Szukaj
Konto

Spóźniona moskiewska misja ludzi Trumpa

Jared Kushner, Steve Witkoff, Władimir Putin
Źródło: PAP | Autor: EPA/GAVRIIL GRIGOROV / SPUTNIK / KREMLIN / POOL MANDATORY CREDIT Dostawca: PAP/EPA | Licencja: PAP | Jared Kushner, Steve Witkoff, Władimir Putin
Misja Jareda Kushnera i Steve'a Witkoffa do Moskwy i Kijowa nie przyniosła przełomu w rozmowach o zakończeniu wojny. Zdaniem Antoniego Rybczyńskiego szanse powodzenia były niewielkie, ponieważ Waszyngton wznowił intensywne działania dyplomatyczne w momencie, gdy Kreml nie wykazuje gotowości do rezygnacji ze swoich zasadniczych żądań wobec Ukrainy.
Co musisz wiedzieć:
  • Steve Witkoff i Jared Kushner spotkali się 5 września w Moskwie z Władimirem Putinem, a następnie udali się do Kijowa na rozmowy z Wołodymyrem Zełenskim. Misja nie przyniosła publicznie ogłoszonego przełomu w negocjacjach pokojowych.
  • Rosja po rozmowach nie zrezygnowała ze swoich zasadniczych żądań wobec Ukrainy, natomiast Waszyngton chce doprowadzić do wznowienia bezpośrednich negocjacji i rozmów w szerszym formacie.
  • Autor ocenia, że amerykańska inicjatywa nastąpiła zbyt późno, ponieważ obecna sytuacja polityczna i militarna daje Kremlowi niewiele powodów do ustępstw.

 

Wyprawa Jareda Kushnera i Steve’a Witkoffa do Moskwy i Kijowa nie miała prawa się udać – w sensie przynieść jakichkolwiek pozytywnych rezultatów – z jednego, zasadniczego powodu. Donald Trump wysłał swoich zaufanych na Kreml o co najmniej miesiąc za późno.

Wszyscy pamiętamy środek lata i codzienne doniesienia o zabójczo skutecznych atakach ukraińskich dronów na rafinerie rosyjski i magazyny Wildberries. W Rosji wybuchł kryzys paliwowy w samym środku żniw, a miliony zwyczajnych Rosjan dostało po kieszeni w związku z płonącą logistyką największej w kraju internetowej platformy sprzedażowej. Krążyć zaczęły plotki, że Władimir Putin, chowając się po schronach, sam już nie wie, co ma dalej robić. Zwłaszcza że i na froncie szans na większe sukcesy widać nie było.

 

Moskwa zdecydowała o eskalacji

Kto wie, gdyby wtedy Kushner z Witkoffem polecieli na Kreml przekonywać jego gospodarza do rozmów pokojowych, szansa na to byłaby wtedy większa. Ale teraz? Prawdopodoobnie parę tygodni temu w Moskwie zapadła decyzja o eskalacji wojny. Niezależnie od kosztów gospodarczych i ludzkich. Co może oznaczać mobilizację kilkuset tysięcy ludzi na wojnę. Rosja zmieniła taktykę ataków powietrznych na Ukrainę – wyraźnie chcąc zmęczyć i sterroryzować społeczeństwo wrogiego państwa. Co jeszcze ważniejsze, Putin pokazał już otwarcie, że wojna hybrydowa z Europą jest dla niego po prostu przedłużeniem regularnej wojny z Ukrainą.

Czy można było na coś liczyć, jeśli kilka dni przed spotkaniem ludzi Trumpa z Putinem wybuchł otwarty konflikt między Moskwą a Berlinem w związku z rosyjskimi aktami sabotażu w Niemczech? A jeszcze parę dni wcześniej Rosja zagroziła atakami na cele brytyjskie – i to nie tylko na Ukrainie – w odwecie za pomoc Londynu dla Kijowa?

 

Nie mieli szans

Kushner i Witkoff nie mieli szans przekonać Putina do czegokolwiek, co wyglądałoby na jego odstępstwo od twardej linii wobec Ukrainy. Nie tylko z powodu decyzji dotyczących wojny, ale też zmiany sytuacji na Bliskim Wschodzie, gdzie doszło do eskalacji konfliktu irańsko-amerykańskiego. Zresztą chyba też wcześniejsza wizyta w Moskwie szefa CIA nie przyniosła oczekiwanych w Białym Domu rezultatów. To, co miało być ostrzeżeniem dla Putina, na Kremlu odebrano jako wyraz słabości Zachodu. Podobnie jak to było z wizytą poprzedniego dyrektora Centralnej Agencji Wywiadowczej Williama Burnsa kilka miesięcy przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę.

Nic więc dziwnego, że Kushner i Witkoff – nie przywożąc zresztą ze sobą nowych propozycji – jedynie usłyszeli od Putina, nie licząc miłych dyplomatycznych słów, że nie zamierza zatrzymać się w ekspansji na Ukrainie. Stąd przedstawienie rzekomo świetnej dla rosyjskiej armii sytuacji na froncie, jak i też powtórzenie, że pokój będzie możliwy dopiero po „usunięciu pierwotnych przyczyn” konfliktu. Co oznacza tylko jedno: celem Putina wciąż pozostaje nie tylko aneksja części Ukrainy, ale też zmiana władzy w Kijowie na prorosyjską i rozbrojenie tego kraju.

 

Co to oznacza dla Ukrainy?

Czy to wszystko zmartwiło Wołodymyra Zełenskiego, do którego z Moskwy udali się Amerykanie? Raczej nie. Ukraina wiedziała, że Putin nie odpuści. Ale mogła się obawiać, że ludzie Trumpa przedstawią jakieś nowe pomysły, niezbyt korzystne dla Kijowa. Tak się nie stało – i to jest na plus dla Ukrainy. Obie strony pozostają przy swoich stanowiskach, choćby w kwestii Donbasu, a to, w mojej ocenie, oznacza, że Rosjanom nie uda się kolejny raz przekonać Trumpa, że to Kijów jest główną przeszkodą na drodze do pokoju.

Obecnie prezydent USA wydaje się być bardziej przychylny Ukrainie. Czy zdecyduje się dokręcić śrubę Rosji poprzez nowe sankcje? Tutaj Kreml chytrze próbuje grać na czas. Izba Reprezentantów będzie miała bardzo mało czasu przed wyborami połówkowymi, żeby zrobić to, co na początku Senat z ustawą, której głównym autorem był nieżyjący już Lindsey Graham. Dlatego Rosjanie zasugerowali wysłannikom Trumpa, że być może będą skłonni rozważyć powrót do rozmów w formacie trójstronnym – ale dopiero po wyborach do Dumy (18-20 września). Problem w tym, że bardziej prawdopodobne jest, że zamiast rozmów reżim ogłosi wtedy nową falę mobilizacji.

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć" i "Trump rozmawiał dziś z Putinem telefonicznie", oraz śródtytuły od Redakcji]

 

Trump rozmawiał dziś z Putinem telefonicznie

Donald Trump i Władimir Putin przeprowadzili we wtorek rozmowę telefoniczną. Według rosyjskiej agencji TASS przywódcy rozmawiali m.in. o bezpieczeństwie Europy oraz dalszych kontaktach między Moskwą i Waszyngtonem. Putin miał zapewnić Trumpa, że Rosja „nie ma absolutnie żadnych agresywnych planów wobec Europy”.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.09.2026 21:48
Źródło: Tysol.pl