Tȟašúŋke Witkó: Bezwartościowi eksperci od Rosji

- Autor artykułu podważa tezy o rychłym ataku Rosji na państwa NATO i krytykuje ekspertów ostrzegających przed takim scenariuszem.
- W tekście jako przykłady słabości Rosji wskazano m.in. problemy rosyjskich formacji w Mali oraz skuteczne ataki ukraińskich dronów na okolice Moskwy.
- Zdaniem autora wydarzenia te pokazują ograniczone możliwości militarne Kremla i osłabienie rosyjskiej projekcji siły poza Ukrainą.
Dlatego, że człek ów jest już tak uwikłany w krajową walkę o utrzymanie na powierzchni własnego gabinetu, iż stracił kontrolę nawet nad osobistym przekazem i, w związku z taką sytuacją, wypowiedzi przez niego artykułowane są całkowicie bezwartościowe.
Pominąwszy jednak Tuska, należy dostrzec, że zarówno w Polsce, jak i poza nią, stale pojawiają się doniesienie o tym, że tanki ze wstęgą świętego Jerzego na burtach, wspierane przez MiG-i i Suchoje z czerwoną gwiazdą na statecznikach, ruszą niczym walec w kierunku Lizbony, miażdżąc wszystko to, co napotkają po drodze. A jeśli ktoś spróbuje z nimi walczyć, to potraktują go bombą atomową i na tym się skończy! Jednym zdaniem – bójmy się Rosji, bo czołgi, bo samoloty, bo bomba, bo tak… i już!
Pożegnanie z Afryką
W kwietniu 2026 roku prywatno - publiczna kremlowska hybryda zbrojna zwana „Korpusem Afrykańskim” została wypchnięta z miejscowości Kidali, położonej w północno-wschodnim Mali. Okazało się, że Rosjanie z grupy najemniczej – operujący tam na korzyść oficjalnych władz państwowych Mali, których główna siedziba znajduje się w stolicy kraju, Bamako – w sposób dla nich kompromitujący zostali zmuszeni do odwrotu, a dokonali tego lekko uzbrojeni Tuaregowie razem ze wspierającymi ich dżihadystami.
Dla tych z moich Czytelników, którzy niezbyt pilnie śledzą wydarzenia na Czarnym Lądzie uzupełnię, że rosyjski Korpus Afrykański – w dużym uproszczeniu – można nazwać kontynuatorem misji Grupy Wagnera, a służą w nim zarówno prywatni kondotierzy, jak i oddelegowani tam żołnierze, wciąż pozostający w czynnej służbie. Jest to nic innego, jak jedna wielka uzbrojona banda, wspierana logistycznie i finansowo przez Moskwę, której zadaniem jest utrzymanie wpływów Rosji wszędzie tam, gdzie jest to dla niej niezbędne i korzystne. W powszechnym przekonaniu afrykańskich kacyków, wsparcie Korpusu gwarantuje im bezpieczeństwo i ciągłość sprawowania władzy, najczęściej absolutnej. Nagle okazało się, że ci elitarni żołnierze w rosyjskich pustynnych uniformach musieli uznać wyższość czarnoskórych bojowników próbujących obalić rząd. Nie bez kozery wyjście Rosjan z Kidali uważane jest za blamaż samej grupy, a także wyraźną oznakę, że Kreml – całkowicie pochłonięty wojną z Ukrainą – osłabł na tyle, iż nie jest w stanie skutecznie operować na kierunku afrykańskim. Jeśli Putin nie będzie potrafił zmienić owej sytuacji, to cała sprawa okaże się dla jego kraju wstydliwym pożegnaniem z Afryką.
Płomienie nad Moskwą
Prawie cztery dekady temu, 28 maja 1987 roku, w dzień obchodów święta radzieckich wojsk ochrony pogranicza, Mathias Rust, dziewiętnastolatek z Niemieckiej Republiki Federalnej, wylądował samolotem Cessna 172 na Placu Czerwonym w Moskwie. Było to wydarzenie bezprecedensowe, ośmieszające siły zbrojne Sojuza, a także ukazujące Związek Radziecki jako upadłe mocarstwo, którego armia dowodzona jest przez bezradnych dziadków w generalskich mundurach z kilogramami orderów na piersiach, wzdychających tęsknie do czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Pierwszym zdymisjonowanym stał się główny marszałek lotnictwa Aleksandr Iwanowicz Kołdunow, naczelny dowódca Wojsk Obrony Przeciwlotniczej Kraju – zastępca ministra obrony. Po nim poleciał ze stanowiska sam minister obrony, marszałek Związku Radzieckiego Siergiej Leonidowicz Sokołow, a następnie wielu innych oficjeli. Oczywiście, Gorbaczow wykorzystał wyczyn Rusta do zrobienia czystek w wojsku, ale też pokazał, że sprawę szczelności granic państwa Moskwa traktuje z najwyższą powagą, o czym wiele lat wcześniej, bo 1 maja 1960 roku przekonał się pilot samolotu Lockheed U-2, kapitan Francis Gary Powers.
Dlaczego ja Państwu przypominam fakty z zamierzchłej przeszłości? Odpowiedź jest banalna – żebyście mieli porównanie możliwości zbrojnych i mentalności przywódców Związku Radzieckiego do dzisiejszej faktycznej siły Rosji oraz rozumowania teraźniejszych władyków Kremla. Tych obecnych zakłóceniem defilady 9 maja 2026 roku straszył nie kto inny jak Wołodymyr Ołeksandrowycz Zełenski, na co Putin mógł odpowiedzieć jedynie pustymi groźbami i modlić się, żeby ukraińskie drony nie spadły na jego defilujące pieszo wojska. Dzień Zwycięstwa przebiegł w Moskwie co prawda bez perturbacji, ale za to 17 maja roku 2026, w niedzielę, kilka setek dronów spadło na obwód moskiewski i na samą stolicę kraju, wzniecając ogromne pożary. Było to potworną dyskredytacją dla rosyjskich przeciwlotników oraz pokazem bezradności aparatu zbrojnego państwa.
Tak, Szanowni Państwo, te dwa wydarzenia – ucieczka Korpusu z Mali i atak Ukrainy na serce Rosji – najdobitniej pokazują dzisiejszy stan morale i faktyczne możliwości wojsk rosyjskich. Teraz proszę, abyście już sami, w domowym zaciszu i na spokojnie wyobrazili sobie, jak Putin z jego kamarylą podbijają kraje NATO, nawet tego obecnego, mającego szczyt potęgi dawno za sobą oraz co warte są głosy ekspertów, straszących nas inwazją Moskwy…
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 21 maja 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]
Komentarze
Sikorski w niemieckich mediach: Polska domaga się miejsca przy stole ws. Ukrainy

Tȟašúŋke Witkó: Lepszy żywy cynik, niż martwy frajer
Tusk zabrał głos ws. afery w Szpitalu Południowym. „To konflikt między dwoma lekarzami”

Rosja nie jest gotowa na negocjacje ws. zakończenia wojny z Ukrainą

