Szukaj
Konto

45-lecie "TS": Jerzy Targalski - "Jeśli nie ONI, to kto?"

45-lecie "TS": Jerzy Targalski - "Jeśli nie ONI, to kto?"
Źródło: YT, kanał Jerzego Targalskiego | Autor: Screenshot z YT | Licencja: YT | Jerzy Targalski, kot
Jerzy Targalski, piszący pod pseudonimem Józef Darski, należał do najbardziej przenikliwych analityków przemian ustrojowych po 1989 roku. W opublikowanym w „Tygodniku Solidarność” 14 stycznia 1994 roku tekście z numeru 3 (278) bez złudzeń rozprawiał się zarówno z tezą o „powrocie komunizmu”, jak i z polityczną nieskutecznością obozu antykomunistycznego. Autor, ekspert ds. służb specjalnych i Europy Środkowo-Wschodniej, kreślił wizję rodzącego się postkomunistycznego układu władzy, łączącego mechanizmy państwa mafijnego z oligarchicznym modelem gospodarczym. Dziś przypominamy ten tekst z okazji 45-lecia „Tygodnika Solidarność”.
Co musisz wiedzieć:
  • Tekst Jerzego Targalskiego (ps. Józef Darski) tezy o „powrocie komunizmu” uznaje za fałszywe, wskazując, że w Europie Wschodniej rodzi się raczej nowy postkomunistyczny system kapitalizmu tworzony przez dawną nomenklaturę i służby.
  • Autor opisuje wyłonienie się trzech sił politycznych po 1989 roku – postkomunistów, „centrystów” wywodzących się z partyjnej inteligencji oraz słabych antykomunistów.
  • Kluczową tezą tekstu jest to, że porażka antykomunistów wynikała przede wszystkim z ich własnych błędów strategicznych.

Tezę rekomunizacji Europy Wschodniej uważam za całkowicie fałszywą, gdyż zakłada, że komunizm powraca, a to oznaczałoby, iż może powrócić gospodarka planowa i władza monopartii.

Teza o powrocie komunistów do władzy politycznej nie jest prawdziwa choćby dlatego, że kapitalizm, chociaż w szczególnej formie, budowany jest w Europie Wschodniej z woli komunistów. Jeżeli nie my, to kto? Jeżeli nie teraz, to kiedy? (M. Gorbaczow, 1985 r.).

 

Orwell to przewidział

Rzeczywiście natomiast można mówić o rekomunikacji świadomości politycznej społeczeństwa. Jeśli będzie ona nadal postępować w dotychczasowym tempie, wkrótce w powszechnym odczuciu komunizm będzie odbierany jako ustrój moralny, a komuniści jako normalna partia polityczna i – już jako postkomuniści – będą mogli zająć najważniejsze miejsce w życiu politycznym, nie dzięki represjom, ale dzięki swej sile ekonomicznej i umiejętności manipulowania świadomością społeczeństwa. Spełni się więc orwellowska wizja kontrolowania przeszłości. Ceną będzie kompletne pomieszanie dobra i zła oraz utrata tradycyjnych wartości historycznych decydujących o tożsamości każdego narodu. W procesie przekształcenia komunizmu w postkomunizm brały udział i nadal są w nim obecne trzy siły polityczne.

 

Nowa klasa

Komuniści, zwłaszcza z tajnych służb, odrzucili ideologię i chcieli przeprowadzić na swą korzyść nie tylko prywatyzację własności państwowej, ale również pierwotną akumulację kapitału, używając do tego aparatu państwowego (chodzi o system podatkowy, bankowy, brak kontroli importu, eksportu i transferów finansowych). Klasyczną formą było finansowanie spółek nomenklaturowych w formie pożyczek bezzwrotnych udzielanych przez państwowe banki lub fundusze specjalne. W ten sposób komuniści przekształcili się w postkomunistów i chociaż z powodu walki politycznej posługują się nadal hasłami socjaldemokratycznymi i populistycznymi, w ich interesie leży tworzenie gospodarki rynkowej, o ile to możliwe, bez zabezpieczeń społecznych.

Tu tkwią źródła doskonałego porozumienia między nimi a liberałami (jedynie gospodarcze). Ci, którzy nie potrafili przystosować się i zmienić w postkomunistów – chociaż mogą jeszcze, zwłaszcza w Rosji, na Białorusi, na Litwie, na Ukrainie, w Mołdawii, na Słowacji i w Rumunii, wywierać pewien wpływ na społeczeństwo – nie powrócą już do władzy, gdyż oprócz postkomunistów mają przeciwko sobie jeszcze dwie siły: centrystów i antykomunistów. Przekształcenie się części komunistów i postkomunistów nie było możliwe bez współdziałania rodzimej inteligencji i bez pomocy ze strony Zachodu, który uważał, iż po odrzuceniu ideologii będą mniej agresywni, a ich kraje staną się chłonnym rynkiem zbytu dla kapitalistycznej nadprodukcji.

 

Bunt konfidentów

Drugą siłę polityczną utworzyła partyjna inteligencja, eksperci instytutów naukowo-badawczych (np. instytutów stosunków międzynarodowych), pracujący na potrzeby partii i współdziałający z policją polityczną. Ta część „partii zewnętrznej”, według klasycznego określenia Orwella, otrzymała od tajnych służb w okresie pieriestrojki zadanie stworzenia opinii publicznej poprzez zorganizowanie frontów ludowych, forum i innych sojuszów. W toku pieriestrojki wydarzenia przekroczyły jednak ramy pierwotnego scenariusza.

Postkomuniści początkowo podzielili się władzą z przyszłą drugą siłą – partyjną lub byłą partyjną, ale bliską jej ideowo, inteligencją. Jednak weszli z nią w konflikt, ponieważ nie wyzbyli się marzeń reformistycznych o przemianie komunistów. Owa reformistyczna inteligencja, znajdująca się pod kontrolą lub współpracująca ze służbami specjalnymi, zbuntowała się jednak i sama uchwyciła stanowiska w oficjalnych strukturach władzy, pozostawiając postkomunistom głównie gospodarkę oraz służby specjalne i wojsko. Były pracownik Researchu Wolnej Europy, Wiktor Jacman, nazwał to zjawisko „buntem donosicieli” (tajnych współpracowników bezpieki). Na tym polegał proces uzyskania autonomii przez tę partyjną inteligencję.

Mimo że w niektórych państwach, jak np. w Polsce, nurt ten powstał raczej poprzez selekcję istniejącej już opozycji niż dzięki bezpośredniemu działaniu tajnych służb, zjawisko ma charakter powszechny dla wszystkich krajów postkomunistycznych. Partie polityczne, które wyłoniły się w wyniku tego procesu, nazywają się centrowe w Nadbałtyce i Bułgarii, liberalne w Czechach, demokratyczne w Polsce, na Ukrainie, Białorusi i w Rumunii. W istocie ich profil ideowy jest bez znaczenia, gdyż bardziej przypominają związki zawodowe funkcjonariuszy Historii. Dla wygody będę ich określał jako centrystów. Otóż, tychże centrystów nie można traktować tylko jako tajnych współpracowników byłych (?) komunistycznych tajnych służb, gdyż owa inteligencja stała się niezależną siłą polityczną i ma swe własne interesy polityczne i ekonomiczne.

 

Nowy ustrój

Centryści nie przeciwstawiają się jednak formie transformacji zaproponowanej przez postkomunistów, a jedynie nie chcą, by ci ostatni zajęli stanowiska polityczne. Alternatywa: postkomuniści albo centryści, jest fałszywa przede wszystkim dlatego, że walczą oni między sobą jedynie o wpływ polityczny, o stanowiska i dostęp do kasy państwowej – prowadzą wojny o prawo grabienia in majestatis lege. 

Niewykluczone jednak, że rywalizacja i podział sfer wpływów między postkomunistami a centrystami jest zjawiskiem przejściowym. Adam Michnik wskazuje, iż alternatywą wobec ekstremistów i końca świata jest przezwyciężenie takiej polaryzacji i powstanie z obu grup nowej klasy średniej, która będzie stabilizowała demokrację (Bałkan Forum 1993), co można odczytać jako zachętę do trwałego, wspólnego sprawowania władzy. Nowy ustrój, lansowany przez postkomunistów i centrystów, nie ma nic wspólnego z neokomunizmem, ale pod zewnętrzną formą demokracji parlamentarnej stara się połączyć państwo mafijne (według włoskiego) z południowoamerykańskim systemem gospodarczo-społecznym i zapewnić władzę nowej uprzywilejowanej grupie, która wywodziłaby się z obu klas.

W ustroju tym represje nie byłyby potrzebne. „Nieznani sprawcy” odgrywaliby rolę marginalną i interweniowaliby tylko w ostateczności, jak np. w wypadku zabójstwa w Bułgarii Svilena Kapsazowa, posła muzułmańskiego, który sprzeciwiał się zerwaniu przez agentów bezpieki, umieszczonych w ruchu tureckim, sojuszu z Unią Sił Demokratycznych i nawiązaniu go z postkomunistami, co umożliwiło obalenie rządu Filipa Dimitrowa. Teraz decydowałyby bodźce pozytywne, możliwości robienia kariery w zawodach inteligenckich, manipulacja i totalna propaganda. Władza polityczna i gospodarcza, pozycja w aparacie państwowym, telewizji i prasie gwarantowałyby kontrolę nad społeczeństwem.

 

Antykomuniści

Trzecią siłą, która pojawiła się najpóźniej i jest najsłabsza, byli antykomuniści. W toku pieriestrojki odłączyli się od centrystów lub w ogóle mogli się skonsolidować dzięki toczącej się walce politycznej i samej pieriestrojce, gdyż wymagała osłabienia, a później zrezygnowania przez centrum z represji. Początkowo, oprócz Polski, gdzie proces ten miał miejsce o wiele wcześniej (1956–1968), wszystkie trzy siły występowały razem we frontach ludowych, forum obywatelskim, związkach demokratycznych itp. W pierwszym etapie nastąpił podział między postkomunistami a pozostałymi dwiema siłami (tylko w Rumunii na samym początku bez antykomunistów). W drugim etapie rozegrała się walka między centrystami a antykomunistami o kontrolę nad frontami.

Tylko w Rumunii protagonistami byli postkomuniści i część starej nomenklatury, występujący pod hasłami narodowo-komunistycznymi, skupieni wokół Iliescu, oraz część postkomunistów młodego pokolenia i centryści, popierający byłego premiera Petre Romana. Zaburzenia w opisywanym schemacie w przypadku Rumunii wynikają z lokalnej odmiany scenariusza – zamach stanu przebrany w rewolucję zbrojną. Antykomuniści zwyciężyli w litewskim Sajudisie, bułgarskiej Unii Sił Demokratycznych, w mołdawskim Chrześcijańsko-Demokratycznym Froncie Ludowym, w czeskim Forum Obywatelskim i w dużym stopniu w białoruskim Froncie Ludowym oraz ukraińskim Ruchu. W tych przypadkach centryści zostali wyparci ze wspólnych frontów i zmuszeni do zorganizowania się poza nimi. W Estonii, na Łotwie, w Słowacji i w Polsce, gdzie ruch Komitetów Obywatelskich Solidarność w okresie wyborów 1980 roku grał tę samą rolę, co fronty i forum w pozostałych krajach, wyeliminowano antykomunistów. W Polsce zachowali oni wprawdzie przez pewien czas nazwę Komitetów Obywatelskich, lecz bez ich bazy członkowskiej. W Rumunii obozy Iliescu i Romana rozdzieliły się i utworzyły oddzielne fronty, a następnie odrębne partie polityczne. Na Węgrzech obie siły od początku pieriestrojki, po fiasku, jakim zakończyło się spotkanie w Lakitele, przedstawicieli trzech nurtów, organizowały się samodzielnie.

Mimo pewnych sukcesów, odniesionych przez antykomunistów w całym bloku, jedynie w Czechach i w Estonii byli oni zdolni wygrać wybory i zdobyć tą drogą władzę na czas dłuższy, choć i tam koalicje zależne są od małych grup centrowych, które jednak odgrywają rolę trzeciorzędną (socjaldemokraci Marju Lauristin w Estonii i Ludowcy Józefa Luka w Czechach). W Polsce i w Bułgarii rządy antykomunistyczne zostały obalone, na Litwie przegrały, a na Węgrzech wkrótce przegrają wolne wybory.

 

Szał ambicji

Pojawia się zatem pytanie: Dlaczego antykomuniści przegrali walkę o władzę w Europie Wschodniej, nawet wówczas, gdy mieli szansę na zwycięstwo? Mieli oni przeciwko sobie dwie siły, współzawodniczące wprawdzie między sobą o stanowiska polityczne, a jednoczące się w obronie wspólnych interesów i lojalne wobec moskiewskiego centrum. To jednak był element niezależny od polityki samych antykomunistów. 

Niektórzy byli ogarnięci szałem ambicji. Uważam, że antykomuniści przegrali, nawet gdy mogli wygrać, przede wszystkim z powodu własnej, błędnej strategii politycznej, i dlatego w pełni zasłużyli na swój los. Tylko do siebie mogą mieć pretensje. A przecież zwycięstwo antykomunistów w kilku kluczowych krajach strefy, a przede wszystkim w Polsce, spowodowałoby reakcje „domina” w pozostałych państwach postkomunistycznych i uczyniłoby zmiany nieodwracalnymi. Tak się nie stało.

 

Trzy błędy

Błąd pierwszy. Walkę polityczną przepojono ideologią, do czego doszło w Polsce, na Litwie, a obecnie ma miejsce w Mołdawii. W sytuacji zapaści gospodarczej wyborcy nie interesują hasła ideologiczne, ale pragmatyka.

Błąd drugi. Posługiwanie się nacjonalizmem, jako instrumentem walki politycznej, co już doprowadziło do zwycięstwa postkomunistów na Litwie, wkrótce umożliwi zwycięstwo postkomunistów byłego premiera Nemetha i centrystów-liberałów na Węgrzech (nie należy ich mylić z młodymi liberałami). Prawdą jest, że w obu wypadkach rozwój nacjonalizmu był stymulowany od zewnątrz; na Litwie posłużono się Polakami (taka sytuacja może powtórzyć się na Białorusi), a nacjonalizm Węgrów rozbudzano dzięki polityce promoskiewskich rządów Rumunii, Słowacji i Serbii, ale bodźce te nie wystarczyłyby, gdyby politycy prawicowi nie zdecydowali się świadomie użyć nacjonalizmu jako narzędzia walki o głosy wyborcze i to instrumentu, który zastąpił cały program. Z kolei totalne odrzucanie aspiracji narodowych przez antykomunistów na Słowacji dało monopol narodowym centrystom i postkomunistom na ich reprezentowanie, umożliwiając im odniesienie druzgocącego zwycięstwa wyborczego.

Błąd trzeci. Klerykalizm, najpełniej występujący w Polsce, ale mógł on odegrać istotną rolę w każdym kraju katolickim. W Polsce spowodował, że wyborcy odwrócili się od pozostającej w opozycji prawicy antykomunistycznej (dekomunizacyjnej), obawiając się, że będzie kontynuowała politykę centrowych katolików narodowych z ZChN. Prawica w Polsce starała się bowiem poszukiwać źródeł władzy raczej wśród biskupów niż w społeczeństwie i zapłaciła za to. Ponieważ zaś nie zrozumiała swego błędu, będzie coraz bardziej ulegać klerykalizacji i wraz z nią schodzić na margines, pozostawiając wolne pole dla centrystów i lewicy.

Należy dodać, iż klerykalizm i religijność jedynie na pokaz są specyfiką polskiej prawicy i świadczą o jej zacofaniu w stosunku do ugrupowań prawicowych Europy Zachodniej. Przeciwstawić się dwóm pozostałym siłom, postkomunistom i centrystom, mogłaby w najbliższym czasie prawica nienacjonalistyczna i laicka (nie koncentrująca się na kwestiach religijnych). Z pewnością nie zagwarantuje to zwycięstwa wyborczego, ale może uczynić je możliwym. Później będzie czas na dekomunizację, lustrację i budowę kapitalizmu dla wszystkich.

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.06.2026 11:29
Źródło: Tygodnik Solidarność 22/2026, oprac. Ludwik Pęzioł