Szukaj
Konto

Marcin Bąk: Gdzie się podziała inteligencja?

Książki - zdjęcie ilustracyjne
Źródło: fulopszokemariann/ Pixabay.com | Książki - zdjęcie ilustracyjne
Od lat już możemy podziwiać występujących w mediach przedstawicieli środowiska akademickiego czy też artystów, demonstrujących swoją bezbrzeżną pogardę wobec ciemnego, zacofanego tłumu mieszkańców „tego kraju” jak oni nazywają czasami Polskę. Rodzi się więc pytanie o rolę inteligencji w naszym społeczeństwie oraz o to, czy ta inteligencja jeszcze w ogóle istnieje.

Fenomen nadwiślański 

Polska inteligencja, jako grupa społeczna, jest swoistym fenomenem, porównywalnym chyba tylko z inteligencją rosyjską, choć ta druga miała nieco inną genezę i inną pełniła rolę. Nigdzie indziej na świecie nie powstała taka specyficzna klasa ludzi, połączonych wspólnymi losami, dzielących wspólny zespół wartości no i poczuwająca się w końcu do pełnienia poważnej roli społecznej. Były w społeczeństwach zachodnich różne klasy społeczne, byli intelektualiści, byli filozofowie pragnący oświecać naród ale czegoś tak specyficznego, jak polska inteligencja – raczej nie. Skąd mentalnie pochodził polski inteligent? Ze szlacheckiego dworu, mówiąc w pewnym uproszczeniu, nawet jeśli sam nie miał w sobie szlacheckiej krwi. Nieproporcjonalnie duża w stosunku do zachodniej Europy liczba szlachty w naszym społeczeństwie i załamanie się I Rzeczpospolitej stworzyły inteligencję jako swoistą, polską klasę społeczną. Wielu przedstawicieli zdeklasowanej szlachty od przełomu wieków XVIII i XIX zaczęło szukać szczęścia i chleba w tak zwanych wolnych zawodach, wymagających jednak zdobycia połączonych ze studiami kwalifikacji. Nauczyciele, lekarze, dziennikarze i artyści, oni w większości wywodzili się z podupadłych rodzin szlacheckich, nie mogących już kontynuować życia z roli, bo stracili majątki. Łączył tych ludzi ze sobą nie tylko fakt wykonywania wolnych zawodów. Oprócz herbów i nazwisk odziedziczyli oni po swoich przodkach również zespół wartości, którym nadal starali się pozostawać wierni, mimo że warunki  uległy już zmianie. Dlatego silny był przez całe lata etos inteligencki, będący w znacznej mierze wersją rozwojowa etosu rycerskiego, z którego się wywodził. Były pewne rzeczy, których inteligentowi „nie wypadało” robić, nawet jeśli były one prawnie dozwolone. Inteligent powinien być prawdomówny (rycerz nie kłamie), wielkoduszny, przedkładający dobra duchowe nad materialne. Jednocześnie wywodzący się ze szlachty inteligenci nie zapomnieli o dawnej roli przywódców, jaką pełnili ich przodkowie. Teraz taka rolę przywódców narodu miała pełnić inteligencja, już nie z wysokości końskiego grzbietu, z hetmańską buława w ręku, czy   w poselskich ławach lecz niosąc kaganek oświaty.

Przywództwo poprzez służbę 

I tu dotykamy kolejnego, niezwykle ważnego elementu kształtującego postawę polskiej inteligencji. Wiek XIX to czasy powstań narodowych, powstań, do których lud garnął się z umiarkowanym entuzjazmem. To czas „rżnięcia panów” w rabacji galicyjskiej, czas wrogiej obojętności chłopów podczas powstania styczniowego. Refleksję  XIX wiecznego inteligenta można by streścić następująco – „To nasza wina. Nie byliśmy dobrymi opiekunami naszych poddanych. Gnębiliśmy ich pańszczyzną, nie zadbaliśmy o ich świadomość, o ich edukację, teraz zbieramy owoce naszej pychy. Jeśli chcemy mieć nowoczesny, sprawiedliwy i bogaty naród, musimy iść do ludu i pracować nad jego kondycją.”  To z takiej postawy wywodzili się ci wszyscy Judymowie, te wszystkie Siłaczki i cała rzesza bezimiennych bohaterów pracy u podstaw, idących „w lud” z zamiarem podniesienia tego ludu z nędzy. Czasami aktywność inteligencka w tym zakresie przybierała formy chłopomanii, gdy prominentni artyści, pisarze czy społecznicy brali sobie chłopskie małżonki, mieszkali w chłopskich chatach i chodzili odziani w sukmany. Jedną z głównych myśli inteligencji polskiej XIX i XX wieku można by ująć tak  – „Jesteśmy elitą intelektualną i moralną ale nasze przywództwo polega na służbie. Służbie tym, którzy nie mieli tyle szczęścia urodzić się w dobrej rodzinie i których musimy się starać wydobyć z nędzy.” 

Jak to wygląda dzisiaj? 

Nie za ciekawie mówiąc najkrócej. Inteligencja polska doznała ogromnych strat podczas II wojny z ręki obu okupantów, wielu przedstawicieli tej klasy pozostało na emigracji. W mocno poszczerbione szeregi dawnej inteligencji zaczęła się wciskać nowa klasa – ludzie z awansu społecznego, oportuniści i karierowicze. Degradacja etosu inteligenckiego postępowała przez cały okres PRL a weszła w nową fazę po roku 1989, gdy Polska przeszła przyspieszoną transformację ustrojową. Dzisiaj ludzie, którzy sami siebie uważają  za elitę, czyli artyści, naukowcy, prezentują zgoła odmienny stosunek do „ludu”. Wyznacznikiem bycia elitą jest w tej chwili okazywanie bezbrzeżnej pogardy osobom „starszym, gorzej wykształconym, z mniejszych miejscowości, nie radzących sobie w warunkach gospodarki rynkowej”. Profesor wypowiadający się z niechęcią o „rolniku, który mu siedzi na jednym ramieniu i robotniku siedzącym na drugim” (niby żyjący z wypracowanego przez profesora PKB), pisarze i artyści gardzący ludźmi którym w życiu, rzekomo,  nie poszło. Z dawnego etosu inteligenckiego, etosu przewodniczenia narodowi z pozycji służby, nie pozostało już nic lub prawie nic. Teraz przeważa pogarda połączona z serwilizmem wobec centrów dyspozycyjnych w Berlinie czy Brukseli. 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 23.05.2026 20:42
Źródło: tysol.pl