Robert Kennedy jr zdecydował się poprzeć Donalda Trumpa. Kim on właściwie jest?

Niezależny kandydat na prezydenta USA Robert Kennedy jr zdecydował się poprzeć Donalda Trumpa. Kim jest Kennedy, kto go popiera i czy może to zmienić losy nadchodzących wyborów prezydenckich?
Robert Kennedy Jr
Robert Kennedy Jr / Gage Skidmore / Flickr

To jeden z popularnych wśród fanów muzyki i czarnego humoru memów: zdjęcie przedstawiające Johna, Roberta i Teda Kennedych podpisane „Znasz się na punk rocku? To powiedz, jaki to zespół”. Wyjaśnijmy ten żart. John Kennedy, prezydent Stanów Zjednoczonych, zamordowany został w Dallas 22 listopada 1963 roku. Jego brat Robert F. Kennedy ginie pięć lat później, tuż po wygranej w stanowych turach wyborów prezydenckich. Jedynie trzeci z braci na zdjęciu – Ted Kennedy – umiera z przyczyn naturalnych w 2009 roku. W 1978 roku, gdy na dobre rozkręca się punkowa rewolucja, Eric Boucher, znany później pod pseudonimem Jello Biafra (to jemu Kazik Staszewski zawdzięcza słowa o wizualizowaniu sobie „ostatecznego krachu systemu korporacji”), wraz z trzema kolegami zakłada zespół Dead Kennedys, który tworzy m.in. „California Über Alles” czy „Holiday in Cambodia”. Nazwa ma prowokować, wg Biafry nie chodzi jednak o szarganie pamięci zmarłych, a raczej o symboliczne ujęcie końca jednego z amerykańskich snów. 46 lat później to poglądy innej punkrockowej amerykańskiej kapeli najlepiej pozwolą nam zrozumieć fenomen popularności Roberta Kennedy’ego juniora.

Czytaj także: Znany polityk PiS zatrzymany przez CBA

Czytaj także: Demokracja? Grecy jej nie szanowali. Obecnie uczyniono z niej bożka

Czytaj także: Demokracja w odwrocie: tak wygląda Polska po niemal roku rządów Tuska

Na tropach zdrady

Zacznijmy jednak od początku. Robert Kennedy jr, przez Amerykanów nazywany RFK, pochodząc z takiej rodziny, niejako musiał zająć się polityką, choć stało się to dość późno. Przez większość życia był prawnikiem zajmującym się głównie kwestiami związanymi z ochroną środowiska. W marcu zeszłego roku oznajmił, że zamierza kandydować na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej. Demokraci nie byli jednak zainteresowani, planując początkowo reelekcję Joe Bidena, a po jego wymuszonej rezygnacji, nominując na ten urząd bez prawyborów Kamalę Harris. Kennedy miał więc prawo poczuć się dwukrotnie wystawiony do wiatru przez partię, z którą planował sięgnąć po najwyższe stanowisko w państwie. Po pierwszym koszu od demokratów został kandydatem niezależnym, po drugim poparł Donalda Trumpa. Pozornie mogło się to wydawać zaskakujące, im bardziej jednak wgryźć się w poglądy Kennedy’ego, tym bardziej racjonalna i zrozumiała staje się ta decyzja.

Partia Demokratyczna przez lata stawała się coraz bardziej elitarna i establishmentowa, RFK natomiast zaczął ulegać wpływowi teorii, które w dużym skrócie określane są jako spiskowe. To samo w sobie też niekoniecznie musi dziwić, wziąwszy pod uwagę całe tło rodzinne i wciąż budzące wiele wątpliwości zabójstwo jego wuja. Ale nie tylko ono. Jako prawnik Kennedy junior ścierał się z największymi korporacjami (udało mu się wygrać proces z Monsanto), a te zawsze grają role czarnego charakteru w rozmaitych teoriach spiskowych. Nie bez powodu zresztą. Joe Biden był wcieleniem tego, co niektóre środowiska zwykły nazywać „sanitaryzmem”, a surowa polityka w związku z COVID-19 w pierwszej fazie pandemii prowadzona była także za Donalda Trumpa. Odpowiedzialnemu za nią doradcy prezydenta do spraw chorób zakaźnych Kennedy poświęcił nawet wydaną w 2021 roku książkę „The Real Anthony Fauci”.

Wszystko to sprawia, że RFK trudny byłby do umiejscowienia w polskiej polityce. Bo to tak jakby – dajmy na to – Grzegorz Braun jeszcze pół roku temu związany byłby z Platformą Obywatelską.

Uśmiechnięta Ameryka

Bieżąca kampania prezydencka w USA przez dłuższy czas była wyjątkowa. Mieliśmy do czynienia ze starciem dwóch wiekowych już panów, z których każdy miał potężny elektorat negatywny. Badania wykazywały, że gdyby któraś z partii zastąpiła swojego nominata kimś młodszym, miałby on szanse większe nawet o kilkanaście procent. Kennedy – również nie młodzieniec, ale jednak o 12 lat młodszy od Bidena, a 8 od Trumpa – stawał się ciekawą alternatywą zarówno dla demokratów, jak i republikanów, sceptycznych wobec własnych kandydatów. W tej niecodziennej sytuacji sondaże dawały szanse na powtórzenie sukcesu Rossa Perota, który w 1992 roku jako kandydat niezależny zdobył 19% głosów w głosowaniu powszechnym. Wszystko zmieniło się jednak, gdy po fatalnej debacie z Trumpem Biden zrezygnował z wyścigu, a demokraci zdecydowali się wystawić do niego Kamalę Harris.

Kolejne sondaże pokazały gwałtowny spadek jego poparcia, co w połączeniu ze wzrostem poparcia dla Harris pozwalają założyć, że Kennedy utracił większą część swojego elektoratu demokratycznego. Zostali przy nim niezadowoleni republikanie i grupa niezależnych, w tym elektorat, który nazwać można buntowniczym. Sytuację tę można porównać do czasów przywództwa w Platformie najpierw Borysa Budki, a potem Donalda Tuska. Dopóki liderem tej partii był Borys Budka, w sondażach rosła Polska 2050 Szymona Hołowni. Gdy wrócił Donald Tusk, wraz z nim do jego partii wrócił zniechęcony słabiutkim kierownictwem elektorat.

Podobieństw jest zresztą więcej. Demokraci w kampanii unikają konkretów, przedstawiają Harris jako receptę na problemy, które powstały za czasów Bidena, pomijając zupełnie fakt, że była ona wiceprezydentem w tej administracji. Co więcej, to ona odpowiadała za politykę imigracyjną i bezpieczeństwo granicy z Meksykiem, najsłabszy punkt ostatnich czterech lat. Ten aspekt jest zupełnie pomijany w partyjnym przekazie, który skupia się na przedstawieniu wyborcom wizji „uśmiechniętej Ameryki”. I – jak wynika z badań – przy odpowiednim wsparciu mediów operacja ta odnosi skutek – Kamala Harris stała się liderką w prezydenckim wyścigu. Gdy już wydawało się, że Donald Trump całkowicie stracił przewagę, którą zyskał po przeżyciu nieudanego zamachu, Robert Kennedy jr postanowił działać.

Lady Liberty odchodzi

Swoje zrobił tu pewnie sam zamach. Sceny z feralnego wiecu przedstawiciela rodu Kennedych musiały poruszyć mocniej niż najbardziej nawet oddanego sympatyka prezydenta Trumpa. Poza emocjami – lub niezależnie od nich – do głosu doszła polityczna kalkulacja. Kennedy realistycznie ocenił, że skoro odeszli od niego wyborcy demokratyczni, swoją obecnością w wyścigu zaszkodzić może już tylko Trumpowi. Tymczasem on sam, wywodząc się z Partii Demokratycznej, uważa ją dziś za partię antydemokratyczną, partię wojny i cenzury, wreszcie – za ekspozyturę wielkich korporacji. Wniosek z tego mógł być jeden – trzeba ustąpić i poprzeć Trumpa. Czy to mu pomoże? Jeśli choć połowa wyborców RFK pójdzie za nim, jest szansa na wygraną. Czy pójdzie? Tego jeszcze nie wiemy. 

Wróćmy do obiecanego na początku tekstu wątku muzycznego. Na początku sierpnia Kennedy’ego juniora poparli muzycy amerykańskiej punkrockowej supergrupy The Defiant. Zespół tworzy kilku znanych z innych kapel muzyków, grają sprawnie i przebojowo, kluczowe jest jednak to, o czym śpiewają. Na przykład o tym, że jakoś w marcu 2020 roku (początek obostrzeń sanitarnych) „Lady Liberty” odeszła z Ameryki. Albo o tym, że najbogatsi chcą, byśmy żyli w myśl hasła „Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy”. To pozwala już naszkicować sobie pewien profil ideowy – gdzieś między anarchizmem a libertarianizmem, a więc bardzo amerykańsko i mało poprawnie politycznie.

A gdy dodamy do tego informację, że perkusista zespołu wcześniej wyrzucony został z The Offspring, bo miał inne niż reszta grupy poglądy na temat szczepień… Jesteśmy w domu. The Defiant nagrali dla Kennedy’ego nową wersję piosenki „Take Back the Power” zespołu Interrupters i uczynili z niej mocny, nieoficjalny hymn kampanii, chwalony przez samego kandydata. Przeglądam jednak media społecznościowe zespołu i próżno szukam informacji, co planują teraz zrobić z tym fantem.

Zła wiadomość

Na koniec zostawiłem gorszą wiadomość. Większość polskiej prawicy sympatyzuje z Trumpem, a liberałowie i lewica bardzo chętnie nas nim straszą. Najczęściej używając do tego argumentów o rzekomej prorosyjskości lub możliwym izolacjonizmie polityki kandydata republikanów. Nie wiemy, jaką rolę Donald Trump przewiduje dla Roberta Kennedy’ego juniora, dla Polski byłoby jednak dobrze, gdyby trzymał go jak najdalej od polityki zagranicznej. W przeciwnym wypadku dziś wyolbrzymione liberalne strachy nabrałyby bardziej realnych kształtów.

Kennedy chce pokoju i spokoju, choćby kosztem Ukrainy, a może nawet wschodniej flanki NATO. Jest to o tyle zaskakujące, że jeszcze dwa lata temu zarządzana przez niego fundacja zajmująca się prawami człowieka organizowała wydarzenia prezentujące ukraiński punkt widzenia i jednoznacznie potępiające Rosję. W niedawnych wystąpieniach RFK powielał natomiast narrację o amerykańskiej współodpowiedzialności za wojnę za naszą wschodnią granicą, nazywając ją „wojną z wyboru”. Szedł dalej, winiąc Stany za liczne konflikty zbrojne na świecie, w tym za powstanie ISIS. Chce zakończenia amerykańskiej pomocy finansowej i militarnej dla Ukrainy (co ciekawe, zupełnie inaczej patrzy na kwestię Izraela), a w niektórych wypowiedziach zdaje się wręcz chwalić „pokojowego” Putina. To podejście sprawia, że w beczce miodu, jaką byłaby dla większości polskich konserwatystów wygrana Trumpa, za sprawą Kennedy’ego może pojawić się jednak całkiem sporo dziegciu. 
 


 

POLECANE
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna z ostatniej chwili
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna

Agencja Moody’s dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski, ale nie podjęła działań względem ratingu (rating action) - podała agencja w komunikacie. Oznacza to, że ocena kredytowa kraju pozostaje na poziomie "A2", a jej perspektywa jest negatywna.

Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju gorące
Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Warchoł skomentował na platformie X decyzję NSA nakazującą urzędom stanu cywilnego wpisanie do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków z ostatniej chwili
Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków

Szef FBI Kash Patel poinformował w piątek o zidentyfikowaniu hakerów związanych z Rosją, atakujących użytkowników komunikatorów, w tym byłych i obecnych przedstawicieli władz USA, wojskowych i dziennikarzy.

Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Armia z brukselskiego sufitu

Pod koniec stycznia 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła pakiet inwestycyjnych planów zbrojeniowych, zwanych Instrumentem na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, a w Polsce wdrażanego pod nazwą Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa, określanego potocznie jako „SAFE”. Nasz kraj znalazł się wówczas w grupie państw, którym Bruksela zaaprobowała wzięcie owej pożyczki.

Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim gorące
Szefowa KRS: TSUE wykazał się aktywizmem sędziowskim

„Po pierwsze, NSA zadając pytanie TSUE w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa osób jednopłciowych, w świetle traktatu był zoobligowany uwzględnić odpowiedź TSUE, a zatem bezpośrednio to nie NSA wykazał się aktywizmem sędziowskim, ale TSUE” - oceniła na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
Kosiniak-Kamysz: PSL złoży w Sejmie „poprawioną wersję” projektu prezydenta SAFE 0 proc.

Wicepremier, szef MON i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział w piątek, że PSL złoży w Sejmie projekt ustawy, która ma być de facto „poprawioną wersją” przedstawionej propozycji prezydenta Karola Nawrockiego o tzw. polskim SAFE 0 proc. Projekt ma trafić do Sejmu w przyszłym tygodniu.

Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją gorące
Bosak: Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny z Konstytucją

„Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym” - napisał na platformie X wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja).

Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli tylko u nas
Metsola wsparła KE: UE sięgnie po oszczędności obywateli

Na posiedzeniu Rady Europejskiej przewodnicząca Parlamentu Roberta Metsola poruszyła trzy główne tematy: konkurencyjność, energię i rozwój geopolityczny. Jeżeli ktokolwiek jednak sądził, że UE odejdzie od zielonego szaleństwa, jest w błędzie. Z wypowiedzi przewodniczącej Parlamentu Europejskiego jasno wynika, że UE, oficjalnie dla ratowania gospodarki, sięgnie po oszczędności obywateli.

Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza tylko u nas
Źródło: W kuluarach PE mówi się o zmianie szefowej KE. Pogrążyła ją polityka gospodarcza

„W kuluarach mówi się, że mniej więcej za pół roku, kiedy będzie połowa tej kadencji Parlamentu Europejskiego, może dojść do wymiany przewodniczącej Komisji Europejskiej, dlatego że Unia Europejska gospodarczo grzęźnie” - poinformowało portal Tysol.pl źródło w Unii Europejskiej.

Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS tylko u nas
Rzońca: Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS

„Ursula von der Leyen jest zakładniczką Zielonych i spekulantów na rynkach ETS” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany PiS Bogdan Rzońca, zapytany, dlaczego szefowa KE nie chce wycofać UE z ETS.

REKLAMA

Robert Kennedy jr zdecydował się poprzeć Donalda Trumpa. Kim on właściwie jest?

Niezależny kandydat na prezydenta USA Robert Kennedy jr zdecydował się poprzeć Donalda Trumpa. Kim jest Kennedy, kto go popiera i czy może to zmienić losy nadchodzących wyborów prezydenckich?
Robert Kennedy Jr
Robert Kennedy Jr / Gage Skidmore / Flickr

To jeden z popularnych wśród fanów muzyki i czarnego humoru memów: zdjęcie przedstawiające Johna, Roberta i Teda Kennedych podpisane „Znasz się na punk rocku? To powiedz, jaki to zespół”. Wyjaśnijmy ten żart. John Kennedy, prezydent Stanów Zjednoczonych, zamordowany został w Dallas 22 listopada 1963 roku. Jego brat Robert F. Kennedy ginie pięć lat później, tuż po wygranej w stanowych turach wyborów prezydenckich. Jedynie trzeci z braci na zdjęciu – Ted Kennedy – umiera z przyczyn naturalnych w 2009 roku. W 1978 roku, gdy na dobre rozkręca się punkowa rewolucja, Eric Boucher, znany później pod pseudonimem Jello Biafra (to jemu Kazik Staszewski zawdzięcza słowa o wizualizowaniu sobie „ostatecznego krachu systemu korporacji”), wraz z trzema kolegami zakłada zespół Dead Kennedys, który tworzy m.in. „California Über Alles” czy „Holiday in Cambodia”. Nazwa ma prowokować, wg Biafry nie chodzi jednak o szarganie pamięci zmarłych, a raczej o symboliczne ujęcie końca jednego z amerykańskich snów. 46 lat później to poglądy innej punkrockowej amerykańskiej kapeli najlepiej pozwolą nam zrozumieć fenomen popularności Roberta Kennedy’ego juniora.

Czytaj także: Znany polityk PiS zatrzymany przez CBA

Czytaj także: Demokracja? Grecy jej nie szanowali. Obecnie uczyniono z niej bożka

Czytaj także: Demokracja w odwrocie: tak wygląda Polska po niemal roku rządów Tuska

Na tropach zdrady

Zacznijmy jednak od początku. Robert Kennedy jr, przez Amerykanów nazywany RFK, pochodząc z takiej rodziny, niejako musiał zająć się polityką, choć stało się to dość późno. Przez większość życia był prawnikiem zajmującym się głównie kwestiami związanymi z ochroną środowiska. W marcu zeszłego roku oznajmił, że zamierza kandydować na prezydenta z ramienia Partii Demokratycznej. Demokraci nie byli jednak zainteresowani, planując początkowo reelekcję Joe Bidena, a po jego wymuszonej rezygnacji, nominując na ten urząd bez prawyborów Kamalę Harris. Kennedy miał więc prawo poczuć się dwukrotnie wystawiony do wiatru przez partię, z którą planował sięgnąć po najwyższe stanowisko w państwie. Po pierwszym koszu od demokratów został kandydatem niezależnym, po drugim poparł Donalda Trumpa. Pozornie mogło się to wydawać zaskakujące, im bardziej jednak wgryźć się w poglądy Kennedy’ego, tym bardziej racjonalna i zrozumiała staje się ta decyzja.

Partia Demokratyczna przez lata stawała się coraz bardziej elitarna i establishmentowa, RFK natomiast zaczął ulegać wpływowi teorii, które w dużym skrócie określane są jako spiskowe. To samo w sobie też niekoniecznie musi dziwić, wziąwszy pod uwagę całe tło rodzinne i wciąż budzące wiele wątpliwości zabójstwo jego wuja. Ale nie tylko ono. Jako prawnik Kennedy junior ścierał się z największymi korporacjami (udało mu się wygrać proces z Monsanto), a te zawsze grają role czarnego charakteru w rozmaitych teoriach spiskowych. Nie bez powodu zresztą. Joe Biden był wcieleniem tego, co niektóre środowiska zwykły nazywać „sanitaryzmem”, a surowa polityka w związku z COVID-19 w pierwszej fazie pandemii prowadzona była także za Donalda Trumpa. Odpowiedzialnemu za nią doradcy prezydenta do spraw chorób zakaźnych Kennedy poświęcił nawet wydaną w 2021 roku książkę „The Real Anthony Fauci”.

Wszystko to sprawia, że RFK trudny byłby do umiejscowienia w polskiej polityce. Bo to tak jakby – dajmy na to – Grzegorz Braun jeszcze pół roku temu związany byłby z Platformą Obywatelską.

Uśmiechnięta Ameryka

Bieżąca kampania prezydencka w USA przez dłuższy czas była wyjątkowa. Mieliśmy do czynienia ze starciem dwóch wiekowych już panów, z których każdy miał potężny elektorat negatywny. Badania wykazywały, że gdyby któraś z partii zastąpiła swojego nominata kimś młodszym, miałby on szanse większe nawet o kilkanaście procent. Kennedy – również nie młodzieniec, ale jednak o 12 lat młodszy od Bidena, a 8 od Trumpa – stawał się ciekawą alternatywą zarówno dla demokratów, jak i republikanów, sceptycznych wobec własnych kandydatów. W tej niecodziennej sytuacji sondaże dawały szanse na powtórzenie sukcesu Rossa Perota, który w 1992 roku jako kandydat niezależny zdobył 19% głosów w głosowaniu powszechnym. Wszystko zmieniło się jednak, gdy po fatalnej debacie z Trumpem Biden zrezygnował z wyścigu, a demokraci zdecydowali się wystawić do niego Kamalę Harris.

Kolejne sondaże pokazały gwałtowny spadek jego poparcia, co w połączeniu ze wzrostem poparcia dla Harris pozwalają założyć, że Kennedy utracił większą część swojego elektoratu demokratycznego. Zostali przy nim niezadowoleni republikanie i grupa niezależnych, w tym elektorat, który nazwać można buntowniczym. Sytuację tę można porównać do czasów przywództwa w Platformie najpierw Borysa Budki, a potem Donalda Tuska. Dopóki liderem tej partii był Borys Budka, w sondażach rosła Polska 2050 Szymona Hołowni. Gdy wrócił Donald Tusk, wraz z nim do jego partii wrócił zniechęcony słabiutkim kierownictwem elektorat.

Podobieństw jest zresztą więcej. Demokraci w kampanii unikają konkretów, przedstawiają Harris jako receptę na problemy, które powstały za czasów Bidena, pomijając zupełnie fakt, że była ona wiceprezydentem w tej administracji. Co więcej, to ona odpowiadała za politykę imigracyjną i bezpieczeństwo granicy z Meksykiem, najsłabszy punkt ostatnich czterech lat. Ten aspekt jest zupełnie pomijany w partyjnym przekazie, który skupia się na przedstawieniu wyborcom wizji „uśmiechniętej Ameryki”. I – jak wynika z badań – przy odpowiednim wsparciu mediów operacja ta odnosi skutek – Kamala Harris stała się liderką w prezydenckim wyścigu. Gdy już wydawało się, że Donald Trump całkowicie stracił przewagę, którą zyskał po przeżyciu nieudanego zamachu, Robert Kennedy jr postanowił działać.

Lady Liberty odchodzi

Swoje zrobił tu pewnie sam zamach. Sceny z feralnego wiecu przedstawiciela rodu Kennedych musiały poruszyć mocniej niż najbardziej nawet oddanego sympatyka prezydenta Trumpa. Poza emocjami – lub niezależnie od nich – do głosu doszła polityczna kalkulacja. Kennedy realistycznie ocenił, że skoro odeszli od niego wyborcy demokratyczni, swoją obecnością w wyścigu zaszkodzić może już tylko Trumpowi. Tymczasem on sam, wywodząc się z Partii Demokratycznej, uważa ją dziś za partię antydemokratyczną, partię wojny i cenzury, wreszcie – za ekspozyturę wielkich korporacji. Wniosek z tego mógł być jeden – trzeba ustąpić i poprzeć Trumpa. Czy to mu pomoże? Jeśli choć połowa wyborców RFK pójdzie za nim, jest szansa na wygraną. Czy pójdzie? Tego jeszcze nie wiemy. 

Wróćmy do obiecanego na początku tekstu wątku muzycznego. Na początku sierpnia Kennedy’ego juniora poparli muzycy amerykańskiej punkrockowej supergrupy The Defiant. Zespół tworzy kilku znanych z innych kapel muzyków, grają sprawnie i przebojowo, kluczowe jest jednak to, o czym śpiewają. Na przykład o tym, że jakoś w marcu 2020 roku (początek obostrzeń sanitarnych) „Lady Liberty” odeszła z Ameryki. Albo o tym, że najbogatsi chcą, byśmy żyli w myśl hasła „Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy”. To pozwala już naszkicować sobie pewien profil ideowy – gdzieś między anarchizmem a libertarianizmem, a więc bardzo amerykańsko i mało poprawnie politycznie.

A gdy dodamy do tego informację, że perkusista zespołu wcześniej wyrzucony został z The Offspring, bo miał inne niż reszta grupy poglądy na temat szczepień… Jesteśmy w domu. The Defiant nagrali dla Kennedy’ego nową wersję piosenki „Take Back the Power” zespołu Interrupters i uczynili z niej mocny, nieoficjalny hymn kampanii, chwalony przez samego kandydata. Przeglądam jednak media społecznościowe zespołu i próżno szukam informacji, co planują teraz zrobić z tym fantem.

Zła wiadomość

Na koniec zostawiłem gorszą wiadomość. Większość polskiej prawicy sympatyzuje z Trumpem, a liberałowie i lewica bardzo chętnie nas nim straszą. Najczęściej używając do tego argumentów o rzekomej prorosyjskości lub możliwym izolacjonizmie polityki kandydata republikanów. Nie wiemy, jaką rolę Donald Trump przewiduje dla Roberta Kennedy’ego juniora, dla Polski byłoby jednak dobrze, gdyby trzymał go jak najdalej od polityki zagranicznej. W przeciwnym wypadku dziś wyolbrzymione liberalne strachy nabrałyby bardziej realnych kształtów.

Kennedy chce pokoju i spokoju, choćby kosztem Ukrainy, a może nawet wschodniej flanki NATO. Jest to o tyle zaskakujące, że jeszcze dwa lata temu zarządzana przez niego fundacja zajmująca się prawami człowieka organizowała wydarzenia prezentujące ukraiński punkt widzenia i jednoznacznie potępiające Rosję. W niedawnych wystąpieniach RFK powielał natomiast narrację o amerykańskiej współodpowiedzialności za wojnę za naszą wschodnią granicą, nazywając ją „wojną z wyboru”. Szedł dalej, winiąc Stany za liczne konflikty zbrojne na świecie, w tym za powstanie ISIS. Chce zakończenia amerykańskiej pomocy finansowej i militarnej dla Ukrainy (co ciekawe, zupełnie inaczej patrzy na kwestię Izraela), a w niektórych wypowiedziach zdaje się wręcz chwalić „pokojowego” Putina. To podejście sprawia, że w beczce miodu, jaką byłaby dla większości polskich konserwatystów wygrana Trumpa, za sprawą Kennedy’ego może pojawić się jednak całkiem sporo dziegciu. 
 



 

Polecane