Prof. Marek Jan Chodakiewicz dla "TS": Jeśli chodzi o manewry „Zapad”, to na zachodzie bez zmian

Jeśli chodzi o rosyjskie manewry „Zapad”, to na zachodzie bez zmian. Skupię się głównie na USA, bo to, co dzieje się w imperium, najbardziej się liczy. Ponadto podkreślę, że postawy wypowiadających się o tych grach wojennych powielają się w odniesieniu do właściwie wszystkich innych spraw międzynarodowych.
Profesjonaliści, analitycy wojskowi i cywilni związani z bezpieczeństwem narodowym przyglądają się poważnie każdemu ruchowi Kremla. Bez histerii. I w kontekście tego białoruskiego poligonu też. Wszystkie opcje są rozważane, w tym możliwość moskiewskiej prowokacji. Wrogowie Putina widzą możliwość natychmiastowego niebezpieczeństwa, być może nawet inwazji, chociaż bardziej efektów wojny psychologicznej z elementami cyberwojny. Tymczasem agenci wpływu i użyteczni idioci bagatelizują militarne gry Rosji.
Ponadto istnieje grupa obserwatorów i specjalistów, która wypowiada się z urzędu niejako, aby zaznaczyć swoją obecność. W ich analizach przewijają się elementy powyższych postaw, stonowane w rozmaity sposób, aby zachować powagę wypowiedzi zabarwioną ideowo opcją polityczną, którą autorytety te preferują czy reprezentują. Ci są uznani za umiarkowanych i mają największy posłuch. Nie znaczy to, że ich wypowiedzi są celne, ale w społecznym odbiorze umiarkowana wypowiedź jest przez ogół uważana za najbardziej wiarygodna.
Politycy tymczasem reagują według najnowszej mody oraz preferencji ideowych. Minęły czasy, że liberałowie w większości ślinili się do Moskwy. Teraz Putin jest u nich na cenzurowanym. U konserwatystów też, oprócz paleokonserwatystów izolacjonistycznych i populistów oraz brygady alt-right, którzy - jak chamokomuna nad Wisłą - widzą w Putinie twardego faceta, przywódcę rasy białej, który dokopuje mięczakom zachodnim i miażdży kalifatystów. Media odzwierciedlają te podziały i je napędzają. Generalnie, większość mediów jest lewicowa, a więc - o ile "Zapad" je interesuje - nie są do tych manewrów dobrze nastawione.
Profesjonaliści odnotowują nie tylko kontekst geopolityczny - wąski i szeroki - ale i ruchy białoruskich sojuszników oraz kremlowską piarowską oprawę "Zapadu". Np. Nicholas Trickett podkreśla "cichą rolę Chin" w tym kontekście. Dla Pekinu Ukraina i Białoruś to bramy wjazdowe do Europy. Ich destabilizacja nie jest w chińskim interesie. Trickett uważa, że ograniczy to radykalizm Rosji, chociaż jakoś tak się nie stało w przypadku inwazji na Krym.
Tuż przed manewrami szefem inspektoratu sił zbrojnych Białorusi został płk. Iwan Bogusławskij. Ma to zapewnić Łukaszence pełną kontrolę nad białoruskimi siłami zbrojnymi. "Eurasia Daily Monitor" odnotował, że "zastępca szefa sztabu armii Białorusi gen. major Pawel Murawejko opisał szczegółowo plany na 858 Plenarnym Spotkaniu Forum dla Współpracy na Rzecz Bezpieczeństwa" (Osce.org, 12 lipca).
Rosja zapiera się, że cel jej manewrów jest "czysto defensywny", Zachód nie ma się o co martwić. David M. Herszenhorn jako jeden z pierwszych dziennikarzy odnotował (Politico, 19 lipca) słowną utarczkę między USA a FR w sprawie manewrów. Gdy rosyjski ambasador przy NATO Aleksandr Gruszko skrytykował gry wojenne symulujące obronę Europy Środkowej przed rosyjską inwazją jako przykład alianckiej paranoi i propagandy strachu, głównodowodzący wojskami sprzymierzonymi gen. Ben Hodges zimno wycedził, że Moskwa powinna sama zaprzestać odtwarzania zimnowojennej atmosfery, gdyż jej sąsiedzi boją się o niezawisłość.
Podkreślmy, że Gruszko użył słowa "demonizacja" "Zapadu". Zgadza się z tym urodzony w Sowietach Michael Kofman, który jest teraz amerykańskim ekspertem w Wilson Center . Kofman poucza, że nie ma co histeryzować i martwić się "Zapadem", "a tylko nauczyć się z niego". Kofman sam się nie uczy, jest bowiem jednym z największych przeciwników uzbrajania Ukrainy. Amerykański nacjonalista Brandon Weichert basuje mu z prawicy - to rutynowa zabawa, nie ma co się martwić.
Niejako ubiegając takie opinie, moderator blogu do spraw białoruskiego bezpieczeństwa Andrei Porotnikow zasugerował, że na Białorusi, Ukrainie, w państwach bałtyckich szczególnie, ale i na Zachodzie generalnie reakcja komentatorów na "Zapad" osiągnęła poziom zbiorowej histerii. "Nie zdziwi mnie, jeśli się okaże, że.... ta histeria została zainicjowana i sfinansowana przez Rosję". Chodzi o pokazanie, że Kreml może robić co mu się żywnie podoba na Białorusi. Brian Whittmore zgadza się jak najbardziej: "Cesarz spotyka łowczego", zatytułował swą analizę związku między Putinem a Łukaszenką.
Większość zachodnich komentatorów i analityków jest zgodna - "Zapad" to prowokacja. Jaki będzie jej charakter - zobaczymy. "The Economist" podkreśla, że może być źle, bowiem Putin mistrzowsko opanował maskirowkę - sztukę wojskowego otumaniania.
Wydaje się, że należy wykluczyć inwazję na Polskę czy kraje bałtyckie. Mało prawdopodobna jest inwazja na Ukrainę. Moskwa nie ma ochoty na wojnę konwencjonalną nawet z takim słabeuszem jak Kijów. Ponadto tyle jest teraz na Ukrainie broni, że pewnie byłaby to wojna partyzancka. Nie do końca można natomiast wykluczyć, że Putin wjedzie czołgami na Białoruś i już tam zostanie. Potem zrobi referendum. Jest to możliwe, choć w obecnej chwili zupełnie sprzeczne z interesami mińskiego dyktatora. Chyba że batko zachoruje, albo go szlag trafi w jakiś sposób. Moskwa chętnie przytuli sieroty po nim.
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton
www.iwp.edu
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (37/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Ponadto istnieje grupa obserwatorów i specjalistów, która wypowiada się z urzędu niejako, aby zaznaczyć swoją obecność. W ich analizach przewijają się elementy powyższych postaw, stonowane w rozmaity sposób, aby zachować powagę wypowiedzi zabarwioną ideowo opcją polityczną, którą autorytety te preferują czy reprezentują. Ci są uznani za umiarkowanych i mają największy posłuch. Nie znaczy to, że ich wypowiedzi są celne, ale w społecznym odbiorze umiarkowana wypowiedź jest przez ogół uważana za najbardziej wiarygodna.
Politycy tymczasem reagują według najnowszej mody oraz preferencji ideowych. Minęły czasy, że liberałowie w większości ślinili się do Moskwy. Teraz Putin jest u nich na cenzurowanym. U konserwatystów też, oprócz paleokonserwatystów izolacjonistycznych i populistów oraz brygady alt-right, którzy - jak chamokomuna nad Wisłą - widzą w Putinie twardego faceta, przywódcę rasy białej, który dokopuje mięczakom zachodnim i miażdży kalifatystów. Media odzwierciedlają te podziały i je napędzają. Generalnie, większość mediów jest lewicowa, a więc - o ile "Zapad" je interesuje - nie są do tych manewrów dobrze nastawione.
Profesjonaliści odnotowują nie tylko kontekst geopolityczny - wąski i szeroki - ale i ruchy białoruskich sojuszników oraz kremlowską piarowską oprawę "Zapadu". Np. Nicholas Trickett podkreśla "cichą rolę Chin" w tym kontekście. Dla Pekinu Ukraina i Białoruś to bramy wjazdowe do Europy. Ich destabilizacja nie jest w chińskim interesie. Trickett uważa, że ograniczy to radykalizm Rosji, chociaż jakoś tak się nie stało w przypadku inwazji na Krym.
Tuż przed manewrami szefem inspektoratu sił zbrojnych Białorusi został płk. Iwan Bogusławskij. Ma to zapewnić Łukaszence pełną kontrolę nad białoruskimi siłami zbrojnymi. "Eurasia Daily Monitor" odnotował, że "zastępca szefa sztabu armii Białorusi gen. major Pawel Murawejko opisał szczegółowo plany na 858 Plenarnym Spotkaniu Forum dla Współpracy na Rzecz Bezpieczeństwa" (Osce.org, 12 lipca).
Rosja zapiera się, że cel jej manewrów jest "czysto defensywny", Zachód nie ma się o co martwić. David M. Herszenhorn jako jeden z pierwszych dziennikarzy odnotował (Politico, 19 lipca) słowną utarczkę między USA a FR w sprawie manewrów. Gdy rosyjski ambasador przy NATO Aleksandr Gruszko skrytykował gry wojenne symulujące obronę Europy Środkowej przed rosyjską inwazją jako przykład alianckiej paranoi i propagandy strachu, głównodowodzący wojskami sprzymierzonymi gen. Ben Hodges zimno wycedził, że Moskwa powinna sama zaprzestać odtwarzania zimnowojennej atmosfery, gdyż jej sąsiedzi boją się o niezawisłość.
Podkreślmy, że Gruszko użył słowa "demonizacja" "Zapadu". Zgadza się z tym urodzony w Sowietach Michael Kofman, który jest teraz amerykańskim ekspertem w Wilson Center . Kofman poucza, że nie ma co histeryzować i martwić się "Zapadem", "a tylko nauczyć się z niego". Kofman sam się nie uczy, jest bowiem jednym z największych przeciwników uzbrajania Ukrainy. Amerykański nacjonalista Brandon Weichert basuje mu z prawicy - to rutynowa zabawa, nie ma co się martwić.
Niejako ubiegając takie opinie, moderator blogu do spraw białoruskiego bezpieczeństwa Andrei Porotnikow zasugerował, że na Białorusi, Ukrainie, w państwach bałtyckich szczególnie, ale i na Zachodzie generalnie reakcja komentatorów na "Zapad" osiągnęła poziom zbiorowej histerii. "Nie zdziwi mnie, jeśli się okaże, że.... ta histeria została zainicjowana i sfinansowana przez Rosję". Chodzi o pokazanie, że Kreml może robić co mu się żywnie podoba na Białorusi. Brian Whittmore zgadza się jak najbardziej: "Cesarz spotyka łowczego", zatytułował swą analizę związku między Putinem a Łukaszenką.
Większość zachodnich komentatorów i analityków jest zgodna - "Zapad" to prowokacja. Jaki będzie jej charakter - zobaczymy. "The Economist" podkreśla, że może być źle, bowiem Putin mistrzowsko opanował maskirowkę - sztukę wojskowego otumaniania.
Wydaje się, że należy wykluczyć inwazję na Polskę czy kraje bałtyckie. Mało prawdopodobna jest inwazja na Ukrainę. Moskwa nie ma ochoty na wojnę konwencjonalną nawet z takim słabeuszem jak Kijów. Ponadto tyle jest teraz na Ukrainie broni, że pewnie byłaby to wojna partyzancka. Nie do końca można natomiast wykluczyć, że Putin wjedzie czołgami na Białoruś i już tam zostanie. Potem zrobi referendum. Jest to możliwe, choć w obecnej chwili zupełnie sprzeczne z interesami mińskiego dyktatora. Chyba że batko zachoruje, albo go szlag trafi w jakiś sposób. Moskwa chętnie przytuli sieroty po nim.
Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton
www.iwp.edu
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (37/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 12.09.2017 21:46
Komentarze
Tusk ostrzega przed najbliższymi miesiącami. Mówi o "poważnych zdarzeniach"
17.09.2026 18:46

Komentarzy: 0
Premier Donald Tusk podkreślił w czwartek w Sejmie, że najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższych kilka miesięcy zakłada "poważne zdarzenia" i wymaga od wszystkich "mentalnej gotowości do zdania trudnych egzaminów".
Czytaj więcej
Czy rząd „wciąga nas do wojny z Rosją”? Gen. Samol: „Czarno to widzę”
17.09.2026 17:09

Komentarzy: 0
Gen. Bogusław Samol ostro ocenia sposób, w jaki polskie władze komunikują zagrożenie ze strony Rosji. Jego zdaniem z jednej strony politycy ostrzegają przed możliwością konfliktu, a z drugiej społeczeństwo wciąż nie otrzymuje wystarczających informacji o przygotowaniu państwa. „Czarno to widzę” — mówi generał, wskazując, co jego zdaniem należy zmienić.
Czytaj więcej
Eksplozja tuż przy granicy z Polską. Jest reakcja prezydenta
17.09.2026 16:39
Ambasada Rosji o sowieckiej agresji na Polskę: ZSRR „nie mógł pozostać obojętny”
17.09.2026 14:20

Komentarzy: 0
W 87. rocznicę sowieckiej napaści na Polskę ambasada Rosji w Warszawie opublikowała oświadczenie, w którym kwestionuje przedstawianie ZSRR jako agresora. Rosyjska placówka przekonuje, że wkroczenie Armii Czerwonej miało służyć „ochronie” mieszkańców wschodnich ziem II Rzeczypospolitej, a mówienie o dwóch agresjach na Polskę określa mianem „rewizjonizmu historycznego”.
Czytaj więcej
W Lublinie i Rzeszowie zawyły syreny. Pilny komunikat służb
17.09.2026 12:37

