Strefa kontaktu Igora Zalewskiego. Roman Głodowski: Bobry nie powinny być wrogiem publicznym

– Wystarczy zabobrzyć teren przy granicy z Białorusią. Jeżeli dalibyśmy tam bobrom spokój i pozwolili im użytkować te tereny, te zwierzęta są w stanie przekształcić je w mokradła i bagna niemożliwe do przebycia – mówi Roman Głodowski.
Igor Zalewski/Roman Głodowski
Igor Zalewski/Roman Głodowski / fot. M. Żegliński/p. Jabłoński

– Chyba Polacy nie wiedzieli, jak niebezpieczne zwierzę mieszka w Polsce, dopiero premier nas w tym uświadomił.

– Ale mamy jeszcze wilki, które zagryzają Czerwone Kapturki. Przy okazji powodzi pojawiła się jakaś dziwna potrzeba szukania wrogów wśród zwierząt. To niebezpieczna tendencja. Z drugiej strony premier spowodował, że bóbr nagle stał się gorącym tematem.

Ludzie postrzegają bobry jako zwierzęta pożyteczne

– Cieszy to Pana?

– To zależy, jak ta dyskusja się rozwinie. Stowarzyszenie Nasz Bóbr działa od 2018 roku. Wtedy ogromna większość społeczeństwa była nastawiona do bobra raczej negatywnie. Jeżeli mówiono w przestrzeni publicznej o tych zwierzętach, to jako o szkodnikach. Dzisiaj mamy sytuację odwrotną i jest to po części nasza zasługa. Jesteśmy jedynym stowarzyszeniem, które zajmuje się bobrami, i pozytywny przekaz na ich temat wychodzi głównie od nas. Ludzie postrzegają je pozytywnie, jako zwierzęta pożyteczne. Mam nadzieję, że wypowiedzi premiera Donalda Tuska nie odwrócą tej tendencji i nie cofniemy się o kilka lat.

– To może się wydarzyć?

– Dotarły do nas wieści, że gdzieś na wałach żołnierze odpędzali bobry petardami. Gdzie indziej ludzie sami z siebie się organizowali i przepędzali bobry, czym tylko mieli. Trochę się obawiamy, że takie działania mogą eskalować, bo ludzie mogą interpretować słowa szefa rządu jako przyzwolenie na takie działania. Dlatego reagujemy na nie stanowczo. Bobry nie powinny być wrogiem publicznym.

– Tragiczna powódź nie powinna przesłaniać szerszej perspektywy. A ta jest taka, że Polska ma problem z niedoborem, a nie nadmiarem wody. W tej kwestii bobry są naszym wielkim sojusznikiem.

– To, co oczywiście bobry robią, to magazynowanie wody. Budują tamy, by tworzyć stawy, które są swego rodzaju drzwiami do ich domów. Wejścia do nich są pod powierzchnią wody, która zapewnia domostwom bobrów bezpieczeństwo. Taki tworzony przez nich zbiornik pomaga im też spławiać ścięte drzewa – budulec tam i żeremi, czyli tych bobrzych domostw. Woda zbiera się w takim terenie, tworzą się stawy bobrowe i ta retencja, to magazynowanie wody jest czymś, czego do tej pory żaden rząd jeszcze nie policzył, ale prawdopodobnie bobry obecnie retencjonują (czyli zatrzymują) więcej wody, niż robią to wszystkie programy publiczne w Polsce. To są gigantyczne ilości w skali kraju, dzięki której nasz bilans wodny jest lepszy, choć i tak jest kiepski. Mówi się, że to „mała retencja”, ale tak naprawdę jest wielka. Bez bobrów Polska byłaby znacznie suchszym krajem, który pustynnieje. Dajmy działać bobrom, bo one wykonują – całkowicie za darmo – wspaniałą robotę dla naszego kraju.

Co więcej – bobry dokładają swoją cegiełkę do działań przeciwpowodziowych. Tam, gdzie występują, obszar jest wilgotny, a ziemia staje się czymś na kształt gąbki. W razie fali powodziowej część wody jest wchłaniana przez taką gąbkę. Jeśli ziemia jest sucha i twarda, woda przez nią przepływa jak po autostradzie.

– Są jeszcze jakieś pozytywy działań bobrów?

– Oczywiście. Efektem ich działań są naturalne mokradła i jest to świetna bariera, która zabezpiecza lasy przed pożarami. Czyli – uwaga – mamy tu działalność przeciwpożarową. Ale i to jeszcze nie wszystko!
Na granicy Ukrainy z Białorusią są wielkie bagna. Bagna Prypeci. Od wieków stanowiły naturalną osłonę przed jakimkolwiek atakiem. W czasie drugiej wojny światowej najpierw Niemcy, a potem Rosjanie omijali je od północy i południa. Żadna nowoczesna armia, żaden ciężki sprzęt nie jest w stanie funkcjonować na takim terenie.

CZYTAJ TAKŻE: Cezary Krysztopa: Głowa robi „brzrzrz”

Bobry mogą wspomóc nas militarnie

– Dobrze rozumiem, że bobry mogą ochronić wschodnią flankę NATO?

– Na pewno mogłyby pomóc w rozwiązaniu problemu na granicy z Białorusią. Jeżeli dalibyśmy im tam spokój i pozwolili im użytkować te tereny, te zwierzęta są w stanie przekształcić je w mokradła i bagna niemożliwe do przebycia. Taka bariera byłaby trudniejsza do sforsowania od każdej innej. Przynajmniej na jakiś czas zatrzymałaby obce siły. A na pewno je spowolniła. Bobry mogą więc wspomóc nas militarnie.

– Czyli zamiast budować kosztowne umocnienia…

– …wystarczy po prostu zabobrzyć teren na granicy z Białorusią. I podkreślmy, że bobry dają nam te wszystkie dobrodziejstwa za darmo. To nic nie kosztuje.

– Już lubię bobry.

– Jest za co. Być może najwspanialszą rzeczą, której dokonują, jest… tworzenie życia. Bobry to woda, a woda to życie. Wokół bobrzych rozlewisk automatycznie eksploduje życie. Siedliska bobrowe są taką oazą, gdzie rozkwita bioróżnorodność. Pojawia się woda, pojawiają się za chwileczkę jakieś ryby, płazy, ptaki.

Zasiedlanie

– Ile bobrów mieszka teraz w Polsce?

– Trudno to dokładnie wyliczyć, ale przyjmuje się, że około 150 000.

– Ile? Za czasów mojej młodości bobrów nie było prawie w ogóle. To był właściwie gatunek wytrzebiony.

– Ja z bobrami zetknąłem się jako dziecko w filmie „Tajemnice wiklinowej zatoki”. I wtedy to było jakieś mityczne, egzotyczne zwierzę, którego właściwie nie można było spotkać. Co najwyżej w bajkach właśnie. Już w przedwojennej Polsce bobrów nie było prawie w ogóle, została garstka na terenach dzisiejszej Białorusi i Ukrainy. Zupełnie znikła pamięć o bobrach, umiejętność współżycia z nimi. Wszystko zmieniło się za sprawą masowego zasiedlenia tych ssaków. To była niesamowita, wielka, zaplanowana akcja, ewenement na skalę światową.

– Komu ją zawdzięczamy?

– Ojcem chrzestnym całego procesu był profesor Wirgiliusz Żurowski, wspierali go liczni naukowcy z Polskiej Akademii Nauk, a także leśnicy oraz myśliwi. To była duża inicjatywa. W zakładzie naukowym w Popielnie hodowano bobry, które następnie zasiedlano w całej Polsce. Akcja trwała wiele lat, rozpoczęła się w roku 1974, a zakończyła wraz z jego śmiercią w roku 1992. I jak mówiłem, była ogromnym sukcesem. W ślad za Polską wiele krajów europejskich przeprowadziło lub przeprowadza reintrodukcję bobrów.

Konflikty między ludźmi a zwierzętami

– Czy nie przesadziliśmy w drugą stronę? Może bobrów jest już tak dużo, że niektórym jednak uprzykrzają życie? W sieci jest sporo lokalnych informacji o potrzebie odstrzału bobrów, które stają się uciążliwe.

– Rzeczywiście, liczba bobrów w Polsce znacznie wzrosła i to naturalne, że pojawiają się konflikty między ludźmi a zwierzętami, zwłaszcza gdy zasoby środowiskowe są ograniczone, a przestrzeń do życia dzielona. Bobry jednak nie są winne temu, że ich działania wpływają na infrastrukturę człowieka. One po prostu realizują swoje naturalne potrzeby, tworząc siedliska i regulując wodę w środowisku. Rozumiem, że dla niektórych ludzi to może być problem, ale zamiast od razu sięgać po drastyczne rozwiązania, takie jak odstrzał, warto skupić się na metodach, które pozwolą ludziom i bobrom współistnieć. Istnieją sprawdzone sposoby minimalizowania konfliktów, jak choćby zabezpieczanie wałów, tam i cennych drzew. Nasze stowarzyszenie od lat prowadzi działania edukacyjne i techniczne, które pomagają ograniczać konflikty, nie niszcząc przy tym naturalnych bobrowych siedlisk.

Nie zapominajmy, że bobry są naszymi sprzymierzeńcami w walce z niedoborem wody i suszą. Zamiast dążyć do ich eliminacji, powinniśmy wdrażać rozwiązania, które pozwalają nam korzystać z ich obecności i jednocześnie chronią interesy ludzi.

– Bobry to bardzo rodzinne zwierzęta. Żyją w rodzinach podobnych do tych ludzkich.

– Są nawet bardziej rodzinne od nas. U nich rozwody się nie zdarzają, więc jeżeli nie wydarzy się nic złego, para spędza ze sobą całe życie. Absolutna monogamia. A dzieci żyją z rodzicami mniej więcej do trzeciego roku życia. Chyba że dochodzi do sytuacji, jaką już obserwujemy w wielu miejscach w Polsce, że następuje wysycenie środowiskowe. Czyli po prostu nie ma przestrzeni dla nowych osobników. Wtedy młode zostają z rodziną, nie rozchodzą się, nie szukają już nowych miejsc, a para rodzicielska powstrzymuje się od reprodukcji. Bo potrafią to robić.

"Przyrodę zawsze miałem w sercu"

– Skąd się wzięła u Pana ta sympatia do bobrów?

– Przyrodę zawsze miałem w sercu. Z czasem zacząłem ją fotografować, a kiedyś trafiłem niedaleko swojego domu nieopodal Piaseczna pod Warszawą na siedlisko bobrów. Zacząłem przychodzić z aparatem, obserwować mieszkającą tam rodzinę bobrów. To była para rodzicielska, która zaanektowała teren, i właściwie od samego początku mogłem obserwować cały proces tworzenia się tego siedliska. Widziałem to od momentu, kiedy bobry przyszły do wyjałowionego koryta rzeki otoczonego nawłocią. Powstała pierwsza tama, za chwileczkę powstała druga, brzegi zaczęły się zmieniać, szybko wystrzeliły nowe rośliny, zaczęła rosnąć wierzba. W ciągu jednego roku mikroświat tych zwierząt ogromnie się zmienił. A właściwie to one go zmieniły. Oprócz bobrów pojawiły się niedługo potem kaczki krzyżówki, żaby moczarowe, które przy samej tamie bobrowej składały przepiękny skrzek, owady, ryby, prześliczne zimorodki. Nawet czarny bocian zawitał na chwilę.

W końcu pojawiły się też młode bobry. Cała rodzina uznała, że nie jestem niebezpieczny, i funkcjonowała swobodnie w mojej obecności. Bobrzyca siadała nieopodal mnie – a u bobrów to samice rządzą, tak, jest absolutny matriarchat – gryzła sobie gałązki, bo bobry żywią się roślinami, a dzieci pływały u moich stóp. To było niezwykłe doświadczenie.

Aż sielanka się skończyła. Kiedyś zastałem tamę rozwaloną przy pomocy ciężkiego sprzętu. I kompletnie zdewastowany ten sielski do niedawna zakątek. Siadłem i normalnie się tam rozpłakałem. Potem się okazało, że to była robota Wód Polskich, z którymi się nawet procesowałem, bo ze znajomymi odbudowaliśmy tamę, za co Polskie Wody pozwały nas do sądu. Ale wygraliśmy. Szukałem wtedy jakiejś organizacji, do której mógłbym się zwrócić po radę czy pomoc, ale nic takiego nie istniało. Postanowiłem to zmienić. I w 2018 roku założyłem Stowarzyszenie Nasz Bóbr.

– Które zajmuje się…

– … przede wszystkim edukowaniem. Tłumaczymy, opowiadamy, robimy filmy na temat bobrów, rozmawiamy, organizujemy prelekcje, szkolenia, warsztaty edukacyjne dla dzieci i setki spacerów przyrodniczych. Czasem interesy bobrów i ludzi są sprzeczne, więc staramy się rozładowywać napięcia i wskazywać rozwiązania korzystane dla obu stron, kiedy na przykład rozlewiska wkraczają na tereny upraw. Sami też czasem wykonujemy prace – zabezpieczamy cenne drzewa siatkami czy odprowadzamy nadmiar wody, która może komuś przeszkadzać. Udało nam się przekonać kilka społeczności, żeby z terenów zalewowych utworzyć wspaniałe nadrzeczne łąki, które są już chronione. Bobry wykonują wspaniałą robotę i próbujemy je w tym wspierać.

Roman Głodowski

Przyrodnik, fotograf, współczesny bobrowniczy. Założyciel i prezes Stowarzyszenia Nasz Bóbr.

CZYTAJ TAKŻE: Mocny patron na te czasy. Najnowszy numer TS poświęcamy bł. ks. Jerzemu Popiełuszce


 

POLECANE
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu z ostatniej chwili
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu

Problemy na kolei w województwie warmińsko-mazurskim. Kilometr przed stacją Sterławki zepsuła się lokomotywa pociągu „Biebrza”, jadącego z Białegostoku do Gdyni Głównej. Z powodu wysokiego śniegu pociąg zatrzymał się w miejscu, z którego pasażerowie nie mogą bezpiecznie opuścić wagonów.

Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje Wiadomości
Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje

Międzynarodowy zespół astronomów, w tym - z Polski, odkrył tzw. planetę swobodną i wyznaczył jej dokładną masę, dostarczając ostatecznego dowodu, że takie obiekty faktycznie istnieją. O „przełomowym pomiarze” w dziedzinie badania planet pozasłonecznych poinformowało „Science”.

Nie żyje najcięższy człowiek świata Wiadomości
Nie żyje najcięższy człowiek świata

Juan Pedro Franco, znany na całym świecie jako najcięższy człowiek świata, zmarł w Wigilię 24 grudnia 2025 roku. Miał 41 lat. Meksykanin odszedł w szpitalu w Aguascalientes w wyniku powikłań związanych z infekcją nerek.

Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

REKLAMA

Strefa kontaktu Igora Zalewskiego. Roman Głodowski: Bobry nie powinny być wrogiem publicznym

– Wystarczy zabobrzyć teren przy granicy z Białorusią. Jeżeli dalibyśmy tam bobrom spokój i pozwolili im użytkować te tereny, te zwierzęta są w stanie przekształcić je w mokradła i bagna niemożliwe do przebycia – mówi Roman Głodowski.
Igor Zalewski/Roman Głodowski
Igor Zalewski/Roman Głodowski / fot. M. Żegliński/p. Jabłoński

– Chyba Polacy nie wiedzieli, jak niebezpieczne zwierzę mieszka w Polsce, dopiero premier nas w tym uświadomił.

– Ale mamy jeszcze wilki, które zagryzają Czerwone Kapturki. Przy okazji powodzi pojawiła się jakaś dziwna potrzeba szukania wrogów wśród zwierząt. To niebezpieczna tendencja. Z drugiej strony premier spowodował, że bóbr nagle stał się gorącym tematem.

Ludzie postrzegają bobry jako zwierzęta pożyteczne

– Cieszy to Pana?

– To zależy, jak ta dyskusja się rozwinie. Stowarzyszenie Nasz Bóbr działa od 2018 roku. Wtedy ogromna większość społeczeństwa była nastawiona do bobra raczej negatywnie. Jeżeli mówiono w przestrzeni publicznej o tych zwierzętach, to jako o szkodnikach. Dzisiaj mamy sytuację odwrotną i jest to po części nasza zasługa. Jesteśmy jedynym stowarzyszeniem, które zajmuje się bobrami, i pozytywny przekaz na ich temat wychodzi głównie od nas. Ludzie postrzegają je pozytywnie, jako zwierzęta pożyteczne. Mam nadzieję, że wypowiedzi premiera Donalda Tuska nie odwrócą tej tendencji i nie cofniemy się o kilka lat.

– To może się wydarzyć?

– Dotarły do nas wieści, że gdzieś na wałach żołnierze odpędzali bobry petardami. Gdzie indziej ludzie sami z siebie się organizowali i przepędzali bobry, czym tylko mieli. Trochę się obawiamy, że takie działania mogą eskalować, bo ludzie mogą interpretować słowa szefa rządu jako przyzwolenie na takie działania. Dlatego reagujemy na nie stanowczo. Bobry nie powinny być wrogiem publicznym.

– Tragiczna powódź nie powinna przesłaniać szerszej perspektywy. A ta jest taka, że Polska ma problem z niedoborem, a nie nadmiarem wody. W tej kwestii bobry są naszym wielkim sojusznikiem.

– To, co oczywiście bobry robią, to magazynowanie wody. Budują tamy, by tworzyć stawy, które są swego rodzaju drzwiami do ich domów. Wejścia do nich są pod powierzchnią wody, która zapewnia domostwom bobrów bezpieczeństwo. Taki tworzony przez nich zbiornik pomaga im też spławiać ścięte drzewa – budulec tam i żeremi, czyli tych bobrzych domostw. Woda zbiera się w takim terenie, tworzą się stawy bobrowe i ta retencja, to magazynowanie wody jest czymś, czego do tej pory żaden rząd jeszcze nie policzył, ale prawdopodobnie bobry obecnie retencjonują (czyli zatrzymują) więcej wody, niż robią to wszystkie programy publiczne w Polsce. To są gigantyczne ilości w skali kraju, dzięki której nasz bilans wodny jest lepszy, choć i tak jest kiepski. Mówi się, że to „mała retencja”, ale tak naprawdę jest wielka. Bez bobrów Polska byłaby znacznie suchszym krajem, który pustynnieje. Dajmy działać bobrom, bo one wykonują – całkowicie za darmo – wspaniałą robotę dla naszego kraju.

Co więcej – bobry dokładają swoją cegiełkę do działań przeciwpowodziowych. Tam, gdzie występują, obszar jest wilgotny, a ziemia staje się czymś na kształt gąbki. W razie fali powodziowej część wody jest wchłaniana przez taką gąbkę. Jeśli ziemia jest sucha i twarda, woda przez nią przepływa jak po autostradzie.

– Są jeszcze jakieś pozytywy działań bobrów?

– Oczywiście. Efektem ich działań są naturalne mokradła i jest to świetna bariera, która zabezpiecza lasy przed pożarami. Czyli – uwaga – mamy tu działalność przeciwpożarową. Ale i to jeszcze nie wszystko!
Na granicy Ukrainy z Białorusią są wielkie bagna. Bagna Prypeci. Od wieków stanowiły naturalną osłonę przed jakimkolwiek atakiem. W czasie drugiej wojny światowej najpierw Niemcy, a potem Rosjanie omijali je od północy i południa. Żadna nowoczesna armia, żaden ciężki sprzęt nie jest w stanie funkcjonować na takim terenie.

CZYTAJ TAKŻE: Cezary Krysztopa: Głowa robi „brzrzrz”

Bobry mogą wspomóc nas militarnie

– Dobrze rozumiem, że bobry mogą ochronić wschodnią flankę NATO?

– Na pewno mogłyby pomóc w rozwiązaniu problemu na granicy z Białorusią. Jeżeli dalibyśmy im tam spokój i pozwolili im użytkować te tereny, te zwierzęta są w stanie przekształcić je w mokradła i bagna niemożliwe do przebycia. Taka bariera byłaby trudniejsza do sforsowania od każdej innej. Przynajmniej na jakiś czas zatrzymałaby obce siły. A na pewno je spowolniła. Bobry mogą więc wspomóc nas militarnie.

– Czyli zamiast budować kosztowne umocnienia…

– …wystarczy po prostu zabobrzyć teren na granicy z Białorusią. I podkreślmy, że bobry dają nam te wszystkie dobrodziejstwa za darmo. To nic nie kosztuje.

– Już lubię bobry.

– Jest za co. Być może najwspanialszą rzeczą, której dokonują, jest… tworzenie życia. Bobry to woda, a woda to życie. Wokół bobrzych rozlewisk automatycznie eksploduje życie. Siedliska bobrowe są taką oazą, gdzie rozkwita bioróżnorodność. Pojawia się woda, pojawiają się za chwileczkę jakieś ryby, płazy, ptaki.

Zasiedlanie

– Ile bobrów mieszka teraz w Polsce?

– Trudno to dokładnie wyliczyć, ale przyjmuje się, że około 150 000.

– Ile? Za czasów mojej młodości bobrów nie było prawie w ogóle. To był właściwie gatunek wytrzebiony.

– Ja z bobrami zetknąłem się jako dziecko w filmie „Tajemnice wiklinowej zatoki”. I wtedy to było jakieś mityczne, egzotyczne zwierzę, którego właściwie nie można było spotkać. Co najwyżej w bajkach właśnie. Już w przedwojennej Polsce bobrów nie było prawie w ogóle, została garstka na terenach dzisiejszej Białorusi i Ukrainy. Zupełnie znikła pamięć o bobrach, umiejętność współżycia z nimi. Wszystko zmieniło się za sprawą masowego zasiedlenia tych ssaków. To była niesamowita, wielka, zaplanowana akcja, ewenement na skalę światową.

– Komu ją zawdzięczamy?

– Ojcem chrzestnym całego procesu był profesor Wirgiliusz Żurowski, wspierali go liczni naukowcy z Polskiej Akademii Nauk, a także leśnicy oraz myśliwi. To była duża inicjatywa. W zakładzie naukowym w Popielnie hodowano bobry, które następnie zasiedlano w całej Polsce. Akcja trwała wiele lat, rozpoczęła się w roku 1974, a zakończyła wraz z jego śmiercią w roku 1992. I jak mówiłem, była ogromnym sukcesem. W ślad za Polską wiele krajów europejskich przeprowadziło lub przeprowadza reintrodukcję bobrów.

Konflikty między ludźmi a zwierzętami

– Czy nie przesadziliśmy w drugą stronę? Może bobrów jest już tak dużo, że niektórym jednak uprzykrzają życie? W sieci jest sporo lokalnych informacji o potrzebie odstrzału bobrów, które stają się uciążliwe.

– Rzeczywiście, liczba bobrów w Polsce znacznie wzrosła i to naturalne, że pojawiają się konflikty między ludźmi a zwierzętami, zwłaszcza gdy zasoby środowiskowe są ograniczone, a przestrzeń do życia dzielona. Bobry jednak nie są winne temu, że ich działania wpływają na infrastrukturę człowieka. One po prostu realizują swoje naturalne potrzeby, tworząc siedliska i regulując wodę w środowisku. Rozumiem, że dla niektórych ludzi to może być problem, ale zamiast od razu sięgać po drastyczne rozwiązania, takie jak odstrzał, warto skupić się na metodach, które pozwolą ludziom i bobrom współistnieć. Istnieją sprawdzone sposoby minimalizowania konfliktów, jak choćby zabezpieczanie wałów, tam i cennych drzew. Nasze stowarzyszenie od lat prowadzi działania edukacyjne i techniczne, które pomagają ograniczać konflikty, nie niszcząc przy tym naturalnych bobrowych siedlisk.

Nie zapominajmy, że bobry są naszymi sprzymierzeńcami w walce z niedoborem wody i suszą. Zamiast dążyć do ich eliminacji, powinniśmy wdrażać rozwiązania, które pozwalają nam korzystać z ich obecności i jednocześnie chronią interesy ludzi.

– Bobry to bardzo rodzinne zwierzęta. Żyją w rodzinach podobnych do tych ludzkich.

– Są nawet bardziej rodzinne od nas. U nich rozwody się nie zdarzają, więc jeżeli nie wydarzy się nic złego, para spędza ze sobą całe życie. Absolutna monogamia. A dzieci żyją z rodzicami mniej więcej do trzeciego roku życia. Chyba że dochodzi do sytuacji, jaką już obserwujemy w wielu miejscach w Polsce, że następuje wysycenie środowiskowe. Czyli po prostu nie ma przestrzeni dla nowych osobników. Wtedy młode zostają z rodziną, nie rozchodzą się, nie szukają już nowych miejsc, a para rodzicielska powstrzymuje się od reprodukcji. Bo potrafią to robić.

"Przyrodę zawsze miałem w sercu"

– Skąd się wzięła u Pana ta sympatia do bobrów?

– Przyrodę zawsze miałem w sercu. Z czasem zacząłem ją fotografować, a kiedyś trafiłem niedaleko swojego domu nieopodal Piaseczna pod Warszawą na siedlisko bobrów. Zacząłem przychodzić z aparatem, obserwować mieszkającą tam rodzinę bobrów. To była para rodzicielska, która zaanektowała teren, i właściwie od samego początku mogłem obserwować cały proces tworzenia się tego siedliska. Widziałem to od momentu, kiedy bobry przyszły do wyjałowionego koryta rzeki otoczonego nawłocią. Powstała pierwsza tama, za chwileczkę powstała druga, brzegi zaczęły się zmieniać, szybko wystrzeliły nowe rośliny, zaczęła rosnąć wierzba. W ciągu jednego roku mikroświat tych zwierząt ogromnie się zmienił. A właściwie to one go zmieniły. Oprócz bobrów pojawiły się niedługo potem kaczki krzyżówki, żaby moczarowe, które przy samej tamie bobrowej składały przepiękny skrzek, owady, ryby, prześliczne zimorodki. Nawet czarny bocian zawitał na chwilę.

W końcu pojawiły się też młode bobry. Cała rodzina uznała, że nie jestem niebezpieczny, i funkcjonowała swobodnie w mojej obecności. Bobrzyca siadała nieopodal mnie – a u bobrów to samice rządzą, tak, jest absolutny matriarchat – gryzła sobie gałązki, bo bobry żywią się roślinami, a dzieci pływały u moich stóp. To było niezwykłe doświadczenie.

Aż sielanka się skończyła. Kiedyś zastałem tamę rozwaloną przy pomocy ciężkiego sprzętu. I kompletnie zdewastowany ten sielski do niedawna zakątek. Siadłem i normalnie się tam rozpłakałem. Potem się okazało, że to była robota Wód Polskich, z którymi się nawet procesowałem, bo ze znajomymi odbudowaliśmy tamę, za co Polskie Wody pozwały nas do sądu. Ale wygraliśmy. Szukałem wtedy jakiejś organizacji, do której mógłbym się zwrócić po radę czy pomoc, ale nic takiego nie istniało. Postanowiłem to zmienić. I w 2018 roku założyłem Stowarzyszenie Nasz Bóbr.

– Które zajmuje się…

– … przede wszystkim edukowaniem. Tłumaczymy, opowiadamy, robimy filmy na temat bobrów, rozmawiamy, organizujemy prelekcje, szkolenia, warsztaty edukacyjne dla dzieci i setki spacerów przyrodniczych. Czasem interesy bobrów i ludzi są sprzeczne, więc staramy się rozładowywać napięcia i wskazywać rozwiązania korzystane dla obu stron, kiedy na przykład rozlewiska wkraczają na tereny upraw. Sami też czasem wykonujemy prace – zabezpieczamy cenne drzewa siatkami czy odprowadzamy nadmiar wody, która może komuś przeszkadzać. Udało nam się przekonać kilka społeczności, żeby z terenów zalewowych utworzyć wspaniałe nadrzeczne łąki, które są już chronione. Bobry wykonują wspaniałą robotę i próbujemy je w tym wspierać.

Roman Głodowski

Przyrodnik, fotograf, współczesny bobrowniczy. Założyciel i prezes Stowarzyszenia Nasz Bóbr.

CZYTAJ TAKŻE: Mocny patron na te czasy. Najnowszy numer TS poświęcamy bł. ks. Jerzemu Popiełuszce



 

Polecane