Waldemar Krenc: Najważniejsi są ludzie

- Przyszło mi działać w czasach, kiedy tradycyjny łódzki przemysł ulegał zniszczeniu, kiedy firmy zwalniały często kilka czy kilkanaście tysięcy osób w miesiącu. Udało nam się jednak przejść przez ten czas, nie tracąc autorytetu – mówi Waldemar Krenc, przewodniczący Zarządu Regionu Łódzkiego NSZZ Solidarność, w rozmowie z Barbarą Michałowską.
M. Żegliński
M. Żegliński / Tygodnik Solidarność

– W 1980 roku miał pan dziewiętnaście lat. Jak trafił pan do związku?

– Pochodzę z okolic Koszalina. Bardzo wcześnie wyszedłem z domu, miałem 14 i pół roku, gdy pojechałem na Śląsk do szkoły górniczej. Potem pracowałem w kopalni. Wieczorem się uczyłem. A później dziewczyna zawróciła mi w głowie i przyjechałem za nią do Łodzi. To było w 1980 roku. Ożeniłem się i zacząłem pracę w Fonice na tokarce. Deklarację związkową podpisałem dokładnie 17 września 1980 roku. W roku 1990 zostałem oddelegowany do działań związkowych.

 

Od dwudziestu lat jest pan przewodniczącym Zarządu Regionu Łódzkiego. To nie były łatwe czasy.

– W 1998 roku, kiedy obejmowałem fotel przewodniczącego, AWS wygrała wybory, a ja współtworzyłem wówczas w Łodzi jej struktury. Był to czas wielkich reform: administracyjnej, oświatowej i ubezpieczeń zdrowotnych. Z perspektywy czasu jedne były lepsze, inne gorsze, ale wówczas mieliśmy ogromną nadzieję, że uda się dokończyć to, co zaczął rząd Jana Olszewskiego. A potem rząd upadł i rozpoczął się czas walki. Wytoczyliśmy batalię przeciw działaniom rządu SLD o zasiłki emerytalne, przeciwko zmianom w Kodeksie pracy, które jeszcze dziś pozwalają pracodawcom rozpisywać zmiany w zakładach pracy tak, że pracuje się także w niedziele. W 2001 roku, kiedy rząd AWS upadł, wielu ludzi zostało zostawionych samym sobie. Wtedy udało nam się przeforsować kandydaturę Jerzego Kropiwnickiego na prezydenta miasta. To był ewenement, szczególnie w „czerwonej Łodzi”. To było ogromne zwycięstwo.

 

Łódź jest tradycyjnie pracowniczym miastem. Związki zawodowe są tu silne?

– Miasto jest ogromnym pracodawcą. Przez ostatnie 20 lat toczyliśmy więc potworne bitwy tu, lokalnie, ale także takie, które miały przełożenie na cały kraj. Włączyliśmy się np. bardzo mocno w walkę o wolne od pracy święto Trzech Króli. To, że udało się do tego doprowadzić, pokazuje, jak dużą siłą jest Solidarność.

Na terenie regionu Solidarność wypracowała sobie autorytet. Ta silna pozycja to oczywiście zasługa całego ruchu, nie tylko moja. Pamiętam taki wyrok sądu z 2008 roku, który stwierdzał, że pracownik zatrudniony na czas określony jest chroniony przed zwolnieniem. Dziś jest to już oczywiste. Wówczas bardzo o to walczyliśmy.

Przyszło mi działać w czasach, kiedy tradycyjny łódzki przemysł ulegał zniszczeniu, kiedy firmy zwalniały często kilka czy kilkanaście tysięcy osób w miesiącu. Udało nam się jednak przejść przez ten czas, nie tracąc autorytetu.

W ostatnim czasie stawałem przed nowymi wyzwaniami. W ubiegłym roku mieliśmy wiele zwolnień działaczy Solidarności. Bardzo angażowaliśmy się w te sprawy. Byłem przesłuchiwany w związku ze sprawami przeciwko organizacjom związkowym w Jysk i w Lidlu. Musieliśmy ujawniać przed sądem deklaracje członkowskie. Toczyły się sprawy o prowadzenie strony internetowej. Ochrona pracowników w kryzysowych sytuacjach to chyba najważniejsze zadanie związku.

Ostatnio udało mi się też doprowadzić do podpisania zbiorowego układu pracy w Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Takie układy pracy podpisuje się rzadko, więc tym bardziej uważam, że jest to duży sukces Solidarności.

Jeśli w rozmowach dwustronnych nie możemy się dogadać, staram się sprawy dotyczące naszego regionu, służby zdrowia, pomocy społecznej, spraw obcokrajowców, przedstawiać na forum Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego i zwykle udaje się je tam przedyskutować. To bardzo dobry instrument i w naszym regionie rzeczywiście się sprawdza.

Najfajniejsze, że wciąż mogę współpracować z ludźmi, z którymi zaczynałem swoją związkową przygodę. W ciągu tych już niemal czterdziestu lat pozakładali organizacje związkowe i kontynuują działalność związkową w innych zakładach. Obecnie staramy się pamiętać, że związek to nie tylko dziś. Przede mną Region Łódzki miał dwóch przewodniczących: Andrzeja Słowika i Janusza Tomaszewskiego. Gdy oni mieli trudniejsze chwile, nigdy nas przy nich nie zabrakło. Mam ogromny szacunek dla nich. W Regionie Łódzkim wszyscy staramy się szanować nawzajem. Ludzie to widzą i wiedzą, że warto nam ufać.

 

Zaprosił pan byłych przewodniczących na zbliżający się WZD Regionu Łódzkiego?

– Tak, są zaproszeni. Czasami im coś wypada, wiadomo. Ale zasadniczo starają się być nie tylko na zjazdach, ale na rozmaitych naszych uroczystościach i spotkaniach.

 

W tym roku ma pan też kontrkandydata.

– We wcześniejszych wyborach również miewałem kontrkandydatów. Teraz jest jednak trochę inaczej. Ale nie chcę w mediach odnosić się do tej walki wyborczej. Myślę, że wszystko wyjaśnimy sobie na zjeździe.

 

Przed panem wybory na przewodniczącego Zarządu Regionu. Jeśli pan wygra, będzie to pana szósta kadencja. Czym przede wszystkim dziś powinien zająć się związek?

– Dziś największy problem do rozwiązania to kwestia cudzoziemców, którzy u nas pracują. Trzeba ją uregulować. Nie można nie dostrzegać, że obcokrajowcy przyjeżdżają i będą to robić. Warto opracować wzorce zachowań wobec nich i po prostu zaopiekować się nimi. Trzeba stworzyć takie instrumenty, aby konkurencja w Polsce była zdrowa. By wszyscy byli traktowani równo.

Druga sprawa to jasny, czytelny Kodeks pracy. Pojawiają się ludzie, którzy tą drogą chcą wyeliminować związek. Trzeba temu zapobiec.

I jeszcze jedna ważna związkowa kwestia. Chciałbym zawalczyć o to, by pracodawca pozwany za bezpodstawne zwolnienie pracownika z art. 52, tak jak działo się ostatnio w przypadku pracownika Urzędu Miasta w Radomsku, płacił za proces i ewentualne odszkodowanie z własnej kieszeni. Dziś płaci za niego państwo. Przez 30 lat nie udało nam się tego zmienić i dziś nadal jest tak, że często to związek ponosi koszty obrony zwolnionego związkowca oraz przekazuje pomoc finansową, aby zwolniony mógł przeżyć do momentu przywrócenia go do pracy. Pracodawca pokrywa te koszty z pieniędzy firmowych. W momencie, gdy pracodawcą jest państwo, są to pieniądze państwowe. Człowiek, który bezpodstawnie zwolnił, nie ponosi żadnej odpowiedzialności. A chcemy, by to on z własnej kieszeni płacił odszkodowanie oraz opłacał koszty sądowe.

Musimy rozwiązać także sporne kwestie związane z reprezentatywnością związku. Dziś pracodawcy zakładają własne związki tylko po to, by rozbijać działania innych organizacji związkowych.

Cieszę się z trzech wygranych ostatnio spraw o przywrócenie do pracy. Wszyscy ci związkowcy zostali wybrani jako delegaci na zjazd. To dla nas ogromny sukces. Możemy być dumni, że nie zostawiliśmy ich, kiedy potrzebowali pomocy.

 

Podobno są ludzie, którzy starają się pana złapać na robieniu zakupów w dużym markecie w niedzielę.

– I nie uda im się to (śmiech). Trzeba mieć swoje zasady. Oczywiście, bywam w mniejszych sklepach. Ale w marketach – nie. Prawdę mówiąc, staram się też nie chodzić do nich w soboty. Raczej robię zakupy w tygodniu. Natomiast jeśli chcę kupić sobie np. jakieś ubranie albo coś na prezent, wolę pójść na rynek w Rzgowie. Widzę wówczas radość u tych sklepikarzy, że promuje się ich lokalne, polskie produkty.

Już kilka lat temu wnioskowałem o to, by zakazać w Łodzi handlu w określonych godzinach. Wówczas nasz głos był zbyt słaby. Teraz też mieliśmy trudności z przeforsowaniem ustawy. Ale udało się i bardzo się z tego powodu cieszę. Pozostaje walka, żeby osoby pracujące w przysłowiowej fabryce śrubek także miały wolne niedziele.

 

Pod koniec czerwca ruszy kolejny Wyścig Solidarności i Olimpijczyków. To największa impreza sportowa organizowana przez związek. Jest pan z niej dumny?

– To nie moje dziecko, ale Andrzeja Słowika. Po nim prowadził i rozwijał projekt Janusz Tomaszewski, a od 1998 roku ja jako przewodniczący Zarządu Regionu. Choć oczywiście to święto całej Solidarności i ja dziś palmę pierwszeństwa oddaję zwykle przy tej okazji Piotrowi Dudzie.

To świetna inicjatywa. Związek nie jest tylko po to, by się domagać. My dajemy też coś od siebie. Bo priorytetem związku są ludzie.

 

 

 

 


 

POLECANE
Trump chce wysłać wojska lądowe do Iranu? Media ujawniają kulisy prywatnych rozmów z ostatniej chwili
Trump chce wysłać wojska lądowe do Iranu? Media ujawniają kulisy prywatnych rozmów

Prezydent USA Donald Trump w prywatnych rozmowach z doradcami wyraził poważne zainteresowanie rozmieszczeniem niewielkiej liczby wojsk amerykańskich w Iranie – ujawniła stacja NBC News, powołując się na dwóch przedstawicieli władz USA, byłego urzędnika i inną osobę mającą wiedzę na ten temat.

Dawid Faza Fazowski zatrzymany w Iraku. Znany youtuber dementuje sensacyjne doniesienia z ostatniej chwili
Dawid Faza Fazowski zatrzymany w Iraku. Znany youtuber dementuje sensacyjne doniesienia

Doniesienia o rzekomym aresztowaniu Polaków w Iraku błyskawicznie obiegły internet. Do sprawy odniósł się Dawid Fazowski, który stanowczo zaprzeczył sensacyjnym informacjom.

Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego

Władze województwa lubelskiego zapowiadają upamiętnienie ofiar rzezi wołyńskiej. Pierwszy etap projektu obejmuje 14 miejscowości regionu.

Pogoda w weekend zaskoczy. Nawet 18 st. C z ostatniej chwili
Pogoda w weekend zaskoczy. Nawet 18 st. C

IMGW prognozuje ciepły weekend. W sobotę temperatura miejscami wzrośnie do 18 st. C, ale nocą pojawią się przymrozki.

Pięciu Polaków, w tym znany polski youtuber, zatrzymanych w Iraku pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela? z ostatniej chwili
Pięciu Polaków, w tym znany polski youtuber, zatrzymanych w Iraku pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela?

Według doniesień medialnych w Iraku zatrzymano pięciu obywateli Polski pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Izraela. Według nieoficjalnych doniesień wśród zatrzymanych może być popularny youtuber podróżniczy Dawid Fazowski. Informacje na razie nie zostały oficjalnie potwierdzone przez polskie władze.

Wiceszef irańskiego MSZ grozi Europejczykom: Będą uzasadnionym celem, jeśli dołączą się do wojny z ostatniej chwili
Wiceszef irańskiego MSZ grozi Europejczykom: "Będą uzasadnionym celem, jeśli dołączą się do wojny"

W wywiadzie dla FRANCE 24 wiceminister spraw zagranicznych Iranu Majid Takht-Ravanchi powiedział, że Teheran „poinformował już Europejczyków i wszystkich innych, że powinni uważać, aby nie angażować się w tę wojnę agresywną przeciwko Iranowi". Ostrzegł, że jeśli jakikolwiek kraj „dołączy do Ameryki i Izraela w agresji na Iran, będą one również uzasadnionym celem odwetu ze strony Iranu”.

Polski sprinter nie do zatrzymania. Najlepszy wynik na świecie w tym sezonie Wiadomości
Polski sprinter nie do zatrzymania. Najlepszy wynik na świecie w tym sezonie

Jakub Szymański poprawił rekord Polski w biegu na 60 m przez płotki podczas mityngu w Berlinie. Polak wygrał z czasem 7,37 sekundy, co jest najlepszym wynikiem na świecie w tym sezonie i drugim w historii Europy na tym dystansie.

Szef węgierskiego MSZ: Możliwe powiązania zatrzymanego konwoju z ukraińską mafią wojenną z ostatniej chwili
Szef węgierskiego MSZ: Możliwe powiązania zatrzymanego konwoju z ukraińską mafią wojenną

„Żądamy natychmiastowych odpowiedzi od Kijowa w sprawie dużych transportów gotówki przechodzących przez Węgry, które rodzą poważne pytania o możliwe powiązania z ukraińską mafią wojenną” - napisał na platformie X szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto.

Trump: Iran musi osiągnąć „bezwarunkową kapitulację” Wiadomości
Trump: Iran musi osiągnąć „bezwarunkową kapitulację”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w piątek portalowi Axios, że za „bezwarunkową kapitulację” Iranu uzna moment, w którym Teheran nie będzie już w stanie walczyć, bo nie będzie miał ani personelu ani uzbrojenia.

Agencja AP: Rosja próbuje zaangażować się w konflikt na Bliskim Wschodzie z ostatniej chwili
Agencja AP: Rosja próbuje zaangażować się w konflikt na Bliskim Wschodzie

Doniesienia o możliwym przekazywaniu przez Rosję stronie irańskiej danych o amerykańskich celach na Bliskim Wschodzie to pierwszy sygnał, który może świadczyć o tym, że Moskwa próbuje zaangażować się w trwający tam od niemal tygodnia konflikt zbrojny - napisała w piątek agencja AP.

REKLAMA

Waldemar Krenc: Najważniejsi są ludzie

- Przyszło mi działać w czasach, kiedy tradycyjny łódzki przemysł ulegał zniszczeniu, kiedy firmy zwalniały często kilka czy kilkanaście tysięcy osób w miesiącu. Udało nam się jednak przejść przez ten czas, nie tracąc autorytetu – mówi Waldemar Krenc, przewodniczący Zarządu Regionu Łódzkiego NSZZ Solidarność, w rozmowie z Barbarą Michałowską.
M. Żegliński
M. Żegliński / Tygodnik Solidarność

– W 1980 roku miał pan dziewiętnaście lat. Jak trafił pan do związku?

– Pochodzę z okolic Koszalina. Bardzo wcześnie wyszedłem z domu, miałem 14 i pół roku, gdy pojechałem na Śląsk do szkoły górniczej. Potem pracowałem w kopalni. Wieczorem się uczyłem. A później dziewczyna zawróciła mi w głowie i przyjechałem za nią do Łodzi. To było w 1980 roku. Ożeniłem się i zacząłem pracę w Fonice na tokarce. Deklarację związkową podpisałem dokładnie 17 września 1980 roku. W roku 1990 zostałem oddelegowany do działań związkowych.

 

Od dwudziestu lat jest pan przewodniczącym Zarządu Regionu Łódzkiego. To nie były łatwe czasy.

– W 1998 roku, kiedy obejmowałem fotel przewodniczącego, AWS wygrała wybory, a ja współtworzyłem wówczas w Łodzi jej struktury. Był to czas wielkich reform: administracyjnej, oświatowej i ubezpieczeń zdrowotnych. Z perspektywy czasu jedne były lepsze, inne gorsze, ale wówczas mieliśmy ogromną nadzieję, że uda się dokończyć to, co zaczął rząd Jana Olszewskiego. A potem rząd upadł i rozpoczął się czas walki. Wytoczyliśmy batalię przeciw działaniom rządu SLD o zasiłki emerytalne, przeciwko zmianom w Kodeksie pracy, które jeszcze dziś pozwalają pracodawcom rozpisywać zmiany w zakładach pracy tak, że pracuje się także w niedziele. W 2001 roku, kiedy rząd AWS upadł, wielu ludzi zostało zostawionych samym sobie. Wtedy udało nam się przeforsować kandydaturę Jerzego Kropiwnickiego na prezydenta miasta. To był ewenement, szczególnie w „czerwonej Łodzi”. To było ogromne zwycięstwo.

 

Łódź jest tradycyjnie pracowniczym miastem. Związki zawodowe są tu silne?

– Miasto jest ogromnym pracodawcą. Przez ostatnie 20 lat toczyliśmy więc potworne bitwy tu, lokalnie, ale także takie, które miały przełożenie na cały kraj. Włączyliśmy się np. bardzo mocno w walkę o wolne od pracy święto Trzech Króli. To, że udało się do tego doprowadzić, pokazuje, jak dużą siłą jest Solidarność.

Na terenie regionu Solidarność wypracowała sobie autorytet. Ta silna pozycja to oczywiście zasługa całego ruchu, nie tylko moja. Pamiętam taki wyrok sądu z 2008 roku, który stwierdzał, że pracownik zatrudniony na czas określony jest chroniony przed zwolnieniem. Dziś jest to już oczywiste. Wówczas bardzo o to walczyliśmy.

Przyszło mi działać w czasach, kiedy tradycyjny łódzki przemysł ulegał zniszczeniu, kiedy firmy zwalniały często kilka czy kilkanaście tysięcy osób w miesiącu. Udało nam się jednak przejść przez ten czas, nie tracąc autorytetu.

W ostatnim czasie stawałem przed nowymi wyzwaniami. W ubiegłym roku mieliśmy wiele zwolnień działaczy Solidarności. Bardzo angażowaliśmy się w te sprawy. Byłem przesłuchiwany w związku ze sprawami przeciwko organizacjom związkowym w Jysk i w Lidlu. Musieliśmy ujawniać przed sądem deklaracje członkowskie. Toczyły się sprawy o prowadzenie strony internetowej. Ochrona pracowników w kryzysowych sytuacjach to chyba najważniejsze zadanie związku.

Ostatnio udało mi się też doprowadzić do podpisania zbiorowego układu pracy w Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Takie układy pracy podpisuje się rzadko, więc tym bardziej uważam, że jest to duży sukces Solidarności.

Jeśli w rozmowach dwustronnych nie możemy się dogadać, staram się sprawy dotyczące naszego regionu, służby zdrowia, pomocy społecznej, spraw obcokrajowców, przedstawiać na forum Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego i zwykle udaje się je tam przedyskutować. To bardzo dobry instrument i w naszym regionie rzeczywiście się sprawdza.

Najfajniejsze, że wciąż mogę współpracować z ludźmi, z którymi zaczynałem swoją związkową przygodę. W ciągu tych już niemal czterdziestu lat pozakładali organizacje związkowe i kontynuują działalność związkową w innych zakładach. Obecnie staramy się pamiętać, że związek to nie tylko dziś. Przede mną Region Łódzki miał dwóch przewodniczących: Andrzeja Słowika i Janusza Tomaszewskiego. Gdy oni mieli trudniejsze chwile, nigdy nas przy nich nie zabrakło. Mam ogromny szacunek dla nich. W Regionie Łódzkim wszyscy staramy się szanować nawzajem. Ludzie to widzą i wiedzą, że warto nam ufać.

 

Zaprosił pan byłych przewodniczących na zbliżający się WZD Regionu Łódzkiego?

– Tak, są zaproszeni. Czasami im coś wypada, wiadomo. Ale zasadniczo starają się być nie tylko na zjazdach, ale na rozmaitych naszych uroczystościach i spotkaniach.

 

W tym roku ma pan też kontrkandydata.

– We wcześniejszych wyborach również miewałem kontrkandydatów. Teraz jest jednak trochę inaczej. Ale nie chcę w mediach odnosić się do tej walki wyborczej. Myślę, że wszystko wyjaśnimy sobie na zjeździe.

 

Przed panem wybory na przewodniczącego Zarządu Regionu. Jeśli pan wygra, będzie to pana szósta kadencja. Czym przede wszystkim dziś powinien zająć się związek?

– Dziś największy problem do rozwiązania to kwestia cudzoziemców, którzy u nas pracują. Trzeba ją uregulować. Nie można nie dostrzegać, że obcokrajowcy przyjeżdżają i będą to robić. Warto opracować wzorce zachowań wobec nich i po prostu zaopiekować się nimi. Trzeba stworzyć takie instrumenty, aby konkurencja w Polsce była zdrowa. By wszyscy byli traktowani równo.

Druga sprawa to jasny, czytelny Kodeks pracy. Pojawiają się ludzie, którzy tą drogą chcą wyeliminować związek. Trzeba temu zapobiec.

I jeszcze jedna ważna związkowa kwestia. Chciałbym zawalczyć o to, by pracodawca pozwany za bezpodstawne zwolnienie pracownika z art. 52, tak jak działo się ostatnio w przypadku pracownika Urzędu Miasta w Radomsku, płacił za proces i ewentualne odszkodowanie z własnej kieszeni. Dziś płaci za niego państwo. Przez 30 lat nie udało nam się tego zmienić i dziś nadal jest tak, że często to związek ponosi koszty obrony zwolnionego związkowca oraz przekazuje pomoc finansową, aby zwolniony mógł przeżyć do momentu przywrócenia go do pracy. Pracodawca pokrywa te koszty z pieniędzy firmowych. W momencie, gdy pracodawcą jest państwo, są to pieniądze państwowe. Człowiek, który bezpodstawnie zwolnił, nie ponosi żadnej odpowiedzialności. A chcemy, by to on z własnej kieszeni płacił odszkodowanie oraz opłacał koszty sądowe.

Musimy rozwiązać także sporne kwestie związane z reprezentatywnością związku. Dziś pracodawcy zakładają własne związki tylko po to, by rozbijać działania innych organizacji związkowych.

Cieszę się z trzech wygranych ostatnio spraw o przywrócenie do pracy. Wszyscy ci związkowcy zostali wybrani jako delegaci na zjazd. To dla nas ogromny sukces. Możemy być dumni, że nie zostawiliśmy ich, kiedy potrzebowali pomocy.

 

Podobno są ludzie, którzy starają się pana złapać na robieniu zakupów w dużym markecie w niedzielę.

– I nie uda im się to (śmiech). Trzeba mieć swoje zasady. Oczywiście, bywam w mniejszych sklepach. Ale w marketach – nie. Prawdę mówiąc, staram się też nie chodzić do nich w soboty. Raczej robię zakupy w tygodniu. Natomiast jeśli chcę kupić sobie np. jakieś ubranie albo coś na prezent, wolę pójść na rynek w Rzgowie. Widzę wówczas radość u tych sklepikarzy, że promuje się ich lokalne, polskie produkty.

Już kilka lat temu wnioskowałem o to, by zakazać w Łodzi handlu w określonych godzinach. Wówczas nasz głos był zbyt słaby. Teraz też mieliśmy trudności z przeforsowaniem ustawy. Ale udało się i bardzo się z tego powodu cieszę. Pozostaje walka, żeby osoby pracujące w przysłowiowej fabryce śrubek także miały wolne niedziele.

 

Pod koniec czerwca ruszy kolejny Wyścig Solidarności i Olimpijczyków. To największa impreza sportowa organizowana przez związek. Jest pan z niej dumny?

– To nie moje dziecko, ale Andrzeja Słowika. Po nim prowadził i rozwijał projekt Janusz Tomaszewski, a od 1998 roku ja jako przewodniczący Zarządu Regionu. Choć oczywiście to święto całej Solidarności i ja dziś palmę pierwszeństwa oddaję zwykle przy tej okazji Piotrowi Dudzie.

To świetna inicjatywa. Związek nie jest tylko po to, by się domagać. My dajemy też coś od siebie. Bo priorytetem związku są ludzie.

 

 

 

 



 

Polecane