Droga zima w Unii Europejskiej

- Autor artykułu pisze o błędach polityki energetycznej UE i wysokich cenach energii
- Jedynym dobrym dla Polski – i dla Europy – wyborem jest powrót do węgla, który mamy i nie musimy go importować
- Powrót interesów Europy z Putinem oznaczałby po krótkiej chwili powrót rosyjskich oligarchów i polityków na europejskie salony
W minionym tygodniu wydarzyły się dwie bardzo ważne rzeczy: w środę ceny gazu na europejskich giełdach przekroczyły poziom 100 euro za megawatogodzinę. Taka cena oznacza, że energia wyprodukowana z gazu będzie tej zimy kosztować 1000 zł/MWh lub więcej – samego kosztu produkcji, bez dystrybucji, opłat i podatków. Taki będzie koszt energii z nowych, gazowych bloków elektrowni Dolna Odra, ponieważ bloków węglowych – w swojej mądrości – nasi decydenci postanowili nie remontować, nie modernizować, tylko je zamknąć. To szeroki europejski trend powodowany polityką klimatyczną: bogata w węgiel, a nieposiadająca gazu Europa ma całkowicie odejść od węgla i na „okres przejściowy” (trwający wieczność) uzależnić się od importowanego gazu.
Ten geopolityczny projekt dla niepoznaki nazywany „polityką klimatyczną” miał doprowadzić do trwałego „zszycia” Europy z Rosją Władimira Putina za pomocą żelaznych nici gazociągów. Projekt zakończył się porażką w 2022 roku, jednak prawie 5 lat później wielu wciąż tego nie zauważyło, a liczba zwolenników wskrzeszenia tego geopolitycznego trupa wciąż rośnie. Niejako w związku z tym we czwartek nastąpiło drugie wydarzenie: prezes PiS Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej powiedział o konieczności rozpoczęcia negocjacji dotyczących likwidacji Komisji Europejskiej i głębokiej reformy Unii.
Błędy Komisji Europejskiej
Za strategiczne błędy Komisji Europejskiej płacą polskie rodziny. Odebranie Europie sabotażowym uderzeniem w 2022 roku Nord Stream – gazrurki Putina, od której Europa tak się uzależniła – doprowadziło w Europie do cen energii i paliw wyższych o 3, 5, a czasem i 11 razy niż na innych kontynentach. Zwykły obywatel jest zakładnikiem polityk klimatycznych UE: chcąca ogrzać swój dom polska rodzina ma do wyboru tylko rozwiązania drogie i jeszcze droższe. Ceny paliw są horrendalne, a ich spadku na horyzoncie nie widać. Wraz z przestawianiem energetyki podług wskazań Komisji na gaz i OZE – koszty energii nieustannie idą do góry. Ceny gazu w UE są obecnie 11 razy wyższe niż w USA. To przekłada się na koszty w wielu sektorach gospodarki, na przykład koszty produkowanych na gazie nawozów azotowych dla rolników. Wielokrotnie wyższy niż w innych częściach świata koszt nawozów przyniesie nam znacznie wyższe koszty produktów spożywczych w nadchodzącym roku. Dziękujemy ci, Komisjo Europejska!
To dlatego postulat ogłoszony przez prezesa PiS ma sens. Król jest nagi – Komisja Europejska poniosła całkowitą porażkę, jeśli chodzi o bronienie interesów Europejczyków i kreowanie polityki gospodarczej. Porównanie rozwoju gospodarczego państw zachodniej Europy do 2008 roku i po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego w 2008 roku jest wręcz zatrważające. W 2008 roku Europa gospodarczo stanęła w miejscu, podczas gdy inne obszary globu, w tym USA i Chiny – pędzą do przodu. Komisja stała się, prawie że wyłącznie, „pałkarzem” wymuszającym na krajach Europy nieustanne zaostrzanie celów klimatycznych. A jakoś tak się dziwnie złożyło, że cele te oznaczały coraz większe uzależnianie się od rosyjskiego gazu. Dlatego dziś
Europa stoi przed wyborem: utrzymać polityki klimatyczne i powrócić do uzależnienia od Putina czy odejść od gazu na rzecz większego użytkowania węgla, co wymaga odrzucenia polityk klimatycznych. Trzeciej drogi nie ma.
Oczywistym, strategicznym interesem Polski jest, aby Europa nie wracała do gazu i ropy od naszego agresywnego sąsiada, który wywołał wojnę, w której zginęły setki tysięcy europejskich obywateli. Ten interes prawidłowo i w odpowiednim momencie zdefiniował Jarosław Kaczyński. Europejskie stronnictwo przyjaciół Putina spod znaku Gerharda Schroedera zaczyna podnosić głowę. Europa nigdy nie przestała kupować rosyjskiego gazu, zmieniła jedynie formę – obecnie kraje Europy Zachodniej kupują go w formie skroplonego gazu LNG, który dociera do nich statkami, a nie rurociągami. Co więcej, import gazu z Rosji do Europy w 2026 roku wzrósł o ok. 20% w porównaniu do roku 2025. Jednak kontynent, który w wyniku polityk klimatycznych tak uzależnił się od gazu – nie jest w stanie zaspokoić całości swojego ogromnego popytu gazem sprowadzanym statkami. Niedobór gazu skutkuje jego niesłychanie wysokimi cenami. Aby obniżyć ceny gazu, potrzebne są rurociągi. Skąd? Tylko Rosja może zaspokoić nienasycony apetyt Niemiec na gaz. Dlatego polityczne przygotowania do wznowienia importu gazu z Rosji już się w Niemczech zaczęły. Temu przecież służy dopuszczenie AfD do władzy. Rolą AfD w Niemczech będzie odkręcenie kurka z gazem, aby SPD i CDU z powrotem mogły zacząć się w nim pławić.
Taki kierunek zmian w Europie jest dla Polski nie do przyjęcia. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 roku Zachód musiał przyznać rację ostrzeżeniom, które płynęły z Polski od lat, zwłaszcza ze strony śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W całym nieszczęściu tej wojny jest dla nas korzystne, że Zachód musiał odrzucić Putina i przyjąć słuszność naszego punktu widzenia. Jeżeli dopuścimy do tego, aby po 5 latach wojny, setkach tysięcy ofiar i setkach miliardów euro kosztów – Europa wróciła na stare, gazowe tory, to będzie to dla Polski całkowita porażka, a wszystkie ofiary i wyrzeczenia pójdą na marne. Takiej porażki może nie przetrwać polska państwowość. Nie miejmy wątpliwości: walczymy obecnie o istnienie naszego kraju na mapie. Powrót interesów Europy z Putinem oznaczałby po krótkiej chwili powrót rosyjskich oligarchów i polityków na europejskie salony, a w perspektywie kilku lat – powrót na salony samego Putina lub jego następcy. To z kolei oznaczałoby faktyczną akceptację wszystkiego, co Rosja zrobiła na Ukrainie – czyli zachętę dla Rosji, że może działać tak dalej, w stosunku do kolejnych terytoriów i państw. W takiej sytuacji – agresywnej Rosji i akceptującej tę agresję w pełni Europy – samo przetrwanie Polski jako niepodległego państwa byłoby zagrożone.
Powstrzymanie takiego kursu historii jest jednak niesłychanie trudne. Jedyna możliwość, aby Europa nie wróciła do gazu od Putina jak alkoholik do butelki, to porzucenie „polityk klimatycznych”. A polityki te stały się absolutnym fundamentem całości działania Komisji Europejskiej i innych instytucji UE. Gdyby „klimatyzm” stanowił jakiś nieszkodliwy margines działania tych instytucji, sprawa byłaby znacznie prostsza.
Jednak w sytuacji, w której polityki klimatyczne są esencją działania współczesnej Unii, trzeba rozmawiać właśnie o likwidacji Komisji Europejskiej i głębokiej reformie UE.
Nie jest to proste zadanie, ale innej drogi nie ma. Jeśli kowadło polityk klimatycznych nie zostanie skruszone, to przygwoździ nas do niego młot ruskiego gazu, który już szykuje się do zamachu.
Wszystko to łączy się z cenami energii elektrycznej, ogrzewania i paliw, których doświadczamy tej jesieni. Te ceny nie wynikają ani z wojny na Ukrainie, ani z wojny USA z Iranem. Gdyby Europa polegała na swoich surowcach, czyli na węglu kamiennym i brunatnym, to problemy z importem gazu z Kataru lub zamknięcie importu z Rosji – niewiele by nas obchodziły. Gdyby Europa w ostatnich dekadach nie zamknęła ponad 30 rafinerii (!!!), to zaburzenia możliwości importu paliw z Rosji czy Bliskiego Wschodu – nie dotykałyby nas aż tak bardzo. To polityki klimatyczne forsowane od czasów Gerharda Schroedera prowadziły do rosnącego uzależnienia Europy od importu. Teraz nasze bezpieczeństwo energetyczne na zimę wystawione jest na próbę, a wielu chce powrotu do biznesów z krajem, który bezpośrednio zagraża nam wojną.
Czego zatem możemy spodziewać się tej zimy? Jak wspomniałem
– czteroosobowe gospodarstwo domowe, posiadające dwa kilkuletnie auta spalinowe, zapłaci tej zimy za ciepło i paliwa prawdopodobnie ok. 50% więcej niż rok temu, zamiast ok. 12 000 zł w ciągu sześciu miesięcy październik–marzec będzie to 18 000 zł.
Jednak to tylko ułamek kłopotów. Ten wzrost o 1000 zł miesięcznie uwzględnia: ceny paliw obniżone rządowym pakietem CPN oraz ceny prądu, gazu i ciepła dla gospodarstw domowych regulowane przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Jednak przecież pakiet CPN fundowany jest z podatków, które płacimy, a sprzedawcy prądu, gazu i ciepła będą musieli „wyjść na swoje”, podwyższając ceny dla pozostałych klientów: przedsiębiorców, przemysłu. To wszystko wróci do nas w postaci koniecznej do spłaty dziury budżetowej i inflacji – wzrostu cen praktycznie wszystkich produktów w nadchodzących miesiącach. Pełne koszty polityk klimatycznych są całkowicie zabójcze i nie do udźwignięcia dla gospodarki.
Jednak wysokie ceny to nie wszystko. W momencie, w którym cała gospodarka od dekad przestawiana jest z węgla na importowany gaz ziemny, surowiec ten jest kluczowy dla bardzo wielu branż: nawozowej, chemicznej, petrochemii, ceramiki, hutnictwa, przemysłu spożywczego i papierniczego. A Europa nie potrafi zapełnić magazynów gazu na zimę. Polska ma magazyny zapełnione w 100%, ale niech nas to nie uspokaja: pojemność polskich magazynów od lat nie rośnie i nie za bardzo jest jak ją zwiększyć, a zużycie gazu w Polsce – zgodnie z politykami klimatycznymi – rośnie bardzo dynamicznie. Nasze magazyny dają więc pokrycie na coraz krótszy czas funkcjonowania gospodarki, obecnie jest to ok. 16% rocznego zapotrzebowania, czyli średnio dwa miesiące, ale w zimie mniej. Zagrożone jest więc wprost nasze bezpieczeństwo: możemy stanąć przed dylematem, co jest lepsze: redukować zapotrzebowanie na energię elektryczną czy na gaz ziemny w przemyśle, bo dla wszystkich nie starczy. Każdy z tych wyborów jest zły i każdy oznacza potężne straty ekonomiczne dla gospodarki.
Powrót do węgla
Jedynym dobrym dla Polski – i dla Europy – wyborem jest powrót do węgla, który mamy i nie musimy go importować. W Polsce ten trend już widać: produkcja energii elektrycznej z węgla w tym roku w porównaniu do poprzedniego rośnie i zamknie się pewnie na poziomie ok. 20% wyższym niż w 2025 roku. Ta jaskółka dobrej zmiany musi jednak pociągnąć za sobą konkretne polityki: odejście od ETS, budowę nowych kopalń na Lubelszczyźnie i nie tylko, otwieranie nowych złóż węgla brunatnego, budowę co najmniej kilku nowoczesnych, nadkrytycznych bloków węglowych, a także rozwój sektora karbochemii – zastępowanie importowanego gazu ziemnego w przemyśle rodzimym węglem. To wszystko powinna robić nie tylko Polska, lecz także, albo i przede wszystkim, Niemcy, bo to oni są głównym konsumentem gazu w Europie. A to wymaga głębokiej reformy Unii i prawdopodobnie właśnie likwidacji samej Komisji Europejskiej jako instytucji zbędnej i – jak pokazują twarde dane – szkodliwej dla gospodarki Europy.
Obserwujmy z uwagą rozwój sytuacji politycznej w Europie tej zimy. Droga odrzucenia polityk klimatycznych i powrotu do zdrowego rozsądku to droga trudna, ale dobra. Jeśli natomiast będziemy widzieli, że Europa wybiera drogę „łatwą” – powrotu do tanich surowców z Rosji, to wiedzmy, że dla nas oznacza to powrót do konieczności obrony Ojczyzny z bronią w ręku już niebawem.






