[Tylko u nas] Grzegorz Kuczyński: Przełomowe wystąpienie prezydenta Polski w Kijowie. Kto się wściekł najbardziej?

Najpierw odsłonięcie (wreszcie) lwów na Cmentarzu Orląt Lwowskich, zaraz potem historyczne wystąpienie prezydenta Polski w ukraińskiej Radzie Najwyższej. Nikt nie powinien mieć wątpliwości: dla dobra i Polski, i Ukrainy trzeba ostatecznie wyjaśnić, rozliczyć i zamknąć bolesne rozdziały historii i pójść naprzód. Wróg śmiertelny czai się bowiem dalej na wschodzie. Zmiany we Lwowie odnośnie polskiego cmentarza to sygnał, że jest to możliwe. Ale należy podkreślić: to dopiero początek. Nie może być tak, że strona ukraińska blokuje ekshumacje i prace historyków w miejscach zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Polakach. Już zmiana prezydenta Ukrainy i odejście flirtującego z nacjonalistami Petra Poroszenki (vide szef ukraińskiego IPN, Wołodymyr Wiatrowycz choćby) było dobrym początkiem. Obecna sytuacja Ukrainy jest jednoznaczna: wróg jest na Wschodzie, nie na Zachodzie. Nawet najbardziej zagorzali polakożercy (są tacy, tak jak w Polsce są ukrainożercy) muszą milczeć. Ta wojna pokazała, kto jest prawdziwym wrogiem, kto przyjacielem.
Im bliższy sojusz Warszawy i Kijowa, tym gorzej dla Moskwy
Wracając do wystąpienia prezydenta Dudy i deklaracji prezydenta Zełenskiego. Niewątpliwie ten prawdziwy wróg obu narodów i państw ma największe powody do niezadowolenia. Moskwa już od wspomnianego na początku XVII wieku rozgrywała spory między dwoma narodami Rzeczypospolitej i robić to usiłuje do dziś. Pożyteczni idioci, ale i świadomi poplecznicy Rosji są po obu stronach, i w Polsce, i na Ukrainie. Historia uczy, że służbom rosyjskimi/sowieckim zawsze najłatwiej było grać kartą nacjonalizmu, grać na emocjach, na bólu i krzywdzie. Nie jest przypadkiem, że już od 2014 roku w Rosji padały głosy, że tak naprawdę Ukrainę to można by rozebrać, Rosja wzięłaby część, Węgry część, Polska część… Im bliższy sojusz Warszawy i Kijowa, tym gorzej dla Moskwy. Wydaje się, że jedną z konsekwencji obecnej wojny fatalnych dla Rosji, obok np. wejścia Szwecji i Finlandii do NATO, może być właśnie prawdziwe pojednanie, po rozliczeniu historycznych krzywd między Polską i Ukrainą. Taka oś Warszawa-Kijów to dla Moskali czarny koszmar, zapowiedź kolejnych strat (Białoruś czeka w kolejce) i zepchnięcia pod Ural. Trwałej marginalizacji Rosji.
To zaś jest powód, dla którego historyczną wizytę w Kijowie prezydenta Polski za porażkę powinni uznać tacy "wielcy" Europy, jak Niemcy i Francja. Zwłaszcza Niemcy. Podwójnie. Po pierwsze, stary układ zawarty jeszcze za Poroszenki, oznaczający, że kluczowym partnerem zachodnim dla Ukrainy jest Berlin, idzie do kosza. Ukraińcy mają wystarczająco dużo powodów w ostatnich miesiącach, by Niemców postrzegać nie jako sojuszników, nawet nie jako partnerów, ale jako ukrytych wrogów. Niemcy tracą właśnie wpływy na Ukrainie, a więc to kolejna - choćby po Polsce czy po Bułgarii, klęska "partii pruskiej" w Mitteleuropie. Po drugie, bliski sojusz polsko-ukraiński, polegający też - co powtórzę, na rozliczeniu trudnej historii - to wzmocnienie Warszawy. To kolejny krok w budowaniu przez Polskę pozycji lidera Międzymorza, lidera wschodniej flanki NATO, głównego sojusznika Anglosasów w Europie. Nie trzeba tłumaczyć, że silna, coraz silniejsza Polska, także gospodarczo, to zła wiadomość dla Niemiec. Wreszcie, po trzecie, sojusz polsko-ukraiński to osłabienie Rosji. I to też jest zła wiadomość dla przyjaciół Kremla na Zachodzie, nie tylko Niemiec, ale też Francji. Wszak polityka tych państw opierała się na założeniu, że uda się porozumieć i współpracować z Rosją. Po pierwsze, jako źródłem węglowodorów i rynkiem zbytu. Po drugie, jako ogniwem łączącym Europę z Chinami. Po trzecie, jako czynnikiem wypychającym z Europy USA i osłabiającym europejskich prawdziwych sojuszników USA, choćby Polskę, których Paryż i Berlin zwalczają w UE.
Iść naprzód
Kogo, po Rosji, Berlinie i Paryżu, najbardziej rozzłościć musiała mowa Dudy w Kijowie, oraz zapowiedź wprowadzenia dwustronnych stosunków na nowy poziom? Oczywiście polieznych idiotów Moskwy w Polsce i na Ukrainie. Tak się składa, że to na ogół typy pozujące na nacjonalistów. Rozliczenie rzezi wołyńskiej i innych bolesnych rozdziałów historii oraz zdecydowane pójście naprzód, budowa ścisłego sojuszu Polski i Ukrainy, do którego - to by była kwestia czasu - dołączałyby inne kraje regionu, to wyrok śmierci dla środowisk żerujących na przeszłości. W imię tej przeszłości gotowych sprzyjać współczesnemu prawdziwemu wrogowi. Rosji.
Komentarze
Rosja po Putinie może być jeszcze groźniejsza

Ukraińskim elitom nie zależy ani na UE, ani na NATO. Mają zupełnie inny cel

Putin odrzucił propozycję Ukrainy. Rosja chce walczyć dalej

Olbrychski gani Polaków. Padło nazwisko Dudy i Nawrockiego

Ujawniono kulisy rozmów Zełenski-Abramowicz. W tle wiadomość od Putina
