Wyciekły dane milionów Polaków. „Uśmiechnięta” amatorka z kartonu

- Z artykułu wynika, że autor ocenia wyciek danych z systemów MyDr jako jeden z najpoważniejszych incydentów cyberbezpieczeństwa w Polsce, twierdząc, że mógł objąć dane nawet 19 mln osób i stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa oraz prywatności obywateli.
- Autor wiąże incydent z krytyką obecnego rządu i kierownictwa resortów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, zarzucając im brak kompetencji, osłabianie służb oraz niewłaściwe zarządzanie obszarem cyberbezpieczeństwa.
- Tekst przywołuje także wcześniejsze przypadki związane z bezpieczeństwem państwa (m.in. sprawę szpiega w warszawskim ratuszu i obecność chińskiego robota w porcie wojskowym), przedstawiając je jako przykłady systemowych zaniedbań i argument na rzecz tezy o pogarszającym się poziomie bezpieczeństwa w Polsce.
Problem w tym, że jest totalnie odwrotnie, bo bezpieczeństwo nie polega na sprawianiu wrażenia profesjonalisty, tylko na wiedzy i doświadczeniu. Na pracy, przewidywaniu ryzyka, procedurach, kontroli dostępu i odpowiedzialności za decyzje.
Dziś mamy sytuację, w której służby i instytucje mierzą się z jednym z największych incydentów cyberbezpieczeństwa w historii Polski. Dane z systemów MyDr mogły zostać wykradzione na skalę sięgającą 19 milionów osób. Dla poważnych ludzi to potężny problem, w końcu dotyczy danych połowy Polaków, a dla nich? Kolejny temat do „odbębnienia” na konferencji prasowej, by jak najszybciej wrócić do politycznej i/lub ideologicznej młócki. Nie ma przypadku, że kluczowy resort, czyli ministerstwo cyfryzacji przypadło komu? Kawiorowej lewicy.
A temat jest wyjątkowo poważny, bo jest to potencjalny problem bezpieczeństwa milionów obywateli, a dane medyczne są jednymi z najbardziej wrażliwych informacji, jakie można posiadać. Jak i kiedy oraz przez kogo zostaną wykorzystane? Ciężko przewidzieć.
Polskie paszporty w rękach Kremla
Pamiętacie szpiega w warszawskim ratuszu? Tomasz L. pod okiem urzędników Rafała Trzaskowskiego przez pięć lat wynosił z archiwum dane i dokumenty, które umożliwiały rosyjskim służbom tworzenie tzw. nielegałów, czyli fałszywych tożsamości, które pozwalają uśpionym agentom działać na cudzych personaliach, z nowym życiorysem. Przez lata L. był nietykalny, tym bardziej, że wcześniej z nadania Radosława Sikorskiego znalazł się w komisji likwidacyjnej WSI. Ostatecznie po zmianie władzy, za rządów Prawa i Sprawiedliwości, dzięki systemowi Pegasus udało się namierzyć pracującego dla Rosji szpiega, ale że pod obserwacją byli również ludzie podejrzani w sprawach kryminalnych, a mający pośrednie lub wprost związki z partią Donalda Tuska, to Pegasusa wyrzucono do kosza.
Dlaczego wspominam o tym szpiegu? Ano dlatego, że do dziś w rękach Kremla znajdują się polskie paszporty i z pewnością nieraz już były i będą wykorzystane. Jak choćby stało się w marcu br., gdy złapano „turystę” Azerbejdżanina z polskim paszportem fotografującym tysiącami zdjęć bazę Souda na Krecie, czyli po prostu ruch okrętów NATO i USA.
Z każdym miesiącem jest coraz gorzej, bo po pierwsze służby są sukcesywnie rozmontowywane, a po drugie obsadzane partyjnymi pionkami. Wystarczy powiedzieć, że na ich czele na zmianę znajdował się jeden oficer polityczny Donalda Tuska (Tomasz Siemoniak) i drugi (Marcin Kierwiński). Amatorzy, których różni tylko tyle, że jeden jest sympatyczny, a w drugim kultury osobistej jest tyle co wiedzy i inteligencji.
Wykradzione dane to nie wszystko
W tym samym czasie oglądamy kolejny obrazek: chiński humanoidalny robot Unitree G1 pojawia się w porcie Marynarki Wojennej. Na filmiku opublikowanym dla „lajków”. I nie chodzi o byle jakiego robota, w końcu firma Unitree Robotics została w czerwcu 2026 r. wpisana przez amerykański Departament Obrony na listę Chinese Military Companies (Section 1260H), obejmującą podmioty uznawane przez USA za wspierające chińską strategię wojskowo-cywilnej fuzji.
Technologia nie musi z definicji oznaczać zagrożenia, a wręcz przeciwnie, dawać bezpieczeństwo obywatelom. Jednak do tego istotnego rozróżnienia potrzeba kompetentnych patriotów – nie „uśmiechniętych” amatorów. Chodzi o elementarną zasadę bezpieczeństwa: kto i na jakiej podstawie dopuścił obce urządzenie do przestrzeni wojskowej? Odpowiedzialnych brak, wpis z mediów społecznościowych pracownicy resortu skasowali i dla nich problem został rozwiązany. Można pójść pograć w CS’a.
A w Polsce mamy problem znacznie większy niż durny filmik promocyjny. W bezpieczeństwie najgroźniejsze nie są pojedyncze błędy. Najgroźniejsza jest kultura, w której błędy bezpieczeństwo jest tylko hasłem na PR-owym opakowaniu, a kolejne kompromitacje przestają kogokolwiek szokować. I właśnie dlatego tak groteskowo brzmią opowieści o „profesjonalistach”, którzy mieli przywrócić państwu standardy. Profesjonalizm poznaje się nie po groźnych minach, liczbie wojskowych w tle na konferencjach prasowych. pięknych słowach i deklaracjach, ale po tym, czy system wytrzymuje kontakt z rzeczywistością i przede wszystkim: czy obywatele mogą czuć się bezpiecznie.
Niebezpieczny cyrk
Bo jeżeli nie potrafisz ochronić danych milionów obywateli, a wrażliwa infrastruktura państwa wymaga ciągłego gaszenia pożarów, jeżeli procedury bezpieczeństwa w obiekcie wojskowym okazują się niewystarczające, a jednocześnie energia rządu idzie w polityczne polowania i medialne szopki, to trudno mówić o profesjonalizmie.
Można powiedzieć brutalnie: ci ludzie nie powinni odpowiadać nawet za bezpieczeństwo naleśnikarni. Bo tam również trzeba wiedzieć, kto może wejść na zaplecze, co znajduje się w kuchni i czy ktoś nie wyniesie danych klientów razem z rachunkiem. Polskie państwo jest jednak trochę bardziej skomplikowane niż naleśnikarnia, a bezpieczeństwo nie może być spektaklem na potrzeby Tik Toka. Albo pretekstem do kolejnych wojenek z prezydentem jak wtedy, gdy Donald Tusk próbował awansować swoich ludzi, których jedyną „zasługą” było uczestnictwo w operacji nielegalnych i wrogich wobec demokracji i kandydata opozycji (dziś prezydenta Karola Nawrockiego) działań. Ale to już na inny tekst. Przy okazji (oby nie, ale czy powinniśmy się łudzić?) ich następnej kompromitacji.
Komentarze
Rymanowski przypomniał głośny wywiad. Dziennikarz ma radę dla premiera

Tusk miał złożyć Kosiniakowi-Kamyszowi zaskakującą propozycję. Chodzi o fotel premiera

Tchórzostwo i kłamstwo. Tusk nieobecny na obchodach wybuchu Powstania Warszawskiego


