Polska misjonarka nazywana jest „Matką dzieci” z Vélingary

- Polska boromeuszka, s. Chryzologa, od 35 lat posługuje jako misjonarka w Senegalu;
- Misjonarka otworzyła w Afryce ośrodek dla niedożywionych dzieci;
- Siostra nazywana jest w okolicy Matką dzieci z Vélingara.
Chciałabym, aby dzieci na świecie nie były głodne
– mówi Vatican News s. Chryzologa.
Od dzieciństwa siostra Chryzologa miała dwa marzenia: zostać pielęgniarką I misjonarką. Wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza, gdzie oprócz trzech tradycyjnych ślubów zakonnych siostry składają czwarty: ślub miłosierdzia. Ten ślub stał się głównym filarem jej misyjnego powołania. Od 35 lat posługuje w Senegalu.
Niedożywienie dzieci w Senegalu
Wiele rodzin ma tam ogromne problem ze zdobyciem pożywienia. Według organizacji zajmującej się odżywianiem, Global Nutrition Report, jedno na dziesięcioro dzieci poniżej piątego roku życia w Senegalu cierpi na ostre niedożywienie, a tylko 10 procent niemowląt w wieku od 6 do 23 miesięcy otrzymuje odpowiednią dietę. Co więcej, 52 procent kobiet w wieku rozrodczym cierpi na anemię, co prowadzi do wysokiej śmiertelności niemowląt.
Kiedy pracowałam jako pielęgniarka w klinice w Vélingara – opowiada siostra Chrysologa – zrozumiałam, że trzeba otworzyć ośrodek dla niedożywionych dzieci.
Centrum sióstr boromeuszek
Ośrodek powstał w 1993 r. jako Centrum Sióstr. Dzieci otrzymywały opiekę medyczną i wyżywienie. Niektóre były tak słabe i odwodnione, że nie mogły nawet płakać.
Siostry uczyły młode matki prawidłowej opieki nad dziećmi i karmienia. Niektóre pokonywały sto kilometrów rowerem, żeby do nas dotrzeć
– mówi siostra Chryzologa.
Dziś nasze Centrum przyjmuje matki i dzieci nie tylko z Senegalu. Autobus z małymi pacjentami z Gambii przyjeżdża do nas raz w tygodniu
– dodaje.
Zakonnica szacuje, że w ciągu lat do Centrum trafiło około 20 tysięcy dzieci. Niestety, niektóre niemowlęta zmarły, bo przywieziono je zbyt późno. Obecnie Centrum może pomieścić 60 małych pacjentów wraz z matkami.
Opatrznościowe zbiegi okoliczności
Nie zawsze miałam co dać jeść dzieciom
– wspomina siostra.
... ale właśnie wtedy Bóg stawiał kogoś na mojej drodze. Na przykład spotkanie z Michelle Noureux we Francji doprowadziło do powstania fundacji Dzieci z Vélingara (Les enfants de Vélingara), która pomogła zebrać fundusze. Innym razem szłam ulicą, zastanawiając się, jak wykarmię dzieci. Spotkałam 2 turystki i zaprowadziłam je do naszego Centrum. Kiedy zobaczyły dzieci, wyciągnęły wszystkie pieniądze z kieszeni. I wspierają nas do dziś.
Aby nie było głodnych dzieci
Siostry boromeuszki nie tylko ratują życie dzieci i matek w swoim centrum. Zakonnice przemierzyły setki kilometrów przez busz do odległych wiosek, wykonując na miejscu transfuzje krwi dzieciom umierającym na anemię. Dzięki ludziom dobrej woli siostry boromeuszki rozbudowały ośrodek i wybudowały mały domek gościnny. Zapytana o swoje marzenia, siostra Chryzologa mówi:
Chciałabym, aby ten ośrodek stał się szpitalem pediatrycznym i aby na świecie nie było już głodujących dzieci.
Tagi
Komentarze
Leon XIV: Jesteśmy wezwani do życia „długiem wzajemnej miłości”

Rocznica Odsieczy Wiedeńskiej. Bp Lechowicz w Austrii: Broń wymierzona w Boga obraca się w kierunku człowieka

Twoja Kalkuta może być obok. Lekcja Matki Teresy

KEP na Tydzień Wychowania: Spójrzmy na parafie nie jak na urzędy, ale na miejsca spotkania

Wspomnienie św. Matki Teresy, rocznica jej śmierci i kanonizacji






