Karuzela z blogerami. Grzegorz „GrzechG” Gołębiewski: „Wielkie zjednoczenie nie dla Polski”
14.12.2018 21:03

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Nie możemy Wam nic zaproponować, poza odsunięciem PiS od władzy, ale kiedy już się wreszcie go pozbędziemy, to razem, jako najbardziej zjednoczona opozycja, na skalę niespotykaną w całej Europie, oczywiście wspólnie i zgodnie, powiemy Polakom, co dalej.
Ten jakże niezwykły, nawet jak na warunki zachodnie, minimalizm programowy PO, ciągle wydaje się skuteczny, skoro, według różnych sondaży, partia Schetyny i Tuska przy udziale Nowoczesnej może liczyć na poparcie 30 proc. wyborców. A gdyby teraz, u progu 2019 roku, wszyscy, dosłownie wszyscy, zjednoczyli się przeciwko PiS, to byłaby nawet i połowa narodu za niczym. Bo to przecież tak jest, że wyborcy mają głosować tylko i wyłącznie przeciw, a nie za czymś, za jakąś wizją państwa. Ta raczej antywizja niż wizja została wytyczona ponad 10 lat temu i sprowadzała się do "ciepłej wody w kranie". Po trzech latach rządów Prawa i Sprawiedliwości opozycja z przerażeniem stwierdziła, że "ciepła woda" płynie nadal, tylko pod trochę innym szyldem, i dla większej grupy obywateli. Zadowolonych jest po prostu więcej, niż było, więc tylko przerażenie Polaków nieuchronną katastrofą Polski może zmobilizować rozleniwiony elektorat "lemingów", a i wystraszyć nawet trochę wyborców prawicy. Przecież te wszystkie estakady, autostrady, wielopoziomowe skrzyżowania i wyłożone kostką brukową chodniki mamy dzięki Unii Europejskiej, a PiS to nic innego jak tylko Polexit.
W tej straceńczej już chwilami strategii politycznej istnieje oczywiście niepisany (albo i spisany) sojusz Koalicji Obywatelskiej z niemiecką wizją Europy, w której Polska może się rozwijać, może mieć nawet własnego ministra spraw zagranicznych i własne wojsko, ale nie może mieć nic do powiedzenia, chyba że mówi to samo, co Berlin. To jest takie głębokie przekonanie, że głos Warszawy kończy się tam, gdzie zaczyna się głos Niemiec i zachodnich elit. W zamian za spokój z "niesforną" jak zwykle Polską, opozycja dostanie pełnię władzy w dzieleniu dóbr i kreowaniu na rodzimym gruncie nowych zachodnich standardów, które z tymi starymi, "schumanowskimi", nie mają już nic wspólnego. Oczywiście ceną jest także likwidacja wszelkiej konkurencji, która mogłaby na trwałe zagrozić zagranicznym koncernom. Ten program był zresztą z powodzeniem realizowany od połowy lat 90. ubiegłego stulecia. Być może podczas ostatniego spotkania z kanclerz Angelą Merkel liderzy opozycji usłyszeli, że dostaną jeszcze więcej niż w 2007 roku, że będzie więcej przestrzeni dla własnych, prawie polskich interesów, byle tylko mrzonki PiS o Trójmorzu i strategicznym sojuszu z USA legły w gruzach.
Przed świętami Bożego Narodzenia i u progu nowego 2019 roku jest czas na głęboką refleksję w obozie władzy, szczególnie w kontekście różnych tarć i ambicji poszczególnych liderów do bycia tymi "najpierwszymi" i najważniejszymi w sprawowaniu władzy. Nic tak nie przyczyni się do ewentualnej przegranej PiS w wyborach parlamentarnych, jak wewnętrzne podziały i walka o wpływy, a więc i o pieniądze. To gubiło już wiele ekip i teraz nie będzie inaczej. Sarkastyczne podejście do megazjednoczenia opozycji nie jest tu wskazane, ponieważ po tamtej stronie panuje niezwykła wręcz determinacja, żeby jednak, w końcu, było tak, jak było.
Grzegorz "GrzechG" Gołębiewski
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (50/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
W tej straceńczej już chwilami strategii politycznej istnieje oczywiście niepisany (albo i spisany) sojusz Koalicji Obywatelskiej z niemiecką wizją Europy, w której Polska może się rozwijać, może mieć nawet własnego ministra spraw zagranicznych i własne wojsko, ale nie może mieć nic do powiedzenia, chyba że mówi to samo, co Berlin. To jest takie głębokie przekonanie, że głos Warszawy kończy się tam, gdzie zaczyna się głos Niemiec i zachodnich elit. W zamian za spokój z "niesforną" jak zwykle Polską, opozycja dostanie pełnię władzy w dzieleniu dóbr i kreowaniu na rodzimym gruncie nowych zachodnich standardów, które z tymi starymi, "schumanowskimi", nie mają już nic wspólnego. Oczywiście ceną jest także likwidacja wszelkiej konkurencji, która mogłaby na trwałe zagrozić zagranicznym koncernom. Ten program był zresztą z powodzeniem realizowany od połowy lat 90. ubiegłego stulecia. Być może podczas ostatniego spotkania z kanclerz Angelą Merkel liderzy opozycji usłyszeli, że dostaną jeszcze więcej niż w 2007 roku, że będzie więcej przestrzeni dla własnych, prawie polskich interesów, byle tylko mrzonki PiS o Trójmorzu i strategicznym sojuszu z USA legły w gruzach.
Przed świętami Bożego Narodzenia i u progu nowego 2019 roku jest czas na głęboką refleksję w obozie władzy, szczególnie w kontekście różnych tarć i ambicji poszczególnych liderów do bycia tymi "najpierwszymi" i najważniejszymi w sprawowaniu władzy. Nic tak nie przyczyni się do ewentualnej przegranej PiS w wyborach parlamentarnych, jak wewnętrzne podziały i walka o wpływy, a więc i o pieniądze. To gubiło już wiele ekip i teraz nie będzie inaczej. Sarkastyczne podejście do megazjednoczenia opozycji nie jest tu wskazane, ponieważ po tamtej stronie panuje niezwykła wręcz determinacja, żeby jednak, w końcu, było tak, jak było.
Grzegorz "GrzechG" Gołębiewski
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (50/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.12.2018 21:03
rosemann: Bum!
05.09.2019 23:04

Komentarzy: 0
Że przed wyborami musi się jakieś „bum!” po którejś ze stron pojawić, to było i jest pewne. Takie są prawa kampanii, że w którymś jej momencie któryś z graczy musi zagrać tak, żeby pozycje przeciwnika zadrżały w posadach. Obserwowanie wyborczej gry w oczekiwaniu na takie momenty to chyba najciekawsza strona każdej kampanii wyborczej.
Czytaj więcej
Grzegorz J. „Bob Denard” Kałuża: Katowice – miasto nieznane
29.08.2019 22:44

Komentarzy: 0
W tym roku, z okazji 100-lecia Powstań Śląskich, uroczystości Święta Wojska Polskiego odbyły się w Katowicach. Większość Polaków z innych regionów kraju o Katowicach i całym Górnym Śląsku wie niewiele. Nie jesteśmy Częstochową, aby szły do nas pielgrzymki, nie jesteśmy atrakcją turystyczną, jak Kraków czy Zakopane, aby przyjeżdżały szkolne wycieczki. Jeśli ktokolwiek bywa na Śląsku w celach zawodowych, to zna tylko kilka miejsc, hoteli, sal konferencyjnych. Wiele osób zna katowicki „Spodek”, halę widowiskowo-sportową, gdzie bywają mistrzostwa Europy, a nawet rozgrywki rangi światowej.
Czytaj więcej
Rosemann: Dzieci rewolucji… i kontrrewolucji
23.08.2019 22:10

Komentarzy: 0
Wbrew tytułowi, protestująca w sprawie klimatu Iga i stający naprzeciw płockiego Marszu Równości Jakub będą tylko ilustracją tematu, który swoimi działaniami wywołali. Chodzi o reakcje na ich działania tych, którzy ich popierają lub też są im przeciwni. Pewnie nie pomylę się, twierdząc, że ci, którzy wspierali obrończynię klimatu, nie rozumieją obrońcy chrześcijańskich wartości, a ci drudzy odwrotnie. O ile ten brak zrozumienia jest zrozumiały, bo odzwierciedla takie czy inne poglądy oceniających, opinie wyrażane publicznie i odnoszące się do aktywności obojga młodych ludzi to najczęściej hipokryzja w czystej postaci.
Czytaj więcej
[Tylko u nas] Grzegorz "Bob Denard" Kałuża: Reklama i cenzura
15.08.2019 22:06

Komentarzy: 0
Sąd Apelacyjny w Krakowie wydał w zeszłym tygodniu prawomocny wyrok. Nakazał Ringier Axel Springer Polska przeproszenie Krystiana Brodackiego na głównej stronie Onet.pl oraz zasądził na rzecz powoda kwotę 100 000 zł tytułem zadośćuczynienia. Wyrok to wynik publikacji Onet.pl z marca 2016 r., w której ilustracją do tekstu o kolaboracji z Niemcami było zdjęcie kobiet prowadzonych przez Niemców na egzekucję w Palmirach. Jedną z tych kobiet była matka Pana Krystiana – Maria Brodacka. Zdjęcie, o którym mowa, jest powszechnie rozpoznawalne przez każdego, kto interesował się historią okupacji Polski. Jest nawet w Wikipedii.
Czytaj więcej
rosemann: Dziecięca krucjata
26.07.2019 22:09

Komentarzy: 0
Od wykorzystywania dzieci dla celów politycznych gorsze jest chyba tylko wykorzystanie osób niepełnosprawnych. Trudno powiedzieć, którzy z tak wykorzystywanych, są bardziej nieświadomi tego, że ktoś zrobił sobie z nich „mięso armatnie”, które jest gotów wykorzystać w walce politycznej.
Czytaj więcej