Szymon Woźniak: Jacek Jaśkowiak, Kuf Drahrepus i desperackie pałowanie nazizmem
02.10.2018 20:24

Komentarzy: 0
Udostępnij:
W kraju pokutuje przeświadczenie, że Poznania nie uda się PiS-owi odbić z rąk Platformy Obywatelskiej. Niewykluczone, że rzeczywiście tak będzie i wszystko pozostanie po staremu. Jednak reakcja Jacka Jaśkowiaka na poznańską konwencję PiS-u jest tak histeryczna, że każe się zastanowić, czy aby urzędującemu prezydentowi grunt nie wymyka się spod nóg.
W piątek w Sali Ziemi na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich odbyła się konwencja Prawa i Sprawiedliwości, czyli, jak przystało na partię rządzącą i zarazem najpopularniejszą w Polsce, całkiem porządna impreza. Tysiąc osób słuchało najpierw krótkiego wykładu o historii Poznania z perspektywy prezesa Jarosława Kaczyńskiego, w którym nie było ani “zdradzieckich mord", ani “agentów", ani “innych szatanów, co są tam czynne", była za to pochwała samorządności i bardzo wyważona krytyka obecnego włodarza Grodu Przemysła. Jaśkowiakowi dostało się za “uprawianie krucjaty ideologicznej za publiczne pieniądze". Kaczyński powiedział, że “to nie jest zadanie samorządu poznańskiego, ani żadnego innego" i dodał, że: “Żyjemy w wolnym kraju, jak ktoś chce prowadzić krucjatę ideologiczną to niech się organizuje, niech zbiera środki. A ze środków publicznych, w publicznych instytucjach to jest niedopuszczalne".
Ta wypowiedź mogła spotkać się rozmaitymi kontrami. Spektrum możliwości było naprawdę ogromne, rozciągało się od zakwestionowania samego konceptu samorządów wyzutych z ideologii, po odbicie piłeczki i przywołanie przykładu TVP, które stanowi dla PiS medialny taran ideologiczny i jest przecież finansowane z pieniędzy podatników. Nie wiedzieć czemu - wszak mamy tu do czynienia z wytrawnym politykiem - Jacek Jaśkowiak zdecydował się na wypowiedź, po której każdy szanujący się wyborca powinien momentalnie przestać go traktować poważnie. W rozmowie w studio WTK rozprawianie się z przytykiem Kaczyńskiego urzędujący prezydent rozpoczął od posłużenia się dawno przemielonym przez opinię publiczną fake-newsem. “Te słowa brzmią dziwnie w ustach Jarosława Kaczyńskiego, bo to on podzielił Polaków. To on doprowadził do tej sytuacji, w której jego zwolennicy i on sam nazywają tych, którzy myślą inaczej, którzy mają inne poglądy, którzy chcieliby innej polityki - gorszym sortem". Może dekadę temu, przed dobą mediów społecznościowych, dałoby się wcisnąć ciemnemu ludowi, że prezes Kaczyński naprawdę nazwał ludzi, którzy go nie popierają “gorszym sortem", ale dzisiaj nie ma to szans. Ów “gorszy sort", zamiast symbolem “segregacji ludzi ze względu na poglądy polityczne" stał się synonimem najbardziej narwanej i oszołomskiej facebookowej grupy, zrzeszającej ludzi, którzy uważają się za inteligencję, a łykają, nomen omen, każdego prowokacyjnego mema z aktorami porno, udającymi amerykańskich polityków generałów i naukowców, rzekomo krytykujących kaczystowski rząd. I właśnie w takich okolicznościach przyrody, po bez mała trzech latach od przemielenia i wyplucia przez polską opinię publiczną fake-newsa o “gorszym sorcie", Jacek Jaśkowiak odgrzewa tego nieświeżego kotleta. Niestety, nie to jest w tym wszystkim najgorsze.
- To jest język podobny do tego, którego używali naziści i komuniści. Bo naziści mówili o podludziach, a Kaczyński mówi o gorszym sorcie - palnął prezydent miasta i sięgając po najcięższe działa, puścił oko do najbardziej radykalnej i zarazem najmniej racjonalnej części swojego elektoratu. W cywilizowanym świecie, gdy rozmawiają ludzie na poziomie, wyciągnięcie argumentum ad hitlerum, czy porównywanie adwersarzy do nazistów, kończy wszelką dyskusję. Jak widać, polska debata publiczna nie jest ani na poziomie, ani cywilizowana, skoro tak skandaliczne porównanie spotkało się jak na razie - a kilka dni już minęło - z reakcją zaledwie lokalnych oddziałów mediów publicznych. Jednak tak się składa, że okładanie adwersarzy po głowie tępym narzędziem na oczach ludzi postronnych, nie przynosi szczególnych korzyści napastnikowi. Polska debata nie znajduje się może na wysokim poziomie, ale jej obserwatorzy na pewno nie są głupi.
Minęły dwa lata, od kiedy Newsweek na okładce jednego z numerów straszył zbliżającym się pochodem brunatnych - w polskiej debacie publicznej w dalszym ciągu nie ma owych brunatnych, za to jest coraz mniej Newsweeka. Tak działa straszenie ludzi wyolbrzymionymi, a często wyimaginowanymi zagrożeniami, że straszący traci jakikolwiek posłuch. Prezes Kaczyński wprawdzie wbił szpilkę prezydentowi miasta, do którego przyjechał, ale zrobił to z poszanowaniem specyfiki lokalnej debaty. W odpowiedzi dostał po głowie pałką z napisem nazizm, w dodatku pałkarz usiłował przekonywać, że to on występuje w roli obrońcy debaty. Nie, Panie Prezydencie, to pan wyzywając swoich politycznych przeciwników od nazistów, stara się ich usunąć z debaty, umieścić na jej marginesie. Tak właśnie debatę się zarzyna.
I doprawdy, kogo Pan chciał tymi wynurzeniami przekonać? Poparcie poznańskich grupowiczów z “gorszego sortu" ma pan już przecież jak w banku. Z tymże oni akurat od dawna wiedzą, że kaczyzm znaczy nazizm. I o zatroskaniu gen. Kufa Drahrepusa stanem demokracji w Polsce - również.
Ta wypowiedź mogła spotkać się rozmaitymi kontrami. Spektrum możliwości było naprawdę ogromne, rozciągało się od zakwestionowania samego konceptu samorządów wyzutych z ideologii, po odbicie piłeczki i przywołanie przykładu TVP, które stanowi dla PiS medialny taran ideologiczny i jest przecież finansowane z pieniędzy podatników. Nie wiedzieć czemu - wszak mamy tu do czynienia z wytrawnym politykiem - Jacek Jaśkowiak zdecydował się na wypowiedź, po której każdy szanujący się wyborca powinien momentalnie przestać go traktować poważnie. W rozmowie w studio WTK rozprawianie się z przytykiem Kaczyńskiego urzędujący prezydent rozpoczął od posłużenia się dawno przemielonym przez opinię publiczną fake-newsem. “Te słowa brzmią dziwnie w ustach Jarosława Kaczyńskiego, bo to on podzielił Polaków. To on doprowadził do tej sytuacji, w której jego zwolennicy i on sam nazywają tych, którzy myślą inaczej, którzy mają inne poglądy, którzy chcieliby innej polityki - gorszym sortem". Może dekadę temu, przed dobą mediów społecznościowych, dałoby się wcisnąć ciemnemu ludowi, że prezes Kaczyński naprawdę nazwał ludzi, którzy go nie popierają “gorszym sortem", ale dzisiaj nie ma to szans. Ów “gorszy sort", zamiast symbolem “segregacji ludzi ze względu na poglądy polityczne" stał się synonimem najbardziej narwanej i oszołomskiej facebookowej grupy, zrzeszającej ludzi, którzy uważają się za inteligencję, a łykają, nomen omen, każdego prowokacyjnego mema z aktorami porno, udającymi amerykańskich polityków generałów i naukowców, rzekomo krytykujących kaczystowski rząd. I właśnie w takich okolicznościach przyrody, po bez mała trzech latach od przemielenia i wyplucia przez polską opinię publiczną fake-newsa o “gorszym sorcie", Jacek Jaśkowiak odgrzewa tego nieświeżego kotleta. Niestety, nie to jest w tym wszystkim najgorsze.
- To jest język podobny do tego, którego używali naziści i komuniści. Bo naziści mówili o podludziach, a Kaczyński mówi o gorszym sorcie - palnął prezydent miasta i sięgając po najcięższe działa, puścił oko do najbardziej radykalnej i zarazem najmniej racjonalnej części swojego elektoratu. W cywilizowanym świecie, gdy rozmawiają ludzie na poziomie, wyciągnięcie argumentum ad hitlerum, czy porównywanie adwersarzy do nazistów, kończy wszelką dyskusję. Jak widać, polska debata publiczna nie jest ani na poziomie, ani cywilizowana, skoro tak skandaliczne porównanie spotkało się jak na razie - a kilka dni już minęło - z reakcją zaledwie lokalnych oddziałów mediów publicznych. Jednak tak się składa, że okładanie adwersarzy po głowie tępym narzędziem na oczach ludzi postronnych, nie przynosi szczególnych korzyści napastnikowi. Polska debata nie znajduje się może na wysokim poziomie, ale jej obserwatorzy na pewno nie są głupi.
Minęły dwa lata, od kiedy Newsweek na okładce jednego z numerów straszył zbliżającym się pochodem brunatnych - w polskiej debacie publicznej w dalszym ciągu nie ma owych brunatnych, za to jest coraz mniej Newsweeka. Tak działa straszenie ludzi wyolbrzymionymi, a często wyimaginowanymi zagrożeniami, że straszący traci jakikolwiek posłuch. Prezes Kaczyński wprawdzie wbił szpilkę prezydentowi miasta, do którego przyjechał, ale zrobił to z poszanowaniem specyfiki lokalnej debaty. W odpowiedzi dostał po głowie pałką z napisem nazizm, w dodatku pałkarz usiłował przekonywać, że to on występuje w roli obrońcy debaty. Nie, Panie Prezydencie, to pan wyzywając swoich politycznych przeciwników od nazistów, stara się ich usunąć z debaty, umieścić na jej marginesie. Tak właśnie debatę się zarzyna.
I doprawdy, kogo Pan chciał tymi wynurzeniami przekonać? Poparcie poznańskich grupowiczów z “gorszego sortu" ma pan już przecież jak w banku. Z tymże oni akurat od dawna wiedzą, że kaczyzm znaczy nazizm. I o zatroskaniu gen. Kufa Drahrepusa stanem demokracji w Polsce - również.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 02.10.2018 20:24
Zapowiada się szokująco niska frekwencja w drugiej turze wyborów
21.04.2024 18:26
W podpoznańskich Pobiedziskach uśmiech zawisł na banerze
10.04.2024 19:23
Komentarzy: 0
W dniu po wyborach samorządowych, krótki poranny spacer z dworca do pobiedziskiej małej galerii handlowej, skłania do wielu pytań. Uwagę przykuwa ponadproporcjonalna obecność wizerunku kandydata Roberta Łucki i komitetu "Razem dla gminy Pobiedziska". Twarz pana Łucki można było jeszcze o wczesnej godzinie porannej na tej krótkiej drodze spotkać aż 8 razy.
Czytaj więcej
Korwin-Piotrowska wściekła po wyborach: "Spora część z nas miała wszystko w pompie"
09.04.2024 20:02
PiS ma cztery sejmiki z samodzielną wiekszością, a KO... jeden [MAPA]
09.04.2024 17:00
Jeszcze bardziej miażdżące zwycięstwo PiS w wyborach do rad powiatowych [MAPA]
09.04.2024 15:17

Komentarzy: 0
Polski socjolog, polityki, autor opracowań i analiz z zakresu preferencji społeczno-politycznych i geografii wyborczej w Polsce Marcin Palade opublikował ciekawą mapę przedstawiającą zwycięzców wyborów do rad powiatowych w ujęciu wojewódzkim.
Czytaj więcej


