Szukaj
Konto

Pacjent poczeka

08.04.2026 20:20
Szpitalny korytarz
Źródło: pixabay.com | Szpitalny korytarz
Komentarzy: 0
Miała być naprawa. Miało być odważnie, systemowo, „po ludzku”. Były huczne obietnice i rozbudzone nadzieje. Zamiast tego mamy dobrze znany rytuał: deklaracje, statystyki i – gdy robi się gorąco – klasyczne umywanie rąk.

Instrukcja obsługi politycznej bezradności

Ostatni wywiad ministra Miłosza Motyki w Radiu Zet brzmi jak instrukcja obsługi politycznej bezradności. „Rekordowy budżet” (odziedziczony po PiS-ie, o czym polityk PSL nie wspomina) ma przykryć fakty, których nie da się zagadać: zamykane oddziały, porodówki znikające z mapy, terminy operacji przesuwane w nieskończoność i pacjentów, którzy uczą się czekać jak na łaskę.

Bo przecież liczby są. Zawsze są. Tyle że liczby nie leczą. Nie skracają kolejek, nie otwierają zamkniętych drzwi oddziałów, nie przywracają poczucia bezpieczeństwa. Gdy prowadzący przypomina o luce w NFZ i ograniczaniu świadczeń, odpowiedzią nie jest plan, tylko unik. A gdy pada pytanie o odpowiedzialność – zapada cisza, którą wypełnia zdanie-klucz: „nie mamy swojego przedstawiciela w resorcie”. To już nie jest nawet półśrodek. To jest polityczne alibi w czystej postaci. Gdy celem jest podział stołków, to logika koalicyjna ma sens, ale gdy chodzi o odpowiedzialność za konkretne działania, to mamy festiwal przerzucania się.

 

Pacjent poczeka

A rządzenie polega na braniu odpowiedzialności, nie na jej delegowaniu. Jeśli jesteś w rządzie, odpowiadasz za rząd. Jeśli obiecywałeś oddłużenie szpitali, produkcję leków w Polsce i zmniejszenie kolejek – to nie są slogany do kampanii, tylko zobowiązania wobec ludzi. Dziś te zobowiązania zderzają się z rzeczywistością, w której „rekordowy budżet” współistnieje z coraz trudniejszym dostępem do leczenia. To nie paradoks. To efekt braku decyzji.

Najbardziej uderzające nie jest nawet to, że sytuacja jest zła. W służbie zdrowia bywała trudna nie raz. Uderzające jest to, że w obliczu kryzysu nikt nie chce być gospodarzem. Nikt nie mówi: „to my, bierzemy to na siebie i robimy porządek”. Zamiast tego mamy rozmywanie odpowiedzialności i przerzucanie jej między resortami, samorządami i „obiektywną sytuacją”.

A pacjent? Pacjent ma poczekać. Na wizytę, na zabieg, na decyzję. W tym systemie czas stał się najdroższą walutą – i to pacjenci płacą nią najwięcej. Jeśli to ma być „naprawa”, to wygląda raczej jak zarządzanie kryzysem przez unikanie. A to strategia, która kończy się zawsze tak samo: kolejnym wywiadem, kolejnymi liczbami i kolejnym umywaniem rąk.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.04.2026 20:20
Źródło: Tysol.pl