Kłopoty Dawida Kacprzyka. Szpitale mówią "nie"

- Dawid Kacprzyk szuka placówki, w której mógłby kontynuować specjalizację z anestezjologii i intensywnej terapii. Rozmawiał m.in. ze szpitalami w Małopolsce.
- Dyrektor szpitala w Zakopanem potwierdziła WP, że Kacprzyk złożył podanie o pracę, ale placówka go nie zatrudniła. Jak podkreśla, przyczyną nie był sprzeciw lekarzy.
- Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar poinformował WP, że odrzucił wniosek dotyczący przeniesienia szkolenia Kacprzyka do Małopolski.
- WP zwróciła się o stanowisko do pełnomocnika Kacprzyka, ale do czasu publikacji nie otrzymała odpowiedzi.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, Dawid Kacprzyk szukał pracy w kilku szpitalach w Małopolsce. Rozmawiał z dyrektorami placówek i w każdej z tych rozmów zapewniał, że ma już zgodę na kontynuowanie specjalizacji w tym województwie. Jednym z adresów, pod które trafił Dawid Kacprzyk, było Zakopane - o jego wizycie w tamtejszym szpitalu jako pierwszy informował portal niezalezna.pl. Wirtualna Polska rozmawiała z dyrektor placówki, która przedstawia inny powód odmowy, niż podały media.
Pan Dawid Kacprzyk był u nas w szpitalu i złożył swoje podanie o pracę
- powiedziała w rozmowie z WP Regina Tokarz, dyrektor Szpitala Powiatowego w Zakopanem.
Ja tej kandydatury nie przyjęłam. Powody były jednak zupełnie inne, niż opisali to wcześniej dziennikarze
- podkreśliła.
Z wcześniejszych doniesień medialnych wynikało, że kandydaturę Kacprzyka zablokował sprzeciw lekarzy z zakopiańskiego szpitala. Dyrektorka Regina Tokarz temu zaprzecza — jej zdaniem do żadnego "buntu" personelu nie doszło, a o odmowie przesądziły względy formalne.
Wiem, że ten młody pan doktor działał w przeszłości w niejasny sposób, ale w moim przypadku nie doszło do podpisania umowy z innego powodu
- poinformowała WP dyrektor Szpitala Powiatowego w Zakopanem.
Tokarz tłumaczyła, że jej szpital nie potrzebuje dziś anestezjologa dopiero robiącego specjalizację, i to w trybie pozarezydenckim - taki profil wybrał Kacprzyk. Gdyby było inaczej, jak przyznała, prawdopodobnie by go zatrudniła, ale pilnowałaby, żeby rzetelnie pracował. Dyrektor dodała, że sama anestezjologów ma, ale inne placówki w regionie są w gorszej sytuacji.
Jestem przekonana, że ktoś z moich kolegów i koleżanek po fachu, czyli innych dyrektorów szpitali w Małopolsce, się na zatrudnienie tego pana "skusi". Dla wielu szpitali dodatkowy anestezjolog jest dziś na wagę złota
- zauważyła.
Dwa tryby specjalizacji
Specjalizację można robić na dwa sposoby. Rezydentura to etat finansowany przez ministra zdrowia - stawki są ustawowe, a lekarz ma zagwarantowane miejsce szkoleniowe do końca szkolenia. Anestezjologia należy do dziedzin priorytetowych, więc rezydent w tej specjalizacji ma według stawek obowiązujących od 1 lipca 2026 r. ok. 11,6 tys. zł brutto miesięcznie, a po dwóch latach – ok. 12,7 tys. zł. W trybie pozarezydenckim warunki zatrudnienia i wynagrodzenie ustalane są bezpośrednio z placówką, a całkowite zarobki mogą zależeć m.in. od liczby dyżurów. Kacprzyk wybrał tę drugą drogę.
Wcześniej Kacprzyk odbywał specjalizację na Mazowszu. Zawiadującej zakopiańskim szpitalem dyrektor mówił, że ma już zgodę konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii na kontynuowanie szkolenia w Małopolsce. Sama zgoda konsultanta jednak nie wystarczy.
Lekarz odbywający specjalizację nie może dowolnie przenieść szkolenia do innego województwa. W szczególnie uzasadnionym przypadku może wystąpić o zmianę miejsca szkolenia na jednostkę akredytowaną posiadającą wolne miejsce. Przy przeniesieniu między województwami konieczna jest zgoda wojewody właściwego dla województwa, w którym lekarz chce kontynuować szkolenie. Wojewoda podejmuje decyzję po zasięgnięciu opinii właściwego konsultanta wojewódzkiego.
"Kacprzyk w naszym regionie pracować nie będzie"
Wirtualna Polska zapytała konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, doktora Łukasza Nowaka, czy Kacprzyk taką zgodę dostał. Konsultant ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, że opiniował wniosek lekarza.
Nie mogę udzielać informacji na temat decyzji podejmowanych w sprawach konkretnych lekarzy, gdyż stanowiłoby to naruszenie prawa do prywatności
- powiedział WP Łukasz Nowak.
Inaczej odpowiedział wojewoda małopolski. Krzysztof Klęczar oświadczył WP wprost, że zgody na przeniesienie specjalizacji Kacprzyka do Małopolski nie podpisał.
Taki wniosek u mnie na biurku był, ale go odrzuciłem. Ten pan w związku z tym nie będzie pracował w naszym województwie
- stwierdził Klęczar, powołany na stanowisko z rekomendacji PSL.
Decyzja wojewody dotyczy przeniesienia szkolenia specjalizacyjnego do Małopolski. Sama w sobie nie stanowi ogólnego zakazu podejmowania przez lekarza pracy w tym województwie poza tym trybem.
Kacprzyk szukał nie tylko w Zakopanem
Zakopane nie było jedynym adresem. Jak ustaliła Wirtualna Polska, Kacprzyk pytał o pracę kilku powiatowych szpitalach w Małopolsce. Wszędzie miał miejsce ten sam scenariusz: lekarz pytał o zatrudnienie i zapewniał, że zgodę na kontynuowanie specjalizacji w tym województwie już ma. Słowa wojewody są dla nich zaskoczeniem. Jeden z dyrektorów, z którym rozmawiała WP, tak interpretuje rozbieżność między informacją przekazaną mu — jak twierdzi — przez Kacprzyka a stanowiskiem wojewody:
Jeśli wojewoda mówi stanowczo, że nie ma do tego prawa, to wygląda na to, że ktoś tu próbował nas oszukać.
Dyrektor przyznaje jednocześnie, że ze względu na braki kadrowe byłby skłonny rozważyć zatrudnienie Kacprzyka. Jak podkreśla, w regionie brakuje lekarzy wielu specjalności.
Co oznacza brak ukończonej specjalizacji?
Po decyzji wojewody małopolskiego Kacprzyk wciąż nie ma szpitala, w którym mógłby dokończyć specjalizację. Brak ukończonego szkolenia oznacza, że Kacprzyk nie uzyska tytułu specjalisty w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Dokończenie szkolenia jest więc konieczne, jeśli chce uzyskać taki tytuł.
WP zwróciła się o stanowisko do pełnomocnika Dawida Kacprzyka. Do czasu publikacji nie uzyskała odpowiedzi.
Dlaczego o Dawidzie Kacprzyku zrobiło się głośno?
O Dawidzie Kacprzyku zrobiło się głośno w związku z kontrowersjami dotyczącymi jego pracy w Warszawskim Szpitalu Południowym. Lekarz w trakcie specjalizacji, który kierował tamtejszym SOR-em i był jednocześnie radnym KO w warszawskim Ursusie, wykazał w oświadczeniu majątkowym za 2025 r. ponad 1,6 mln zł dochodu ze świadczenia usług medycznych. Według danych przekazanych przez szpital w 2025 r. miał przepracować w placówce 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie.
Prokuratura podjęła czynności dotyczące m.in. podejrzenia przyjmowania części pacjentów według kryteriów pozamedycznych, sprzecznych z zasadami triażu, oraz możliwych nieprawidłowości w dokumentacji czasu pracy. Sprawą zajęły się również organy samorządu lekarskiego.
Media informowały także o zarzutach dotyczących przyjmowania niektórych pacjentów poza standardową kolejnością, w tym osób związanych z polityką. Kwestie te nie zostały prawomocnie rozstrzygnięte.
Kacprzyk stracił pracę w placówce, wystąpił z KO i zrezygnował z mandatu radnego. Część opisanych okoliczności pozostaje przedmiotem postępowań, kontroli i czynności wyjaśniających. Sam fakt ich prowadzenia nie przesądza odpowiedzialności Kacprzyka ani prawdziwości wszystkich stawianych mu zarzutów.
Komentarze
Trzaskowski przedstawił wyniki audytu w Szpitalu Południowym. Szokujące dane

Trzaskowski o wynikach audytu w Szpitalu Południowym. 110-godzinne dyżury i milionowe nieprawidłowości

Była prezes Szpitala Południowego przerywa milczenie. Ujawnia nowe informacje o Dawidzie Kacprzyku

Ważny komunikat dla mieszkańców Zakopanego
Wyłączenia prądu w Małopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców







