Szukaj
Konto

Zimą może zabraknąć węgla

Węgiel kamienny
Źródło: Pixabay | Autor: Pixabay | Licencja: Pixabay | Węgiel kamienny
Ceny węgla rosną, a sprzedawcy opału ostrzegają przed możliwymi problemami z jego dostępnością w nadchodzących miesiącach. Choć obecnie na składach nie brakuje surowca, sytuacja może się zmienić wraz z nadejściem silnych mrozów. – Jeżeli przyjdą mrozy, składy wyprzedadzą zapasy (...) i może być znowu sytuacja taka, że węgla przez dwa, trzy tygodnie nie będzie w ogóle – ostrzega w rozmowie z „Faktem” Piotr Osiński, właściciel składu opału w Olsztynie. Tymczasem za tonę węgla trzeba zapłacić nawet 2300 zł.
Co musisz wiedzieć:
  • Możliwe braki węgla zimą. Sprzedawcy ostrzegają, że podczas silnych mrozów zapasy mogą się wyczerpać, a uzupełnienie dostaw może potrwać nawet dwa lub trzy tygodnie.
  • Węgiel coraz droższy. Cena tony opału sięga nawet 2200–2300 zł, podczas gdy w sierpniu wynosiła około 1500–1600 zł.
  • Mniejsze zapasy przy kopalniach. Według danych przywoływanych przez przedstawicieli branży zapasy węgla przy kopalniach są o 44 proc. niższe niż rok wcześniej.

Sprzedawcy węgla ostrzegają przed zimą

Ciepła jesień sprawiła, że wielu Polaków zdecydowało się odłożyć zakup opału na później. W rezultacie na początku listopada składy węgla nadal dysponują zapasami, a dostępność surowca nie stanowi większego problemu. Sprzedawcy przestrzegają jednak, że obecna sytuacja może być przejściowa. Jeśli nadejdą silne mrozy, zapotrzebowanie na opał gwałtownie wzrośnie, a zgromadzone zapasy mogą szybko się wyczerpać.

W rozmowie z „Faktem” Piotr Osiński, właściciel składu opału w Olsztynie, zwrócił uwagę, że importerzy nie zwiększają dostaw, ponieważ zainteresowanie zakupami pozostaje niewielkie.

Węgiel jest na rynku, na składach też jest

– powiedział przedsiębiorca, zaznaczając, że obecna dostępność wynika przede wszystkim z utrzymujących się wysokich temperatur.

Osiński ostrzegł jednak, że w przypadku gwałtownego wzrostu zapotrzebowania może dojść do przejściowych niedoborów.

Jeżeli przyjdą mrozy, składy wyprzedadzą zapasy, od nas wykupią i może być znowu sytuacja taka, że węgla przez dwa, trzy tygodnie nie będzie w ogóle

– powiedział „Faktowi”.

Nie oznacza to, że niedobory są przesądzone. Przedstawiony scenariusz zależy przede wszystkim od przebiegu zimy, wielkości zapasów oraz możliwości uzupełniania dostaw.

Ceny węgla mocno wzrosły. Nawet 2300 zł za tonę

Problemem dla gospodarstw domowych są nie tylko możliwe trudności z zakupem opału, ale również jego rosnące ceny. Z informacji przekazanych przez Piotra Osińskiego wynika, że jeszcze w sierpniu za tonę węgla trzeba było zapłacić około 1500–1600 zł. We wrześniu cena wzrosła do około 1900 zł, a na początku listopada sięgała nawet 2300 zł. Oznacza to, że w ciągu zaledwie kilku miesięcy cena tony opału mogła wzrosnąć nawet o 800 zł. Choć pojawiają się informacje o obniżkach u importerów, ich skala pozostaje niewielka. Według Osińskiego korekty wynoszą zazwyczaj 30–50 zł na tonie.

Sprzedawca tłumaczy, że wielu przedsiębiorców dysponuje węglem zakupionym wcześniej po wysokich cenach, dlatego nie chce obniżać stawek poniżej kosztów zakupu.

Zapasy węgla przy kopalniach niższe o 44 procent

Obawy dotyczące nadchodzącej zimy wyraża również Łukasz Horbacz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla. W rozmowie z Interią Biznes zwrócił uwagę na ograniczoną podaż niektórych rodzajów węgla opałowego oraz rosnące koszty importu. Według przywołanych przez niego danych zapasy węgla przy kopalniach są o 44 proc. niższe niż przed rokiem. Przedstawiciele branży wskazują, że przy mniejszej dostępności krajowego surowca i droższym imporcie gwałtowny wzrost zapotrzebowania podczas mrozów może doprowadzić do dalszej presji na ceny. Sytuację komplikuje również ostrożność importerów. Niewielki popyt w okresie jesiennym sprawia, że firmy ograniczają zamówienia kolejnych dostaw, obawiając się pozostania z niesprzedanym towarem.

Sprzedawcy nie chcą gromadzić zapasów

Wahania cen opału stanowią poważny problem również dla właścicieli składów. Piotr Osiński przyznał w rozmowie z „Faktem”, że w przeszłości poniósł straty na niesprzedanym węglu sięgające około 100 tys. zł. Dlatego obecnie woli ograniczać wielkość zamówień i kupować węgiel na bieżąco.

Takie podejście zmniejsza ryzyko strat finansowych przedsiębiorców, ale może jednocześnie ograniczać ilość opału dostępnego na rynku w przypadku nagłego wzrostu popytu.

Minister klimatu mówi o możliwej zmowie cenowej

Do sytuacji na rynku opału odniosła się również minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. W rozmowie z Polsat News zwróciła uwagę na utrzymujące się wysokie ceny pelletu, mimo spadków cen hurtowych. Minister zasugerowała, że w przypadku braku obniżek w sprzedaży detalicznej konieczne może być sprawdzenie, czy na rynku nie dochodzi do niedozwolonych praktyk.

Oczekuję, żeby spadły również ceny w detalu, bo to jest naturalne. Jeżeli nie, może będzie trzeba sprawdzić – i tu będę oczekiwała reakcji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – czy mamy do czynienia ze zmową cenową

– powiedziała Hennig-Kloska.

Piotr Osiński przekonuje natomiast, że w przypadku węgla wysokie ceny nie muszą oznaczać zmowy.

Sprzedawcy mają towar kupiony drogo i nie chcą sprzedawać go ze stratą

– tłumaczył.

Przedsiębiorca nie wyklucza jednak, że w sytuacji niedoborów i koncentracji zapasów w rękach kilku dużych importerów mogłoby dojść do kolejnych podwyżek.

Jeśli zostałoby na rynku tylko dwóch czy trzech dużych importerów z zapasami, mogliby wykorzystać sytuację i podnieść ceny, wiedząc, że opału brakuje

– ocenił cytowany przez Do Rzeczy.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 07.11.2026 13:50
Źródło: DoRzeczy, Interia Biznes