[Tylko u nas] Marcin Bąk: Sekielscy, Latkowski, Kazik…
23.05.2020 22:54
![[Tylko u nas] Marcin Bąk: Sekielscy, Latkowski, Kazik…](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/34f14f03-f80a-4bc6-be7a-150b2e155ef3/48432.jpg?p=article_hero_mobile)
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Życie wspólnoty politycznej w coraz większym stopniu kształtowane bywa przez wydarzenia z dziedziny kultury masowej. Film, teledysk a czasem nawet wystąpienie youtubera potrafią bardzo rozhuśtać nastroje społeczne.
Pierwszy film braci Sekielskich traktujący o pedofilii w Kościele, "Tylko nie mów nikomu" wyemitowany w internecie rok temu (koincydencja z wyborami do Europarlamentu zapewne całkowicie przypadkowa…) okazał się wielkim wstrząsem. Dla licznych w naszym kraju antyklerykałów był wreszcie wymarzonym ciosem w Kościół, kamyczkiem, lub raczej sporym kamieniem, który poruszy lawinę zdolną pogrzebać znienawidzoną przez nich instytucję. Dla milionów wierzących bolesnym, trudnym wyzwaniem i sprawdzianem wiary. Dla tysięcy przyzwoitych, dobrych księży chwilą ciężkiej próby, gdy musieli stanąć wobec oskarżycielskich słów w rodzaju "Wszyscy księża to pedofile". Dla wielu cynicznych, pełnych chłodnego wyrachowania polityków, narzędziem, za pomocą którego starali się przeprowadzić własną grę. Trzeba pamiętać, że operacja "Kler gwałci małe dzieci" rozpoczęła się już rok wcześniej i była umiejętnie prowadzona. Między innymi przez akcje "spontanicznego" zawieszania dziecięcych bucików na ogrodzeniach kościołów. Buciki wróciły zresztą później jako oręż jednego z posłów Platformy Obywatelskiej, Sławomira Nitrasa, ciśnięty w prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Warto w ogóle przypomnieć sobie atmosferę maja 2019 roku, kiedy to można było odnieść wrażenie, że wśród opozycyjnych polityków rozpoczęła się licytacja o to, kto z nich po dojściu do władzy sprawniej przeprowadzi "Die endlösung der katholischen Frage". Również ci politycy opozycyjni, którzy dzisiaj starają się stroić w szaty obrońców polskich, tradycyjnych wartości, albo włączyli się wtedy w chór antyklerykałów, albo stojąc w nim, wymownie milczeli.
Całe wzmożenie wyszło ostatecznie obozowi rządzącemu na dobre, gdyż atmosfera była już tak przegrzana, że miliony wiernych odebrało ją, słusznie moim zdaniem, jako frontalny atak na ich wspólnotę religijną. Doprowadziło to do mobilizacji elektoratu konserwatywnego i w rezultacie wysokiej, zaskakującej dla samych polityków PiS wygranej.
W tym roku odbyła się premiera kontynuacji dokumentu braci Sekielskich, "Zabawa w chowanego". Film na pewno będzie rekordzistą, jeśli chodzi o ilość wyświetleń czyli liczbę widzów ale już teraz widać, że efekt społeczny jest zdecydowanie mniejszy od poprzedniego. I chyba mniejszy niż oczekiwany. Owszem, było trochę dyskusji w mediach, pojawiło się kilka wywiadów z ekspertami, na portalach społecznościowych rozpętało się kilka burz ale gołym okiem widać, że nie jest to wstrząs podobny do tego sprzed roku. Dali temu wyraz sami twórcy filmu, wyrażając swoje rozczarowanie i swoisty żal do sytuacji, w której Kazik i afera z Listą Przebojów Programu III przykryły medialnie ich produkcję. Częściowo oczywiście mają rację. Kazimierz Staszewski ze swoim utworem napisanym po wizycie Jarosława Kaczyńskiego na cmentarzu, wywołał lawinę wydarzeń, która odwróciła uwagę opinii publicznej od filmu. Kazik przyczynił się do tego w sposób chyba nie do końca zamierzony, nawiasem mówiąc, bo jeśli przyjrzymy się dotychczasowej twórczości Staszewskiego, to artysta ten nie zabiegał nigdy o taki rodzaj sławy ani o włączanie jego nazwiska w bieżącą walkę polityczną.
Wyjaśnienie dla mniejszego niż oczekiwany efektu społecznego filmu "Zabawa w chowanego" może być jeszcze inne. Żyjemy w czasach epidemii i na pewno wpływa to na zmianę postrzegania rzeczywistości, zmianę priorytetów. Jest też wyjaśnienie prostsze - otóż pierwsze, oszałamiające wrażenie można zrobić tylko raz. Z definicji.
Niejako "w tempo" premiery filmu braci Sekielskich wszedł film Sylwestra Latkowskiego, "Nic się nie stało", również odnoszący się do problemu wykorzystywania seksualnego nieletnich z tym, że teraz jego antybohaterami są przedstawiciele świata celebrycko- artystycznego. Sprawy, o których mówi się "na mieście" od lat, podobnie, jak tajemnicą poliszynela jest rozpowszechnienie środków psychoaktywnych wśród celebrytów. Sam twórca filmu tematyką wykorzystywania seksualnego dzieci zajmował się już znacznie wcześniej, w 2005 roku zrealizowany został film o siatce pedofilów z Dworca Centralnego w Warszawie. Teraz jednak miliony Polaków mogły obejrzeć produkcję poświęconą temu procederowi w elicie artystycznej oraz ważniejszą chyba od samego filmu, wypowiedź Sylwestra Latkowskiego po premierze. Reakcja, szczególnie postaci ze świata show-businessu była natychmiastowa, posypały się, na razie głównie zapowiedzi, pozwów sądowych.
Wszystko to odbywa się w atmosferze nadchodzących wyborów prezydenckich, gdzie każde słowo, każdy czyn w przestrzeni publicznej, mogą wpłynąć na nastroje społeczne. Pod takim kątem są zresztą oceniane przez sztabowców w komitetach wyborczych wszelkie wydarzenia poruszające masowe emocje.
Trochę szkoda, bo przydało by się, żeby realne problemy, jakimi są przestępstwa natury seksualnej popełniane czy to w Kościele, czy to w innych środowiskach, były traktowane a jednakową surowością a nie wykorzystywane jako oręż w walce politycznej.
Całe wzmożenie wyszło ostatecznie obozowi rządzącemu na dobre, gdyż atmosfera była już tak przegrzana, że miliony wiernych odebrało ją, słusznie moim zdaniem, jako frontalny atak na ich wspólnotę religijną. Doprowadziło to do mobilizacji elektoratu konserwatywnego i w rezultacie wysokiej, zaskakującej dla samych polityków PiS wygranej.
W tym roku odbyła się premiera kontynuacji dokumentu braci Sekielskich, "Zabawa w chowanego". Film na pewno będzie rekordzistą, jeśli chodzi o ilość wyświetleń czyli liczbę widzów ale już teraz widać, że efekt społeczny jest zdecydowanie mniejszy od poprzedniego. I chyba mniejszy niż oczekiwany. Owszem, było trochę dyskusji w mediach, pojawiło się kilka wywiadów z ekspertami, na portalach społecznościowych rozpętało się kilka burz ale gołym okiem widać, że nie jest to wstrząs podobny do tego sprzed roku. Dali temu wyraz sami twórcy filmu, wyrażając swoje rozczarowanie i swoisty żal do sytuacji, w której Kazik i afera z Listą Przebojów Programu III przykryły medialnie ich produkcję. Częściowo oczywiście mają rację. Kazimierz Staszewski ze swoim utworem napisanym po wizycie Jarosława Kaczyńskiego na cmentarzu, wywołał lawinę wydarzeń, która odwróciła uwagę opinii publicznej od filmu. Kazik przyczynił się do tego w sposób chyba nie do końca zamierzony, nawiasem mówiąc, bo jeśli przyjrzymy się dotychczasowej twórczości Staszewskiego, to artysta ten nie zabiegał nigdy o taki rodzaj sławy ani o włączanie jego nazwiska w bieżącą walkę polityczną.
Wyjaśnienie dla mniejszego niż oczekiwany efektu społecznego filmu "Zabawa w chowanego" może być jeszcze inne. Żyjemy w czasach epidemii i na pewno wpływa to na zmianę postrzegania rzeczywistości, zmianę priorytetów. Jest też wyjaśnienie prostsze - otóż pierwsze, oszałamiające wrażenie można zrobić tylko raz. Z definicji.
Niejako "w tempo" premiery filmu braci Sekielskich wszedł film Sylwestra Latkowskiego, "Nic się nie stało", również odnoszący się do problemu wykorzystywania seksualnego nieletnich z tym, że teraz jego antybohaterami są przedstawiciele świata celebrycko- artystycznego. Sprawy, o których mówi się "na mieście" od lat, podobnie, jak tajemnicą poliszynela jest rozpowszechnienie środków psychoaktywnych wśród celebrytów. Sam twórca filmu tematyką wykorzystywania seksualnego dzieci zajmował się już znacznie wcześniej, w 2005 roku zrealizowany został film o siatce pedofilów z Dworca Centralnego w Warszawie. Teraz jednak miliony Polaków mogły obejrzeć produkcję poświęconą temu procederowi w elicie artystycznej oraz ważniejszą chyba od samego filmu, wypowiedź Sylwestra Latkowskiego po premierze. Reakcja, szczególnie postaci ze świata show-businessu była natychmiastowa, posypały się, na razie głównie zapowiedzi, pozwów sądowych.
Wszystko to odbywa się w atmosferze nadchodzących wyborów prezydenckich, gdzie każde słowo, każdy czyn w przestrzeni publicznej, mogą wpłynąć na nastroje społeczne. Pod takim kątem są zresztą oceniane przez sztabowców w komitetach wyborczych wszelkie wydarzenia poruszające masowe emocje.
Trochę szkoda, bo przydało by się, żeby realne problemy, jakimi są przestępstwa natury seksualnej popełniane czy to w Kościele, czy to w innych środowiskach, były traktowane a jednakową surowością a nie wykorzystywane jako oręż w walce politycznej.


Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 23.05.2020 22:54
Gwiazda futbolu zatrzymana. W tle zarzuty pedofilskie
06.10.2025 07:46
Obrońcy "dobrych pedofilów" ogłosili koniec działalności
18.09.2025 22:19

Komentarzy: 0
Jedna z najbardziej znanych organizacji normalizujących pedofilię ogłosiła koniec swojej działalności. Jej działacze nie widzą już sensu w dalszych działaniach: nastroje na świecie zmieniły się tak, że nikt nie chce już słuchać o rzekomej potrzebie destygmatyzacji niebezpiecznych parafilii!
Czytaj więcej
"Traktowana jak instytucja obca". Prezes Fundacji Św. Józefa odchodzi i rezygnuje z kandydowania
18.09.2025 15:00

Komentarzy: 0
Dziś w ręce mediów trafiło oświadczenie Marty Titaniec, prezes Fundacji Świętego Józefa Konferencji Episkopatu Polski, zajmującej się kwestiami nadużyć seksualnych w Kościele. Katolicka działaczka informuje o odejściu z Fundacji oraz rezygnacji z kandydowania na trzecią kadencję prezesa.
Czytaj więcej
"Szlachetny pedofil" jednak nie taki szlachetny
04.09.2025 22:21

Komentarzy: 0
Czy istnieje niegroźna wersja pedofilii? Obecnie na to pytanie muszą sobie odpowiedzieć Norwegowie. W ich kraju doszło bowiem do aresztowania aktywisty pro-pedofilskiego, który utrzymywał, że żadnych dzieci nie krzywdzi. Prawda okazała się, niestety, zupełnie inna.
Czytaj więcej
Wstrząsające wyznanie Kazika. "Nie zdążył mnie zabić"
18.04.2025 13:31

Komentarzy: 0
Kazik Staszewski w programie Rymanowski Live opowiedział szczerze o swoim ojcu. - Tata nie chciał, żebym się urodził, był absolutnie przeciwny, żebym zobaczył ten świat. Przez co przez wiele lat go potępiałem - powiedział artysta. - Mama ukrywała przed nim ciążę do 7. miesiąca. A wtedy było już za późno, żeby mnie abortować, nie zdążył mnie zabić - stwierdził.
Czytaj więcej

