Szukaj
Konto

Polska misjonarka nazywana jest „Matką dzieci” z Vélingary

szkoła w Afryce
Źródło: pixabay.com | Autor: RobertoVi | Licencja: pixabay | Afryka, dzieci, zdjęcie poglądowe
W języku pulaar, używanym w Senegalu, Mauretanii i Gambi] „Néné Soukabé” oznacza „matka dzieci”. To imię przylgnęło do polskiej misjonarki, siostry Chryzologi (Reginy Mnich), gdy otworzyła ośrodek dla niedożywionych dzieci w senegalskiej miejscowości Vélingara.
Co musisz wiedzieć:
  • Polska boromeuszka, s. Chryzologa, od 35 lat posługuje jako misjonarka w Senegalu;
  • Misjonarka otworzyła w Afryce ośrodek dla niedożywionych dzieci;
  • Siostra nazywana jest w okolicy Matką dzieci z Vélingara.

 

Chciałabym, aby dzieci na świecie nie były głodne 

– mówi Vatican News s. Chryzologa.

Od dzieciństwa siostra Chryzologa miała dwa marzenia: zostać pielęgniarką I misjonarką. Wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza, gdzie oprócz trzech tradycyjnych ślubów zakonnych siostry składają czwarty: ślub miłosierdzia. Ten ślub stał się głównym filarem jej misyjnego powołania. Od 35 lat posługuje w Senegalu.

 

Niedożywienie dzieci w Senegalu

Wiele rodzin ma tam ogromne problem ze zdobyciem pożywienia. Według organizacji zajmującej się odżywianiem, Global Nutrition Report, jedno na dziesięcioro dzieci poniżej piątego roku życia w Senegalu cierpi na ostre niedożywienie, a tylko 10 procent niemowląt w wieku od 6 do 23 miesięcy otrzymuje odpowiednią dietę. Co więcej, 52 procent kobiet w wieku rozrodczym cierpi na anemię, co prowadzi do wysokiej śmiertelności niemowląt.

Kiedy pracowałam jako pielęgniarka w klinice w Vélingara – opowiada siostra Chrysologa – zrozumiałam, że trzeba otworzyć ośrodek dla niedożywionych dzieci.

 

Centrum sióstr boromeuszek

Ośrodek powstał w 1993 r. jako Centrum Sióstr. Dzieci otrzymywały opiekę medyczną i wyżywienie. Niektóre były tak słabe i odwodnione, że nie mogły nawet płakać.

Siostry uczyły młode matki prawidłowej opieki nad dziećmi i karmienia. Niektóre pokonywały sto kilometrów rowerem, żeby do nas dotrzeć

– mówi siostra Chryzologa.

Dziś nasze Centrum przyjmuje matki i dzieci nie tylko z Senegalu. Autobus z małymi pacjentami z Gambii przyjeżdża do nas raz w tygodniu

– dodaje.

Zakonnica szacuje, że w ciągu lat do Centrum trafiło około 20 tysięcy dzieci. Niestety, niektóre niemowlęta zmarły, bo przywieziono je zbyt późno. Obecnie Centrum może pomieścić 60 małych pacjentów wraz z matkami.

 

Opatrznościowe zbiegi okoliczności

Nie zawsze miałam co dać jeść dzieciom

– wspomina siostra.

... ale właśnie wtedy Bóg stawiał kogoś na mojej drodze. Na przykład spotkanie z Michelle Noureux we Francji doprowadziło do powstania fundacji Dzieci z Vélingara  (Les enfants de Vélingara), która pomogła zebrać fundusze. Innym razem szłam ulicą, zastanawiając się, jak wykarmię dzieci. Spotkałam 2 turystki i zaprowadziłam je do naszego Centrum. Kiedy zobaczyły dzieci, wyciągnęły wszystkie pieniądze z kieszeni. I wspierają nas do dziś.

 

Aby nie było głodnych dzieci

Siostry boromeuszki nie tylko ratują życie dzieci i matek w swoim centrum. Zakonnice przemierzyły setki kilometrów przez busz do odległych wiosek, wykonując na miejscu transfuzje krwi dzieciom umierającym na anemię. Dzięki ludziom dobrej woli siostry boromeuszki rozbudowały ośrodek i wybudowały mały domek gościnny. Zapytana o swoje marzenia, siostra Chryzologa mówi:

Chciałabym, aby ten ośrodek stał się szpitalem pediatrycznym i aby na świecie nie było już głodujących dzieci.

s. Elena Isachenko, Piotr Kowalczuk
Komentarzy: 0
Data publikacji: 07.09.2026 21:30
Źródło: vaticannews.va/pl