Obronili Kierwińskiego. Populizm zwyciężył, fakty przegrały

- Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego, a większość koalicji rządzącej zagłosowała za jego pozostaniem na stanowisku.
- Opozycja uzasadniała wniosek zarzutami dotyczącymi bezpieczeństwa państwa, sytuacji na granicach, działań służb oraz sposobu reagowania na wybrane incydenty o charakterze kryzysowym.
- Rząd i koalicja broniły ministra, wskazując na działania podejmowane przez MSWiA oraz podkreślając, że zarzuty zawarte we wniosku o odwołanie nie znajdują uzasadnienia w ocenie funkcjonowania resortu.
Dywersja, chaos, fałszywe alarmy i ideologizacja służb
I tyle. Żadnej debaty merytorycznej ze strony władzy. Żadnej refleksji. Tylko partyjny populizm w czystej postaci: „nasz musi zostać, bo jest nasz”. A rzeczywistość? Ta została dokładnie taka sama jak przed głosowaniem. Bo gdy Tusk i Kosiniak-Kamysz bili brawo, na stole leżały konkretne, kompromitujące fakty:
- Po pierwsze – akty dywersji na kolei. Sabotażyści wysadzili tory, a służby podległe Kierwińskiemu nie tylko nie zapobiegły zamachowi, ale sprawcy spokojnie wyjechali z kraju.
- Po drugie – chaos na zachodniej granicy. Granica z Niemcami, czyli między dwoma „cywilizowanymi państwami”, stała się drogą przerzutu nielegalnych migrantów. Coś, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem za rządów Kierwińskiego.
- Po trzecie sprawa to seria fałszywych alarmów bombowych. Służby były wzywane do domu matki prezydenta Karola Nawrockiego, do siedziby TV Republiki, do posesji Jarosława Kaczyńskiego i Tomasza Sakiewicza. Masowe, kosztowne interwencje, a minister zamiast wyciągnąć wnioski i przeprosić za nadgorliwość, bronił każdej z nich. To nie jest profesjonalizm – to teatr absurdu na koszt podatnika.
- Po czwarte ideologizacja służb. Szkolenia z zakresu LGBT w komendach wojewódzkich, podczas gdy policjanci powinni uczyć się przede wszystkim walczyć z przestępczością i dywersją. No i wisienka na torcie: próba pozakonstytucyjnej i pozaustawowej zmiany definicji małżeństwa – rewolucja światopoglądowa wpuszczana „tylnymi drzwiami”. Kierwiński stał się symbolem tej operacji.
Populizm zwyciężył
Poseł Andrzej Śliwka mówił w Sejmie wprost:
Minister Kierwiński jest człowiekiem-chaosem. Chaos w zarządzaniu, chaos w służbach i chaos w wydawaniu publicznych pieniędzy.
Michał Woś dodał:
Nie zdał egzaminu z bezpieczeństwa Polski.
Witold Tumanowicz z Konfederacji podsumował:
Obywatele czują się coraz mniej bezpiecznie.
I co? Nic. Tusk oświadczył, że „Polska jest razem z Marcinem Kierwińskim”. Kosiniak-Kamysz chwalił „historyczny rozwój straży granicznej”. Lewica mówiła o „odbudowie szacunku do służb”.
Populizm zwyciężył. Fakty przegrały. Bo to nie jest już nawet polityka. To jest obrona teflonowego ministra za wszelką cenę – nawet jeśli każdy dzień jego urzędowania naprawdę oznacza zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Afery nie zniknęły po głosowaniu. Zostały. I będą rosły, dopóki ktoś w końcu nie powie głośno: dość tego chaosu.
Komentarze
Afera korupcyjna w Koalicji Obywatelskiej? Śledztwo Prokuratury Europejskiej i CBA. Potężny problem Donalda Tuska

Eksplozja drona w Rumunii. Tusk zabiera głos

Nocna zmiana. 34 lata temu pod osłoną nocy odwołano rząd Jana Olszewskiego

Tusk zapowiada "marsz patriotów". Zwrócił się do Kaczyńskiego
Tusk nieformalnie "persona non grata" w Waszyngtonie

