„Niezłomni, Niepokorni, Wyklęci”. Nasz patronat

- Dawne więzienie przy Rakowieckiej było miejscem brutalnych represji komunistycznych wobec tysięcy patriotów, a dziś pełni funkcję muzeum odkrywającego i upamiętniającego ich losy.
- Żołnierze Wyklęci wywodzili się z podziemia walczącego od 1939 r. i po 1945 r. kontynuowali walkę przeciwko narzuconej władzy komunistycznej, często bez realnej możliwości powrotu do normalnego życia.
- Współczesne działania muzeum (wystawy, edukacja, koncerty) mają na celu przywracanie pamięci historycznej i przekazywanie jej kolejnym pokoleniom poprzez angażujące formy, takie jak sztuka i muzyka.
Gabriela Słowińska (Fundacja Promocji Solidarności): Pani Dyrektor, czy po latach badań jesteśmy w stanie oszacować, jak wielu więźniów politycznych przeszło przez mury tego więzienia w najmroczniejszym okresie jego historii? Czy były wśród nich również kobiety?
Adrianna Garnik (dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie): – To bardzo dobre pytanie i jedno z tych, na które chcemy odpowiedzieć. Cały czas badamy dokumenty. Myślę jednak, że opracowanie listy wszystkich więźniów i osób przetrzymywanych przy Rakowieckiej to praca na kolejne lata. Pamiętajmy, że mieścił się tu areszt Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie trafiły osoby bez zarzutów. Często były tu torturowane przez wiele miesięcy, a nawet lat. Część osób przebywała na Rakowieckiej przez chwilę, a później były transportowane do kolejnego więzienia.
Na Rakowiecką trafiali mężczyźni i kobiety, najwybitniejsi przedstawiciele różnych środowisk patriotycznych, żołnierze podziemia antykomunistycznego, jak Hieronim Dekutowski „Zapora”, Zygmunt Szędzielarz „Łupaszko”, mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin”, gen. Elżbieta Zawacka „Zo”, ppłk Stanisław Kasznica „Wąsal”. Wśród więźniów byli również duchowni jak abp Antoni Baraniak, bp Czesław Kaczmarek, ks. Rudolf Marszałek, ks. Antoni Czajkowski, s. Izabela (Zofia Łuszczkiewicz). W mokotowskim więzieniu osadzano działaczy PSL, m.in. Stanisława Mierzwę, działaczy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, kolejne Zarządy Główne Zrzeszenia, aż do IV Zarządu WiN z płk. Łukaszem Cieplińskim na czele. Cele mokotowskiego więzienia poznały niezwykłe kobiety działające na rzecz niepodległości Polski: Rutę Czaplińską, Lidię Lwow, Helenę Żurowską –jedyną kobietę, na której w mokotowskim więzieniu wykonano wyrok śmierci. Często na Rakowickiej przetrzymywane były całe rodziny. Tak było chociażby w przypadku rodziny Krzysztofa Bukowskiego. Miał 10 miesięcy, kiedy aresztowano jego rodziców – Edmunda Bukowskiego „Zbyszka” i Irenę Bukowską – oraz kilkunastu członków dalszej rodziny. Ojca stracono 13 kwietnia 1950 r. Na Rakowieckiej w tym samym czasie więzione było małżeństwo Walickich – Wacław Walicki i będąca wówczas w ciąży Halina Walicka. W więzieniu urodziła córkę, która na szczęście przeżyła. Wiele dzieci zmarło w wyniku tortur wobec ich matek.

– Rakowiecka wciąż kryje wiele mrocznych sekretów. Czy istnieją przypuszczenia, że na terenie obecnego muzeum mogą znajdować się dotąd nieodkryte miejsca pochówków, i czy planują Państwo badania w tym kierunku?
A.G.: – Odkąd na Rakowieckiej powstało muzeum, to jest od 2016 r., IPN prowadzi tu poszukiwania. Ostatnie przeprowadzono w 2025 r. Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN podjęło już wiele szkieletów i szczątków ludzkich z tego terenu. Oczywiście nieustannie badamy każdy możliwy fragment ziemi i z pewnością prof. Krzysztof Szwagrzyk jeszcze wróci, by badać kolejne części terenu. Szczątki wydobyte w zeszłym roku najprawdopodobniej należą do ofiar masakry z 2 sierpnia 1944 r. Były to ofiary niemieckiego okupanta.
"Nie jesteśmy żadną bandą"
– Panie Prezesie, postać Żołnierza Wyklętego bywa wciąż przedmiotem sporów. Skąd właściwie wzięli się żołnierze powojennego podziemia i z kim realnie musieli toczyć walkę po 1945 roku?
Jacek Perłowski (prezes Stowarzyszenia „Polonia Restituta”): – Aby zrozumieć sytuację Żołnierzy Wyklętych, musimy cofnąć się do września 1939 roku. Z zachodu wchodzą wojska Niemieckie, ze wschodu wojska Sowieckie. Pomimo zaciętej obrony Polska znajduje się pod okupacją. Część wojsk ewakuuje się przez Rumunię, by kontynuować walkę na Zachodzie. Żołnierze pozostali w kraju nie składają broni. Walczą dalej w konspiracji tak jak Witold Pilecki, w oddziałach partyzanckich. Stworzone jest całe państwo podziemne z przedstawicielami Polskiego Rządu, sądami, powstaje Armia Krajowa, przeprowadzane są akcje zbrojne – np. zamach na Franza Kutscherę – zbrodniarza zarządzającego Warszawą – działa wywiad, przekazywane są dane wywiadowcze aliantom. Gdy nastaje rok 1945 i w granice Polski wchodzą wojska sowieckie, Armia Krajowa pomaga wyzwalać polskie miasta, np. Lwów czy Wilno. Jednak szybko okazuje się, że Armia Czerwona nie przynosi nam wolności, lecz nową okupację. Część ziem zostaje wcielona do ZSRR. Władzę na terenie Polski przejmują agenci i słudzy Stalina oraz zdrajcy.
Polscy żołnierze i patrioci stają się niechciani, wyklęci – aresztowani, torturowani, mordowani. Często stają przed wyborem: zginąć w walce partyzanckiej czy na przesłuchaniach w ubeckich katowniach. Nawet najmniejsze ukrywające się oddziały ścigają tysiące oprawców z NKWD, UB, LWP, tajnych komunistycznych agentów. To z nimi muszą w rezultacie walczyć Żołnierze Wyklęci. Czyli od 1939 roku walczyli oni z niemieckim okupantem, a po 45. roku musieli walczyć nie tylko z sowiecką armią, ale także z całą armią komunistycznych zdrajców i zbrodniarzy. Dlatego hasłem tegorocznych obchodów Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” są słowa, które oni sami wypowiedzieli: „Nie jesteśmy żadną bandą, MY JESTEŚMY WOJSKO POLSKIE”.

– Stowarzyszenie „Polonia Restituta” kładzie duży nacisk na pamięć o Powstaniu Warszawskim, ale i o Żołnierzach Wyklętych. Co łączy te dwa etapy walki o wolność w Państwa misji?
J.P.: – Mój tata, jego bracia i mój dziadek byli żołnierzami Armii Krajowej i walczyli w Powstaniu Warszawskim, więc nie tylko z opowieści innych, ale też z rodzinnego doświadczenia mam świadomość, co się działo w tamtych czasach. Gdy na lewym brzegu Wisły trwało Powstanie Warszawskie, na prawym, po stronie praskiej, powstawały pierwsze katownie NKWD. Żołnierze AK byli wyłapywani, przesłuchiwani, mordowani. Tak powstała na przykład Strzelecka 8 – jeden z budynków przekształconych na areszt. Mam zresztą podejrzenia, że tak mógł zginąć mój dziadek, który w dniu Powstania nie dotarł na miejsce zbiórki, ślad po nim zaginął, a widziany był po raz ostatni właśnie w rejonie zajętym przez Sowietów. Natomiast mój tata po powrocie z niewoli niemieckiej był wielokrotnie przesłuchiwany i prześladowany przez UB – taki był los Wyklętych Patriotów.
– Jak odnosi się Pan do pojawiających się w przestrzeni publicznej zarzutów, jakoby żołnierze podziemia niepodległościowego dopuszczali się zbrodni na cywilach?
J.P.: – Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że po 45. roku historię pisali przez tworzenie akt, stawianie zarzutów czy wydawanie wyroków komunistyczni zbrodniarze: prokuratorzy, sędziowie, funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Fabrykowano dowody, przypisywano patriotom wszystko, co się da – tak skazano i zamordowano sanitariuszkę „Inkę” i tysiące innych osób.
Innym powodem było traktowanie agentów UB jako cywilów przez władzę komunistyczną. Agentów biorących udział w zbrodniach, na których były wykonywane wyroki przez Żołnierzy Wyklętych. Tutaj dobrym przykładem jest „Bury”, który ze swoimi ludźmi rozbił oddział NKWD, a potem w zdobycznych mundurach przeszedł przez wioski zamieszkałe przez prosowiecką ludność białoruską. W ten sposób ujawnili się miejscowi agenci, oferując pomoc w zwalczaniu Polaków i chwaląc się swoimi zasługami. „Bury” kazał ich rozstrzelać. To były trudne, ale uzasadnione decyzje likwidacji komunistycznych i sowieckich zbrodniarzy.
– Często pojawia się pytanie: dlaczego oni po prostu nie wyszli z lasu, by spróbować normalnie żyć w nowej rzeczywistości? Co sprawiało, że kontynuowali tę „beznadziejną” walkę?
J.P.: – Przede wszystkim ich położenie było beznadziejne. Ujawnianie się nie zapewniało im i ich rodzinom bezpieczeństwa. Często kończyło się zamknięciem w specjalnym obozie, w areszcie, przesłuchaniami, torturami oraz śmiercią. Nierzadko ceną spokoju było obciążenie swoich kolegów fałszywymi zeznaniami. Doskonałym przykładem jest historia Henryka Flame „Bartka”. Jego oddziały w obliczu beznadziejnej walki były skłonne złożyć broń i przedostać się na Zachód. Urząd Bezpieczeństwa podstawił agenta, byłego partyzanta, który poszedł na współpracę z komunistycznymi służbami. Ten agent zaoferował możliwość przerzutu na Zachód. „Bartek” mu uwierzył i zgodził się. W ten sposób cały oddział, kilkadziesiąt osób, zostało zwabionych w pułapkę. W miejscu zbiórki, w nocy, czekając na obiecany transport, zostali wymordowani. Sam „Bartek”, załamany takim obrotem spraw, ujawnił się rok później na mocy tzw. amnestii. Gdy poszedł do miejscowego baru coś zjeść, podszedł do niego miejscowy milicjant i na zlecenie UB zastrzelił go. Dlatego właśnie wielu Żołnierzy musiało walczyć do końca.
O Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL
– Pomówmy jeszcze o współczesności muzeum – jak wygląda statystyka odwiedzin? Czy to miejsce przyciąga młodzież i czy odnotowują Państwo zainteresowanie ze strony gości zagranicznych?
A.G.: – Zainteresowanie naszym muzeum rośnie z miesiąca na miesiąc, również ze strony gości zagranicznych. To efekt zarówno wzmożonej działalności wystawienniczej muzeum, jak i szerokiej oferty kulturalnej. Muzeum cały czas się organizuje, czyli de facto jest w budowie, jednak nieprzerwanie przyjmuje zwiedzających. W ubiegłym roku odwiedziło nas ponad 17 tys. osób.
Ponieważ jesteśmy w budowie, zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem i jest bezpłatne. Prowadzimy także zajęcia edukacyjne. Muzealny Dział Edukacji oferuje żywe lekcje historii, podczas których młodzież nie tylko zwiedza muzeum, ale również bierze czynny udział w warsztatach, pracuje w grupach, otrzymuje karty pracy.
– Na co odwiedzający zwracają szczególną uwagę podczas zwiedzania? Co w murach dawnego więzienia robi na ludziach największe wrażenie?
A.G.: – To oczywiście zależy od stopnia zainteresowania historią osób zwiedzających. Niewątpliwie najważniejszym eksponatem jest samo miejsce. Pozwala wejść zwiedzającym w autentyczną przestrzeń więzienia stalinowskiego, miejsca pamięci i kaźni. Zwiedzanie muzeum to możliwość dotknięcia historii, poznania losów konkretnych ludzi. Zderzenie z tym miejscem i jego historią jest niezwykle poruszające. To jak spotkanie z rzeczywistym świadkiem historii. Inaczej poznaje się historię na zwykłej lekcji w szkole, a inaczej w miejscu określonego zdarzenia i w konkretnym otoczeniu. Nie sposób przejść obojętnie wobec cierpienia tylu wspaniałych i niewinnych ludzi.
"Niezłomni, Niepokorni, Wyklęci"
– 15 marca odbył się koncert „Niezłomni, Niepokorni, Wyklęci”. Jak wyglądała współpraca przy tym projekcie? Czy tu szczególne znaczenie dla Państwa ma międzypokoleniowa sztafeta w przekazie patriotycznym?
A.G.: – Takie wydarzenia organizowane w muzeum są dla nas kolejną, może czasami bardziej skuteczną, formą edukacji. Dzięki muzyce, pieśniom historia staje się bliska i łatwiej dociera do osób na co dzień niezainteresowanych poznawaniem dziejów swojego kraju. Dlatego bardzo się cieszę, że możemy gościć Stowarzyszenie „Polonia Restituta”, z projektem pana Jacka Perłowskiego „Niezłomni, Niepokorni, Wyklęci”. Pieśni śpiewane przez żołnierzy podziemia antykomunistycznego powinny być nam znane i bliskie.
J.P.: – Koncert pod tą nazwą prezentowaliśmy już trzeci raz. Cieszymy się i jesteśmy wdzięczni, że pani dyrektor zgodziła się gościć nas w tym roku w murach Muzeum Żołnierzy Wyklętych przy Rakowieckiej. Jest to specjalne miejsce. Zaangażowaliśmy w tym projekcie wielkich patriotów, wspaniałych muzyków z dużym doświadczeniem takich jak Janusz Powolny, Patrycja Grecka i Anna Kuczok, natomiast wśród solistów rzeczywiście występuje sztafeta pokoleń. Z jednej strony to był bardzo doświadczony tenor Piotr Rafałko, a z drugiej Kinga Kusion – młoda, uzdolniona solistka, tegoroczna maturzystka i najmłodszy artysta Błażej Grzegorczyk – uzdolniony młody człowiek, wokalny filar w naszym Stowarzyszeniu, uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej oraz szkoły muzycznej II stopnia. Błażej jest bardzo świadomym patriotą, pomaga mi prowadzić lekcje historyczne na temat Powstania Warszawskiego i Żołnierzy Wyklętych, a w tym roku, razem ze mną, w historycznym mundurze, brał udział w uroczystościach na Łączce i pod Grobem Nieznanego Żołnierza upamiętniających Żołnierzy Wyklętych. Tak wygląda nasza patriotyczna sztafeta pokoleń.

– W trakcie wydarzenia można było zobaczyć portrety Żołnierzy Niezłomnych namalowane przez Piotra Rafałkę. Jak ocenia Pani rolę sztuki w upamiętnianiu martyrologii w tak surowym miejscu jak Rakowiecka?
A.G.: – To nie jest pierwsze tego typu wydarzenie w naszym muzeum. Mieliśmy już wystawy łączące sztukę plastyczną z wystawą historyczną. Pokazywaliśmy prace wybitnego malarza Jana Lebensteina, poruszające reliefy i grafiki Marii Hiszpańskiej-Neumann, obrazy Ignacego Czwartosa czy instalacje Jerzego Kaliny. 10 grudnia zeszłego roku na wystawie pt. „Ślady, których miało nie być” swoje prace zainspirowane historią Rakowieckiej zaprezentowali studenci Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Wystawy spotkały się z bardzo dobrym odbiorem. To ważne, by wspaniałą, czasami bolesną historię opowiadać z należytym szacunkiem poprzez sztukę.

– Jakie są najbliższe plany działalności muzeum w zakresie nowych ekspozycji? Czy jest coś, czym placówka zaskoczy zwiedzających?
A.G.: – Właśnie otworzyliśmy kolejną niezwykle ciekawą wystawę czasową, tym razem poświęconą Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość. Wystawa powstała przy współpracy z IPN i Muzeum Armii Krajowej w Krakowie. 1 marca miała również premierę kolejna sztuka teatralna oparta na historii ofiar Rakowieckiej pt. „Ulica Wolności. Rzecz o Łukaszu Cieplińskim” w reżyserii Leszka Zdunia. Mamy oczywiście plany kolejnych wystaw czasowych, ale najważniejszym projektem jest stworzenie wystawy stałej muzeum. Intensywnie nad tym pracujemy. Zapraszam do śledzenia naszej strony internetowej oraz profili muzeum w mediach społecznościowych, na których na bieżąco informujemy o tym, co się dzieje w muzeum.
BIOGRAMY:
Adrianna Garnik – działaczka społeczna. Od 2010 r. założycielka i prezes Fundacji „Tożsamość i Solidarność”, współzałożycielka stowarzyszenia „Solidarni 2010”. Od 2017 r. należy do Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy Oddziale IPN w Gdańsku. W latach 2022–2023 dyrektor Biura Prezesa IPN. Od listopada 2023 r. dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie.
Jacek Perłowski – syn Powstańca Warszawskiego, prezes Stowarzyszenia „Polonia Restituta”, od 12 lat przewodniczący zgromadzenia publicznego podczas happeningu historycznego „Żywy Znak dla Powstania Warszawskiego” odbywającego się w godzinę „W” na placu Zamkowym, działacz społeczny organizujący koncerty patriotyczne oraz wydarzenia historyczne.
[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
A jednak! Ocenzurowane przez nową władzę prace Ignacego Czwartosa wystawione w Wenecji!

Dr Adam Cyra: Wyklęta z Oświęcimia. Kiedy ją aresztowano, miała 26 lat

Sylwetki kapłanów niezłomnych – Dzień Żołnierzy Wyklętych

Andrzej Duda: Dziękuję naszym wspaniałym bohaterom [WIDEO]

Tortury, bestialstwo, zapomnienie. Wyklętych skazywano na podwójną śmierć






