Szukaj
Konto

Tadeusz Płużański: „Inka” i „Zagończyk” ostatnie chwile życia

Tadeusz Płużański: „Inka” i „Zagończyk” ostatnie chwile życia
Źródło: IPN | Autor: IPN | Licencja: IPN | Inka i Zagończyk, żołnierze V Brygady Wileńskiej AK.
28 sierpnia 1946 r. w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku komuniści zamordowali Danutę Siedzikównę „Inkę”, sanitariuszkę 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, oraz Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” - żołnierza mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Przed godziną 6.00 rano do więzienia przybył pluton egzekucyjny. Młodzi żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (odpowiednik wojsk wewnętrznych NKWD) byli uzbrojeni w pepesze. Jak zwykle za udział w egzekucji mieli dostać dodatkową przepustkę, pieniądze na kiełbasę i wódkę. Jak zwykle mówiono im, że mają zabić groźnych bandytów. Tym razem jednak do piwnicy aresztu, obok mężczyzny w średnim wieku, sprowadzono młodą dziewczynę...

Spowiedź przed egzekucją

Przed egzekucją "Inkę" wyspowiadał ks. Marian Prusak, uczestnik powstania warszawskiego, ściągnięty przez UB-eków z kościoła garnizonowego w Rumi, gdzie był wikarym: "Była bardzo spokojna. Wyspowiadała się i prosiła, by pójść do mieszkania we Wrzeszczu i powiedzieć, że ją rozstrzelano. Do siostry, która była w domu dziecka w Sopocie, wysłała już pocztówkę z informacją, że dostała wyrok śmierci. [...] W końcu zaprowadzono mnie do sali egzekucyjnej. [...] Tam była cała gromada UB, jacyś żołnierze, lekarz, prokurator. Chyba z trzydzieści osób. Było ciemno. Oszołomiła mnie ta sytuacja. W końcu wprowadzili skazańców. Prawdopodobnie mieli skute albo związane ręce. Ubecy zachowywali się grubiańsko. Nie chciałbym przytaczać tu wyzwisk, które sypały się na dziewczynę i tego pana [o tym, że był to "Zagończyk", ks. Prusak dowiedział się dopiero po latach]. Ustawiono ich pod słupkami przy ścianie. Przed rozstrzelaniem dałem im krzyż do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Prokurator siedział za małym stolikiem okrytym czerwonym suknem. Odczytał wyrok i powiedział, że nie było ułaskawienia”.

"Niech żyje Polska!"

Prokurator to mjr Wiktor Suchocki, który po chwili wydał komendę: "Po zdrajcach narodu - ognia!". Stojący za plutonem egzekucyjnym ubecy do końca wyzywali skazańców od najgorszych. Chwilę przed śmiercią Danuta Siedzikówna i Feliks Selmanowicz krzyknęli: "Niech żyje Polska!", tak jakby się umówili. W wygłuszonym pomieszczeniu, zwanym przewrotnie "salą śmiechu", rozległa się salwa. "Inka" i "Zagończyk" osunęli się na ziemię. Dziewczyna wciąż jednak żyła. Powód? Ustawieni w odległości ok. trzech kroków żołnierze KBW zapewne nie chcieli jej zabić, dlatego strzelali w powietrze.

Do „Inki” podszedł dowódca plutonu egzekucyjnego, oficer KBW Franciszek Sawicki, który dobił dziewczynę strzałem z pistoletu w głowę. Dodatkowo, morderca miał warknąć: "Nie chciała gadzina zdechnąć, trzeba ją dobić". "Inka" zdążyła jeszcze krzyknąć: "Niech żyje „Łupaszko”!". Lekarz kpt. Mieczysław Rulkowski stwierdził zgon. Była godzina 6.15.

Franciszek Sawicki, urodzony 16 kwietnia 1916 r. we wsi Balarka na Wołyniu, od 1943 r. współpracował z sowiecką partyzantką, potem powołany do "ludowego" Wojska Polskiego, ukończył kurs radiotelegrafisty, szyfranta i spadochroniarza. Od listopada 1944 r. działał w grupie wywiadowczo-dywersyjnej zrzuconej na niemieckie tyły w okolice Kostrzyna nad Odrą, który był istotnym punktem na drodze do Berlina.

Wiosną 1945 r. Sawicki został oficerem informacji KBW. Walczył z oddziałami Narodowych Sił Zbrojnych - w 1945 r. w okolicach Spały, a w 1947 r. w okolicach Bydgoszczy (dostał Krzyż Walecznych). W 1946 r. w Borach Tucholskich jego oddział natrafił na 5 Wileńską Brygadę AK - żołnierzy "Łupaszki", w którym jako sanitariuszka służyła "Inka".

Trzy dni po zamordowaniu ”Inki” Sawicki dostał awans. Później dalej piął się po szczeblach bezpieczniackiej kariery. W 1967 r. zrobił studia administracyjne na Uniwersytecie Wrocławskim. 
Franciszek Sawicki zmarł 28 grudnia 1989 r. we Wrocławiu. Na jego nagrobku na cmentarzu Grabiszyńskim czytamy, że jest „świętej pamięci” i „pokój jego duszy”.

Ksiądz Marian Prusak spełnił ostatnie życzenie Danuty Siedzikówny - przekazał wiadomość pod wskazany adres. W 1949 r. został skazany na sześć lat więzienia, odsiedział trzy i pół roku.
Szczątki "Inki" i "Zagończyka" zidentyfikowano w 2015 r. i uroczyście pochowano na cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, niedaleko miejsca, w którym zostali zamordowani.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.08.2026 10:05
Źródło: Tysol.pl