Szukaj
Konto

Klęska premiera Izraela. Netanjahu czuje się zdradzony przez Trumpa

Binjamin Netanjahu
Źródło: PAP | Autor: EPA/RONEN ZVULUN / POOL Dostawca: PAP/EPA | Licencja: PAP | Binjamin Netanjahu
Informacja o dojściu do porozumienia USA z Iranem, a zwłaszcza warunki porozumienia, wstrząsnęły państwem żydowskim. To wielka porażka Benjamina Netanjahu, na którego spadają gromy ze strony opozycji, ale też wściekają się koalicjanci. A wybory jeszcze w tym roku… Co gorsza dla Bibiego, jak nazywa się izraelskiego premiera, perspektywy wyglądają nieciekawie, bo wyraźnie Donald Trump traci cierpliwość do „jastrzębiego” przywódcy Izraela.
Co musisz wiedzieć:
  • USA i Iran ogłosiły porozumienie dotyczące zakończenia konfliktu oraz ograniczenia napięć w regionie.
  • W Izraelu część polityków i komentatorów uważa, że warunki umowy nie odpowiadają interesom bezpieczeństwa państwa.
  • Premier Benjamin Netanjahu znalazł się pod presją zarówno opozycji, jak i części własnego zaplecza politycznego.

 

Porozumienie USA - Iran. Rozczarowanie w Izraelu

Porozumienie między USA a Iranem ogłoszone w niedzielę przez Trumpa wywołało falę krytyki ze strony zwolenników premiera Benjamina Netanjahu skierowanej przeciwko amerykańskiemu prezydentowi, który do niedawna był powszechnie uważany za sojusznika politycznego i strategiczny atut. Nastroje w Izraelu dobrze oddaje wpis w mediach społecznościowych jednego z czołowych dziennikarzy prawicowej telewizji Channel 14, który opisał amerykańskich negocjatorów Jareda Kushnera i Steve’a Witkoffa jako „tych dwóch Żydów… których przekupiono ogromną sumą pieniędzy i którzy sprzedali swoich braci w Izraelu”, a wiceprezydenta JD Vance’a nazwał „szumowiną”.

Porozumienie obejmuje zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem. Jednak izraelska telewizja publiczna Kan poinformowała w poniedziałek, że kiedy Trump zadzwonił do Netanjahu, aby poinformować go o porozumieniu, Netanjahu stwierdził, że Izrael nie uzna się za związanego postanowieniami dotyczącymi Libanu. Minister obrony Izrael Katz wydał w poniedziałek rano oświadczenie, w którym stwierdził, że zarówno on, jak i premier są zdecydowani utrzymać izraelskie oddziały w strefie buforowej utworzonej w południowym Libanie, aby zapobiec atakom Hezbollahu na północne społeczności Izraela.

 

Donald Trump rozczarowany Binjaminem Netanjahu 

Trump zawsze działa zgodnie ze swoimi interesami. Netanjahu zdołał go przekonać, że atak na Iran będzie przypominał amerykańskie wysiłki zmierzające do obalenia reżimu w Wenezueli, że możliwe jest całkowite zwycięstwo, że reżim w Teheranie upadnie, a Trump wyjdzie z tego jako ostateczny zwycięzca. Kiedy tak się nie stało, prezydent USA zwrócił się przeciwko Netanjahu. Kontynuując swoją ostatnią publiczną krytykę izraelskiego przywódcy, Trump powiedział w niedzielę „New York Timesowi”, że Netanjahu „jest bardzo trudnym człowiekiem” i „powinien być nam bardzo wdzięczny za to, co zrobiliśmy. Bo gdyby Iran miał broń jądrową, Izrael nie przetrwałby nawet dwóch godzin”.

Izraelscy urzędnicy ds. bezpieczeństwa są głęboko zaniepokojeni konsekwencjami porozumienia dla konfrontacji Izraela z Hezbollahem i Iranem, który nadal otwarcie grozi Izraelowi. I nie chodzi tylko o to, co teraz się wydarzyć może w Libanie, ale o to, że Iran może zyskać możliwość odbudowy potencjału militarnego – i na pewno wyciągnie wnioski z tej wojny, choćby bardziej stawiając na rozwój nowoczesnych sił powietrznych. Co szczególnie ważne, zwłaszcza z punktu widzenia bezpieczeństwa Izraela, Trump wycofał się z żądania zatrzymania rozwoju arsenału rakietowego Iranu oraz z żądania zaprzestania przez Teheran wspierania sieci swych sojuszników w regionie, takich jak Hezbollah czy Huti.

Dylemat Binjamina Netanjahu

Netanjahu stoi obecnie przed ogromnym dylematem politycznym. W obliczu wyborów zaplanowanych na październik porażka mogłaby narazić go na ewentualny wyrok skazujący w toczącym się od dawna procesie o korupcję, a nawet na potencjalne więzienie. Rozumie to i właśnie dlatego zdecydował się dwukrotnie uderzyć na cele w Libanie już po tym, jak było wiadomo, że jest porozumienie, pomimo sprzeciwu Trumpa. Stojąc przed wyborem między Trumpem a swoją bazą polityczną, Netanjahu skłania się obecnie ku tej drugiej, ponieważ to właśnie ci ludzie zadecydują o wyniku wyborów. Dlatego powiedział w poniedziałek: „Pozostaniemy w strefach bezpieczeństwa tak długo, jak będzie to konieczne do obrony naszego kraju”, odnosząc się konkretnie do Libanu, Syrii i Strefy Gazy.

 

Syria alternatywą dla Izraela?

Tymczasem Trump zasugerował we wtorek, że Syria mogłaby pomóc w walce z Hezbollahem w Libanie, krytykując jednocześnie działania Izraela przeciwko tej organizacji. Przemawiając przy okazji szczytu G7 we Francji, prezydent powiedział, że nie jest „zadowolony” z postępowania Izraela w Libanie, oświadczając, że wojna powinna była zakończyć się „szybciej”, a Izrael powinien wykazać się tam „większą odpowiedzialnością”.

Jeśli Izrael nie potrafi wykonać tego zadania bez zabijania wszystkich innych, to Syria się tym zajmie – dodał. Trump pochwalił prezydenta Syrii Ahmeda al-Szarę jako osobę „bardzo zdolną” do wykonania takiej misji.

Takie słowa to kolejny sygnał pogorszenia relacji między Trumpem a Netanjahu. Nie chodzi tylko o wotum nieufności dla działań izraelskich w Libanie. Chodzi o to, kto ma być – zdaniem Trumpa – skuteczniejszą alternatywą. Wszak relacje izraelsko-syryjskie do najlepszych nie należą. W Jerozolimie zrozumiano, że wywodzący się z Al-Kaidy Szara może być groźniejszy od Asada. I to mimo tego, że wyrzucił z Syrii wpływy irańskie. Bo w zamian mocno wchodzi tam Turcja, z którą Izrael ma fatalne relacje. Wyraźna słabość Trumpa – właściwie od samego początku – do brodatego lidera z Damaszku jest tym groźniejsza dla interesów izraelskich. Żydowskie wojska od dekad okupują syryjskie Wzgórza Golan, a korzystając z chaosu, gdy upadał reżim Asada, posunęły się w głąb Syrii poszerzając „strefę buforową”, podburzając Druzów i przeprowadzając serię nalotów na bazy i magazyny syryjskich sił rządowych.

Póki co jednak, Szara odrzuca apele Trumpa, by podjął działania przeciwko Hezbollahowi w Libanie. Ale czy to się nie może w przyszłości zmienić? Warto pamiętać, że Syria okupowała znaczne obszary Libanu od 1976 do 2005 roku. Interwencja rozpoczęła się w trakcie libańskiej wojny domowej, a zakończyła się pod presją międzynarodową po zamachu na libańskiego premiera Rafika Haririego. Dziś widać, że proces głębokich przemian geopolitycznych na Bliskim Wschodzie, z premedytacją zapoczątkowany przez Netanjahu po ataku Hamasu w 2023 roku, chyba nie do końca przebieg zgodnie z planami Izraela.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 16.06.2026 21:31
Źródło: Tysol.pl