Szukaj
Konto

Co znaczy zmartwychwstanie ciała?

03.04.2026 19:29
Co znaczy zmartwychwstanie ciała?
Źródło: Wikipedia | Autor: Piero della Francesca | Licencja: Public Domain | "Zmartwychwstanie", Piero della Francesca
Komentarzy: 0
Uczniowie, jak zostało to zapisane w Ewangelii, „poznali Go po Jego ranach”, które – choć już nie krwawiły i nie bolały – pozostały na Jego ciele także po zmartwychwstaniu. Perspektywa zmartwychwstania dotyczy nie tylko rzeczywistości odległej i nieuchwytnej rozumowo, ale także naszej codzienności.
Co musisz wiedzieć:
  • Autorka wyjaśnia, że zmartwychwstanie ciała oznacza przemianę człowieka w nową, nieśmiertelną formę istnienia, przy zachowaniu jego tożsamości i jedności duszy z ciałem.
  • Zmartwychwstanie Chrystusa, rozpoznanego przez uczniów po ranach, jest dla chrześcijan dowodem Jego boskości oraz zapowiedzią odkupienia.
  • Ich zdaniem człowiek ma tylko jedno życie ziemskie, po którym następuje sąd Boży i ostateczne zmartwychwstanie.

Wiara w zmartwychwstanie radykalnie różni się od koncepcji życia opartego jedynie na prawach biologii i uznającego kres ziemskiej egzystencji za koniec życia jako takiego. Różni się także od wiary w reinkarnację, która zakłada otrzymywanie wielu szans na moralną odnowę na drodze kolejnych wcieleń.

 

Poznali Go po ranach

Wiara w zmartwychwstanie – obejmujące także ciało – to także określona koncepcja filozoficzna, uznająca wartość ludzkiego ciała jako „świątyni Ducha Świętego”.
Zmartwychwstanie Chrystusa to dowód na to, że jest On Bogiem, panującym nie tylko nad materią i czasem, ale także pokonującym śmierć. Ten sam Bóg, który okazał tak niewyobrażalną potęgę, pozostał po swoim zmartwychwstaniu wciąż bliski człowiekowi. Uczniowie, jak zostało to zapisane w Ewangelii, „poznali Go po Jego ranach”, które – choć już nie krwawiły i nie bolały – pozostały na Jego ciele także po zmartwychwstaniu. Nad tym, dlaczego tak się stało, debatowali przez wieki teologowie. W ich rozważaniach często pojawiała się refleksja o tym, że rany te miały przypominać ludziom sens Chrystusowej Męki i zmartwychwstania – aktu nieskończonej miłości do człowieka. Miały zarazem dawać ludziom nadzieję na to, że ich własne rany po zmartwychwstaniu nie będą już boleć, ale stanowić przeniknięty Bożą łaską element ich unikalnej tożsamości, cierpienia zjednoczonego z Pasją samego Boga.

– W modlitwie „Duszo Chrystusowa”, którą bardzo kochał św. Ignacy Loyola, jest piękny zwrot: „W ranach Twoich ukryj mnie”. Rany Chrystusa jako coś, w czym znajduję schronienie. To właśnie w ranach Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego – bo te rany zostają również po zmartwychwstaniu, jako świadectwo prawdziwej miłości – do których przykładam swoje własne rany, znajduję uzdrowienie

– mówił w swoim świadectwie kapłana uzdrowionego z depresji ks. Przemysław Wysogląd SJ w rozmowie z Piotrem Kosiarskim opublikowanej na portalu Deon.pl.

 

Jedyny taki Bóg

Rany zmartwychwstałego Chrystusa to także „pomost” między światem ziemskim i Niebem. Jezus po przejściu przez granicę śmierci nadal pozostaje sobą, ale z ciałem już przemienionym, należącym już do innego wymiaru. Ślady Jego Męki sprawiają, że uczniowie mogą Go rozpoznać. Nie jest on dla nich „zjawą” czy widzeniem mistycznym, ale człowiekiem – Bogiem, tym samym, który z nimi jadł, rozmawiał i przemierzał ziemskie drogi. To jedyny taki Bóg. Jedyny, który „uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi”. Żaden inny system religijny nie uznaje Boga tak bliskiego człowiekowi i do tego stopnia solidaryzującego się z jego losem, że aż przyjmującego jego naturę.

Chrystus, choć – wbrew temu, czego chcieli drwiący z Niego niedowiarkowie – nie zszedł z krzyża i nie okazał swojej potęgi na sposób ziemski, to przecież pozostał Bogiem i dał dowód tego, zmartwychwstając. Został jednak wierny logice „królestwa, które nie jest z tego świata” i nie pokonał swoich wrogów przemocą, nie oślepił ich blaskiem swojej chwały, niejako zmuszając do uznania Go za Boga, ale nawet po zmartwychwstaniu pozostał ukryty za zasłoną tajemnicy, pozostawiając ludziom wolność, czy zdecydują się, jak pisał Zbigniew Herbert, „zaufać niepewnej jasności”.

Bóg, cierpliwy i miłosierny, jest jednocześnie – jak głosi jedna z głównych prawd wiary „sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. W myśl zasad religii chrześcijańskiej każdy człowiek ma – inaczej niż w grach komputerowych – „do dyspozycji” tylko jedno życie ziemskie, podczas którego jego zadaniem jest zrealizowanie powierzonego mu przez Boga powołania i w efekcie – zjednoczenia się z Nim po śmierci. „Wystarczy ci mojej łaski” – mówi do każdego Bóg na kartach Pisma Świętego. Nie wymaga zarazem osiągnięcia „sukcesu” w rozumieniu światowym, ale często prowadzi człowieka odwrotną do ziemskiej logiki drogą ewangelicznych ośmiu błogosławieństw.

„Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi miłosierdzia Mojego. Kto nie chce przejść przez drzwi miłosierdzia, ten musi przejść przez drzwi sprawiedliwości Mojej”

– czytamy w „Dzienniczku” św. Faustyny orędzie przekazane jej przez Pana Jezusa. Śmierć to właśnie „przejście przez drzwi Bożej sprawiedliwości”, moment, w którym nie da się udawać, kombinować, rzeczywistość, w której nie istnieją łapówki, medialne „narracje”, kruczki prawne ani przerzucanie odpowiedzialności. Chrześcijańskie orędzie o tym, że żyjemy na ziemi tylko raz, a następnie stajemy przed Bogiem, który jest miłością, ale i prawdą, radykalnie odbiega od filozofii buddyjskiej, hinduistycznej, New Age czy koncepcji propagowanej w grupie Chabad Lubawicz, głoszącej istnienie reinkarnacji, dzięki której dusza oczyszcza się na drodze wielu ziemskich wcieleń.

 

„Chodźcie, błogosławione oczy”

– Dusze świętych, jaśniejące chwałą, zstąpią z nieba i zbliżą się do swych ciał, błogosławiąc je i mówiąc: „Chodź do mnie mój towarzyszu cierpień! Pracowałeś na chwałę Boga, tyle cierpiałeś i walczyłeś. Teraz dla nas obojga przyszedł czas nagrody!”

– mówił o zmartwychwstaniu święty Jan Maria Vianney.

„Chodźcie błogosławione oczy, które tyle razy zamykałyście się na widok rzeczy nieczystych, w obawie utraty łaski Bożej; chodźcie oglądać w niebie piękno, o jakim nawet wam się nie śniło! Uszy moje, które bałyście się brudnych i oszczerczych rozmów, usłyszcie teraz w niebie melodię tak cudowną, że trwać będziecie w nieustającym zachwycie. Ręce moje i nogi, które tak często biegłyście z pomocą nieszczęśliwym, chodźcie ze mną, żeby na wieki zażywać tego pięknego nieba, chodźcie uwielbiać najdroższego Zbawiciela, który tak bardzo nas ukochał”

– pisał, podkreślając, iż zmartwychwstanie jest momentem, kiedy w nieodwołalny sposób człowiek zbiera to, co zasiał podczas swojego ziemskiego życia.

– I wtedy wyjdą nieszczęśliwe dusze potępieńców, ohydne jako szatani, opuszczą na moment głębokie otchłanie i z rozpaczą będą szukać swoich ciał. Och, chwilo złowroga! Kiedy dusza potępieńca połączy się z ciałem, wówczas ciało to odczuje natychmiast całą piekielną kaźń. Ciała i dusze odrzuconych będą się nawzajem przeklinały. „Ach przeklęte ciało – zawoła dusza – to przez ciebie walałam się w odchodach nieczystości, a teraz już tyle wieków palę się i cierpię w piekle” 

– ostrzegał proboszcz z Ars.

Po co duszy po śmierci ciało? Chrześcijańska koncepcja człowieka zakłada jego integralność, podkreślając, że ciało jest „mieszkaniem ducha” i jako takie zasługuje na szacunek. Ciało zmartwychwstałe, choć będzie nadal nasze, będzie już jednak odpowiadało rzeczywistości pozaziemskiej, której „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”.

„Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wcześniej nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne... Trzeba, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność”

– nauczał o św. Paweł w Liście do Koryntian.

„Zmartwychwstały posiada ciało chwalebne, to znaczy taki sposób egzystencji, który odpowiada chwale Boga. «Ciało duchowe» jest ciałem przemienionym przez Ducha ożywiającego, radykalnie przekształconym na wzór Chrystusa zmartwychwstałego w chwale”

– pisze na stronie Mateusz.pl ks. prof. Dariusz Kowalczyk.

„Zmiana będzie radykalna, tak że trudno wyobrazić nam sobie jej rezultat, ale – z drugiej strony – owa zmiana nie oznacza zerwania ciągłości: w niebie i w nowym ciele będziemy czuć się całkowicie sobą i to w łączności z życiem ziemskim. Analogicznie zapłodniona ludzka komórka jajowa w niczym nie przypomina dorosłego człowieka, który się z niej rozwinie, choć przecież jest to ten sam człowiek. W śmierci i zmartwychwstaniu nie chodzi ani o całkowite zniszczenie oraz nowe stworzenie ex nihilo (z niczego), ani też o proste ożywienie zwłok, lecz o odkupienie naszego ciała”

– tłumaczy.

„Rozumienie zmartwychwstania jako ostatecznej reanimacji miało niewątpliwie wpływ na szczególną troskę chrześcijan o miejsce spoczynku swoich zmarłych. Dla niektórych nieznajomość miejsca spoczynku bliskiego zmarłego wiązała się z niepokojem o jego zmartwychwstanie. Mylenie zmartwychwstania z reanimacją owocuje również w dzisiejszych czasach przekonaniem niektórych, że grób zmarłego będzie miejscem jego zmartwychwstania. Zresztą nie brak obrazów, które tak właśnie przedstawiają wydarzenie zmartwychwstania: blade, wychudzone postaci podnoszą się ze swych grobów”

– dodaje teolog.

„[Zmartwychwstanie] nie jest to powrót do ziemskiego życia, ale przejście do nowej, chwalebnej egzystencji”

– naucza Katechizm Kościoła Katolickiego.

 

Zwycięzca śmierci, piekła i szatana

Zmartwychwstanie Chrystusa to zarazem tajemnica, jak i doświadczenie na tyle konkretne i rzeczywiste, że dzięki niemu uczniowie – ci sami, którzy wcześniej, z wyjątkiem świętego Jana – uciekli spod krzyża, wszyscy oddają za Jezusa życie, nie wahając się przyjąć śmierci męczeńskiej i nie wyrzekając się swojej wiary. Królestwo „nie z tego świata” pozostaje tajemnicą, której przeczucie możemy czasem odnaleźć w sztuce. Wspaniale uchwycił płynącą ze Zmartwychwstania siłę, pozbawioną jednocześnie przemocy, włoski malarz Piero della Francesca.

„Figura Chrystusa stoi mocno na tle melancholijnego toskańskiego pejzażu. Jest to postać zwycięzcy. W lewej ręce trzyma krzepko proporzec. Prawą przytrzymuje całun jak senatorską togę. Ma mądrą, dziką twarz o przepaścistych oczach Dionizosa. Prawą nogę wsparł na krawędzi grobowca, tak jak przygniata się szyję pokonanego w pojedynku. Na pierwszym planie czterech rzymskich strażników porażonych snem. Kontrast tych dwóch stanów – nagłego przebudzenia i ciężkiego letargu ludzi zamienionych w przedmioty – jest uderzający. Światło akcentuje niebo i Chrystusa; strażnicy, pejzaż w tle napełnieni są cieniem. Chociaż cała grupa jest pozornie statyczna, Piero genialnie, jak fizyk, zademonstrował problem bezładu i ruchu, żywej energii i drętwoty, cały dramat życia i śmierci wyrażonej miarami bezwładności”

– pisał o Chrystusie, „zwycięzcy śmierci, piekła i szatana” Zbigniew Herbert w zbiorze esejów „Barbarzyńca w ogrodzie”.

Na koniec przywołajmy jeszcze raz homilię św. Jana Pawła II wygłoszoną dwa lata przed jego śmiercią, ale aktualną także w roku 2026:

– Niech Maryja, radosny świadek zmartwychwstania, pomaga wszystkim „postępować w nowym życiu” i uświadomi każdemu z nas, że „dawny nasz człowiek został współukrzyżowany” z Chrystusem, i dlatego powinniśmy uznać, że jesteśmy ludźmi nowymi, i jak ludzie nowi postępować, „żyjąc dla Boga w Chrystusie Jezusie” (por. Rz 6,4–11). Amen. Alleluja!

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.04.2026 19:29
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 13/2026, oprac. Ludwik Pęzioł