Szukaj
Konto

Mieczysław Gil dla TS: "Smoleńsk" na szczęście nie dorównuje najlepszym niemieckim filmom propagandowym

19.01.2017 09:29
M. Żegliński
Źródło: Tygodnik Solidarność
Komentarzy: 0
Dwukrotnie polski ambasador w Berlinie podejmował próby wynajęcia kinowej sali na projekcję filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauze. Kino Delphi wyraziło zgodę, ale szybko pod byle pretekstem (względy bezpieczeństwa) wycofało się z zawartej już umowy. Nieco później kino Cubix też użyło tego pretekstu i odmówiło współpracy z ambasadą RP. Wysokonakładowy niemiecki dziennik „Taggespiegel” szydził, że ambasadorowi Andrzejowi Przyłębskiemu marzył się galowy pokaz filmu na wzór tego w Warszawie. „Ale z tego wszystkiego będą nici” – radośnie zapowiadał „Tagesspiegel”. Gazeta poinformowała, że w dyrekcjach sieci kinowych Cinemaxx i CineStar otrzymała zapewnienie, że żadne z ich kin w Niemczech nie pokaże „Smoleńska”.
"Tagesspiegiel" wprost poinformował, że bojkot filmu wynika z powodu zawartej w nim tezy o tym, że "samolot prezydencki stał się celem zamachu sterowanego przez Władimira Putina". Ktoś jednak poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że totalne embargo na film pachnie cenzurą, a tego w poprawnie politycznym Berlinie być nie może! Znaleziono sposób, by jednocześnie oddalić zarzuty o cenzurze i utrzymać wyszydzający ton wobec filmu Antoniego Krauze.

Organizacja pokazu przypadła "polsko-niemieckiej instytucji kulturalnej", jak nazwał Klub Polskich Nieudaczników autor redakcyjnego felietonu "Taggespiegel". Ten berliński KPN zorganizował pokaz "Smoleńska" w sali kina Babylon we wschodnim Berlinie niedaleko placu im. Róży Luksemburg. Okazało się, że jednak można zorganizować projekcję filmu o katastrofie smoleńskiej! Pod warunkiem, że da się gwarancję wyszydzania filmu i ten warunek organizatorzy spełnili. Szczupłe grono selektywnie dobranych dyskutantów, w tym przedstawiciela KPN, nie zawiodło. Publiczność, choć chciała, nie miała prawa głosu. Paneliści snuli rozważania, czy prezentowany film jest dobrym filmem propagandowym.

Mieszkający w Berlinie historyk sztuki Piotr Olszówka pisujący do "Taggespiegel" i pracujący dla COSMO, niemieckiego radia nadającego po polsku, uznał, że film nie dorównuje najlepszym filmom propagandowym. Paradoksalnie, wbrew intencjom panelisty z kina Babylon trudno o lepszą recenzję dla filmu, no i samą puentę. Nie da się zaprzeczyć, "Smoleńsk" to nie jest ani " Triumf woli" Leni Riefenstahl, ani najnowsze propagandowe osiągnięcie niemieckiej kinematografii "Nasze matki, nasi ojcowie". Tamte produkcje, przypomnijmy, przekonały recenzentów. "Smoleńsk" nie. I bardzo dobrze, że tak jest.

Mieczysław Gil

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (03/2017) dostępnego też w wersji cyfrowej tutaj
Komentarzy: 0
Data publikacji: 19.01.2017 09:29