Instytuty badawcze to nie budżetówka. Andrzejak: Nie mamy jubileuszówek i trzynastek

- W audycji “Skazani na dialog” na antenie Radia Poznań gościli przedstawiciele Solidarności: mgr inż. Kinga Andrzejak – przewodnicząca Solidarności w Instytucie Ochrony Roślin w Poznaniu oraz dr inż. Jeremi Rychlewski reprezentujący Komisję Uczelnianą Solidarności Politechniki Poznańskiej.
- Rozmowa odbyła się 6 czerwca, po majowym proteście naukowców w Warszawie, w którym uczestniczyło kilkaset osób.
- Demonstranci domagali się między innymi przeznaczenia 3 procent PKB na naukę oraz żeby każda osoba z doktoratem na stanowisku naukowym otrzymywała pensje na poziomie co najmniej średniego wynagrodzenia w gospodarce.
Niskie wynagrodzenia w nauce
Działacze “S” mówili na antenie Radia Poznań między innymi o problemie niskich płac w obszarze nauki.
Mamy bardzo niskie wynagrodzenia w sektorze nauki. Pracownicy naukowi od asystenta przez adiunkta, również pracownicy administracyjni, techniczni, pracownicy bibliotek, referenci, specjaliści – wszyscy zarabiają minimalną krajową lub nieco powyżej o 50-100 zł brutto. I to nie tylko zaczynający pracę, również tacy pracujący 20 lat
- zwracała uwagę Kinga Andrzejak.
Jeremi Rychlewski dodał do tego, że z powodu niskich płac, niektóre osoby odchodzą ze środowiska naukowego i przechodzą do przemysłu, biur projektowych i do wykonawstwa, ponieważ mają tam lepsze perspektywy finansowe.
Instytuty badawcze poza budżetówką
W dalszej części rozmowy prowadzący audycję dopytywał o różnicę w finansowaniu instytutów badawczych oraz uczelni. Przewodnicząca Solidarności w poznańskim Instytucie Ochrony Roślin wyjaśniła, że instytuty nie są zaliczane do sfery budżetowej. Ponadto, problemem stanowi podleganie instytutów branżowych pod dwa ministerstwa.
“Instytuty badawcze w porównaniu do uczelni mają o wiele gorzej” - oceniła Andrzejczak.
Może mało osób to wie, ale my nie jesteśmy zapisani w ustawie budżetowej tak jak pracownicy uczelni wyższych. Nie mamy zagwarantowanych jubileuszówek, odpraw, trzynastek czy jakiś nagród. Na to wszystko dyrektor musi znaleźć pieniądze sam. Jak ludzie słyszą o podwyżkach dla budżetówki - to nie jest dla nas, my tego w ogóle nie widzimy, nie dostajemy. Druga sprawa jest taka, że my podlegamy jako instytuty badawcze branżowe dwóm ministerstwom. My akurat jesteśmy instytutem rolniczym i podlegamy Ministerstwu Rolnictwa, a jednocześnie podlegamy Ministerstwu Nauki. I żadne z tych ministerstw nie chce na nas łożyć
- tłumaczyła działaczka.
Jeremi Rychlewski z Politechniki Poznańskiej zwrócił też uwagę, że “uczelnie mają tę zaletę, że prowadzą dydaktykę, czyli mają też pieniądze z dydaktyki”: - W związku z tym, jeżeli akurat jest gorszy okres grantowy, to jeszcze da się to przeżyć przez pewien czas korzystając z dydaktyki. Instytuty nie mają tej drugiej nogi, więc bardzo silnie zależą od grantów - zaznaczył.
“3 procent na naukę, 100 procent dla Polski”
Protest naukowców miał miejsce 27 maja w Warszawie. Pod Sejmem zgromadziło się wtedy około 700 osób domagając się zwiększenia nakładów na naukę do 3 procent PKB do 2030 roku.
Demonstranci mieli ze sobą transparenty z hasłami: “Prestiżem się nie najemy”, “Nauka głoduje, Polska hamuje”, “Nawet bakterie mają lepsze środowisko rozwoju” czy “Gdyby Maria Skłodowska-Curie była dziś naukowcem w Polsce, wyjechałaby ponownie do Francji”.
Organizatorami akcji byli dr hab. Agata Starosta z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, prof. Michał Tomza z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz dr hab. Łukasz Okruszek z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk, który w maju uruchomił w internecie zbiórkę podpisów pod petycją “3 procent na naukę, 100 procent dla Polski”.
Do dziś, swój podpis złożyło pod nią blisko 30 tysięcy osób.
W petycji zwrócono uwagę, że kwota jaką państwo przeznacza na naukę i szkolnictwo wyższe - w stosunku do PKB - od dwóch dekad systematycznie maleje, a suma zarówno publicznych jak i prywatnych środków na badania i rozwój wynosi dziś zaledwie 1,41 procent PKB, podczas gdy średnia unijna to 2,24 procent PKB.
Środowisko naukowe apelowało w petycji przede wszystkim o zmianę rozporządzenia MNiSW dotyczącego wynagrodzeń akademickich w taki sposób, aby “każda osoba z doktoratem zatrudniona na stanowisku naukowym, niezależnie od typu instytucji czy rodzaju stanowiska, otrzymywała co najmniej średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw”.
Tego typu indeksacji towarzyszyć powinna coroczna waloryzacja pensji, tak by utrzymać równoważność obu wskaźników. Co więcej, mechanizm podwyżek musi obejmować wszystkie osoby zatrudnione w sektorze nauki, niezależnie od pełnionej w nim roli, jako że ich wsparcie jest nierozłącznie powiązane z pracą naukowców
- zaznaczono w petycji.
Zaapelowano również o ustalenie wysokości stypendiów doktoranckich na poziomie co najmniej płacy minimalnej, a także o przeznaczenie w ustawie budżetowej na 2027 rok dodatkowego miliarda złotych na potrzeby Narodowego Centrum Nauki i ustalenia w kolejnych ustawach budżetowych gradientu wzrostu, który zapewni 25 procent współczynnika sukcesu w konkursach NCN.
Komentarze
"Najgorsza jest niepewność". Ponad 300 pracowników Polimerów Police czeka na zaległe wynagrodzenia
Strzelanina na uczelni w USA. Wiele ofiar
Wraca polityka zaciskania pasa

Referendum strajkowe w Stokrotce. Związkowcy walczą o więcej etatów i wyższe wynagrodzenia
Niemcy na dnie rankingu zdrowia. Eksperci alarmują










