Zygmunt Berdychowski: Zmiana w polityce UE jest nieunikniona

- Rozmówca zwraca uwagę, że Europa coraz bardziej przegrywa technologicznie i gospodarczo z USA oraz Chinami.
- Głównymi tego przyczynami mają być: nadmiar regulacji, wysokie koszty energii i brak współpracy z sektorem prywatnym.
- Zdaniem Zygmunta Berdychowskiego Europa musi zmienić podejście do energetyki, postawić na dialog społeczny i współpracę z sąsiadami.
Krzysztof Karnkowski: Gdy dwa lata temu rozmawiał Pan z „Tygodnikiem Solidarność” przed ówczesną edycją Forum, główną myślą było, że świat odpływa Europie, między innymi z powodu jej podejścia do energetyki. Obawiam się, że znam odpowiedź, ale muszę zapytać: czy coś się od tego czasu zmieniło?
Zygmunt Berdychowski: Zmieniło się bardzo dużo. Wbrew pozorom te dwa lata były okresem niesłychanie szybkiego, wcześniej niewyobrażalnego rozwoju technologii, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Chinach, ale również w Indiach. Dzisiaj obserwujemy wręcz przepaść technologiczną między Europą a USA czy Chinami. Wystarczy spojrzeć na najnowocześniejsze chipy produkowane w Stanach Zjednoczonych: na jednym centymetrze kwadratowym mieści się osiem miliardów tranzystorów. W ostatnich latach dokonała się w tej dziedzinie prawdziwa rewolucja. Czy Europa brała w niej udział? Nie.
Przyczyną jest w pierwszej kolejności nadmiar regulacji, który odbiera europejskiej gospodarce konkurencyjność. Problemem nie są już tylko wojna i utrata dostaw taniego gazu, stanowiącego fundament europejskiej, zwłaszcza niemieckiej, energetyki. Regulacje sprawiają, że niezwykle trudno budować konkurencyjność także w takich dziedzinach jak przemysł kosmiczny. Europejska rakieta Ariane ma wystartować w tym roku cztery razy i jest rakietą jednorazowego użytku. Tymczasem w pierwszym półroczu 2026 roku Falcon 9 Elona Muska, mający zbliżone parametry, startował 66 razy. To oznacza jedenaście startów miesięcznie, niemal jeden na trzy dni. Rakieta leci, wraca i może zostać ponownie wykorzystana.
Amerykańska agencja kosmiczna podpisała umowę z prywatną firmą Muska już w 2002 roku. Wtedy wydawało się to ekscentrycznym przedsięwzięciem. Dzisiaj Amerykanie czerpią z tej decyzji ogromne korzyści. Czy potrafimy sobie wyobrazić, że Komisja Europejska powierza podobne zadanie prywatnej korporacji? Jeśli państwo chce budować nowoczesną gospodarkę, zapewniać sobie bezpieczeństwo i prowadzić badania, musi być obecne w kosmosie. Europa traci więc nie tylko przez koszty energii i system ETS, lecz także przez nadmiar regulacji, brak wyobraźni oraz nieufność wobec sektora prywatnego.
Trzeba też mówić o polityce społecznej. Nie może ona być obciążeniem, lecz powinna stać się atutem. Konkurując z Amerykanami i Chińczykami, musimy rozmawiać z partnerami społecznymi tak, aby rozumieli, że gramy w jednej drużynie i nie dzielimy ludzi na zwycięzców oraz przegranych. Fundamentalnych rozwiązań nie da się przygotować z dala od partnerów społecznych ani zupełnie bez ich udziału.
Wielkie zadania
– Kilka dni temu Senat po raz drugi nie zgodził się na prezydenckie referendum dotyczące udziału Polski w unijnej polityce energetycznej. Sprzeciw i niepokój narastają jednak nie tylko w naszym kraju; wyraźne sygnały niezadowolenia wysyła choćby niemiecki przemysł. Wprowadzenie ETS2 zostało przesunięte, ale czy to cokolwiek rozwiązuje? Czy Unia Europejska będzie w stanie – albo zostanie zmuszona – zmienić tę politykę?
– Dwie konstatacje. Po pierwsze, stan, w którym budynki są zeroemisyjne, nie jest niczym złym. Chcielibyśmy osiągnąć taki sukces. Nie wolno jednak projektować wielkich przedsięwzięć i inwestycji w oderwaniu od rzeczywistości. Przystępując w 2004 roku do Unii Europejskiej, Polska zobowiązała się do rozwiązania problemów gospodarki wodno-ściekowej. Po kilkunastu latach okazało się, że zadanie wciąż nie zostało wykonane. Rozumny gospodarz musi najpierw zakończyć jedno wielkie przedsięwzięcie, wymagające ogromnych środków, a dopiero potem otwierać następny kosztowny front.
ETS2, czyli system opłat za emisje obejmujący między innymi budynki, można wprowadzać dopiero wtedy, gdy poradzimy sobie z wcześniejszymi zobowiązaniami. W Polsce nadal są gminy, w których wiele gospodarstw nie ma odpowiedniej kanalizacji, a nawet zapewnionych dostaw wody. Najpierw musimy dokończyć realizację wielkich zadań, które już są w toku, a dopiero później podejmować kolejne, pochłaniające gigantyczne pieniądze.
Racja stanu naszą busolą
– Polski atom się opóźnia i nie mamy widoków na szybkie uruchomienie elektrowni jądrowej. Przez lata żywa była koncepcja bliższej współpracy z Ukrainą, która ma własne elektrownie atomowe. Podczas tegorocznego Forum odbędzie się natomiast spotkanie Polska – Czechy poświęcone współpracy energetycznej. Co możemy dzięki niej zyskać i co możemy zaoferować Czechom?
– Powinniśmy przede wszystkim systematycznie rozmawiać z naszymi sąsiadami – nie tylko z Czechami. Taki dialog jest kluczowy dla rozwoju Polski. Kiedy pytamy, czy rzeczywiście go prowadzimy, słyszymy zazwyczaj o spotkaniach urzędników ministerialnych, przedstawicieli wojewodów czy marszałków. Forum Polska – Czechy organizujemy po to, aby stworzyć stałą przestrzeń prawdziwej rozmowy.
Trzeba szukać synergii wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, i słuchać tego, co mają do powiedzenia sąsiedzi. Nie oznacza to automatycznej akceptacji propozycji sprzecznych z naszym interesem. Do rozmów musimy przystępować z jasno zdefiniowaną racją stanu, która powinna być naszą busolą. Łatwiej jednak później prowadzić negocjacje, jeżeli ludzie wcześniej spotkają się na konferencji, uścisną sobie dłonie i porozmawiają na takim forum jak nasze w Karpaczu. Tego rodzaju kontakty zawsze procentują.
Praca musi wrócić do Europy
– Nowy premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham zapowiada reindustrializację kraju. Unia Europejska działa nadal pod hasłem dekarbonizacji, ale podejrzewam, że wkrótce pojawi się postulat zarówno reindustrializacji, jak i rekarbonizacji Europy. Jest Pan zwolennikiem oparcia bezpieczeństwa energetycznego również na atomie, a węgiel traktuje raczej jako paliwo przejściowe. Czy jest szansa na zmianę polityki, większe wykorzystanie węgla i uratowanie polskiego górnictwa?
– Zmiana jest nieunikniona. Jesteśmy świadkami końca epoki optymistycznej, wręcz hurraoptymistycznej, globalizacji. Rewolucja, którą przyniósł Donald Trump, wynika przede wszystkim z tego, że Amerykanie zrozumieli, iż nie wystarczy, aby smartfon kosztował dolara – trzeba jeszcze mieć pracę, żeby tego dolara zarobić. Tymczasem menedżerowie wielkich korporacji, wynagradzani za krótkoterminowe wyniki, w ramach agresywnej optymalizacji wyprowadzali produkcję i całe firmy ze Stanów Zjednoczonych.
Ogromne inwestycje trafiały do Chin, Wietnamu, Indonezji, ale również do Europy Wschodniej. Korporacje likwidowały miejsca pracy w USA, a jednocześnie co roku setki tysięcy imigrantów zasilały tamtejszy rynek, gotowe pracować za niższe wynagrodzenia. Te dwa zjawiska musiały wywołać zmianę. Peter Turchin już w 2012 roku pisał w książce „Czasy ostateczne”, że jest ona nieunikniona: tworzą się kontrelity, ludzie tracą pracę, są wydziedziczani i spychani na peryferie świata, którego wcześniej byli autentyczną częścią.
Czy w Europie może być inaczej? Firmy, które wyprowadziły stąd podstawową działalność, muszą wrócić i znów tworzyć miejsca pracy. Nie wszystkie powstaną przecież w centrach danych – te zresztą, ze względu na ceny energii, nie będą w Europie budowane szczególnie chętnie – ani w przemyśle zbrojeniowym, który obecnie ma ogromne zamówienia. Europa stanie wobec zjawiska podobnego do amerykańskiego.
Widać to po skali społecznego niezadowolenia: nie tylko w Europie Środkowej, między innymi w Czechach, Rumunii i Polsce, lecz także we Francji, Hiszpanii, Niemczech czy Włoszech. Potwierdzają to badania sondażowe. Praca musi wrócić do Europy, bo nie można mówić o rozwoju, przyszłości i godnym życiu, jeżeli jej nie ma.
Przestrzeń dialogu
– Na jakich tematach poza energetyką skupi się tegoroczne Forum? Być może jest jeszcze za wcześnie na konkluzje, ale jakich konkretnych rezultatów oczekuje Pan po spotkaniu?
– Tak jak w poprzednich latach mamy ograniczone aspiracje: chcemy przede wszystkim dobrze przygotować rozmowę ludzi, którzy przyjmują nasze zaproszenie. Nie zamierzamy wymuszać deklaracji ani nakłaniać uczestników do przyjmowania naszego punktu widzenia. Sami muszą odpowiedzieć sobie na pytania, o których rozmawialiśmy.
Program obejmie ponad 600 wydarzeń, więc przestrzeń dialogu nie ogranicza się do gospodarki. Będziemy rozmawiać również o polityce międzynarodowej, bezpieczeństwie, ochronie zdrowia i środowiska. Dla tak różnych gości trudno byłoby formułować jednolity przekaz. Dawno z tego zrezygnowaliśmy i dzięki temu udało nam się uniknąć niepotrzebnych sporów oraz zachęcić uczestników, aby wracali do Karpacza. Forum nie ma być organizacją opowiadającą się po jednej stronie ideowego czy politycznego sporu.
Przypis:
Zygmunt Berdychowski – poseł na Sejm I i III kadencji, założyciel Fundacji „Instytut Studiów Wschodnich”, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego.
[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
PE przegłosował ekstremalny cel klimatyczny na 2040 rok. Emisja ma spaść o 90 proc.

Same złe sygnały dla rządu Koalicji 13 grudnia

Rachunki za ogrzewanie wystrzelą. Niemiecki raport nie zostawia złudzeń: w Polsce będzie najgorzej w UE
Niemiecki portal: Europa Wschodnia sprzeciwia się polityce klimatycznej









