Szukaj
Konto

Sławomir Jastrzębowski: Kto choruje ten za PiSem!

19.04.2026 07:37
Sławomir Jastrzębowski: Kto choruje ten za PiSem!
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Sławomir Jastrzębowski
Komentarzy: 0
Do tytułu chciałem dodać, bo się nie zmieściło, że kto rodzi, to też jest za PiS-em. Czyli mówić tu będziemy o dwóch postawach z barwnej palety postaw anty i wbrew, wybitnie antyobywatelskich, antyzjednoczeniowych, tak jak my to rozumiemy, pasożytniczych wręcz w pewnym sensie. Chorowanie i rodzenie, znaczy hańba. Zanim zacznę, napomknę, że gdybym nawet nie udowodnił, a nawet sobie wewnętrznie zaprzeczył w wywodach, które Państwo właśnie czytają (że hańba), nie ma to najmniejszego znaczenia dla mojego elektoratu, słuchaczy, publiczności, gdyż publika została trwale uświadomiona grozą: Nie jesteśmy idealni, wręcz jesteśmy beznadziejni, ale jeśli nie my, to za rogiem czai się PiS! PiS! PiS!
Co musisz wiedzieć:
  • Tekst ma charakter satyryczny i ironiczny, wyśmiewając narrację polityczną, w której problemy służby zdrowia są przedstawiane jako sukces lub bagatelizowane.
  • Autor krytykuje niespełnione obietnice polityków oraz mechanizmy propagandowe polegające na manipulowaniu językiem i strachem przed przeciwnikiem (PiS).
  • Wskazana jest hipokryzja elit władzy, które publicznie głoszą pewne zasady, a prywatnie korzystają z uprzywilejowanego dostępu do usług w ochronie zdrowia.

Do rzeczy, bo się tekst didaskaliuje. Tak, tak wiemy i pamiętamy, że mówiliśmy różności. Że na przykład jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sytuacja w służbie zdrowia zostanie uleczona, ale nadmienić należy, że różdżka nam gdzieś zniknęła, podobnie, jak zniknęła nam wypowiadająca te słowa pani, przez chwilę minister zdrowia, Izabela Leszczyna. Trochę pomogliśmy jej zniknąć, bo taka była historyczna potrzeba, ale nie czas żałować Leszczyn, gdy płoną szpitale.

Nie, no, spokojnie, łatwo napisać płoną, a wcale nie płoną, tylko trochę bankrutują. Zamykane są całe oddziały, jak chociażby nagradzana jako najlepsza w Polsce porodówka w Brzezinach pod Łodzią. Nasza taktyka komunikacyjna będzie tu jednak zdumiewająco prosta: wszystkie te ruchy świadczą jak najlepiej o kondycji polskiej służby zdrowia, bo jak się zamyka coś, to to coś jednak jest, będzie zamknięte, ale mamy to, a mogliśmy nie mieć, i wtedy nie byłoby czego zamykać, więc sukces, choć nieoczywisty na pierwszy rzut oka. Zobaczcie, ile mamy szpitali i oddziałów, naprawdę duma. Tyle można zamknąć albo okroić. Zresztą z zamkniętego oddziału coś można wynieść, łóżko czy wieszak i komuś się przyda, nic się nie zmarnuje oprócz wszystkiego, a z oddziału, który nie istniał, nic się nie wyniesie.

Weźmy ten przypadek porodówki w Brzezinach. Zamykamy najlepszą porodówkę w kraju, to znaczy, że jednak nie była dla nas wystarczająco dobra. Może lepsza od najlepszej ostałaby się (raczej nie, ale nie będziemy tego artykułować). Wysoko zawieszamy poprzeczkę. Poza tym samo rodzenie w momencie, gdy ojczyzna nasza (myślę tu akurat o Polsce, a nie o zleceniodawcy) przeżywa pewne kłopoty przed zjednoczeniem, przeżywa je służba zdrowia szczególnie (tak szczególnie to wszystko jest w kryzysie, ale po co to artykułować?), takie przyjeżdżanie z brzuchem do szpitala, krzyczenie, narażenie na koszty własnego państwa, czy to jest nowoczesny patriotyzm? Czy nie wystarczy psiecko? A psiecko nie musi się rodzić w szpitalu, państwo, wciąż niebogate nie ponosi wtedy kosztów. Apelujemy więc, żeby przed lekkomyślnym, aspołecznym zajściem w ciążę zażyć chwilę namysłu (bez partnera, bo rozprasza, a łapy niech trzyma przy sobie), refleksji, na problem spojrzeć szerzej.

 

Antypaństwowe chorowanie

Tak, mówiliśmy Hołownią przed wyborami, że będą do Państwa dzwonić lekarze sami z siebie, żeby pytać o stan zdrowia i zlecać badania i pilnować badań i takie tam. Tak, mówiliśmy Bartoszem Arłukowiczem i Sławomirem Nitrasem:

„Konkret numer jeden: zniesiemy limity w NFZ dla szpitali. Nikt nigdy nie zostanie odesłany ze szpitala dlatego, że skończyły się limity”.

Zanim zerkniemy na to prostacko, czy to prawda, czy fałsz, czy dotrzymaliśmy obietnic, doceńmy jednak pewnego rodzaju wirtuozerię odpowiednich słów wypowiedzianych w odpowiednim czasie. Ci ludzie w tym czasie potrzebowali tych słów. Nasza bezprecedensowa odwaga pozwoliła nam je wypowiedzieć. Zrobiliśmy to, nie bacząc na konsekwencje, które – swoją drogą – nie doskwierają nam zanadto w rządowych limuzynach i przestronnych gabinetach. Tylko ludzi szkoda, tak szybko się zużywają, taki Szymon Hołownia, tyle dobrego zrobił, a z ciężkim sercem musieliśmy go trochę zniknąć, zresztą podobnie jak Sławka Nitrasa. Trzeba go było nieco opiłować, bo dobrze jest, jak podwładnymi targają bojaźń i drżenie. Arłukowicza nie ruszamy na razie. Za bardzo funkcji żadnej nie ma, więc mu nawet ministrowania nie można odebrać, a poza tym walczy zajadle z PiS-em, powtórzę „zajadle”, więc go jeszcze potrzymamy.

Chorowanie teraz jest, co już udowodniliśmy, antypaństwowe (myślę tu o jeszcze istniejącym państwie polskim, a nie tym docelowym, zjednoczonym, będącym marzeniem postępowym) i niepatriotyczne w szerszym sensie patriotyzmu internacjonalistycznego. I zgodzę się, że teza tytułowa „Kto choruje, ten za PiS-em” jest mimo prawidłowego wydźwięku publicystycznie przerysowana, ale…

 

Koalicja zoperuje się sama

Owszem, może się zdarzyć, że zachoruje ktoś wartościowy, ktoś z Koalicji Obywatelskiej albo z jego rodziny. Wtedy wdrożyć należy odpowiednie procedury, które zaprezentował nam w praktyce senator Koalicji Obywatelskiej Tomasz Lenz.

Będzie ważne, więc proszę utrwalać. 15 marca senator przyjechał do szpitala w Aleksandrowie Kujawskim z dzieckiem wymagającym operacji i z własnym chirurgiem. Tak, tak. Nie chciał narażać państwa na koszty, więc przywiózł swojego chirurga, choć świadkowie złośliwie zwracają uwagę, że lekarz sam przyjechał i to niezłą furą (a co to ma do rzeczy?). Następnie chyba porwano anestezjologa z OIOM i przeprowadzono operację, a operacja się udała. Generalnie operacja wyglądała trochę jak z gangsterskiego filmu, ale proszę zwrócić uwagę, że było tu działanie, nie było bezczynnego stania w kolejce i czekania. Inni, ci nie z KO, niech sobie czekają. Zresztą muszą czekać, bo operowany poza kolejnością synalek kolejkę do operacji wydłużył.

Kończąc, jak widać po przykładzie Lenza, Koalicja Obywatelska wyleczy się sama, tak jak rząd się sam wyżywi (Jerzy Urban), a nawet zoperuje się sama, choć stara się nie chorować. Swoją drogą ta przygoda senatora wyraźnie wskazuje, że jednak przynależność do jakiejś określonej wspólnoty przynosi korzyści. Po prostu popłaca.

I kończąc dodam wbrew sobie: Do czasu.

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 19.04.2026 07:37
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 15/2026, oprac. Ludwik Pęzioł