Szukaj
Konto

[Z Niemiec dla Tysol.pl] W. Osiński: Niemiecki "dokument" nt. Polski. Modlę się, by Pan Bóg ustrzegł mnie od pogardy

18.02.2022 20:27
kłamcy
Źródło: Pixabay.com
Komentarzy: 0
Za każdym razem, gdy Parlament Europejski wznawia cykl debat o „mechanizmie praworządności”, w niemieckich mediach pojawia się niepojętym trafem kolejny reportaż o Warszawie lub Budapeszcie. Przypomina to stary kawał o sadyście, który do dwóch siedzących na żyletce facetów mówi: „Przesuńcie się”.

Ostatnie dzieło pewnego niemieckiego dokumentalisty, którego polskie imię ma ręczyć za "autentyczność" materiału, zatytułowano "Polnisches Solo". Reportaż został wyemitowany w najlepszym czasie antenowym, a jego powtórkami raczono przez następne dni bezwiednych emerytów, którzy oglądają zwykle o tej porze teleturnieje. Po raz ostatni puszczono ten film przed kilkoma dniami w stacji Phoenix, krótko przed konferencją prasową kanclerza Olafa Scholza i Władimira Putina. Cóż, naprawdę zaczynam się modlić, by Pan Bóg ustrzegł mnie od pogardy.

Nie sposób odrysować tu całej galerii "autorytetów" przedstawionych w tym badziewiu - zainteresowanych odsyłam do internetu. Dokument nie odkrywa też niczego, co byłoby sensacyjne dla niemieckiego konsumenta prasy, karmionego od siedmiu lat wynurzeniami o rzekomym "zagrożeniu" demokracji w Polsce.

Nie powinien też zdumiewać fakt, że w akcję kolportowania antypolskich oszczerstw włączyli się ponownie polscy celebryci, którzy w swoim kraju udzielają prymitywnych i pełnych epitetów wywiadów, a za granicą udają tytanów intelektu i publicystów.

Zaskoczyć może jedynie skala obłędu, która w Niemczech wzrasta zawsze wtedy, gdy się okazuje, że polski rząd - mimo niestrudzonych wysiłków niemieckich żurnalistów - nie ma najmniejszego zamiaru upaść. I nie chodzi tu jedynie o bulwersujące porównania liderów Prawa i Sprawiedliwości z dyktatorami, którzy trzymają swoje kraje w żelaznym uścisku. To przestało już bawić nawet tych najmniej obciążonych wiedzą o Polsce. Dziś zachodni dziennikarze sięgają po sposoby bardziej wyrafinowane, gdyż wszystkie ich kłamstwa okryte są grubą warstwą koncyliacyjnego lukru, tak jakby chcieli dodać: "Robimy to dla waszego dobra". Tymczasem film "Polnisches Solo" każe już momentami wołać o pilną i fachową pomoc psychoterapuety.

Otóż na początku filmu dowiadujemy się, że demokratyczna legitymacja chroni jedynie liderów SLD, którzy nas "wprowadzili" do Unii. O agenturalnej przeszłości niektórych z nich nie usłyszymy ani słowa, ale za to o rzekomo "komunistycznych" zakusach obecnego rządu. Tak, tego, który jako pierwszy od 1989 r. próbuje się rozliczyć z utrwalaczami PRL.

Następnie widzimy wiceszefową Parlamentu Europejskiego, odświeżającą kłamstwa o "unikalności" wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że prawo krajowe ma wyższość na prawem unijnym. Tak jakby w jej własnym kraju tego rodzaju wyroki nigdy nie padały. Ta sama socjaldemokratka, która od miesięcy montuje swoistą krucjatę w obronie "polskiej demokracji", była częstym gościem rosyjskiej telewizji propagandowej, której "demokratycznej legitymacji" nigdy nie odmawiała.

W porządku, nie grajmy tanią "antyniemiecką" kartą. Na szczęście twórca "Polnisches Solo" przeprowadził także wywiady z polskimi politologami i publicystami. Jeśli jednak ktoś wierzył w to, że wybrani rozmówcy sprostują błędy pani Katariny Barley, musiał doświadczyć rozgoryczenia. O "wolności słowa" w Polsce rozwodzi się nagle dziennikarz gazety, która w latach 90. zaraziła polską debatę istnym dyskursem wypierania, niespotykanym w normalnej prasie tonem wykluczania z dyskusji. W "obronie" polskiej kultury wystąpił zaś reżyser teatralny, który swoją "artystyczną" misję upatruje w celowym ośmieszaniu Jana Pawła II i pogardzaniu symboli chrześcijańskich.

Natomiast pewien redaktor naczelny polsko-niemieckiego pisma, szczodrze zasilanego zachodnim kapitałem, zauważa, że po wyroku polskiego TK pojawiły się w Unii Europejskiej "rysy zagrażające całej konstrukcji". Żeby było śmieszniej, jednocześnie przyznaje, że ugrząsł w "dysonansie", jako że z jednej strony mieszka w "wolnej i coraz bardziej nowoczesnej" Polsce, a z drugiej jest świadkiem pogłębiającego się "kryzysu pluralizmu". Owszem, jedna z obu wersji jest wymysłem pana redaktora. Niech sobie zgadnie, o którą chodzi.

Nie wszystkich stać na bezwyjątkowy patriotyzm, zwłaszcza gdy własne pismo jest uzależnione od zagranicznej fundacji, a kredyt za willę nad Bałtykiem trzeba spłacić w zachodnim banku. Pytanie tylko, czy niektórzy muszą aż tak wyraźnie udowadniać, że zostali przetrąceni postkolonialnym zniewoleniem. Przecież już nawet najbardziej zakuty socjalista zauważa, że "rysy w konstrukcji" pojawiły się na długo przed 2015 r. Nie musimy już podkładać głowy pod topór.

[Autor jest korespondentem Polskiego Radia]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 18.02.2022 20:27
Źródło: Tysol.pl