Trump otwiera drogę rosyjskiemu dieslowi. Ekspert wskazuje trzy sygnały dla Polski

-
Donald Trump miał ogłosić porozumienie z Władimirem Putinem dotyczące dostaw do 4,8 mln ton rosyjskiego diesla na rynek amerykański i inne rynki światowe. Według opisywanej deklaracji dostawy miałyby być realizowane w kolejnych miesiącach.
-
Sebastian Meitz wskazuje trzy polityczne sygnały tej decyzji: wobec Rosji — gotowość Waszyngtonu do ustępstw, wobec Ukrainy — możliwość zwiększenia presji na ograniczenie ataków na rosyjskie rafinerie, a wobec sojuszników — ryzyko osłabienia zaufania do przewidywalności polityki USA.
-
Zdaniem autora Polska powinna wzmacniać sojusz ze Stanami Zjednoczonymi poprzez konkretne wspólne interesy. Wskazuje m.in. na obecność wojsk amerykańskich, współpracę przemysłów obronnych i integrację zdolności wojskowych.
Porozumienie prezydentów Donalda Trumpa i Władimira Putina w sprawie dostaw rosyjskiego diesla na rynek amerykański i rynki światowe wywołało pytania o skuteczność sankcji wobec Rosji oraz wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako sojusznika.
Wczesnym popołudniem czasu amerykańskiego 9 października prezydent Donald Trump zamieścił na swojej platformie Truth Social wpis, który w ciągu kolejnych godzin odbił się szerokim echem na całym świecie. Ogłosił bowiem, że w wyniku rozmowy z prezydentem Putinem Rosja dostarczy na rynek amerykański oraz pozostałe rynki światowe łącznie do 4,8 miliona ton diesla, sukcesywnie na przestrzeni kolejnych miesięcy, przy czym część zapowiedzianych dostaw będzie uzależniona od stanu rosyjskich rafinerii. Deklaracja ta wywołała szereg reakcji zarówno w samych Stanach Zjednoczonych, jak i w Rosji, na Ukrainie, w Polsce oraz w innych krajach. Stała się również przyczynkiem do podważania sensu i znaczenia sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, szczególnie na naszym lokalnym podwórku. W niniejszej analizie pozwolę sobie wskazać szerszy kontekst tej deklaracji oraz odpowiedzieć na pytanie, co oznacza ona dla Polski.
Zapowiedzi prezydenta Trumpa towarzyszyła formalna decyzja amerykańskiej administracji. 9 października 2026 r. Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC), działające w strukturach Departamentu Skarbu USA, opublikowało licencję generalną nr 135, zezwalającą na określone transakcje związane ze sprzedażą, dostawą, rozładunkiem i importem oleju napędowego pochodzącego z Rosji. Oznacza to czasowe dopuszczenie wskazanych operacji, a nie zniesienie całego systemu sankcji wobec rosyjskiego sektora energetycznego.
Rosyjski diesel a amerykańskie wybory
Na początek warto przyjrzeć się amerykańskiemu kontekstowi ekonomicznemu. Przede wszystkim rynek diesla w Stanach Zjednoczonych jest bardzo zróżnicowany. Amerykańska Administracja Informacji Energetycznej (EIA) podaje średnie ceny dla dziesięciu regionów. O ile średnia cena w USA na dzień 5 października wynosiła 6,199 dolara za galon (3,79 litra), o tyle regionalnie wahała się od 5,699 dolara w regionie PADD 1C (południowa część wschodniego wybrzeża) do 8,082 dolara w Kalifornii. Wynika to nie tylko z różnic w regulacjach na poziomie poszczególnych stanów, ale też z regionalnych różnic w popycie i podaży, związanych zarówno z lokalnymi możliwościami produkcyjnymi, jak i dostępnością dostaw z innych regionów oraz możliwością bezpośredniego importu. Co ważne, ceny te w ujęciu rocznym wzrosły średnio o 67%, a ich główny, dynamiczny wzrost rozpoczął się w marcu tego roku i był związany z operacją Stanów Zjednoczonych prowadzoną w Iranie. Jednocześnie, co ważne z punktu widzenia popytu, amerykańskie zużycie produktów destylowanych, w tym przede wszystkim diesla, wynosi około 4 milionów baryłek dziennie, co odpowiada około 600-650 tysiącom ton. Zakładając, że całość zaplanowanych dostaw miałaby trafić do Stanów Zjednoczonych, mówimy o pokryciu zapotrzebowania na te paliwa przez mniej niż 10 dni, a w przypadku pierwszej zaplanowanej dostawy, wynoszącej 300 000 ton, o pokryciu zaledwie około połowy dziennego zapotrzebowania.
Warto jednak pamiętać, że nie jest to jedyne działanie, które administracja Stanów Zjednoczonych podejmuje na rynku diesla. Na kilka dni przed ogłoszeniem zawieszenia sankcji na import diesla z Rosji prezydent Trump podpisał rozporządzenie umożliwiające korzystanie z barwionego oleju napędowego w transporcie drogowym oraz przewidujące możliwość odroczenia do końca roku zapłaty federalnej akcyzy, bez naliczania odsetek i kar. Prowadzone są również prace nad wykorzystaniem regulacji federalnych do zwiększenia dostaw paliwa i ograniczenia barier produkcyjnych, w tym nad ułatwieniami transportowymi i działaniami podejmowanymi we współpracy z władzami stanowymi. Wszystkie te działania mają jeden cel: obniżenie cen diesla, szczególnie dla odbiorców indywidualnych oraz małego i średniego biznesu, w przededniu wyborów połówkowych do Izby Reprezentantów i Senatu, zaplanowanych na 3 listopada. I o ile oczywiście sam import 300 000 ton diesla nie rozwiąże w istotny sposób problemu wysokich cen na poziomie federalnym, o tyle samo ogłoszenie zawieszenia sankcji wpłynęło na obniżenie marży rafineryjnej dla kontraktów terminowych na diesel ULSD względem ropy WTI na giełdzie w Nowym Jorku o 6,45 dolara za baryłkę, czyli o około 6,2%, do poziomu 96,80 dolara. Dużo ważniejszy jest jednak kontekst lokalny. Dodatkowe 300 000 ton może być skierowane do regionów, w których odbiorcy są najbardziej wrażliwi na wysokie ceny diesla. Zwiększenie podaży może również stanowić przyczynek do innych działań interwencyjnych na rynku, szczególnie w okręgach, które będą ważne z punktu widzenia listopadowych wyborów.
Z drugiej strony równie istotny jest kontekst ekonomiczny w samej Federacji Rosyjskiej. Intensywne ataki ukraińskie na infrastrukturę rafineryjną na terenie Rosji, których skutki pogłębiają sankcje międzynarodowe ograniczające dostęp do wyposażenia niezbędnego do napraw uszkodzonych instalacji, sprawiły, że produkcja diesla w Rosji w ujęciu rocznym spadła o około 30%, co spowodowało nie tylko istotne niedobory na rynku krajowym, ale również doprowadziło do wprowadzenia 8 lipca tego roku, po raz pierwszy w historii, zakazu eksportu diesla, który po raz ostatni został przedłużony 30 września do końca października. Choć realizacja porozumienia obu prezydentów będzie oczywiście wymagała umożliwienia eksportu objętych nim ilości paliwa, eksport nawet takich ilości nie pozostanie obojętny dla odbiorców krajowych, którzy jednak w tym kontekście znacząco zeszli na drugi plan. Już tutaj widzimy zatem wyraźną różnicę w ekonomicznych i politycznych konsekwencjach tej decyzji dla obu krajów. Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych decyzja ma w mojej ocenie przede wszystkim przynieść korzyści na rynku wewnętrznym. Z punktu widzenia Rosji korzyści polityczne odniesie przede wszystkim Kreml, podczas gdy koszty ekonomiczne poniosą w dużej mierze odbiorcy krajowi.
Sankcje jako instrument polityki międzynarodowej
Z polskiej perspektywy o wiele ważniejszy jest kontekst międzynarodowy, również unijny, tej decyzji. O ile bowiem Unia Europejska nałożyła sankcje na import diesla z Rosji, o tyle dla oceny działania prezydenta Trumpa warto spojrzeć na szerszy kontekst importu rosyjskich towarów, zarówno do Stanów Zjednoczonych, jak i do Unii Europejskiej. W 2025 roku wartość importu towarów z Rosji do Stanów Zjednoczonych wyniosła 3,8 mld dolarów i była o 87,3% mniejsza niż w roku 2021. W tym samym czasie Unia Europejska sprowadziła z Rosji towary o wartości ponad ośmiokrotnie większej, za około 31 mld dolarów (27,9 mld euro), co oznacza spadek o około 83% w porównaniu z 2021 rokiem. Oczywiście powiązania gospodarcze Europy z Rosją mają inny charakter niż powiązania amerykańskie, niemniej warto mieć z tyłu głowy te liczby, szczególnie wobec pojawiających się w debacie argumentów o finansowym efekcie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Rosją.
W tym miejscu warto przywołać niedawną decyzję Unii Europejskiej z 22 września 2026 roku o zniesieniu sankcji osobistych wobec dwóch oligarchów, Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana, podjętą na skutek zabiegów Francji w sprawie Usmanowa oraz Luksemburga i sprzeciwu Słowacji wobec utrzymania sankcji wobec Fridmana. Stanowi to bowiem dowód na to, że po pierwsze, sankcje nie są celem samym w sobie, ale jednym z instrumentów oddziaływania na państwa trzecie. Po drugie, ich stosowanie jest często podporządkowane realizacji celów polityki wewnętrznej. Po trzecie, w relacjach międzynarodowych, również sojuszniczych, interesy narodowe są bardzo często nadrzędne wobec interesów wspólnotowych. I dotyczy to zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i naszych sojuszników europejskich.
Patrząc na międzynarodowy aspekt tej decyzji z perspektywy Polski, abstrahując od jej kwestii ekonomicznych, trudno jednak oceniać takie porozumienie korzystnie. Rozumiejąc jego wagę dla polityki wewnętrznej Stanów Zjednoczonych, należy jednak zauważyć, że oznacza ono poluzowanie zaostrzonego ledwie kilka tygodni temu systemu sankcyjnego Stanów Zjednoczonych wobec Rosji w zakresie handlu rosyjskim dieslem, co wysyła szereg sygnałów. Żaden z nich nie jest w mojej ocenie korzystny dla Polski.
Trzy sygnały z Waszyngtonu
Wobec Rosji porozumienie sygnalizuje bowiem gotowość do rozmów i zmiany wcześniejszych decyzji w imię realizacji interesów wewnętrznych. Oczywiście nie powinno to być zaskakujące dla nikogo, kto rozumie fundamenty doktryny America First forsowanej przez prezydenta Trumpa. Niemniej może być, szczególnie na Kremlu, odebrane jako wyraz słabości obecnej administracji i sygnał gotowości Waszyngtonu do dalszych ustępstw. Oczywiście również to nie jest niczym zaskakującym, bo wynika wprost z bardzo mocno transakcyjnej natury prowadzenia polityki przez obecną administrację, ale może budzić, i budzi, niepokój wśród sojuszników.
Wobec Ukrainy sygnalizuje to oczekiwanie realizacji działań zgodnych z linią Waszyngtonu. Przez ostatnie kilka tygodni Stany Zjednoczone wzywały Ukrainę do zaniechania ataków na rosyjskie rafinerie, upatrując w tym szansy na obniżenie cen diesla na rynkach światowych, co mogłoby przełożyć się również na ceny dla odbiorców końcowych w USA. Co więcej, według doniesień prasowych przedstawiciele administracji amerykańskiej mieli ostrzec stronę ukraińską, że kontynuowanie ataków na rosyjską infrastrukturę naftową może zagrozić dalszej współpracy wywiadowczej ze Stanami Zjednoczonymi. Oznaczałoby to, że Waszyngton jest gotowy wykorzystywać również instrumenty współpracy w zakresie bezpieczeństwa do wywierania presji na Kijów w sprawach bezpośrednio związanych z amerykańskimi interesami gospodarczymi. Zawarcie porozumienia z Rosją w tym kontekście może być sygnałem również dla Kijowa, który może odczytać je jako kolejną formę presji ze strony Waszyngtonu, zmierzającej do ograniczenia ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę rafineryjną. Niezależnie od oceny polityki międzynarodowej prowadzonej aktualnie przez Wołodymyra Zełenskiego, nie jest to korzystna wiadomość dla Ukrainy.
U pozostałych sojuszników, w tym wśród części polityków i komentatorów w Polsce, może to wywołać wrażenie obniżonej wiarygodności Stanów Zjednoczonych jako partnera i sojusznika. Taka narracja przebija się bowiem z wielu wpisów w mediach społecznościowych, również wśród osób o zdecydowanie proatlantyckich poglądach. W tym miejscu warto jednak pamiętać o przywołanym powyżej kontekście, zarówno ekonomicznym, jak i politycznym. I o tym, że sankcje to narzędzie, a jego stosowanie musi być i jest dostosowywane do okoliczności.
Realizm zamiast politycznych złudzeń
W odniesieniu do ostatniego z tych aspektów jest jeszcze jeden ciekawy element, na który zwrócił mi uwagę w swoim komentarzu jeden z użytkowników platformy X, kryjący się pod nazwą Bad Idea. Decyzja prezydenta Trumpa wzmaga nieprzewidywalność działań administracji amerykańskiej, co akurat w tym kontekście przewrotnie można oceniać pozytywnie. O ile bowiem historycznie to Kreml miał możliwość arbitralnego decydowania o dostawach surowców energetycznych do Europy lub ich wstrzymywaniu, o tyle dzisiaj jedna decyzja Waszyngtonu może w istotny sposób wpływać na warunki rosyjskiego eksportu surowców i produktów energetycznych.
Cała ta sytuacja pokazuje też, jak wiele wyzwań niesie ze sobą dzisiejsze otoczenie międzynarodowe i jak bardzo musimy być, jako państwo i jako społeczeństwo, przygotowani na różne scenariusze. Przede wszystkim widoczne jest daleko idące odchodzenie od paradygmatu liberalizmu w stosunkach międzynarodowych, który dominował przez ostatnie dziesięciolecia i którym, niestety, zdaje się nadal kierować część polskich elit. Interesy narodowe, zarówno w polityce Stanów Zjednoczonych, jak i w polityce wielu krajów europejskich, odgrywają coraz ważniejszą rolę, również kosztem dotychczasowych mechanizmów współpracy wielostronnej. Agresja Rosji na Ukrainę tylko przyspieszyła te trendy i spowodowała znaczący powrót do realizmu w relacjach między państwami.
Pomimo, a może zwłaszcza z uwagi na te tendencje, warto patrzeć na nasze relacje szerzej, a nie tylko w kontekście tej czy innej deklaracji takiego czy innego przywódcy. Silne relacje ze Stanami Zjednoczonymi, niezależnie od tego, kto sprawuje aktualnie władzę w Waszyngtonie, są kluczowe dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej. Czy te silne relacje i bliski sojusz oznaczają, że decyzje administracji amerykańskiej będą podejmowane z myślą o polskim interesie? Oczywiście, że nie. Czy to jednak oznacza, że przy każdej decyzji należy podważać sens i stabilność tego sojuszu? Oczywiście, że nie.
Polski interes narodowy jako fundament sojuszu transatlantyckiego
Dojrzałe i silne państwa, szczególnie takie, które pozycjonują się jako dynamiczne średnie mocarstwa, muszą opierać fundamenty swojej polityki na realnej ocenie środowiska międzynarodowego i na własnym interesie. W przypadku Polski oznacza to konieczność takiego kształtowania relacji ze Stanami Zjednoczonymi, aby ich trwałość wynikała nie tylko ze wspólnych deklaracji politycznych, ale przede wszystkim z konkretnych, wzajemnych interesów strategicznych. Stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce, pogłębianie współpracy przemysłowej i technologicznej oraz dalsza integracja naszych zdolności obronnych powinny służyć nie tylko wzmacnianiu polskiego bezpieczeństwa, ale również zwiększaniu znaczenia Polski w amerykańskim systemie bezpieczeństwa. Im bardziej bezpieczeństwo naszego regionu będzie powiązane z konkretnymi interesami strategicznymi Stanów Zjednoczonych, tym trudniej będzie kolejnym administracjom w Waszyngtonie traktować Europę Środkową jako obszar, w którym można dokonywać jednostronnych korekt polityki bez istotnych konsekwencji dla samych Stanów Zjednoczonych.
Nie oznacza to oczywiście, że uda się wyeliminować rozbieżności interesów, szczególnie w relacjach z mocarstwem o globalnych ambicjach i zobowiązaniach. Oznacza jednak, że zamiast oczekiwać od naszych sojuszników bezwarunkowego uwzględniania polskich interesów, powinniśmy konsekwentnie budować takie relacje, w których realizacja tych interesów będzie również leżała w ich własnym interesie. Mniej emocji, przede wszystkim w publicznych komentarzach, a więcej realizmu, przede wszystkim w działaniach, to pierwsza rzecz, której powinna nauczyć się nasza klasa polityczna.
[Autor - Sebastian Meitz jest ekspertem Instytutu Sobieskiego w zakresie obronności i polityki zagranicznej]
[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", FAQ i niektóre śródtytuły od Redakcji]
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
- Ile rosyjskiego diesla ma trafić na rynek? Trump zapowiedział dostawy do około 4,8 mln ton, przeznaczone na rynek amerykański i inne rynki światowe.
- Czy USA całkowicie zniosły sankcje na rosyjskie paliwa? Nie. OFAC wydał licencję dopuszczającą określone transakcje dotyczące rosyjskiego diesla.
- Co porozumienie oznacza dla Polski? Zdaniem Sebastiana Meitza może osłabiać zaufanie do przewidywalności polityki USA, ale nie podważa strategicznego znaczenia polsko-amerykańskiego sojuszu.
Tagi
Komentarze
Miedwiediew grozi USA. Wzywa do „bezpośredniego odstraszania militarnego”

Ceny paliw w dół. Berlin podjął decyzję
Diesel najdroższy w historii. Pomoc możliwa już od października

Nowy rekord cen diesla. W tych województwach jest najdrożej
Kongres zrobił kluczowy krok ws. Rosji. Potężne sankcje coraz bliżej



