Brukselska ośmiornica medialna. Miliony euro dla "demokratycznych" mediów

- Raport Thomasa Faziego dla MCC Brussels szacuje, że Komisja Europejska i Parlament Europejski przeznaczają blisko 80 mln euro rocznie na różnego rodzaju projekty związane z mediami i komunikacją.
- Wśród beneficjentów i uczestników finansowanych projektów raport wymienia europejskie agencje prasowe, nadawców publicznych, prywatne media i organizacje dziennikarskie, w tym podmioty działające w Polsce.
- Autor raportu i Sebastian Meitz stawiają pytanie, czy finansowanie mediów przez instytucje UE może wpływać na ich niezależność i sposób relacjonowania polityki unijnej; Komisja przedstawia te programy jako wsparcie pluralizmu i niezależnego dziennikarstwa.
Miliard euro w ciągu dekady
Dlaczego musieliśmy czekać aż półtora roku na wzbudzenie, nadal ograniczonego do strony konserwatywnej w Polsce, zainteresowania mediów raportem na temat finansowania przez Brukselę NGO i ingerencji w wybory? I dlaczego drugi raport tego samego autora, napisany dla tego samego think tanku, przeszedł zupełnie bez echa? Być może dlatego, że Komisja Europejska i Parlament Europejski rokrocznie przekazują, według ostrożnych szacunków, blisko 80 milionów euro na… tak, zgadliście Państwo, na media. To prawie MILIARD EURO w ciągu ostatniej dekady, które popłynęły z instytucji europejskich do, głównie „wolnych i demokratycznych”, mediów.
A i to może być wierzchołek góry lodowej, bo powyższe dane obejmują jedynie bezpośrednie finansowanie i tylko na terenie państw członkowskich Unii Europejskiej. Do tego dochodzą środki przeznaczone na wspieranie mediów w krajach trzecich czy też środki przekazywane pośrednio w postaci kontraktów reklamowych czy kampanii komunikacyjnych przez wybrane agencje marketingowe i domy mediowe.
Według szacunku autora raportu bezpośrednie finansowanie projektów medialnych wynosi obecnie blisko 80 mln euro rocznie, a łączna skala różnych form wsparcia w ostatniej dekadzie mogła osiągnąć MILIARD EURO.
Tworzenie "europejskiej sfery publicznej"
Pod płaszczykiem wspierania wolności i pluralizmu mediów oraz promowania „europejskich wartości” kryją się działania nie tylko w dużej mierze wspierające narrację prounijną, nachalną propagandę i odgórne tworzenie „europejskiej sfery publicznej”, ale przede wszystkim supresję niekorzystnych czy krytycznych wobec Unii Europejskiej narracji.
To prawdziwa europejska ośmiornica, która oplata swoimi mackami nie tylko kraje unijne, ale również pozostające poza UE kraje Europy Wschodniej, a nawet kraje afrykańskie.
Zgodnie z zapowiedzią zapraszam na analizę drugiego raportu pana redaktora Thomasa Faziego MCC Brussels, który ukazał się w czerwcu 2025 roku. I który nie przebił się do medialnego mainstreamu.
Najciekawsze liczby
Zacznijmy od najciekawszego, czyli od liczb. Tylko za pośrednictwem głównych programów finansowych opisanych w raporcie Unia Europejska przetransferowała do przychylnych sobie mediów prawie PÓŁ MILIARDA EURO. Składają się na to następujące inicjatywy:
- Information Measures for the EU Cohesion Policy (IMREG): 40 milionów euro (od 2017 roku)
- Program Kreatywna Europa (Creative Europe): 89,5 miliona euro (lata 2020–2025)
- Program Działania Multimedialne (Multimedia Actions): 53,1 miliona euro (lata 2021–2024)
- Program Cyfrowa Europa (Digital Europe): 27 milionów euro (lata 2020–2025)
- Finansowanie mediów przez Parlament Europejski: 30 milionów euro (od roku 2020)
Do tego dochodzi umowa ramowa z kanałem Euronews opiewająca na kwotę co najmniej 20 milionów euro. Rocznie. Tylko w ciągu ostatniej dekady.
Powyższa lista nie jest w żadnej mierze kompletna. Mamy bowiem jeszcze różne inicjatywy, w przypadku których ustalenie szczegółowych kwot, z uwagi na brak unijnej transparentności, wielość programów i inicjatyw oraz brak kompleksowych baz danych, jest prawie niemożliwe. Raport wymienia kilka z nich:
- Projekty pilotażowe i działania przygotowawcze, zwykle finansowane z innych programów: różne kwoty. Dla przykładu jeden tylko projekt „Europejska sfera publiczna: nowa internetowa oferta medialna dla młodych Europejczyków” uzyskał 30,5 miliona euro (2020–2024)
- Program Horyzont 2020 (Horizon 2020): różne projekty medialne skupione na walce z „dezinformacją” o wartości kilku milionów euro na projekt
- Europejski Instrument Sąsiedztwa oraz Współpracy Międzynarodowej i Rozwojowej (European Commission’s Neighbourhood, Development and International Cooperation Instrument, NDICI): nieznane kwoty przeznaczone na wspieranie mediów w krajach trzecich
Niemniej już samo podsumowanie powyższych, precyzyjnie ustalonych kwot daje nam około 470 MILIONÓW EURO. Tylko w ostatnich dziesięciu latach. Ciekawe jest również to, że gros tych inicjatyw odbywało się po roku 2020, a w dużej mierze w ostatnich latach przed powstaniem raportu. Przypadek?
Komisja Europejska: propaganda i europejski demos za miliony euro
Jednym z głównych i najbardziej wstrząsających wniosków po lekturze raportu jest konstatacja, że my wszyscy, obywatele państw członkowskich Unii Europejskiej, finansujemy nie tylko intensywne, wielopłaszczyznowe i niezwykle rozbudowane działania propagandowe, ale również przyczyniamy się do budowy czegoś, co autor raportu nazywa „europejskim demosem”.
„Europejski demos” to nic innego jak narzucony odgórnie przez unijnych biurokratów zunifikowany konstrukt społeczno-polityczny, którego celem ma być bezkrytyczne przyjmowanie unijnej narracji jako prawdziwej i traktowanie każdego głosu krytycznego jako wyrazu fobii, nacjonalizmu czy dezinformacji, oczywiście w rozumieniu brukselskim.
Z antycznym demosem ma to tyle samo wspólnego, co Unia Europejska w obecnej formie z unią suwerennych państw.
Europejska ośmiornica: unijne instytucje, agencje prasowe, narodowi nadawcy i agencje mediowe
Kolejnym, dla mnie, jako osoby, która w referendum akcesyjnym głosowała za wejściem do Unii Europejskiej, dość zatrważającym wnioskiem jest stwierdzenie, że sposób działania Komisji i Parlamentu Europejskiego dużo bardziej przypomina mafijną ośmiornicę niż „związek między narodami Europy, w którym decyzje podejmowane są z możliwie najwyższym poszanowaniem zasady otwartości i jak najbliżej obywateli”. Autor raportu opisuje szokujące mechanizmy, w których pod płaszczykiem „zwiększania świadomości odnośnie do roli i wartości demokratycznych”, „walki z dezinformacją” czy dbałości o wolność i pluralizm mediów stworzono sieć zależności, która de facto uniemożliwia obiektywne informowanie o tym, co dzieje się w Unii Europejskiej i jej instytucjach, a narracja na ten temat ma być nie tylko jednostronna, lecz wręcz wyłącznie pozytywna.
- Bo jak inaczej określić system, w którym organizacja międzynarodowa transferuje ogromne środki do agencji prasowych, serca ekosystemu informacyjnego w każdym kraju, których depesze są dystrybuowane bezpośrednio lub po niewielkich zmianach redakcyjnych?
- Lub jak określić system, w którym organizacja międzynarodowa finansuje, w duchu pluralizmu i wolności mediów, w zasadzie wyłącznie wydawców i media liberalne, bo tylko takie spełniają kryterium obiektywizmu i niezależności, oczywiście wedle standardów Unii Europejskiej?
- Lub jak określić system, w którym organizacja międzynarodowa subwencjonuje kwotą ĆWIERĆ MILIARDA EURO w ciągu dziesięciu lat kanał informacyjny, który w założeniach ma być obiektywny, jednakże owo finansowanie historycznie stanowiło prawie 1/3 jego budżetu, a wśród oczekiwanych efektów owych subwencji są regularne tworzenie programów na temat instytucji europejskich, raportowanie na temat unijnej legislacji, projektów czy wartości?
- Lub jak określić system, w którym organizacja międzynarodowa tylko w jednym roku, 2024, wydaje bezpośrednio 8 milionów euro na „edukowanie obywateli na temat wagi wyborów do Parlamentu Europejskiego” poprzez subwencje dla agencji prasowych i mediów, w tym publicznych, a dodatkowo podpisuje wart 132,8 miliona euro kontrakt z jedną z wiodących agencji mediowych, z którego środki następnie płyną do jej klientów w całej Europie?
Dla mnie najbardziej adekwatne określenie to właśnie ośmiornica.
„Niemiecka” Komisja Europejska finansuje głównie… niemieckie media i niemiecką narrację
Trzecim wnioskiem, który nasunął mi się po lekturze tego raportu, było to, że znów pojawią się głosy, iż przemawia przeze mnie germanofobia. Niechaj i tak będzie. Zakładam, że również Państwa spotka to określenie, kiedy będziecie wskazywali na to, że w wielu aspektach interes unijny jest zbliżony lub często nawet tożsamy z interesem Republiki Federalnej Niemiec. Możecie wówczas spokojnie odpowiedzieć, opierając się na danych z tego raportu: sama należąca do państwa niemieckiego Deutsche Welle otrzymała na przestrzeni dziesięciu ostatnich lat 35 MILIONÓW EURO i jest koordynatorem wielu wspólnych, ponadnarodowych projektów medialnych.
Pomijając Euronews, Deutsche Welle jest bodaj największym indywidualnym beneficjentem transferów środków z Unii Europejskiej do środowiska medialnego. Do tego dochodzą też niemieccy nadawcy publiczni, niemiecka agencja prasowa dpa czy również niemiecka n-ost (Netzwerk für Osteuropa-Berichterstattung), zajmująca się relacjami medialnymi z Europy Wschodniej.
Faktycznie, przejawem złej woli jest wskazywanie na wiodącą rolę Niemiec w Unii Europejskiej. Lub przejawem dezinformacji, z którą owa Unia walczy każdego dnia przy pomocy milionów euro.
Szeroki strumień naszych pieniędzy jest transferowany poza Unię Europejską
O ile poprzedni wniosek trudno uznać za zaskakujący, o tyle czwarty wniosek, a raczej skala tego zjawiska, autentycznie mnie zszokował. Okazuje się, że nasze podatki nie tylko finansują unijną propagandę serwowaną nam codziennie przez lewicowo-liberalne media, nie tylko finansują supresję konserwatywnej narracji, która często jest zrównywana z dezinformacją, nie tylko finansują promocję „święta demokracji”, jakim są wybory do Parlamentu Europejskiego, w których, po milionowych nakładach, wzięło udział niewiele ponad 50% uprawnionych (dokładnie 50,74% w 2024 roku). O nie, Szanowni Państwo. My również bardzo hojnie wspieramy unijną propagandę w krajach trzecich, do których środki płyną szerokim strumieniem.
Wprawdzie w ramach wartego w latach 2021–2027 prawie 80 miliardów euro Europejskiego Instrumentu Sąsiedztwa oraz Współpracy Międzynarodowej i Rozwojowej (European Commission’s Neighbourhood, Development and International Cooperation Instrument, NDICI) projekty medialne stanowią jedynie niewielką część, jednak, z uwagi na głębokie przywiązanie instytucji europejskich do transparentności, autor raportu wskazuje, że trudno jest podać dokładną kwotę. Czy wiedzieliście Państwo, że z Waszych podatków w latach 2017–2025 Unia Europejska przekazała ponad 100 milionów euro dla mediów na… Ukrainie? A to dane z wywiadu z ambasador UE na Ukrainie, więc wobec problemów z przejrzystością całego systemu kwota może być o wiele wyższa.
Do tego dochodzą projekty medialne finansowane z Państwa podatków na Bałkanach Zachodnich, Kaukazie Południowym czy w Afryce. W sumie nie dziwi w tym kontekście, że autor raportu porównuje w tym zakresie działania Unii Europejskiej z ekspansywnymi działaniami amerykańskiej agencji USAID, która również promowała na całym świecie „wartości demokratyczne” za pieniądze podatników, w tym wypadku amerykańskich. Nie chciałbym być cynikiem, jednak największą korzyścią z tych inwestycji może być rosnące zainteresowanie wizytami w krajach Unii Europejskiej. Podobnymi do tych, które widzieliśmy ostatnio w Ceucie.
"Pluralizm mediów" na przykładzie Polski
Uznacie to Państwo pewnie za niewiarygodne i zaskakujące, ale wśród opisywanych przez autora raportu beneficjentów projektów znajduje się kilka organizacji, których nazwy brzmią znajomo. Lista w dokładnie takiej kolejności, w jakiej pojawia się w raporcie:
- Bonnier Business Poland (wydawca http://m.in. „Pulsu Biznesu”): projekt o wartości 220 000 euro
- Wybrani wydawcy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Gazet Lokalnych za pośrednictwem Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej: projekt o wartości 270 000 euro
- Polska Agencja Prasowa S.A. w likwidacji: udział w konsorcjum projektu o wartości 1 700 000 euro
- Gazeta Wyborcza: udział w konsorcjum projektu o wartości 1 000 000 euro
- Fundacja Reporterów: udział w konsorcjum projektu o wartości 2 400 000 euro
- Gazeta Wyborcza: udział w konsorcjum projektu o wartości 470 000 euro
- Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO: udział w konsorcjum projektu o wartości 800 000 euro
- Kolegium Europy w Natolinie: udział w konsorcjum projektu o wartości 1 200 000 euro
- Gazeta Wyborcza: udział w konsorcjum projektu o wartości 2 500 000 euro
- Krytyka Polityczna i Kolegium Europy Wschodniej: udział w konsorcjum projektu o wartości 2 300 000 euro
- Gazeta Wyborcza: udział w konsorcjum projektu o wartości 1 800 000 euro
Wnioski
Najserdeczniej polecam Państwu lekturę całego raportu. Dla mnie ten raport, również w połączeniu z raportem dotyczącym finansowania NGO i ingerencji w wybory, niesie ze sobą kilka kluczowych wniosków ogólnych.
- Po pierwsze, Unia Europejska w obecnej formie nie ma nic wspólnego nie tylko z tym, co mieli na myśli jej założyciele, ale nawet z tym, co jest zapisane w Traktacie o Unii Europejskiej. Pomimo tej, osobiście uważam, smutnej konstatacji uważam, że odpowiedzią na to nie powinien być żaden Polexit, ale zdrowy polski nacjonalizm i reforma tej instytucji.
- Po drugie, po lekturze tego raportu trudno mi patrzeć na Unię Europejską inaczej niż jak na ośmiornicę, która swoje macki rozpostarła tak daleko i tak głęboko w różne obszary, opisywane wcześniej NGO czy opisywane w tym raporcie media, że jedynym rozwiązaniem jest podjęcie radykalnych działań naprawczych. Tutaj znów: patrz punkt pierwszy w zakresie Polexitu.
- Po trzecie, jestem zszokowany skalą marnotrawstwa środków publicznych, zarówno jeśli chodzi o kwoty, jak i cele, na jakie środki te są przeznaczane. W nagrodę dla tych z Państwa, którzy doczytali do końca: czy wiecie, że spora część spośród opisanych w raporcie efektów prac tak sowicie opłacanych projektów, w postaci na przykład stron internetowych, nie jest już dostępna online? Takie to są właśnie w większości projekty, które nie budują żadnej trwałej wartości, ale są jedynie wehikułem transferu pieniędzy publicznych do zaprzyjaźnionych środowisk.
- Po czwarte, oba raporty, zarówno ten dotyczący mediów, jak i drugi dotyczący NGO, jasno pokazują, że żale liberałów o rzekomym niedoreprezentowaniu czy defaworyzowaniu to bajki z mchu i paproci dla naiwnych. Pamiętajcie Państwo, że dane z tych raportów, choć precyzyjne, nie są w żadnej mierze pełne. Nie mogą takie być, bo transparentność jest ostatnią rzeczą, na jakiej zależy komukolwiek, zarówno w Brukseli, jak i w mediach. To jest też głównym powodem, dla którego ani ten raport, ani poprzedni nie przebijają się do mainstreamu. I nigdy się nie przebiją. Bo w ocenie Unii Europejskiej i jej klakierów są wyrazem dezinformacji, ewentualnie antyunijnych fobii. Obie rzeczy są tak samo groźne dla UE.
- Po piąte i najważniejsze, powtórzę to, o czym już pisałem. Oba raporty, czy to czytane samodzielnie, ale przede wszystkim czytane łącznie, są dowodem na to, z jakimi przeciwnikami mierzą się konserwatyści w Europie. Dominująca w Europie lewicowo-liberalna klasa polityczna wykorzystuje wszystkie narzędzia, zarówno polityczne, jak i finansowe, do transferowania miliardowych środków do przychylnych jej środowisk. Finansowane w ten sposób NGO czy media mają za zadanie nie tylko budować pozytywny obraz Unii Europejskiej, ale także szerzyć unijną propagandę. Nie mam żadnych złudzeń, że ich najważniejszym celem jest niedopuszczenie do władzy konserwatystów.
Niemniej nadal mam nadzieję, że świadomość tego, z czym się mierzymy, długofalowo może nam pomóc na to odpowiedzieć.
[Sebastian Meitz - ekspert Instytutu Sobieskiego. Menedżer z wieloletnim doświadczeniem w sektorach regulowanych - w tym obronnym i lotniczym. Jako członek zarządów spółek Skarbu Państwa odpowiadał m.in. za obszary strategii, bezpieczeństwa i innowacji. Wcześniej zdobywał doświadczenie w międzynarodowych firmach doradczych, łącząc je z pracą akademicką w Polsce i Niemczech]
[Lead, sekcja "Co musisz wiedzieć" i niektóre śródtytuły od Redakcji]
Komentarze
Polacy nie chcą europejskiego „superpaństwa”. Nowy sondaż

Nie żyje znany polski dyplomata i naukowiec

Wszystkie kraje UE się zgodziły. Zełenski nie kryje zadowolenia
Rząd Tuska zgodził się na otwarcie unijnych negocjacji akcesyjnych z Ukrainą
Czarnek ostro o ETS: „To prowadzi do zubożenia Europy”



