Marcin Bąk: Od ściany, do ściany... więcej rozumu w polityce

Sama sprawa zaczyna się w warstwie
Sama sprawa zaczyna się w warstwie symboli. Ukraińska Powstańcza Armia już dawno nie istnieje (...i chyba dobrze...), jej zbrodnie oraz walki z Sowietami są już odległą historią. Nie jest jednak obojętne to, jaki ładunek symboliczny niesie ze sobą cała tradycja tej niechlubnej formacji. Postawmy sprawę jasno – na wojnach popełniane były i popełniane są zbrodnie wojenne. Chyba żadna armia nie jest bez winy w tym względzie. Taką też linię narracyjną stara się utrzymywać umowna strona ukraińska. „Wiecie rozumiecie, no coś tam się mogło zdarzyć, jak to na wojnie, jedni strzelają, drudzy strzelają, może się zdarzyć, że i jakiś cywil dostanie w zamieszaniu” Otóż nie, zbrodnie UPA popełniane na Wołyniu, Podolu i w paru jeszcze rejonach nie były zbrodniami wojennymi, ekscesami jakiś zdemoralizowanych oddziałów. Była to planowa eksterminacja ludności polskiej wynikająca z doktryny Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. I o to w tym wszystkim chodzi. Pomniki Bandery, Suchewycza czy Kłyma Sawura, ulice noszące ich imiona, pojawiały się na Ukrainie od lat. Totalna blokada działań strony polskiej w kwestii prac ekshumacyjnych w miejscach zbrodni na Polakach również. To wszystko było przez Polskę znoszone. Jednak nadanie imienia Bohaterów UPA jednostce wojskowej przez prezydenta Ukrainy Włodymyra Zełenskiego przepełniło kielich. Bo to wygląda tak, jakby Ukraina podpisywała się pod tym, co przyświecało w działaniach UPA i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Tylko symbol a tak wiele jednak może znaczyć.
Są granice!
Strona polska, głównie głosem prezydenta Karola Nawrockiego, zareagowała zapowiedzią odebrania
orderu Orła Białego. Zwyczajnie nie mogła tego już zignorować. Wydaje się, że cała ta sytuacja
uruchomiła lawinę wypowiedzi mocno krytycznych w stosunku i do Ukrainy i do jej rządu czy samych
Ukraińców. Nawet politycy czy publicyści, przez lata wypowiadający się niezmiennie pozytywnie o
naszym wschodnim sąsiedzie, zaczęli teraz mówić i pisać w zupełnie innym tonie. Sporo jest mowy o
„Ukraińskiej niewdzięczności za pomoc okazywaną od 2022 roku”, o „Niedojrzałości politycznej
narodu”, o tym, „że nasza cierpliwość już się wyczerpała”. Wydaje się, że wypowiedzi osób
wpływowych współgrają z ogólną tendencją w naszym społeczeństwie. Jasne, znajdą się głosy
zupełnie inne, próbujące minimalizować znaczenie symbolu, czy nawet wyśmiewające próby polskich
działań i jak to często bywa w takich sytuacjach, wspominające coś o „strzelających na Kremlu
korkach od szampana”. Te głosy stanowią jednak zdecydowaną mniejszość.
Sporo się zmieniło od pamiętnych pierwszych miesięcy roku 2022. Emocje jakie ogarnęły wtedy nasze
społeczeństwo a wraz z nim prawie całą klasę polityczną, można by śmiało porównać do powstania
narodowego, w takim najbardziej mickiewiczowskim, romantycznym wydaniu. Byliśmy w stanie
podzielić się z Ukraińcami ostatnim kocem, ostatnią skórka od chleba. Masa ludzi gotowa była rzucić
wszystko i gnać na front pod Kijowem, niejeden zresztą tam trafił. Snuto jakieś wizje, całkiem
nierealistyczne z dzisiejszej perspektywy, wizje odrodzenia Rzeczpospolitej jako unii Polski, Ukrainy,
Białorusi i państw bałtyckich. Polska w kluczowym dla obrony Ukrainy momencie okazała nieocenioną
pomoc – przekazała kilkaset czołgów między innymi, nie oczekując nic w zamian, poza wdzięcznością.
Wdzięczność jest natomiast, bardzo marną walutą w polityce. ..
Teraz mamy do czynienia ze zjawiskiem niejako odwrotnym. Wielkie wzburzenie od rządzących po
zwykłych obywateli. Pomysł z odebraniem przez kapitułę Orderu Orła Białego – bardzo dobrze
oceniany w badaniach przez większość respondentów. Sondażaownie pokazują malejącą z dnia na
dzień sympatię dla naszych wschodnich sąsiadów i rosnącą do nich niechęć. To, co dzieje się z nami
w kwestiach stosunku do Ukrainy i Ukraińców na przestrzeni ostatnich kilku lat można by porównać
do miotania się od ściany, do ściany. Od wielkiej miłości do wielkiej niechęci.
Mniej emocji, więcej rozsądku
Emocje nie są niczym złym same w sobie, są częścią naszego życia. Nie jest niczym dziwnym to, że naród poddaje się zbiorowym falom emocji, które w dodatku bywają umiejętnie od czasu do czasu podsycane ręcznie przez pierwszorzędnych specjalistów. Czego innego jednak oczekiwalibyśmy od klasy politycznej, od naszych przywódców, niezależnie jaką partię reprezentują. Politycy powinni po pierwsze prawidłowo umieć rozpoznawać interesy narodu a po drugie, spokojnie i bez emocji o te interesy zabiegać. W polityce nie ma bowiem ani odwiecznych wrogów ani dozgonnych przyjaciół, są tylko interesy. Czy doczekamy się takiej rozumnej, kierującej się prawidłowo rozumianym interesem narodu klasy politycznej – pokaże czas.
Komentarze
Pilne rozmowy Warszawy z Kijowem. Budanow spotka się z Przydaczem

Zwrot w sprawie eksplozji w Konstancy. Oficjalnie: To był dron ukraiński

Ursula von der Leyen grozi Rosją, aby centralizować UE

Karol Nawrocki z przewagą pozytywnych ocen. Nowy sondaż
Zembaczyński chce "zneutralizować" Karola Nawrockiego. Burza w studiu







