Szukaj
Konto

Rok pontyfikatu Leona XIV. Dokąd zmierza papież?

Rok pontyfikatu Leona XIV. Dokąd zmierza papież?
Źródło: Wikipedia | Autor: Wikipedia | Licencja: Wikimedia Commons | Papież Leon XIV w loggii
Po roku pontyfikatu papież Leon XIV wciąż pozostaje zagadką i w dalszym ciągu nie mamy pewności, w jakim kierunku poprowadzi Kościół. Massimo Franco w „Corriere della Sera” nazwał go papieżem-zszywaczem, ponieważ jego zdaniem przed Leonem XIV stoi zadanie odbudowania zaufania między wiernymi, duchowieństwem, wyższym i niższym, a Stolicą Apostolską. To sporo mówi o obecnej kondycji papiestwa i dziedzictwie, jakie pozostawił po sobie poprzednik amerykańskiego biskupa Rzymu.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor uważa, że po roku pontyfikatu Leona XIV pozostaje papieżem niejednoznacznym, który uspokoił atmosferę po pontyfikacie Franciszka, ale nadal nie ujawnił wyraźnego kierunku reform Kościoła.
  • Tekst wskazuje, że Leon XIV łączy gesty tradycyjnego katolicyzmu z ostrożną kontynuacją części procesów rozpoczętych przez Franciszka.
  • Mimo licznych kontrowersji autor wciąż dopuszcza możliwość pozytywnej odbudowy autorytetu papiestwa przez Leona XIV.

Już w tym pierwszym roku pojawiły się w mediach propozycje rozmaitych przydomków dla Leona XIV, np. „papież pokoju”, „papież jedności”, ale też „Bergoglio z ludzką twarzą”. Większość z nich jednak na razie reprezentuje zestawy oczekiwań i niepokojów tworzących je lub powtarzających autorów. Tymczasem papież Leon nieco się przed nami ukrywa, jeśli chodzi o przedstawienie głównej linii pontyfikatu. Może zresztą jest to działanie świadome.

 

Czas wyciszenia

Niewykluczone, że papież Robert Prevost, daje sobie czas, by dobrze zrozumieć problemy, z jakimi mierzy się dziś Kościół. Leon XIV jest relatywnie młodym biskupem Rzymu, a przede wszystkim jest człowiekiem dbającym o dobrą formę fizyczną, zatem można uznać, że czeka go jeszcze wiele lat pracy i układania spraw kościelnych. Być może nie chce zepsuć czasu, który otrzymał, pochopnymi działaniami. Nie jest też wielką tajemnicą, dało się usłyszeć o tym z różnych stron, że Kościół był zmęczony stylem, który preferował papież Franciszek. Gwałtowne spory doktrynalne, ignorowanie Kurii Rzymskiej, niezrozumiała nieprzyjemna szorstkość wobec współpracowników, a w publicznych wypowiedziach wobec katolickiego duchowieństwa i różnych grup wiernych. To wszystko zniknęło i nastał miodowy miesiąc, a właściwie to cały rok w relacjach między Stolicą Apostolską a Kościołem.

 

Integracja Kolegium Kardynalskiego

Ten nierychliwy jak na razie styl papieża Leona widać w jego decyzjach. Choć minął rok, to wciąż nie poznaliśmy nowych kardynałów. Co więcej, w czasie swojej podróży do Afryki papież pytany o to, czy można się spodziewać kardynała dla Angoli, odpowiedział, że

„nie zdecydowano jeszcze, kiedy nastąpi kreacja nowych kardynałów”.

Ten rodzaj polityki odnośnie do Kolegium Kardynalskiego ma swoje uzasadnienie i nie jest jedynie papieskim kaprysem. Konstytucja „Universi Dominici gregis” mówi, że liczba kardynałów-elektorów nie powinna przekraczać stu dwudziestu hierarchów, gdy tymczasem w latach papieża Franciszka było tych elektorów znacznie więcej. W konklawe 2025 roku uczestniczyło ich stu trzydziestu trzech. I dopiero teraz w maju br. ta liczba spadnie do stu dziewiętnastu. Leon zdaje się patrzeć na konsystorze jako na spotkania, które pozwolą lepiej zintegrować grono jego najbliższych współpracowników. Był to jeden z problemów podnoszonych w czasach pontyfikatu papieża Franciszka, który działał przeważnie jednoosobowo, konsystorze zwoływano wyłącznie dla kreacji nowych kardynałów, często z odległych od Rzymu wspólnot katolickich. Pamiętajmy też, że papież Leon jest prawnikiem i być może po prostu poważniej od swojego poprzednika traktuje zapisy kościelnego ustroju.

 

Kardynał Fernández pozostaje

Innym przykładem papieskiej ostrożności może być zachowanie przez niego praktycznie nie zmienionego składu watykańskich dykasterii. W Kurii Rzymskiej pojawił się tylko jeden nowy prefekt abp Filippo Iannone, który w Dykasterii ds. Biskupów zastąpił samego Roberta Prevosta. Pozostawienie na stanowiskach całego zespołu papieża Franciszka, w tym choćby dalece kontrowersyjnego kard. Victora Fernándeza, z jednej strony może być elementem strategii ustabilizowania życia kościelnego, z drugiej jednak u części komentatorów budzi niepokój. Przecież w dniach poprzedzających konklawe mówiło się, że kard. Fernandez jest już w zasadzie spakowany i wraca do domu, ponieważ nikt nie chce jego dłuższej obecności w Watykanie. Jednak po roku wciąż pozostaje w Dykasterii Nauki Wiary, a nawet otrzymał możliwość opublikowania budzącej wzburzenie noty „Mater Populi fidelis” z 4 listopada 2025 r. w sprawie niektórych tytułów Maryi – „Współodkupicielki” i „Pośredniczki wszystkich łask”.

To prawda, że wydana w tym czasie została także ważna nota „Una caro” o monogamii, zatwierdzona przez Leona XIV 21 listopada 2025 r., ale ważniejsze w ogólnej ocenie jest jednak to, co budzi kontrowersje. Według części watykanistów wewnętrzne uspokojenie, którego doświadcza świat katolicki po wyborze Leona XIV, przesłoniło nieco fakt, że nowy biskup Rzymu pozwala na dyskretną kontynuację procesów zainicjowanych przez Franciszka, a budzących największy sprzeciw w Kościele.

Trwają także zainicjowane przez papieża Franciszka procesy w ramach synodalności. Komisje przygotowują kolejne opracowania na zadane tematy, inflacja tekstów jest tak znaczna, że poza stosunkowo wąskim gronem specjalistów nikt nie jest w stanie kontrolować ich treści. Widać także, że wielu uczestników tych prac nie porzuciło swoich zamiarów przeprowadzenia rewolucji doktrynalnej w Kościele, szczególnie w zakresie życia społecznego i moralnego w duchu bardzo dalekim od treści Objawienia, która zawarta jest w Piśmie Świętym i tradycji. Co zrobi z tym papież Leon? Może faktycznie okaże się „Bergogliem o ludzkiej twarzy” i ciepło się uśmiechając, wprowadzi do Kościoła radykalne sny kościelnych liberałów, którzy bardzo by chcieli widzieć katolicką doktrynę spójną z samopoczuciem swoich politycznych przyjaciół z lib-leftu.

 

Estetyczny konserwatyzm?

Trudno dziś zignorować głosy wskazujące na kosmetyczny „konserwatyzm” Leona XIV. Z jednej strony papież przywrócił wiele elementów tradycyjnych: elementy chorału gregoriańskiego w liturgii, łacinę niektórych modlitw, strój chórowy, osobiste niesienie krzyża podczas Drogi Krzyżowej. Przywrócił nawet Castel Gandolfo rolę swojej letniej rezydencji i miejsca wypoczynku. Z drugiej – nie wyjaśnił np. kontrowersyjnych zapisów adhortacji papieża Franciszka „Amoris laetitia” dotyczących komunii dla osób, które zawarły ważne małżeństwo sakramentalne, ale żyją w nowych związkach.

Osobny problem stanowi motu proprio „Traditionis custodes”, którym papież Franciszek ponownie ograniczył dostęp do tradycyjnej liturgii katolickiej, posługując się w nim niekoniecznie uczciwymi argumentami. Dokument twierdził choćby, że Benedykt XVI zliberalizował dostępność dawniejszej formy rytu rzymskiego tylko ze względu na spór z Bractwem Kapłańskim Piusa X. Zaprzeczają temu sama treść motu proprio „Summorum Pontificum”, towarzyszący mu list, a także stanowisko wyrażone wprost przez papieża-seniora w książce „Ostatnie rozmowy”. Leon XIV zapytany o kwestię Mszy trydenckiej stwierdził, że

„tradycjonalistom powinien wystarczyć udział w «Novus Ordo Missae», tyle że po łacinie”,

co zdradza, że jego rozumienie problemu było do tej pory powierzchowne. W marcu br. papież spotkał się z dwoma socjologami: Stephenem Bullivantem i Stephenem Cranneyem, badającymi środowiska tradycjonalistyczne – i nieco z nimi sympatyzującymi – jak gdyby szukając lepszego zrozumienia tych kwestii. Nie wiemy jednak, czy to rzeczywiste szukanie rozwiązania, czy może gra z katolicką publicznością. Doszukiwania się takich gierek papież Franciszek wierzących niestety skutecznie nauczył.

 

Dziwny balans

Można odnieść wrażenie, że w pewnych sprawach papież balansuje na niewidocznej dla nas linie – pomiędzy katolicką tradycją doktrynalną a siłami kościelnej progresji – którą wyznaczył sobie do roli kryterium działania. Przykładem tego może być jego niedawna wypowiedź, w której krytycznie odniósł się do ogłoszonego 21 kwietnia 2026 r. przez kard. Reinharda Marxa, arcybiskupa Monachium i Fryzyngi, dokumentu archidiecezjalnego zezwalającego na formalne ceremonie błogosławieństwa par jednopłciowych.

– Stolica Apostolska jasno stwierdziła, że nie zgadza się na sformalizowane błogosławienie par jednopłciowych ani par znajdujących się w sytuacjach nieregularnych

– powiedział papież. Jednocześnie jednak Leon postanowił zrelatywizować znaczenie problemów z zakresu etyki seksualnej, która zawsze w nauczaniu i myśleniu katolickim uchodziła za „poważną” materię moralności.

– Mamy tendencję do myślenia, że kiedy Kościół mówi o moralności, jedynym jej tematem jest seksualność. W rzeczywistości istnieją znacznie większe i ważniejsze kwestie, takie jak sprawiedliwość, równość, wolność mężczyzn i kobiet oraz wolność religijna, które powinny mieć pierwszeństwo przed tą szczególną sprawą

– dodał Leon XIV. To prawda, że takie kwestie jak sprawiedliwość społeczna czy godziwa płaca są często niedoceniane w bieżącym głoszeniu w Kościele, czy znaczy to jednak, że etykę stojącą za obroną życia małżeńskiego i rodzinnego należy traktować jako coś mało istotnego? Byłoby to sprzeczne nie tylko z tradycją, ale i ze słowami Chrystusa.

 

Kto jest pro-life?

Podobne akcentowanie spraw zdarzało się już wcześniej. We wrześniu 2025 r. kard. Blase Cupich ogłosił, że zamierza wręczyć senatorowi Dickowi Durbinowi nagrodę „za całokształt działalności”. Chodziło głównie o zaangażowanie senatora w problemy imigrantów. Jednak Durbin to demokratyczny polityk z Illinois od lat głosujący za aborcją. Co więcej, od 2004 r. w rodzinnej diecezji Springfield nie może on decyzją swojego biskupa przystępować do Komunii Świętej właśnie z powodu popierania aborcji. Sprawa wywołała sprzeciw części Episkopatu USA.

Gdy 30 września 2025 r. dziennikarka EWTN zapytała Leona XIV wprost o decyzję Cupicha, papież przedstawił własną szerszą definicję postawy pro-life:

– Ktoś, kto mówi: jestem przeciwko aborcji, ale popieram karę śmierci – nie jest naprawdę pro-life. Ktoś, kto twierdzi: jestem przeciwko aborcji, ale zgadzam się na nieludzkie traktowanie imigrantów – nie wiem, czy można to uznać za pro-life.

Znów i tu, w sprawie jeszcze poważniejszej niż materia „de sexto”, Leon XIV pozwolił sobie na relatywizację problemu. I to w sytuacji, gdy przemysł aborcyjny wciąż działa w Stanach Zjednoczonych na masową skalę i jego popieranie oznacza po prostu jakiś rodzaj moralnej ułomności.

 

Bilans na plus?

Wśród sukcesów, które Leon XIV osiągnął w pierwszym roku, jest jeden bardzo ważny. Papiestwo odzyskało powagę moralnego punktu odniesienia. W czasach, gdy politykę wielkich mocarstw wyznaczają postaci o trudnej do przewidzenia osobowości, a globalne instytucje tracą autorytet szybciej, niż go zbudowały, urząd biskupa Rzymu okazał się zaskakująco stabilny. Leon XIV mówi spokojnie, ale zdecydowanie. Dotyczy to szczególnie wojen, które toczą się w Iranie i na Ukrainie. Papież wyruszył także w podróż do Globalnego Południa, wyraźnie dając znak, że chce budować konsekwentne relacje z tą marginalizowaną i uboższą, ale też w znacznej mierze chrześcijańską, częścią świata. Stawia na globalną sprawiedliwość. Nie będzie jednak łatwo, ponieważ jeśli chce się budować rzeczywiste relacje z chrześcijańskim Południem, nie można równocześnie realizować agendy demontażu katolicyzmu, które proponuje bogate Południe.

Trzeba też wspomnieć o zapowiedzi podjęcia na nowo trudnego tematu polityki Stolicy Apostolskiej wobec Chin. Porozumienie zawarte za Franciszka – o wspólnym mianowaniu biskupów – budziło od początku poważne zastrzeżenia: przyznawało komunistycznym władzom faktyczny wpływ na obsadę urzędów kościelnych. Leon XIV sygnalizuje, że ta sprawa wymaga rewizji. Według informacji, które przedostały się zza Spiżowej Bramy, już w marcu do Pekinu udała się na rozmowy watykańska delegacja.

 

Poczekajmy z oceną

Uwypuklając tu kontrowersje, nie spieszę się wcale z jednoznacznie negatywną oceną pontyfikatu papieża Leona. Gotowość nowego wciąż biskupa Rzymu do zaangażowania na rzecz pokoju jest godna uwagi, podobnie jak chęć, by szczerze zrozumieć problemy, z którymi mierzy się Kościół. Sygnały, które niepokoją wielu komentatorów, wskazują nam raczej, z jakiego środowiska kościelnego wyszedł kard. Prevost i jaka jest jego formacja intelektualna. Cały czas otwarta jest możliwość, by Leon XIV poprowadził ster Kościoła z niezachwianą pewnością drogą Ewangelii. By to się jednak stało, potrzebne jest przejście do działania, do bardziej dynamicznego wykonywania prerogatyw objętego przed rokiem urzędu.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 24.05.2026 10:11
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 20/2026, oprac. Ludwik Pęzioł