był człowiek, nie ma człowieka”. Tusk wymienia Trzaskowskiego na innego polityka

Ruszył proces Kierwiński-Protasiewicz. "Byłem naprawdę zdumiony"
Kierwiński straszy wejściem policji do TK: „Państwo będzie reagować”

W Polsce powstanie nowa superpolicja. Czy będzie inwigilować krytyków władzy?

