Szukaj
Konto

Wyciek danych z MyDr. Ekspert ostrzega przed ryzykiem centralizacji: „Nikt tego nie zabezpieczy”

Prof. Jacek Janowski - zdjęcie wygenerowane przez AI
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT | Prof. Jacek Janowski - zdjęcie wygenerowane przez AI
Wyciek danych z systemu firmy MyDr może dotyczyć blisko 19 mln osób. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że wykradziona baza ma ponad 2 TB i zawiera dane związane m.in. z receptami, wizytami, lekami oraz dokumentami przedstawianymi lekarzom. Prof. Jacek Janowski z Politechniki Warszawskiej ocenia, że incydent pokazuje ryzyka związane z gromadzeniem dużych ilości danych w scentralizowanych systemach.
Co musisz wiedzieć:
  • Wyciek dotyczy systemu firmy MyDr, obsługującej lekarzy i gabinety lekarskie; według Krzysztofa Gawkowskiego skala może sięgać blisko 19 mln osób.
  • Wykradziona baza ma ponad 2 TB i obejmuje różne kategorie danych, które mogą być ze sobą łączone. Sprawą zajmują się CBZC i prokuratura.
  • Prof. Jacek Janowski uważa, że incydent powinien skłonić do dyskusji o skali centralnego gromadzenia danych.

Czy cyfryzacja to dobra droga?

Pytany, czy cyfryzacja to właściwa droga i czy nie należałoby w przypadku danych wrażliwych korzystać z tradycyjnych metod prof. Jacek Janowski powiedział:

Zawsze opowiadałem się za zasadą hybrydowości, żeby dane były również gwarantowane w wersji papierowej, nie tylko w wersji elektronicznej. Co do wycieków, to oczywista sprawa, że systemy nie są stuprocentowo zabezpieczone i wycieki zawsze będą, dlatego ważniejszą jest rzeczą, po co tyle na siłę na mocy prawa i pod groźbą kar egzekwować od obywateli danych osobowych? Bo to głównie są systemy publiczne. Jeżeli ktoś podejmuje prywatną działalność to tak jakby godzi się na takie rzeczy. A jeżeli państwo gromadzi takie morza danych, to zawsze będą tego typu problemy.

Jakie państwo powinno podjąć działania?

Dopytywany, jakie państwo polskie powinno podjąć działania, żeby obywatele byli bezpieczni, ekspert wyjaśnił:

Pierwsza rzecz, to państwo nie powinno gromadzić tak wielu danych i nie powinno ich gromadzić w tak scentralizowany sposób. Może te dane rzeczywiście na najniższym poziomie są użyteczne, ale na najwyższych poziomach to jest duże zagrożenie i duże ryzyka i koszty obywateli, zupełnie nieproporcjonalne do korzyści, jakich to dostarcza. Państwo mnoży, tworzy kolejne centralne systemy informatyczne i zawsze będzie takie ryzyko.

Janowski odniósł incydent również do szerszego problemu centralizacji publicznych systemów informatycznych. Nie wskazywał przy tym na konkretny incydent bezpieczeństwa dotyczący KSeF czy systemów transportowych, lecz na ryzyko, jakie jego zdaniem wiąże się z gromadzeniem dużych zbiorów danych.

Systemy medyczne, systemy oświatowe, systemy transportowe, systemy KSEF takie stwarzają zagrożenie i to się będzie powtarzało w nieskończoność. Tutaj nikt tego nie zabezpieczy

- dodał.

Blisko 19 mln rekordów w wykradzionej bazie

Krzysztof Gawkowski poinformował, że skala incydentu jest bardzo duża.

Mamy do czynienia z niebywałym i bardzo dużym incydentem w zakresie bezpieczeństwa polskiej infosfery

– powiedział wicepremier. Jak przekazał, wyciek dotyczy danych blisko 19 mln osób, które w różnych formach korzystały ze wsparcia medycznego.

Wykradzionych z firmy, co potwierdza sama firma, jest 19 milionów rekordów, które wiążą się z różnymi danymi, które można ze sobą wiązać

– zaznaczył Gawkowski.

Cała baza ma zajmować ponad 2 TB.

Sprawą zajmuje się policja i prokuratura

W działania związane z incydentem zostały zaangażowane służby oraz instytucje odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo.

Gawkowski poinformował, że pozostaje w kontakcie m.in. z ministrem koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem, minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą oraz prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosławem Wróblewskim. Część operacyjną prowadzi Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które współpracuje z prokuraturą.

Działania zostały skoordynowane i polskie państwo zabezpiecza wszystko, co jest związane z incydentem cyberbezpieczeństwa

– przekazał.

Jakie dane mogły wyciec z MyDr?

Według Gawkowskiego w zaatakowanym systemie znajdowały się informacje dotyczące m.in. recept, umawianych wizyt, przepisywanych leków oraz dokumentów przedstawianych lekarzom. Dokładny zakres danych dotyczących poszczególnych osób jest nadal ustalany.

Co mogą zrobić osoby zaniepokojone wyciekiem?

Zakres danych objętych incydentem jest nadal wyjaśniany, dlatego działania należy dostosować do informacji przekazywanych przez MyDr oraz właściwe instytucje państwowe. W szczególności warto zachować ostrożność wobec telefonów, SMS-ów i wiadomości e-mail wykorzystujących informacje związane ze zdrowiem, wizytami lekarskimi lub receptami. Przestępcy mogą wykorzystywać prawdziwe dane do uwiarygodnienia prób phishingu.

Jeżeli zostanie potwierdzone, że wyciek obejmuje dane uwierzytelniające, należy zmienić odpowiednie hasło, a także hasła w innych usługach, jeśli były takie same. W przypadku potwierdzenia ujawnienia numeru PESEL można rozważyć jego zastrzeżenie, m.in. za pośrednictwem aplikacji mObywatel.

Podejrzane wiadomości SMS zawierające próbę oszustwa można przekazać do CERT Polska na numer 8080, a incydenty internetowe zgłaszać poprzez serwis incydent.cert.pl.

W środę wieczorem użytkownicy zgłaszali problemy z dostępem do serwisu bezpiecznedane.gov.pl. Nie ma obecnie potwierdzenia, co było przyczyną niedostępności strony.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.08.2026 19:57
Źródło: Tysol.pl