Szukaj
Konto

Obronili Kierwińskiego. Populizm zwyciężył, fakty przegrały

Marcin Kierwiński
Źródło: PAP | Autor: (jm) PAP/Radek Pietruszka | Licencja: PAP | Marcin Kierwiński
Szok i zaskoczenie. Sejm odrzucił wniosek PiS o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego. 232 posłów koalicji rządzącej stanęło murem za swoim człowiekiem, Donald Tusk nazwał go „wzorem obywatela”, a Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że wniosek zawiera „brednie”.
Co musisz wiedzieć:
  • Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego, a większość koalicji rządzącej zagłosowała za jego pozostaniem na stanowisku.
  • Opozycja uzasadniała wniosek zarzutami dotyczącymi bezpieczeństwa państwa, sytuacji na granicach, działań służb oraz sposobu reagowania na wybrane incydenty o charakterze kryzysowym.
  • Rząd i koalicja broniły ministra, wskazując na działania podejmowane przez MSWiA oraz podkreślając, że zarzuty zawarte we wniosku o odwołanie nie znajdują uzasadnienia w ocenie funkcjonowania resortu.

 

Dywersja, chaos, fałszywe alarmy i ideologizacja służb

I tyle. Żadnej debaty merytorycznej ze strony władzy. Żadnej refleksji. Tylko partyjny populizm w czystej postaci: „nasz musi zostać, bo jest nasz”. A rzeczywistość? Ta została dokładnie taka sama jak przed głosowaniem. Bo gdy Tusk i Kosiniak-Kamysz bili brawo, na stole leżały konkretne, kompromitujące fakty:

  • Po pierwsze – akty dywersji na kolei. Sabotażyści wysadzili tory, a służby podległe Kierwińskiemu nie tylko nie zapobiegły zamachowi, ale sprawcy spokojnie wyjechali z kraju.
  • Po drugie – chaos na zachodniej granicy. Granica z Niemcami, czyli między dwoma „cywilizowanymi państwami”, stała się drogą przerzutu nielegalnych migrantów. Coś, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem za rządów Kierwińskiego.
  • Po trzecie sprawa to seria fałszywych alarmów bombowych. Służby były wzywane do domu matki prezydenta Karola Nawrockiego, do siedziby TV Republiki, do posesji Jarosława Kaczyńskiego i Tomasza Sakiewicza. Masowe, kosztowne interwencje, a minister zamiast wyciągnąć wnioski i przeprosić za nadgorliwość, bronił każdej z nich. To nie jest profesjonalizm – to teatr absurdu na koszt podatnika.
  • Po czwarte ideologizacja służb. Szkolenia z zakresu LGBT w komendach wojewódzkich, podczas gdy policjanci powinni uczyć się przede wszystkim walczyć z przestępczością i dywersją. No i wisienka na torcie: próba pozakonstytucyjnej i pozaustawowej zmiany definicji małżeństwa – rewolucja światopoglądowa wpuszczana „tylnymi drzwiami”. Kierwiński stał się symbolem tej operacji.

 

Populizm zwyciężył

Poseł Andrzej Śliwka mówił w Sejmie wprost:

Minister Kierwiński jest człowiekiem-chaosem. Chaos w zarządzaniu, chaos w służbach i chaos w wydawaniu publicznych pieniędzy.

Michał Woś dodał:

Nie zdał egzaminu z bezpieczeństwa Polski.

Witold Tumanowicz z Konfederacji podsumował:

Obywatele czują się coraz mniej bezpiecznie.

I co? Nic. Tusk oświadczył, że „Polska jest razem z Marcinem Kierwińskim”. Kosiniak-Kamysz chwalił „historyczny rozwój straży granicznej”. Lewica mówiła o „odbudowie szacunku do służb”.

Populizm zwyciężył. Fakty przegrały. Bo to nie jest już nawet polityka. To jest obrona teflonowego ministra za wszelką cenę – nawet jeśli każdy dzień jego urzędowania naprawdę oznacza zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Afery nie zniknęły po głosowaniu. Zostały. I będą rosły, dopóki ktoś w końcu nie powie głośno: dość tego chaosu.

Komentarzy: 1
Data publikacji: 10.06.2026 21:28
Źródło: Tysol.pl