Jan Mosiński: Czy mamy w Europie do czynienia z pełzającą wojną?

Czy patrząc poprzez pryzmat tragicznych wydarzeń w Berlinie nie mamy podstaw, aby stwierdzić, że mamy w Europie do czynienia z pełzającą wojną?
Tragiczne wydarzenia, które rozegrały się w Paryżu jesienią ubiegłego roku, a także wczorajszy zamach w Berlinie nie dają jednoznacznej odpowiedzi na postawione pytanie. Polacy, mają inne wyobrażenie o wojnie. Wypowiadając słowo "wojna" mamy na myśli tragizm II wojny światowej. Natomiast częściową odpowiedzią na postawione pytanie może być teza, że mamy w Europie pełzającą wojnę pomiędzy islamem, a chrześcijańskim porządkiem świata. Wojna wypowiedziana przez islamistów z ISIS na pewno skierowana jest w kulturę Zachodu. Dlaczego? Ponieważ uniwersalne wartości chrześcijańskie, które tworzą fundament zachodniej kultury są zagrożeniem dla wojującego islamu. My nie używamy przemocy wobec drugiego człowieka niezależnie czy jest innego koloru skóry, czy wyznania. Naszą "bronią" jest ponad dwutysięczna tradycja chrześcijańska, którą z taką lubością wyszydzają rodzimi pseudoartyści, rożnej maści politycy itp. grupy społeczne. Czy za to strzelamy do nich, wysadzamy ich w powietrze, porywamy i mordujemy ich najbliższych? Nie! Cierpliwie to znosimy, a ewentualny sprzeciw wywołuje w stosunku do nas lawinę krytyki ze strony mediów głównego nurtu, że jesteśmy ksenofobami, katolami, że polskość to nienormalność (słynne powiedzenie Tuska) itp. Paradoksalnie zamachy terrorystyczne w Paryżu, Brukseli i Berlinie mogą zjednoczyć Polaków wokół uniwersalnych wartości chrześcijańskich.
Powracając do zamachów terrorystycznych należy zwrócić uwagę na istotną kwestię, a mianowicie szczelność w gronie islamistów. Otóż, tak jak nie wierzyłem w tezę, że "paryscy muzułmanie" nie zauważyli, że coś się za chwilę wydarzy, tak samo nie wierzę w to, że islamiści koczujący na lotnisku Tempelhof pod Berlinem nie wiedzieli o planowanym zamachu. Pytanie dlaczego nie ostrzegli odpowiednich służb? Odpowiedź jest banalnie prosta. Otóż dla każdego muzułmanina dżihad to święta sprawa. Dlatego też przed niemieckimi politykami, niemieckim społeczeństwem stają wielkie wyzwania. Przede wszystkim muszą zaangażować społeczność muzułmańską do współpracy na rzecz zwalczania ISIS w Niemczech. Spowodować, że muzułmanie wezmą na swoje barki część odpowiedzialności za bezpieczeństwo w kraju, do którego przyjechali oni i ich przodkowie.
W tym miejscu pojawia się pytanie czy możemy w naszym kraju spać spokojnie? Odpowiem w sposób następujący. Polska jest krajem otwartym na różnorodność i mocno osadzonym w wierze katolickiej. My nie kpimy z innych religii, nie wyśmiewamy innych nacji. Nie publikujemy karykatur innych bogów, ponieważ wierzymy, że jest jeden Trójjedyny Bóg. Dlatego terroryzm do nas nie dotarł. Odpowiedź na pytanie czy nie dotrze, pozostawiam czytelnikom. Ze swej strony powiem, że Paryż, Berlin czy Bruksela są w Warszawie "scenariuszami możliwymi". Dlatego innego wymiaru powinna nabierać polityka imigracyjna nie tylko w Polsce ale w całej Europie. Z drugiej strony cały cywilizacyjny świat musi wypowiedzieć wojnę ISIS i zmiażdżyć centra dowodzące terroryzmem. Czy w związku z tym to, co ostatnio obserwowaliśmy w Paryżu, Brukseli i Berlinie nakazuje nam patrzeć na każdego muzułmanina, jak na potencjalnego terrorystę? Uważam, że nie, ale musimy być niezwykle ostrożni. Musimy oswajać się z tym, że żyjemy w czasach, gdzie ataki terrorystyczne będą częstymi wydarzeniami. Tak, jak po ataku na WTC prezydent Georg W. Bush powiedział Amerykanom, że wprowadził do amerykańskiej polityki zagranicznej termin wojny z terroryzmem, tak również przywódcy państw europejskich muszą powiedzieć podobnie, a mianowicie, że wypowiadają totalną wojnę terroryzmowi, że następuje wstrzymanie dotychczasowej polityki imigracyjnej. Ad calendas graekas należy odłożyć "Schulzowe mrzonki" o karaniu państw członkowskich za to, że nie chcą u siebie imigrantów.
W tle wydarzeń w Berlinie pojawia się również pytanie o jakość wspólnej polityki bezpieczeństwa w UE. Uważam, że nie zdaje ona egzaminu, co nie znaczy, że należy z niej zrezygnować. Powiem więcej, UE i Stany Zjednoczone powinny ponownie przeanalizować zasadność prowadzenia wspólnych działań wobec państwa tworzących "Oś zła" (ang. Axis of evil) a także międzynarodowych grup terrorystycznych. Innej drogi w walce z terroryzmem nie ma.
I na koniec refleksja - czy polityczny rokosz i zadymy opozycji nie są na rękę tym, którzy na takiej destabilizacji mogliby przeprowadzić atak samobójczy w Warszawie?
Jan Mosiński PiS
Powracając do zamachów terrorystycznych należy zwrócić uwagę na istotną kwestię, a mianowicie szczelność w gronie islamistów. Otóż, tak jak nie wierzyłem w tezę, że "paryscy muzułmanie" nie zauważyli, że coś się za chwilę wydarzy, tak samo nie wierzę w to, że islamiści koczujący na lotnisku Tempelhof pod Berlinem nie wiedzieli o planowanym zamachu. Pytanie dlaczego nie ostrzegli odpowiednich służb? Odpowiedź jest banalnie prosta. Otóż dla każdego muzułmanina dżihad to święta sprawa. Dlatego też przed niemieckimi politykami, niemieckim społeczeństwem stają wielkie wyzwania. Przede wszystkim muszą zaangażować społeczność muzułmańską do współpracy na rzecz zwalczania ISIS w Niemczech. Spowodować, że muzułmanie wezmą na swoje barki część odpowiedzialności za bezpieczeństwo w kraju, do którego przyjechali oni i ich przodkowie.
W tym miejscu pojawia się pytanie czy możemy w naszym kraju spać spokojnie? Odpowiem w sposób następujący. Polska jest krajem otwartym na różnorodność i mocno osadzonym w wierze katolickiej. My nie kpimy z innych religii, nie wyśmiewamy innych nacji. Nie publikujemy karykatur innych bogów, ponieważ wierzymy, że jest jeden Trójjedyny Bóg. Dlatego terroryzm do nas nie dotarł. Odpowiedź na pytanie czy nie dotrze, pozostawiam czytelnikom. Ze swej strony powiem, że Paryż, Berlin czy Bruksela są w Warszawie "scenariuszami możliwymi". Dlatego innego wymiaru powinna nabierać polityka imigracyjna nie tylko w Polsce ale w całej Europie. Z drugiej strony cały cywilizacyjny świat musi wypowiedzieć wojnę ISIS i zmiażdżyć centra dowodzące terroryzmem. Czy w związku z tym to, co ostatnio obserwowaliśmy w Paryżu, Brukseli i Berlinie nakazuje nam patrzeć na każdego muzułmanina, jak na potencjalnego terrorystę? Uważam, że nie, ale musimy być niezwykle ostrożni. Musimy oswajać się z tym, że żyjemy w czasach, gdzie ataki terrorystyczne będą częstymi wydarzeniami. Tak, jak po ataku na WTC prezydent Georg W. Bush powiedział Amerykanom, że wprowadził do amerykańskiej polityki zagranicznej termin wojny z terroryzmem, tak również przywódcy państw europejskich muszą powiedzieć podobnie, a mianowicie, że wypowiadają totalną wojnę terroryzmowi, że następuje wstrzymanie dotychczasowej polityki imigracyjnej. Ad calendas graekas należy odłożyć "Schulzowe mrzonki" o karaniu państw członkowskich za to, że nie chcą u siebie imigrantów.
W tle wydarzeń w Berlinie pojawia się również pytanie o jakość wspólnej polityki bezpieczeństwa w UE. Uważam, że nie zdaje ona egzaminu, co nie znaczy, że należy z niej zrezygnować. Powiem więcej, UE i Stany Zjednoczone powinny ponownie przeanalizować zasadność prowadzenia wspólnych działań wobec państwa tworzących "Oś zła" (ang. Axis of evil) a także międzynarodowych grup terrorystycznych. Innej drogi w walce z terroryzmem nie ma.
I na koniec refleksja - czy polityczny rokosz i zadymy opozycji nie są na rękę tym, którzy na takiej destabilizacji mogliby przeprowadzić atak samobójczy w Warszawie?
Jan Mosiński PiS

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 20.12.2016 23:16
Komentarze
"Każdy szaleniec ma teraz instrukcję”. Alarm po gigantycznym wycieku w Niemczech
05.09.2026 12:54

Komentarzy: 0
Niemiecki dziennikarz śledczy Lars Winkelsdorf przejrzał dane wykradzione przez hakerów z berlińskiej administracji. To, co znalazł wśród 1,4 mln plików, określa mianem "absolutnej katastrofy". – Każdy szaleniec ma teraz instrukcję, jak w ciągu dwóch dni sparaliżować całą infrastrukturę kraju – stwierdził ekspert.
Czytaj więcej
Anatomia Niemiec. Od NRD do AfD. Dlaczego Saksonia-Anhalt może wstrząsnąć Niemcami
04.09.2026 20:09

Komentarzy: 0
W najbliższą niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhalt wybiorą nowy Landtag. Sondaże wskazują na zdecydowane zwycięstwo AfD, której poparcie sięga ponad 40 proc., a wynik wyborów może postawić niemieckie partie głównego nurtu przed problemem, którego dotychczasowa strategia izolowania AfD nie rozwiązuje. Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego, w swoim kolejnym tekście w ramach cyklu "Anatomia Niemiec" wyjaśnia, dlaczego właśnie Saksonia-Anhalt może stać się laboratorium zmian, które w najbliższych latach wpłyną na cały niemiecki system polityczny.
Czytaj więcej
Alarm na lotnisku w Berlinie. Ewakuowano Terminal 1
03.09.2026 20:25
Anatomia Niemiec. Dlaczego wybory w trzech landach są ważne dla całego kraju
02.09.2026 16:39

Komentarzy: 0
We wrześniu mieszkańcy Saksonii-Anhalt, Meklemburgii-Pomorza Przedniego i Berlina wybiorą swoje parlamenty krajowe. Wyniki tych wyborów mogą wpłynąć nie tylko na lokalne rządy, ale również na układ sił w Bundesracie, a tym samym na proces stanowienia prawa w całych Niemczech. Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego wyjaśnia, dlaczego wybory landowe w RFN znaczą znacznie więcej niż polskie wybory samorządowe.
Czytaj więcej
Hakerzy uderzyli w Berlin. Grożą publikacją ogromnej ilości danych
29.08.2026 17:04

Komentarzy: 0
Burmistrz Berlina Kai Wegner poinformował, że miasto jest szantażowane przez hakerów, którym na początku sierpnia udało się włamać do miejskich systemów i wykraść z nich dane - przekazała stacja BBC. Polityk oświadczył, że władze miasta nie ulegną szantażowi i nie zapłacą okupu.
Czytaj więcej
