Najbardziej prorosyjscy na świecie. Piotr Skwieciński o relacjach indyjsko-rosyjskich

- Indie i Rosję łączy wieloletnia, głęboka sieć relacji historycznych, wojskowych, ekonomicznych i kulturowych, która przekłada się na silne prorosyjskie nastawienie indyjskiego społeczeństwa i elit.
- Indie kierują się przede wszystkim pragmatyzmem: utrzymują dobre relacje z Rosją, by równoważyć wpływy Chin i maksymalizować własne interesy, nie wiążąc się trwale z żadnym blokiem.
- Zdaniem autora, chaotyczna i nieprzewidywalna polityka USA wobec Indii utrudnia osłabienie ich więzi z Rosją, a ewentualna zmiana stanowiska Delhi byłaby globalnie przełomowa dla układu sił.
Po pierwsze, oni Rosję lubią, i to bardzo. Według badań Pew Research Center z zeszłego roku społeczeństwo Indii jest - po Indonezji - najbardziej prorosyjskie w skali ogólnoplanetarnej, zaś Władimir Putin jest jednym z tych zagranicznych przywódców, którym indyjscy respondenci najbardziej ufają. Można powiedzieć, że Indie są z Rosją niejako emocjonalnie zrośnięte. Wynika to i z historii, i z teraźniejszości.
Od samego początku istnienia niepodległych Indii rządzący nimi fascynowali się Związkiem Radzieckim i w pewnym zakresie usiłowali się na nim wzorować (zachowując jednak instytucje demokratyczne z naprawdę wolnymi wyborami na czele). Indie w sporym zakresie współdziałały z Moskwą, pozostawały natomiast w - momentami zbrojnym - konflikcie z Pakistanem, popieranym przez Stany Zjednoczone. Moskwa niejednokrotnie swoim wetem blokowała w Radzie Bezpieczeństwa ONZ niekorzystne dla Delhi rezolucje. A w 1971 roku, w czasie kolejnej wojny, wysłała na Ocean Indyjski silne eskadry wojenne, co - wierzą do dziś Hindusi - powstrzymać miało USA przed interwencją zbrojną na korzyść Pakistanu. W Indiach pamięta się o tym wszystkim.
"Nigdy nas nie zawiedli"
- taki jest najczęstszy odzew Hindusów na pytanie, z czym przede wszystkim kojarzy im się Rosja.
Do 1991 roku ZSRR, a potem - Rosja dostarczały Indiom na masową skalę uzbrojenie. Jeszcze obecnie około 70 procent indyjskiej broni to albo import z Rosji, albo też kolejne, dokonywane przez hinduskich inżynierów, modernizacje broni rosyjskiej. ZSRR, a później, aż do dziś (a po rozpoczęciu agresji na Ukrainę - ze zdwojoną siłą) Rosja konsekwentnie buduje w Indiach swoją soft power i wizerunek. Ponieważ postępuje tak - powtórzmy - bardzo konsekwentnie i nie szczędząc środków od wielu dziesięcioleci, ma efekty.
Rosyjskie uczelnie rok w rok opuszczają kolejne pokolenia hinduskich absolwentów przywożących do ojczyzny sentyment wobec Moskwy, ale przede wszystkim - z wbudowanym rosyjskim sposobem postrzegania i historii, i współczesnego świata. Uważających np. za naturalną jeśli nie przynależność Ukrainy do Rosji, to co najmniej konieczność uwzględniania "uzasadnionych interesów bezpieczeństwa" tej ostatniej (tę frazę i ten postulat zawierały dotyczące kryzysu wokół Ukrainy indyjskie dyplomatyczne dokumenty przed 24 lutego 2022 r.) i odnoszących się ze zrozumieniem do rosyjskich obaw przed rozszerzaniem NATO na wschód.
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Warszawa: Ogromny pożar na Białołęce. Kłęby dymu nad miastem
- "Kompromitacja Żurkowców". Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka
- IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka
- Nie żyje Tadeusz Surdy. Małopolskie władze wydały komunikat
- USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP
- Ogromny meteoryt eksplodował nad Ohio. Nagrania obiegły sieć
- Przewodniczący "S" w Solinie dla Tysol.pl: Protest głodowy trwa, morale jest wysokie
Obrońcy suwerenności…
Bardzo duża część indyjskich dyplomatów to absolwenci MGIMO (Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych). Spory odsetek nauczających na uczelniach historii nie tylko wschodniej Europy, ale w ogóle Europy - to niegdysiejsi absolwenci i doktoranci uniwersytetów rosyjskich. Wszystko to rodzi określone skutki w dziedzinie świadomości, które mogą się jeszcze spotęgować - po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji liczba indyjskich studentów w Rosji nie maleje, tylko rośnie, przy czym bardzo szybko. A jeśli chodzi o migrację do Rosji za pracą, to w zeszłym roku Hindusi wskoczyli w tej kategorii na drugie miejsce wśród krajów nienależących niegdyś do ZSRR.
To ostatnie intensyfikuje również więzy ekonomiczne. Dotąd bardzo silne, jeśli chodzi o przemysł zbrojeniowy, i od wybuchu wojny o import ropy (przed 2022 r. był on śladowy, potem błyskawicznie wzrósł wielokrotnie i obecnie Indie, jeśli chodzi o sprowadzanie tego rosyjskiego surowca, znajdują się na drugim miejscu po Chinach), ale śladowe, jeśli chodzi o w zasadzie całą resztę gospodarki. Jednak w krótkim czasie pieniądze wysyłane do domów przez indyjskich gastarbeiterów mają szanse stać się zauważalnym czynnikiem w indyjskiej ekonomice.
Przeciw Zachodowi
Indie i Rosję łączyła dotąd również w pewnym stopniu wspólnota ideologiczna. Oba państwa deklarowały sprzeciw wobec liberalnej krucjaty realizowanej przez Zachód w krajach Globalnego Południa i praktyki ingerowania w ich sprawy wewnętrzne (Rosja, jeśli brać pod uwagę nie to, co robi, tylko to, co mówi, jest od wielu dekad konsekwentnym obrońcą zasady prymatu suwerenności poszczególnych państw nad, we wszelki możliwi sposób motywowanym, mieszaniem się w ich wewnętrzną politykę).
Jak ważne dla Rosji - nie tylko teraz, ale od długiego czasu - są i były relacje z Indiami, obrazuje incydent z 2012 roku. Wtedy w Moskwie zaczynała nabierać skrzydeł kampania "antyekstremistyczna" (nakierowana na stopniowe przykręcanie śruby, pod pozorem walki z ekstremizmem, demokratycznej opozycji). I jakiś rozgrzany tą kampanią sędzia z Syberii podjął decyzję o wpisaniu na listę zakazanej "ekstremistycznej" literatury… hinduistycznej świętej księgi, eposu "Mahabharata". Informacja o tym przedostała się do indyjskich mediów i wzburzyła Hindusów, co stało się przyczyną jedynych w historii tego kraju demonstracji antyrosyjskich. Otóż Kreml bardzo intensywnie zabiegał wtedy w (cieszących się wówczas jeszcze relatywną swobodą) rosyjskich mediach o to, aby nie relacjonowały one tej sprawy, żeby wyciszyć konflikt, którego bardzo, ale to bardzo nie chciał.
…i jeszcze Chiny
Pomimo naszkicowanych powyżej wieloletnich więzów z Moskwą pełnoskalowa agresja na Ukrainie nie wywołała wśród Hindusów entuzjazmu. Na konferencji Szanghajskiej Organizacji Współpracy w 2022 roku premier Narendra Modi delikatnie wytknął ją Putinowi, przypominając rosyjskiemu przywódcy, że przecież dzwonił do niego i perswadował, że dzisiejsza era nie jest erą, w której wojna byłaby naturalna, bo dziś ważne są nawozy, żywność, demokracja i dialog.
Na Putnie nie wywarło to większego wrażenia, bo we wszystkim, co związane z Ukrainą, Rosjanie w ogóle są niezwykle zdeterminowani. Ale też dlatego, że świetnie wiedział, iż nie tylko Rosja inwestowała w "prawie sojusz" (sojuszu prawdziwego Delhi nie chcą zawierać z nikim, preferując całkowitą swobodę w realizacji swoich interesów) z Indiami. Inwestowały również te ostatnie, dokonanie radykalnego zwrotu kosztowałoby je wiele.
Putin wiedział, i wie, coś jeszcze. Mianowicie, że - jak pisał indyjski politolog i historyk Zorawar Daulet Singh - w Indiach powszechne jest przekonanie, że pierwszoplanowym interesem tego kraju jest umożliwienie Stanom dokonanie skutecznego pivotu na Pacyfik, co zwiąże ręce, środki i energię ich podstawowego konkurenta i potencjalnego zagrożenia, czyli Chin. Aby zaś pivot stał się realny, konieczne jest zakończenie konfliktu na Ukrainie. Przy czym zakończenie go w sposób nie owocujący frustracją i rewanżyzmem ze strony Rosji, co wymuszałoby utrzymanie zaangażowania USA w Europie. I generalnie dobre relacje z Kremlem są dla Delhi sposobem na ograniczenie zacieśniania się, grożącego zdominowaniem Azji, niepisanego sojuszu między Moskwą a Pekinem. Innymi słowy, Delhi jest zainteresowane jeśli nie rosyjskim zwycięstwem, to co najmniej brakiem rosyjskiej porażki nad Dnieprem, i również z tego powodu - liczył Putin - nie przejdzie ono do obozu prokijowskiego. Tym bardziej że takiej ewentualnej zmianie, łagodnie mówiąc, nie sprzyjają też chaotyczne i dokonywane z gracją słonia ruchy Donalda Trumpa.
Za co te cła?
Rosja w kontaktach z Indiami (i nie tylko) konsekwentnie buduje bowiem opinię o sobie jako o partnerze solidnym i przewidywalnym. Tymczasem Trump, który w okresie pierwszej kadencji kontynuował, realizowaną od lat 90. przez kolejnych prezydentów, strategię stopniowego budowania mostów do, nieprzyjaznych w czasie zimnej wojny, Indii, perspektywicznie potrzebnych jako główny element koalicji antychińskiej, po dojściu po raz drugi do władzy zaczął prowadzić wobec Delhi politykę gwałtownych i ciężkich do przewidzenia zwrotów.
Zaczęło się wprawdzie od wizyty wiceprezydenta J.D. Vance’a, którą złożył premierowi Modiemu wraz ze swoją hinduską żoną i przebranymi na tę okazję w indyjskie stroje narodowe, rozmawiającymi z hinduskim przywódcą w jego języku, córeczkami. Ogłoszono wtedy szumnie strategiczne partnerstwo między Ameryką a Indiami.
Tylko że nie przetrwało ono nawet kilku miesięcy, gdy POTUS podjął działania silnie antagonizujące świeżo upieczonego "strategicznego partnera". Najpierw masowe deportacje niezalegalizowanych imigrantów dosięgły również obywateli indyjskich - i Hindusi na ekranach zobaczyli swoich rodaków odstawianych w kajdankach do samolotów. Potem nastąpiła kolejna odsłona konfliktu indyjsko-pakistańskiego - Trump ogłosił, że to on doprowadził do jej przerwania (więc należy mu się Nobel), przeciw czemu zaoponował Modi (twierdząc, że działania zbrojne zakończyła siła armii indyjskiej), które to dementi uraziło ego prezydenta. Przez cały czas drażnił go też amerykański deficyt w handlu z Indiami, który pomiędzy jego pierwszą a drugą kadencją wzrósł o połowę.
Wreszcie Trump nagle i bez zapowiedzi ogłosił karne cła na indyjskie towary. Teoretycznie za kupowanie taniej rosyjskiej ropy. Ale w samych Indiach (i w Rosji) tę ropę uznano raczej za pretekst dla uderzenia w zbyt szybko rozwijającą się, i zagrażającą Trumpowym planom reindustrializacji Ameryki, gospodarki Indii. Jak lakonicznie skomentował czołowy putinowski analityk międzynarodowy Fiodor Łukianow, w opinii Waszyngtonu: "wbudowanie Indii w system, który USA uważają za odpowiadający ich interesom, stało się ważne nie tylko samo w sobie, ale też jako precedens".
Wywrócenie stolika
Tak czy inaczej - w opinii Hindusów ich państwo, przed chwilą ogłaszane strategicznym partnerem, zostało nagle potraktowane jak wróg, co Hindusi dostrzegli. Z czego nie wynika, aby żachnęli się godnościowo, bo w ich pojęciu podstawowym elementem suwerenności nie jest obrona honoru, tylko własnych interesów. A eksport do USA jest dla Delhi ważniejszy niż rosyjska ropa, nawet najtańsza (przed 2022 r. praktycznie przez Indie nie importowana - jej kupowanie jest więc dla nich kwestią zysku, a nie przeżycia). Hindusi zaczęli więc dogadywać się z USA i zmniejszać import z Rosji. Negocjowali też umowę handlową ze Stanami, również z Kanadą i z Unią Europejską (ta trzecia, już sfinalizowana, daje potencjalną możliwość stworzenia gospodarczego bloku Europy z Indiami, co byłoby bardzo znaczącą przeciwwagą dla relacji rosyjsko-indyjskich, wciąż niemal całkowicie zdominowanych przez ropę, zbrojeniówkę i energetykę jądrową).
Tylko że nastąpił atak na Iran, wbrew przewidywaniom Białego Domu nie zakończony błyskawicznym zwycięstwem. Blokada Cieśniny Ormuz wymusiła na Trumpie zgodę na zwiększenie przez Indie zakupów rosyjskiej ropy, co wywróciło stolik i uczyniło przyszłość jeszcze trudniej niż dotąd przewidywalną.
***
Reasumując - trudno mi podzielić optymizm wielu ekspertów z uporem powtarzających, że rosyjsko-indyjski "prawie sojusz" skazany jest na atrofię. Być może byłoby tak, gdy Biały Dom prowadził wobec Indii konsekwentną politykę zbliżenia, co jednak się nie dzieje. Dlaczego zatem na początku tego tekstu oceniłem optymistyczne uwagi kongresmana McCornicka jako tylko w części przesadne?
Dlatego że gdyby naprawdę Zachodowi, rozumianemu jako Waszyngton czy Bruksela, udało się doprowadzić do bodaj częściowej zmiany dotychczasowej polityki Delhi wobec Moskwy, byłoby to wstrząsem tektonicznym w misternie snutej przez dekady sieci rosyjskich wpływów. I to niezależnie od redukcji rosyjskich zysków ze sprzedaży ropy. Indie, jak starałem się wykazać wyżej, zajmowały w tej sieci zawsze miejsce szczególne. Bodaj częściowe opuszczenie jej przez Delhi byłoby zauważone na całym Globalnym Południu. Oznaczałoby, że skierowana przeciw Zachodowi "antykolonialna" retoryka Moskwy przestaje być tam bezkrytycznie przyjmowana. Wytyczone zostałyby nowe trendy. A Indie są - jak pisałem - nad wyraz pragmatyczne.
Obawiam się jednak, że do osiągnięcia tego celu potrzeba byłoby drobiazgu - innego lokatora Białego Domu. Niezależnie bowiem od tego, czy uznamy, że Donald Trump realizuje jakiś generalny plan, czy też nie, sinusoida jego działań - w wielu miejscach, ale wobec Indii szczególnie - jest po prostu kontrskuteczna.
A Moskwa wygląda na tym tle jako partner może nie idealny, ale - po prostu - solidny.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




