35 lat po Traktacie. Co dziś znaczy partnerstwo Polski i Niemiec?

- W 2026 roku mija 35 lat od podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami, który stał się podstawą współczesnych relacji obu państw.
- Autor ocenia, że gospodarcze i społeczne więzi polsko-niemieckie są dziś silne, ale relacje polityczne pozostają asymetryczne, a część sporów historycznych i strategicznych nadal nie została rozwiązana.
- Według Sebastiana Meitza problemem nie jest brak dialogu, lecz jego formuła: Polska 2026 roku jest znacznie silniejszym państwem niż trzy dekady temu i relacje z Niemcami powinny coraz bardziej opierać się na równorzędnym partnerstwie i interesach, a nie wyłącznie na narracji pojednania.
"35 lat po Traktacie. Co dziś znaczy partnerstwo Polski i Niemiec?"
Pod tym tytułem odbył się wczoraj na Forum Ekonomicznym w Karpaczu jeden z paneli. Organizatorzy przeznaczyli na niego jedną z większych sal Hotelu Gołębiewski, Salę Kinową. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej przyziemna. Na publiczności zasiadło około 20–30 osób, z czego znaczną część stanowiły osoby związane z instytucjami reprezentowanymi przez panelistów.
I bardzo żałuję, że tak się stało. Bo właśnie ten panel jak w soczewce pokazał fundamentalny problem dzisiejszych relacji polsko-niemieckich. I to na wielu poziomach. Bo problemem nie jest brak dialogu polsko-niemieckiego, ale fakt, że tego dialogu przez ostatnie 35 lat mieliśmy aż nadto. Oraz to, że znaczna część środowisk zajmujących się nim zawodowo nadal próbuje prowadzić go przy użyciu języka, pojęć i założeń wypracowanych w zupełnie innej rzeczywistości politycznej. Rzeczywistości Polski początku lat 90. I właśnie ten panel pokazał to wyjątkowo dobrze.
Niemcy tłumaczą partnerstwo
Po pierwsze, o tym, co 35 lat po podpisaniu Traktatu oznacza partnerstwo Polski i Niemiec, mieli nam tłumaczyć, po raz kolejny i zgodnie z wieloletnią praktyką, w większości Niemcy. I to Niemcy nie byle jacy. Panel prowadził Pan Cornelius Ochmann, a do udziału zaproszeni zostali Pani Cornelia Pieper, Pan Ambasador Rolf Nikel, Pan Tobias Hentze oraz Pani Joanna Maria Stolarek. Polską przeciwwagę dla tego grona stanowił Pan Poseł Bartłomiej Wróblewski. I całe szczęście, że na panel dotarł, bo był to jedyny głos wyraźnie idący wbrew dominującej na nim narracji.
Cornelia Pieper
Zaczęło się od klasycznej troski i ubolewania oraz pytania, jakim cudem po 35 latach od podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 roku stan relacji polsko-niemieckich jest taki, jaki jest. W dyskusji pierwsza zabrała głos Pani Cornelia Pieper, pochodząca z Halle w Saksonii-Anhalt polityk związana z liberalną FDP, wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Angeli Merkel, później konsul generalna RFN w Gdańsku, a obecnie współprzewodnicząca zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, która dofinansowała również sam panel.
Z uwagi na pochodzenie Pani Minister temat szybko zszedł na wynik niedzielnych wyborów i jego dość histeryczną ocenę, po której nastąpiło wezwanie do walki o demokrację po tych „strasznych wyborach” i do jeszcze mocniejszego wspierania społeczeństwa obywatelskiego. W jaki sposób Republika Federalna Niemiec wspiera na co dzień społeczeństwo obywatelskie w Polsce, chyba nie trzeba tłumaczyć. Liczba niemieckich fundacji, grantów i ich polskich odbiorców jest wystarczająco wymowna.
Rolf Nikel
Drugim panelistą był Pan Rolf Nikel, ambasador RFN w Polsce w latach 2014–2020, związany obecnie z Niemieckim Towarzystwem Polityki Zagranicznej (DGAP). Pan Ambasador w swoich wypowiedziach również nawoływał do walki, tym razem z kryzysem liberalnej demokracji. Nie zabrakło również wskazania Rosji jako naszego wspólnego wroga. Rozczula mnie zawsze ta troska o rosyjskie zagrożenie ze strony osób reprezentujących niemiecki establishment, szczególnie że jakoś nie pamiętam tego typu wypowiedzi przedstawicieli niemieckiego rządu w czasie budowy gazociągu Nord Stream.
Nie były to jednak najbardziej kuriozalne wypowiedzi Ekscelencji. Do nich bowiem należy w mojej ocenie podniesiony zarzut, że polsko-niemiecki podręcznik historyczny nie jest używany w polskich szkołach. Niestety, o fakcie, że w Niemczech używa go kilkudziesięciu nauczycieli, Pan Ambasador nie powiedział. Na pewno z uwagi na brak czasu.
Tobias Hentze
Trzecim panelistą ze strony niemieckiej, w tym niemiecko-polskim gronie, był przedstawiciel Instytutu Niemieckiej Gospodarki w Kolonii (IW), Pan Tobias Hentze, który w swoich wypowiedziach przekonywał, jak bardzo ważne jest pogłębianie współpracy gospodarczej, jak ważne są innowacje, szczególnie w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw, jak ważne są wspólne projekty obronne, ale też jak bardzo potrzebujemy konkurencji i rezygnacji z subsydiowania firm przez państwo.
Postulat rezygnacji z subsydiowania przedsiębiorstw brzmi oczywiście atrakcyjnie, choć w polsko-niemieckiej dyskusji gospodarczej należałoby chyba jeszcze zapytać, z jakiego punktu startują przedsiębiorstwa obu państw i jaką skalą pomocy publicznej dysponowały w ostatnich latach. Pozostaje mieć nadzieję, że postulat Pana Hentzego zostanie równie uważnie wysłuchany w Berlinie.
Joanna Maria Stolarek
W panelu wzięła również udział Pani Joanna Maria Stolarek, urodzona na Opolszczyźnie wieloletnia dyrektor Biura Regionalnego Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie, jednej z niemieckich fundacji politycznych związanej z partią Zielonych, obecnie pracująca dla Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Pani Dyrektor, piszę to z ubolewaniem, w swoich wypowiedziach skoncentrowała się na podważaniu oceny relacji polsko-niemieckich wyrażonej przez Pana Posła Wróblewskiego, przekonując, że współpraca gospodarcza między Polską a Niemcami wcale nie jest asymetryczna. I oczywiście, zgodnie z unoszącym się nad panelem duchem Krzyżowej, wezwała do sakramentalnego patrzenia w przyszłość.
Należy jednak oddać Pani Dyrektor, że w swojej wypowiedzi wskazała również na to, że istnieje wiele obszarów, w których Niemcy powinni brać przykład z Polski. Dokładnie to samo mówię przy każdej okazji. Niestety zarówno mój głos, jak i głos Pani Dyrektor trafiają w tym zakresie w absolutną pustkę.
Bartłomiej Wróblewski
Jedyną przeciwwagę dla tej, zupełnie niezaskakującej, jednostronnej narracji stanowiły wypowiedzi Pana Posła Bartłomieja Wróblewskiego. Pan Poseł, w mojej ocenie w sposób bardzo łagodny i pełen autentycznej troski o stan relacji polsko-niemieckich wskazał na kilka głównych obszarów. Zaczął od współpracy gospodarczej, która jest niezaprzeczalnym sukcesem, choć jest ona nadal asymetryczna.
Ale też dotknął moim zdaniem sedna problemu, że być może pojednanie, na które liczyli przedstawiciele obu państw w latach 90., było zbyt szybkie, a przede wszystkim zbyt powierzchowne. Że istnieją nierozwiązane kwestie historyczne, na które nie możemy, a przede wszystkim nie chcemy zamykać oczu. I że jeśli nasze relacje bilateralne mają być lepsze, to musimy zacząć rozwiązywać problemy, a nie bez końca o nich dyskutować. Oraz że jeśli Niemcom zależy na poprawie relacji polsko-niemieckich, to powinni poprawiać relacje z polską prawicą.
Stan relacji polsko-niemieckich
I to ostatnie zdanie, a w zasadzie zawarte w nim pytanie, jest w mojej ocenie kluczowe. Otóż obserwując z uwagą działania aktualnego Ambasadora RFN w Polsce, Ekscelencji Miguela Bergera, mam bardzo poważne wątpliwości, czy Niemcom rzeczywiście zależy na poprawie relacji polsko-niemieckich. Widzimy bowiem, z jaką łatwością Pan Ambasador pozwala sobie na publiczne połajanki wobec pracowników polskich instytucji, jak ostatnio wobec pracowników Instytutu Pileckiego, co wywołało reakcje również w samych Niemczech. Pamiętamy, jak bardzo jednostronna jest polsko-niemiecka umowa o współpracy w dziedzinie obronności. I widzimy, jak bardzo nieskuteczna jest również polityka polskiego rządu wobec Niemiec, który od miesięcy zabiega o trwałe rozszerzenie formatu E3 (Niemcy, Wielka Brytania, Francja) o Włochy i Polskę i jak bardzo Niemcy mają te zabiegi w poważaniu.
35 lat po Traktacie stan relacji polsko-niemieckich jest niejednoznaczny. Z jednej strony mamy bardzo silne relacje gospodarcze oraz silne i zasadniczo poprawne relacje społeczne, czego wyrazem są zresztą wyniki niedawnego Barometru Polska-Niemcy, z drugiej zaś widzimy, jak bardzo asymetryczne pozostają relacje polityczne. I to w sytuacji, w której, przynajmniej teoretycznie, zarówno w Warszawie, jak i w Berlinie rządzą środowiska deklarujące szczególne przywiązanie do dobrych relacji polsko-niemieckich.
"Kościół" Krzyżowej
Mnie jednak w tej debacie uderzyło jeszcze jedno. Taka debata równie dobrze mogłaby odbyć się w połowie lat 90., w Krzyżowej. Zarówno przekonanie, że każdy problem można rozwiązać kolejną rundą dialogu, wspólna troska o liberalną demokrację i społeczeństwo obywatelskie, jak i sakramentalne już wezwanie do “patrzenia w przyszłość” to elementarz niemieckiej polityki wobec Polski, od lat nam suflowanej i wspieranej przez część przedstawicieli polskich elit związanych z niemieckimi fundacjami i instytucjami dialogu polsko-niemieckiego. Immanentnie wiąże się to również z niechęcią do środowisk konserwatywnych, które nadal traktowane są jako coś przejściowego, o marginalnej roli, co nawet jeśli dojdzie do władzy, to szybko przeminie.
Problem polega na tym, że przez ostatnie trzy i pół dekady polsko-niemieckiego dialogu wyrósł wokół niego swoisty „Kościół Krzyżowej”, jak określił to dr Sławomir Dębski, z własnym językiem, własnymi rytuałami, własnym katalogiem pojęć, ale również całym ekosystemem instytucji żyjących z podtrzymywania procesu pojednania. Pojednanie, społeczeństwo obywatelskie, przezwyciężanie historii i sakramentalne już patrzenie w przyszłość. Wszystkie te pojęcia miały i nadal mają znaczenie. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy sam proces staje się wartością nadrzędną, jego trwanie zaczyna być traktowane jako dowód sukcesu, a rozmowa o pojednaniu staje się substytutem rozmowy o realnych interesach dwóch państw, nierozwiązanych problemach i o tym, jak bardzo przez te 35 lat zmieniła się sama Polska.
Niestety dla naszych przyjaciół zza Odry Polska 2026 to nie jest Polska w 1996 roku. Nie tylko jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej, ale w 2026 roku uczestniczymy również w pracach G20 i aspirujemy do stałego miejsca w tym formacie, mamy wysoki poziom cyfryzacji państwa, infrastrukturę w dobrym stanie oraz jedną z największych armii lądowych w NATO. I przede wszystkim w dużym stopniu zrozumieliśmy, że naprawdę w relacjach z Niemcami to nie my jesteśmy stroną, która powinna się czegokolwiek wstydzić. Niestety jednak „Kościół Krzyżowej” nadal nie przyjmuje do wiadomości tej zmiany. Na szczęście o atrakcyjności tej narracji najlepiej świadczy liczba słuchaczy tego panelu oraz pokrzykiwania dwóch starszych pań siedzących na widowni, że to skandaliczne, żeby polska prawica wzywała do poprawy stosunków z Niemcami. 35 lat po Traktacie czas więc chyba przestać rozmawiać o pojednaniu i zacząć wreszcie rozmawiać o partnerstwie.
[Autor - Sebastian Meitz jest ekspertem Instytutu Sobieskiego w zakresie obronności i polityki zagranicznej]
[Tysuł, lead, sekcja "Co musisz wiedzieć" i śródtytuły od Redakcji]
Komentarze
Wielki gracz OZE w tarapatach. Jest wniosek o upadłość
„Der Spiegel”: Niemcy wejdą w sezon grzewczy z historycznie niskimi zapasami gazu

„WSJ”: Niemiecka transformacja pochłonęła 700 mld euro, a paliwa kopalne wciąż dominują w gospodarce

Forum Ekonomiczne w Karpaczu. Zaprezentowano wspólny raport Forum i SGH

Przed nami XXXV Forum Ekonomiczne w Karpaczu. Los polityki spójności – centralizacja czy wielopoziomowe zarządzanie?


