Koalicja albo zdrowie

- Tekst opisuje narastający kryzys polskiej służby zdrowia, obejmujący braki finansowe NFZ, ograniczanie świadczeń, zamykanie oddziałów i coraz dłuższe kolejki.
- Autor krytykuje politykę kolejnych rządów koalicji liberalnej, wskazując na „ukrytą prywatyzację” systemu oraz działania oszczędnościowe.
- W tekście przedstawiono spór polityczny wokół ochrony zdrowia, w którym wzajemne oskarżenia rządu i opozycji nie rozwiązują problemów systemowych.
Chyba tylko dlatego, że Szymon Hołownia stracił ostatnio znaczenie w polskiej polityce, nie przypominamy już sobie codziennie obietnicy złożonej przez niego w kampanii wyborczej.
„Każdy z was będzie miał lekarza, który będzie dzwonił i sprawdzał, czy jesteście zdrowi”
– zapowiadał Hołownia, by później ze słów tych nie tylko się wycofać, ale nawet je wyśmiać. Lekarze jednak faktycznie w zeszłym roku zaczęli dzwonić do niektórych osób niestety po to, by informować o przekładaniu na później zabiegów, na które zabrakło funduszy.
Prima aprilis
„Szpitale w całej Polsce ograniczają przyjęcia nowych pacjentów, w tym chorych onkologicznie. Powodem są wyczerpane limity finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Część planowych zabiegów zostaje przełożona nawet na 2026 rok. Sytuacja budzi niepokój zarówno wśród pacjentów, jak i lekarzy”
– informował portal rmf24.pl na początku listopada zeszłego roku. Rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej Jakub Kosikowski tłumaczył wówczas, że kilkumiesięczny brak wypłat środków z NFZ wymusił na szpitalach ustanowienie własnych limitów. Przy rosnącej z roku na rok luce w finansach funduszu, odbijającej się coraz mocniej na jego funkcjonowaniu, rząd wielokrotnie powracał do pomysłów obniżenia składki zdrowotnej, co jednak budziło kontrowersje w samej koalicji. Zwłaszcza gdy niektóre rozwiązania szły w kierunku daniny regresywnej, co miało być aktem sprawiedliwości dziejowej po krzywdach, które przedsiębiorcom i lepiej zarabiającym wyrządzić miały reformy rządu Mateusza Morawieckiego.
Wróćmy jednak do sytuacji z jesieni. Władze zapowiedziały likwidację części porodówek i przeniesienie rodzących pacjentek na SOR-y. Ta decyzja miała być karą za zbyt niską dzietność w poszczególnych miejscowościach, w których dotąd funkcjonowały oddziały ginekologiczno-położnicze. Głośno stało się o porodówce w Lesku, w efekcie faktyczną likwidację oficjalnie przedstawiono jako remont. Cóż z tego, placówka nie działa. 1 kwietnia ogłoszono zamknięcie wzorcowej porodówki w Brzezinach. Dla pracowników była to wiadomość tak absurdalna, że początkowo uznali ją za żart primaaprilisowy. Niestety, jednak nikt nie żartował, choć chodziło tu o placówkę modelową, stawianą za wzór i nagradzaną w tematycznych akcjach społecznych. To jednak nie koniec.
„Skierowanie do lekarza specjalisty w trybie zwykłym jest bez sensu, bo nie da się w nim dostać, więc rekordowo rośnie z kwartału na kwartał liczba skierowań w trybie pilnym, bo lekarze już wiedzą, że musi [na skierowaniu] być tryb pilny, żeby w ogóle się dostać […]. Jak wszystkie skierowania będą wystawiane w trybie pilnym, trzeba będzie wymyślić skierowania w trybie arcypilnym, żeby odróżnić te naprawdę pilne od tych prawie pilnych. Proste? Proste”
– alarmował, również w listopadzie Krzysztof Stanowski. Ze zbierającego doniesienia z całego kraju komentarza szefa Kanału Zero można było dowiedzieć się również o braku funduszy na leki, zaciąganiu przez szpitale chwilówek i innych wołających o pomstę do nieba sprawach. Bez strat sondażowych udało się dotrwać do końca roku, pojawiły się nowe pieniądze i można było przez chwilę wierzyć, że jakoś to będzie. Tyle że jednak nie jest.
Piekło kobiet
„Nie ma miesiąca, byśmy nie poznali nowego rządowego planu oszczędności na zdrowiu. Nie ma tygodnia, aby media nie donosiły o kolejnych zamykanych oddziałach szpitalnych. Nie ma wreszcie dnia, by pacjenci nie umierali w kolejkach do lekarza. […] Warto nazywać rzeczy po imieniu. To, że Donald Tusk postanowił oszczędzać na systemie ochrony zdrowia, skutkuje zgonami Polaków. To, że «ekspercka» minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda specjalizuje się w nagrywaniu filmików na media społecznościowe, a nie w walce o pieniądze na leczenie ludzi, skutkuje zgonami Polaków. To, że obrotowy prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak jest rzecznikiem rządzących polityków, a nie pacjentów, skutkuje zgonami Polaków”
– pisze na portalu zero.pl Patryk Słowik. Ale i media, które w większości spraw sympatyzują z rządem, zaczynają widzieć problem.
„[…] szpitale toną w długach. W niektórych miejscach kryzysy finansowe są tak głębokie, że w namacalny sposób dotykają pracownic i pracowników. W podkarpackim Lesku na początku miesiąca personel otrzymał od pełniącego obowiązki dyrektora Mirosława Leśniewskiego pismo, zgodnie z którym wynagrodzenia za luty ograniczono do 75 proc. wysokości. Reszta? Zostanie wypłacona po pozyskaniu środków przez pracodawcę”
– informowała czytelników OKO.Press Oliwia Gęsiarz.
Feministka Maja Staśko, jako jedna z niewielu przedstawicielek tego środowiska, zwracała uwagę na sytuację kobiet na łamach „Gazety Wyborczej”:
„Za PO odbiera się rodzącym z mniejszych miejscowości dostęp do porodówek i specjalistów, na górze widzimy tylko pogardę i protekcjonalne zbywanie naszych lęków. Te histeryczne baby wymyślają sobie, przesadzają, nic nie rozumieją, to pewnie ciążowe hormony! I to jest piekło kobiet”.
„W czterech szpitalach należących do spółki Szpitale Pomorskie, którą do momentu objęcia Ministerstwa Zdrowia zarządzała Jolanta Sobierańska-Grenda, świadczenia objęte limitami są przesuwane na kolejny rok. O ile tylko pozwala na to stan pacjenta. Także w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku coraz więcej pacjentów ma przesuwane leczenie na przyszły rok. Dzieje się tak między innymi na oddziałach kardiologii, kardiochirurgii, ortopedii i urologii”
– to również „Wyborcza” w artykule Judyty Watoły z jesieni zeszłego roku.
Leszczynowa różdżka
Takie wiadomości pojawiają się każdego dnia. Jak wspomniałem, nowy rok nie przyniósł żadnej zmiany na lepsze.
„Przez zaburzenia płatności z NFZ szpital w Skarżysku-Kamiennej przestaje leczyć 30 pacjentów ze stwardnieniem rozsianym – hurtownia nie chce im sprzedawać leków, bo nie płacą. A sąsiednie szpitale chcą przejąć maksymalnie 10 pacjentów...”
– pisze na portalu X Jakub Kosik 7 kwietnia. Dzień później Paweł Buczkowski z Wirtualnej Polski przynosi kolejne złe wieści.
„Jeśli ktoś zastanawiał się, co wydarzy się po 1 kwietnia, kiedy NFZ wprowadził nowe zasady rozliczeń badań ponad limit np. rezonansem, to już wiadomo. Pacjenci z dnia na dzień dowiadują się, że ich badania nie będzie w wyznaczonym terminie. Szpital w Puławach ma nowiutki sprzęt (za około 5 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości), na którym wykonywał nawet 800–900 badań rezonansem miesięcznie. Teraz przebadać może zaledwie około 100 osób”
– pisał dziennikarz, zapowiadając na X swój tekst dla wp.pl. Trudno więc się dziwić, że opozycja podchwytuje temat i domaga się dymisji minister zdrowia.
Jolanta Sobierańska-Grenda Izabelę Leszczynę zastąpiła na tym stanowisku w trakcie zeszłorocznej letniej rekonstrukcji rządu. Leszczyna została zapamiętana nie tylko z tego, że dzielnie biła się z Barbarą Nowacką i Pauliną Hennig-Kloską o tytuł najgorszej minister w rządzie Donalda Tuska, ale i z kilku swoich wypowiedzi, które źle się zestarzały.
„Problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tak!”
– reklamowała przyszłe rządy swej partii Leszczyna w roku 2022, by dwa lata później odkryć, że:
„Nie da się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienić wszystkiego od razu, chociaż bardzo bym tego chciała”.
Jej następczyni mówi mniej, choć chętnie pokazuje się w mediach społecznościowych, ale czy dotrwa do końca kadencji?
Czarna seria
Politycy koalicji rządzącej mieli ostatnio całą serię niefortunnych wypowiedzi i zdarzeń związanych ze służbą zdrowia. Wiesław Szczepański z lewicy nie tak dawno namawiał kolegów – parlamentarzystów, by w razie potrzeby zgłaszali się do niego jako osoby zarządzającej szpitalem MSWiA. Tym samym, o którym głośno było ostatnio w związku z wykonywaniem poza kolejnością operacji raka trzustki dla darczyńców przyszpitalnej fundacji.
Po Wielkiejnocy media ujawniły, że polityk PO Tomasz Lenz miał doprowadzić do przeprowadzenia poza szpitalnymi procedurami operacji swojego syna. Ta wiadomość przebiła się nawet do tak prorządowych mediów jak TVN24, a sprawą ma zająć się klub senacki KO. Z kolei nadzorujący pracę kolegów minister Maciej Berek w jednej z radiowych rozmów stwierdził, że korzystanie ze świadczeń poza przewidzianym limitem jest… nieuczciwe ze strony pacjentów i właśnie to powoduje konieczność zmniejszenia kwoty refundacji do 50%. Ministerstwo oszczędności szuka wszędzie, a kolejne usługi można zrobić już tylko prywatnie albo wcale. I tak powraca prywatyzacja służby zdrowia, temat dla Platformy zawsze kłopotliwy, lecz tym razem wprowadzany tylnymi drzwiami jako konieczne, oddolne remedium.
Szczepionkowy kontratak
Rządzący próbują wykreować kontrnarrację dla niedającego im zbyt wielu możliwości obrony obrazu zapaści służby zdrowia. Z pomocą przyszedł im belgijski sąd, który nakazał Polsce odebranie zamówionych 64 mln dawek szczepionki przeciwko COVID-19 i zapłatę ponad 5,6 mld zł. Szczepionek tych nie przyjęliśmy w 2022 roku, uzasadniając to zmianą naszej sytuacji w związku z wybuchem wojny na Ukrainie, sąd jednak argumenty te odrzucił. Politycy Koalicji 13 grudnia natychmiast ruszyli z falą oskarżeń swoich poprzedników o zmarnotrawienie pieniędzy i zamówienie zbyt dużej liczby preparatów. Problem tej narracji leży jednak w tym, że wówczas to opozycja naciskała na rząd, by zamawiać jak największą ilość szczepionek, a UE nie zostawiała w tej sprawie zbyt wiele pola do manewru. Ekipa Adama Niedzielskiego dokonywała więc zamówień pod naciskiem politycznym ze strony obecnych krytyków, co nie uszło uwadze internautów i komentatorów.
Warto przy okazji przypomnieć, że politycy dawnej PO sami mają na swoim koncie inną wątpliwą sprawę związaną ze szczepieniami, o której dziś mało kto już pamięta. W czasie pandemii świńskiej grypy, w przeciwieństwie do innych krajów Unii Europejskiej, Polska nie zakupiła odpowiednich szczepionek, a następnie odkupiła z europejskich magazynów olbrzymie ilości preparatów przeciwko klasycznej grypie, wobec jej szalejącej wówczas odmiany całkowicie bezsilnych. Sprawa jednak przycichła, choć w książce „Afera grypowa” próbował nagłośnić ją ówczesny dziennikarz „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Artur Dmochowski.
PiS po objęciu władzy nie powróciło do tego zagadnienia, a dziś, jako opozycja, ma już nowe szczepionkowe kłopoty. Z drugiej strony koalicji trudno będzie wykreować wrażenie, że pieniędzy nie wystarcza, bo kilka lat temu minister Adam Niedzielski wydał je na niepotrzebne produkty Pfizera. Minister, informująca dziś, na co można było wydać tamte pieniądze, zderza się z lawiną cytatów polityków Platformy z czasów pandemii. Zwłaszcza gdy każdy wie, że to nie tych pieniędzy brakuje w systemie w roku 2026.
Dymisja nie wystarczy
– Pani Sobierańska-Grenda jest przykładem na to, jak można demolować jedną z najważniejszych płaszczyzn działania tego państwa – ochronę zdrowia. To jest ta pani, której marzeniem jest likwidacja 30 proc. szpitali. To jest ta pani, której marzeniem byłoby, żeby każdy płacił fakturę u lekarza, a później refundował ją sobie w NFZ, jeśliby się udało. Czyli to jest ta pani, która chciałaby prywatyzacji służby zdrowia
– mówił Przemysław Czarnek, zapowiadając wniosek o odwołanie szefowej resortu zdrowia. Jednak praktyka rządów Platformy, dziś Koalicji Obywatelskiej, pokazuje, że to nie problem jednego ministra, a całego sposobu myślenia formacji liberalnej o państwowym systemie opieki zdrowotnej. Dlatego nadzieją będzie zmiana polityki, a nie osoby w danym sezonie politykę tę firmującą. Obyśmy tylko dożyli tych czasów we względnym zdrowiu!
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]
„Rząd Tuska wydał 10,9 mln zł na leczenie migrantów”

NFZ wydał pilny komunikat
NFZ wydał pilny komunikat
NFZ wydał pilny komunikat
Adam Szłapka - Koszmar z Alei Ujazdowskich









