Pułapka na prezydenta Nawrockiego

- Rządowy projekt dotyczący wsparcia emerytalnego dla części środowiska artystycznego wywołał spór polityczny i falę krytyki dotyczącej finansowania programu z pieniędzy publicznych.
- Autor tekstu sugeruje, że ustawa może stać się polityczną pułapką dla prezydenta Karola Nawrockiego, niezależnie od tego, czy zdecyduje się ją podpisać, czy zawetować.
- W debacie pojawiają się także głosy ze środowiska artystycznego, które podkreślają, że wielu twórców przez lata samodzielnie opłacało składki i nie oczekuje specjalnych przywilejów.
Bo przecież nie chodzi tutaj wyłącznie o pieniądze. Chodzi o emocje, środowiska opiniotwórcze i budowanie politycznej narracji. Mechanizm jest prosty. Najpierw wrzuca się do debaty publicznej projekt skrajnie kontrowersyjny, pełen absurdów i niejasności. Potem uruchamia się celebrytów, aktorów i artystów związanych z obozem władzy, którzy zaczynają opowiadać o „biedzie”, „wykluczeniu” i „braku szacunku dla kultury”. A na końcu prezydent ma zostać postawiony pod ścianą: albo podpisze fatalną ustawę, albo zostanie przedstawiony jako wróg ludzi kultury.
Poważna wada
Tyle że cała ta konstrukcja ma poważną wadę. Coraz więcej osób zwyczajnie widzi, że coś tu się nie zgadza. Nawet znany aktor Zbigniew Buczkowski przyznał publicznie, że przez lata sam regularnie opłacał składki ZUS i nie rozumie pretensji części środowiska artystycznego.
Nie płacili składek, więc teraz nie powinni się dziwić wysokością emerytury — mówił wprost.
To właśnie ten głos jest dla rządu najbardziej niewygodny. Nie krytyka prawicy, ale krytyka płynąca ze środka świata kultury. Bo trudno przekonywać kasjerkę, kierowcę czy drobnego przedsiębiorcę, że mają finansować emerytury celebrytów, którzy przez lata żyli ponad stan, a jednocześnie nie odkładali składek.
Zastanawiające kulisy projektu
Jeszcze bardziej zastanawiające są kulisy samego projektu. Były minister kultury prof. Piotr Gliński zwraca uwagę, że pierwotna koncepcja była zupełnie inna — wsparcie miało trafiać wyłącznie do najuboższych artystów i być finansowane z opłaty reprograficznej, czyli w praktyce także ze środków bogatszych twórców. Tymczasem obecny projekt rozrósł się do setek milionów złotych i objął znacznie szerszą grupę beneficjentów.
I właśnie dlatego coraz trudniej uwierzyć, że mamy do czynienia jedynie z niekompetencją. To wygląda raczej jak polityczna mina podłożona pod nowego prezydenta. Jeśli Karol Nawrocki ustawę zawetuje — ruszy kampania o „antykulturalnej prawicy”. Jeśli podpisze — obciąży siebie kosztami wyjątkowo niepopularnego projektu.
To stara metoda Donalda Tuska. Tworzyć konflikty, w których przeciwnik zawsze ma przegrać. Problem polega jednak na tym, że Polacy coraz częściej rozumieją, kiedy ktoś próbuje nimi manipulować. A wtedy nawet najlepiej przygotowana pułapka może zatrzasnąć się na jej autorach.
Komentarze
Nawrocki pilnie spotka się z Kosiniakiem-Kamyszem po powrocie. Co ustalono w Waszyngtonie?

TVN24: Rozmowy Nawrocki–Trump były dwie

Cienkowska pewna podpisu prezydenta pod ustawą. Pałac: „Taki mają kontakt z rzeczywistością”

Gala UFC w Białym Domu. Kamery uchwyciły Nawrockiego i Trumpa przy oktagonie
Karol Nawrocki u Donalda Trumpa. Wizyta obowiązkowa

