Jak ukraińska diaspora, zimna wojna i obce służby napisały życiorys Bandery od nowa

- Stepan Bandera był przywódcą frakcji OUN-B, z której wywodziła się UPA.
- OUN-UPA odpowiada za masowe mordy na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
- Po wojnie środowiska związane z ukraińskim nacjonalizmem działały na emigracji w RFN, USA i Kanadzie, gdzie budowano nową narrację o ich działalności.
Po II wojnie światowej Stepan Bandera nie został na Zachodzie politycznym trupem. Stał się użytecznym zasobem zimnej wojny: dla części ukraińskiej diaspory symbolem „walki o wolność”, dla zachodnich służb elementem antyradzieckiej układanki, a dla Polski — nierozliczoną postacią zbrodni wołyńskiej, która do dziś wraca w sporach o pamięć, bezpieczeństwo i rację stanu.
To właśnie w powojennych realiach RFN, USA i Kanady dokonała się gigantyczna rewizja życiorysu Bandery i środowiska OUN-B. Z politycznego przywódcy ruchu obciążonego kolaboracją z III Rzeszą oraz odpowiedzialnością za czystki etniczne na Polakach i współudziałem części struktur ukraińskich nacjonalistów w przemocy wobec Żydów uczyniono figurę „antykomunistycznego męczennika”. Bez zimnowojennego zapotrzebowania Zachodu na antyradzieckie kadry oraz bez osłony służb — najpierw MI6 i CIA, następnie Organizacji Gehlena (organizacji wywiadowczej stowrzonej przez Reinharda Gehlena pod wrażeniem sprawności Armii Krajowej - przyp. red.) i BND — taka operacja polityczna i propagandowa nie miałaby tej skali ani trwałości.
Wojna, zbrodnia, odpowiedzialność
OUN-B to skrót od Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (frakcja banderowska). Była to radykalna, skrajnie nacjonalistyczna organizacja polityczno-wojskowa, której przywódcą był Stepan Bandera. Powstała w 1940 roku w wyniku rozłamu w głównej organizacji OUN. Od nazwiska lidera członków tej frakcji zaczęto potocznie nazywać „banderowcami”. W 1942 roku OUN-B utworzyła własne zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). OUN-B dążyła do utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego metodami terroru, walki zbrojnej i czystek etnicznych.
Punktem wyjścia musi pozostać rzecz podstawowa: OUN-B i podporządkowane jej struktury zbrojne, przede wszystkim UPA, ponoszą odpowiedzialność za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W literaturze i debacie publicznej skala ofiar polskich szacowana jest zwykle na około 100 tysięcy zabitych. Celem tej operacji była nie wojna regularna, lecz planowe ludobójstwo Polaków z terenu uznawanego przez nacjonalistów ukraińskich za etnicznie „własny”. To rozróżnienie ma znaczenie także dziś, ponieważ właśnie ono bywa rozmywane w narracjach relatywizujących Wołyń. Zamiast mówić o zorganizowanej akcji eksterminacyjnej, używa się na
Ukrainie określeń takich jak „tragedia wołyńska”, „konflikt polsko-ukraiński” czy „starcie dwóch nacjonalizmów”, co zaciera asymetrię przemocy i odpowiedzialności. Mechanizm ten nie narodził się jednak dopiero współcześnie. Jego źródła sięgają pierwszych lat zimnej wojny, gdy środowiska banderowskie na emigracji zaczęły świadomie przerabiać własną przeszłość na język akceptowalny dla zachodniego odbiorcy.
Monachium, obozy przesiedleńcze i narodziny nowej legendy
Po 1945 roku Niemcy Zachodnie stały się głównym laboratorium politycznej odbudowy ukraińskiego nacjonalizmu na emigracji. Obozy dla dipisów (ang. Displaced Persons – osoby przemieszczone - to historyczne określenie stosowane przez aliantów po II wojnie światowej wobec uchodźców, byłych więźniów obozów koncentracyjnych i robotników przymusowych - przyp. red.) oraz ukraińskie instytucje w zachodnich strefach okupacyjnych dały działaczom OUN i środowisk pokrewnych przestrzeń organizacyjną, medialną i kadrową. To tam rodziła się narracja, w której doświadczenie wojny przestawało być opowieścią o radykalnym nacjonalizmie i przemocy etnicznej, a stawało się historią „narodu zdradzonego przez Hitlera i prześladowanego przez Stalina”.
Bandera był do tej roli figurą idealną. Jego internowanie przez Niemców po 1941 roku pozwalało eksponować konflikt z III Rzeszą, a pomijać wcześniejszą współpracę części środowiska OUN-B z Niemcami oraz ideologiczne powinowactwa z europejską skrajną prawicą. W ten sposób z życia polityka odpowiedzialnego za budowę ruchu skrajnie nacjonalistycznego pozostawiano tylko te fragmenty, które dało się wpisać w zimnowojenną opowieść o oporze wobec komunizmu.
MI6: pierwszy patron powojennego Bandery
W pierwszej fazie zimnej wojny to Brytyjczycy najchętniej sięgnęli po kadry banderowskie. Według polskich opracowań od 1949 roku MI6 wykorzystywało kontakty Bandery do organizowania przerzutów agentów na Ukrainę, licząc, że uda się podtrzymać lub odtworzyć siatki antysowieckiego podziemia. Logika tej współpracy była prosta: ludzie OUN-B znali teren, język, sposoby konspiracji i dysponowali jeszcze resztkami kontaktów po wojnie.
Był to jednak projekt obciążony od początku podwójnym ryzykiem. Po pierwsze, zachodnie służby przeceniały realną siłę powojennego podziemia ukraińskiego, które na początku lat 50. było już systematycznie niszczone przez aparat bezpieczeństwa ZSRR. Po drugie, współpraca z Banderą oznaczała wejście w relację z partnerem politycznie toksycznym: fanatycznym, skłonnym do sporów frakcyjnych i obciążonym przeszłością, której nie dało się bez końca ukrywać.
CIA kontra Bandera
To właśnie dlatego Amerykanie dość szybko zaczęli dystansować się od samego Bandery, choć nie od ukraińskiego antykomunizmu jako takiego. W projekcie „Aerodynamic” CIA przyjęła strategię wykorzystania środowisk ukraińskich do działań propagandowych, wywiadowczych i dywersyjnych, ale z czasem uznała, że frakcja banderowska jest zbyt radykalna i zbyt kompromitująca, by czynić z niej głównego partnera politycznego.
W efekcie CIA zaczęła wspierać konkurencyjne wobec OUN-B zaplecze związane z zagraniczną reprezentacją UHWR i środowiskiem, z którego później wyrósł ośrodek „Prolog”. Badania oparte na odtajnionych dokumentach pokazują, że Amerykanie nie tylko finansowali to środowisko, ale także aktywnie pracowali nad osłabieniem Bandery w emigracyjnych rozgrywkach. Szczególnie wymowne było rozprowadzenie dokumentu „Political Position of the United States Government”, w którym krytykowano Banderę i OUN-B, a popierano konkurencyjny nurt uchodzący za bardziej sterowalny i użyteczny propagandowo.
Ta decyzja nie oznaczała zerwania z problematyczną przeszłością ukraińskiego nacjonalizmu. Oznaczała jedynie wybór bardziej funkcjonalnego partnera. Zachód nie odrzucił logiki korzystania z ludzi wywodzących się z OUN, UPA i pokrewnych struktur; zmienił tylko proporcje między jawnym wspieraniem banderowców a bardziej ostrożnym używaniem ich kadr i symboli.
Gehlen i BND: niemiecki kanał ciągłości
W tej układance kluczową rolę odegrała Organizacja Gehlena. Reinhard Gehlen, były szef niemieckiego wywiadu wojskowego na froncie wschodnim, stworzył po wojnie pod patronatem Amerykanów strukturę szpiegowską, opartą w dużej mierze na dawnych kontaktach, kadrach i archiwach związanych z obszarem ZSRS oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Ukraińscy nacjonaliści byli dla niego zasobem oczywistym: znali teren, byli fanatycznie antyradzieccy i gotowi do pracy konspiracyjnej.
W 1956 roku Organizacja Gehlena została przekształcona w BND, ale ciągłość personalna i operacyjna pozostała ogromna. Dlatego pytanie o kontakty BND z OUN-B w latach 50. nie dotyczy wyłącznie formalnych porozumień, lecz całego pola współpracy: kontaktów agenturalnych, wykorzystania kurierów, pośredników, ludzi z otoczenia Bandery i ogólnie ukraińskiej emigracji nacjonalistycznej jako narzędzia przeciw ZSRR.
Dostępne archiwa nie dają prostego dowodu na istnienie jednej, jasnej „umowy BND z Banderą”. Dostarczają jednak wystarczająco dużo przesłanek, by mówić o operacyjnej użyteczności środowiska banderowskiego dla niemieckich i amerykańskich służb oraz o trwałym zainteresowaniu tym środowiskiem. Z perspektywy politycznej wystarczało to, by Bandera nadal był na Zachodzie aktorem, a nie wyłącznie kompromitującym reliktem wojny.
Kanada i USA: jak zbudowano pamięć zastępczą banderowców
Jeżeli RFN była zapleczem operacyjnym, to USA i Kanada stały się zapleczem trwania mitu. Powojenna emigracja ukraińska w Ameryce Północnej zasiliła finansowo i intelektualnie organizacje społeczne, kombatanckie, akademickie i religijne, które z czasem przejęły funkcję strażników pamięci o OUN-UPA. W warunkach zimnej wojny opowieść o „narodach ujarzmionych” trafiała na podatny grunt polityczny: łatwo było wpisać ukraińskich nacjonalistów w szeroki antykomunistyczny front, trudniej zaś zmusić opinię publiczną do wnikania w szczegóły ich wojennej biografii.
Właśnie tam dokonała się najgłębsza rewizja życiorysu Bandery. Przesunięto środek ciężkości z kwestii odpowiedzialności za terror polityczny, czystki etniczne i skrajny nacjonalizm na martyrologię, walkę z Sowietami i śmierć z rąk KGB. Zabójstwo Bandery w Monachium w 1959 roku przez Bohdana Staszynskiego – Ukraińca, agenta sowieckiego KGB, dostarczyło temu mitowi kapitalnego paliwa: od tej chwili można go było przedstawiać już nie tylko jako lidera, lecz jako męczennika „zniewolonej Europy Wschodniej”. Krew ukraińskiego zbrodniarza zmyła dawne grzechy formacji, pozwalając wykreować go na czołowego męczennika walki o wolną, zniewoloną część Europy.
Dzięki silnemu zorganizowaniu ukraińskie stowarzyszenia latami narzucały opinii publicznej zniekształcony obraz, w którym Ukraińska Powstańcza Armia funkcjonowała w literaturze wyłącznie pod szyldem heroicznego „ruchu wyzwoleńczego”. Amerykańska i kanadyjska diaspora miała też tę przewagę, że mogła organizować własną pamięć historyczną. Powstawały organizacje, wydawnictwa, środowiska naukowe i lobbingowe, które nadawały opowieści o OUN-UPA pozór normalności i prawomocności. Przez kilkadziesiąt lat to właśnie one przygotowały grunt pod współczesne spory historyczne, w których Bandera dla części opinii ukraińskiej jest postacią państwotwórczą, a dla Polaków pozostaje symbolem zbrodni. Warto wiedzieć, że wielomilionowa diaspora w Kanadzie czy USA nie tylko „pielęgnowała pamięć”, ale aktywnie wspierała finansowo i instytucjonalnie struktury, które przejęły narrację o UPA.
Jak relatywizowano Rzeź Wołyńską
Relatywizowanie zbrodni wołyńskiej nie polegało wyłącznie na jej prostym negowaniu.
- Znacznie skuteczniejszą metodą było rozpuszczenie odpowiedzialności w szerszej narracji o „wojnie wszystkich ze wszystkimi”, w której Polacy, Ukraińcy, Niemcy i Sowieci mieli być zarazem sprawcami i ofiarami. Taki zabieg pozwalał przesunąć akcent z planowania i wykonania zbrodni przez OUN-UPA na ogólną brutalność epoki.
- Drugą techniką było przesunięcie uwagi na inne krzywdy historyczne: politykę II RP wobec mniejszości ukraińskiej, sowieckie represje, Akcję „Wisła”, represje powojenne. Wszystkie te zjawiska są historycznie istotne, ale ich przywoływanie jako bezpośredniego „kontekstu równoważącego” Wołyń prowadzi do moralnego i analitycznego zamazania istoty zbrodni.
- Trzecim mechanizmem była zmiana języka. Zamiast mówić o nacjonalizmie, mówiono o „ruchu wyzwoleńczym”; zamiast o czystce etnicznej — o „tragedii”; zamiast o sprawcach — o „ofiarach dwóch totalitaryzmów”. To właśnie taki słownik, rozwijany przez dekady w diasporze i wzmacniany przez logikę Zimnej wojny, w znacznej mierze przetrwał do teraz.
Mity wracają nad Dniepr
Ta odgórnie sfabrykowana na emigracji narracja mogłaby ulec zapomnieniu, gdyby nie upadek ZSRR. Po 1991 roku diaspora posiadająca gotowy zestaw mitów i kapitał symboliczny, powróciła nad Dniepr. Z czasem, poprzez uniwersytety, środki masowego przekazu oraz państwowe instytuty pamięci, amerykańsko-kanadyjska wersja historii zaczęła pełnić rolę głównego stymulatora tożsamości raczkującego państwa. Początkowo na Ukrainie dominował sowiecki etos „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, jednak ewolucja świadomości państwowej szła w stronę silnej dekomunizacji i odmiennej polityki historycznej w opozycji do Moskwy. Umożliwia to władzom stosowanie nadzwyczajnych środków, militaryzację pamięci czy zaostrzanie polityki międzynarodowej.
Pierwszy wyłom uczynił prezydent Wiktor Juszczenko (2005 r.), podnosząc heroizację UPA i narrację diaspory do rangi elementu państwowej, oficjalnej polityki historycznej, co na silnie podzielonej wewnętrznie Ukrainie uderzało we wschodnie obwody i torowało drogę prorosyjskiemu resetowi Janukowycza.
Prawdziwym punktem zwrotnym okazał się jednak przełomowy rok 2014, z Majdanem i aneksją Krymu i Donbasu przez Rosję, a następnie pełnoskalowa inwazją z 2022 roku. Proces ten ostatecznie przemeblował optykę historyczną: motyw ofiarności i oporu antysowieckiego przez banderowców połączył się z egzystencjalną obroną przed putinowskim barbarzyństwem, czyniąc ukraińską pamięć głównym narzędziem walki i mobilizacji.
Jakie to ma znaczenie dla Polski?
Dla polskiej racji stanu problem nie sprowadza się do sporów symbolicznych. Jeżeli bowiem przez dekady zachodnie służby pomagały politycznie i operacyjnie środowiskom, które wybielały OUN-B i rozmywały odpowiedzialność za Wołyń, to obecnie musimy rozumieć, że mamy do czynienia nie tylko z konfliktem pamięci, ale z dziedzictwem wielkiej gry wywiadów. Zimna wojna nie skończyła się pełnym rozliczeniem tych decyzji. Przeciwnie, pozostawiła po sobie utrwalone sieci pamięci, instytucje i narracje.
To ma znaczenie także dlatego, że temat banderyzmu jest stale wykorzystywany przez rosyjską propagandę. Moskwa chętnie przypomina powojenne związki zachodnich służb z ukraińskimi nacjonalistami, używając realnych faktów do budowy własnej, skrajnie zmanipulowanej opowieści o „ukraińskim nazizmie” jako istocie całej współczesnej państwowości ukraińskiej. Skuteczna polska polityka musi więc jednocześnie odrzucać rosyjską manipulację i bronić prawdy o Wołyniu.
W praktyce oznacza to kilka równoległych zadań:
- Polska potrzebuje konsekwentnego domagania się ekshumacji.
- Pełnego nazwania zbrodni oraz odrzucenia publicznego kultu sprawców odpowiedzialnych za mordy na obywatelach II RP.
- Jednocześnie nie może pozwolić, by pamięć o Wołyniu została podporządkowana rosyjskim operacjom wpływu, których celem jest rozbicie strategicznego partnerstwa Warszawy i Kijowa.
Dlaczego "lekcja z przypadku Bandery" jest ważna
Najważniejsza lekcja płynąca z historii Bandery po 1945 roku jest niewygodna. Zachód, deklarujący przywiązanie do demokracji i praw człowieka, bez większych oporów korzystał z ludzi obciążonych udziałem w projektach skrajnie nacjonalistycznych i zbrodniczych, gdy uznawał ich za przydatnych przeciw Kremlowi. Ukraińska diaspora znakomicie tę koniunkturę wykorzystała, budując alternatywną pamięć, w której polityczna użyteczność stała się ważniejsza niż moralna odpowiedzialność.
Dla Polski oznacza to konieczność twardego oddzielania dwóch spraw. Ukraina pozostaje kluczowym partnerem bezpieczeństwa wobec rosyjskiego imperializmu. Historycznie nie ma jednak żadnego powodu, by akceptować powojenną legendę Bandery ani język, który rozmywa odpowiedzialność OUN-B za Wołyń.
Nie da się prowadzić dojrzałej polityki wobec Ukrainy bez zrozumienia, że spór o Banderę nie jest wyłącznie konfliktem pamięci między dwoma narodami. To również rezultat decyzji podjętych dekady temu przez obce służby specjalne, które uznały, że w wielkiej wojnie z ZSRS można poświęcić prawdę historyczną, by zyskać użyteczne kadry wywiadowcze i gotowy mit polityczny.
Jaką rolę ws. Bandery i UPA odegrały zachodnie służby?
- Po wojnie część środowisk ukraińskich była wykorzystywana przez zachodnie wywiady przeciw ZSRR.
- CIA i MI6 prowadziły operacje wspierające działania antykomunistyczne w Europie Wschodniej.
- Z czasem część tych środowisk stała się także ważnym elementem działalności ukraińskiej diaspory w USA i Kanadzie.
Dlaczego postać Bandery nadal wywołuje spory?
- Dla wielu Polaków Bandera pozostaje symbolem zbrodni wołyńskiej.
- Dla części Ukraińców jest symbolem "walki o niepodległość przeciw ZSRR".
- Różnice w ocenie tej postaci od lat wpływają na relacje polsko-ukraińskie.
- Temat regularnie wykorzystywany jest również przez rosyjską propagandę.
Komentarze
Czarnek żąda dymisji rządu po słowach Szeptyckiego o UPA

Przydacz: Wiceminister Szeptycki powinien złożyć dymisję albo zostać wyrzucony

Marcin Bąk: Od ściany, do ściany... więcej rozumu w polityce

Spotkanie min. Przydacza z Budanowem. „Próba gloryfikacji zbrodniarzy spotka się z twardą reakcją”

Zełenski przypomniał światu o Rzezi Wołyńskiej
